Kierowca uniewinniony, ale ci, którzy nielegalnie używają prędkościomierza PolCam – bezkarni

Artur Mezglewski

Istnieje prawo pisane oraz prawo niepisane. Prawo pisane jest po to, żeby utrzymywać ludzi w świecie iluzji o praworządnym państwie oraz żeby studenci mieli się czego uczyć. Natomiast prawo niepisane się po prostu stosuje. Znajomość zasad prawa niepisanego nie jest powszechna. Są różne stopnie wtajemniczenia. Najbardziej wtajemniczeni są prokuratorzy. Oni najlepiej wiedzą: co się stosuje, a co się nie stosuje.

Dobrym przykładem na istnienie prawa niepisanego jest przypadek prędkościomierza kontrolnego typu PolCam. Według prawa pisanego – tj. według art. 26 ust. 1 pkt 2  ustawy  Prawo o miarach – każdy kto wprowadza do obrotu lub użytkowania, stosuje bądź nawet przechowuje w stanie gotowości do użycia przyrządy pomiarowe, które niespełniają wymagań – podlega karze grzywny. Natomiast prawo niepisane jest takie, że żaden prokurator oraz żaden inny organ „ochrony prawnej” (sic!) nie skieruje oskarżenia przeciwko policjantowi, który dokonuje nielegalnych pomiarów tym urządzeniem. A to, że PolCam nie spełnia wymagań jest poza sporem.

Pocieszające jest jedynie to, że nieszczęśnicy, których policja upolowała tym trefnym przyrządem mają jakieś szanse na uniewnnienie w sądzie. Informujemy zatem, że zapadł kolejny wyrok uniewinniajacy w sprawie o przekroczenie prędkości ujawnione prędkościomierzem PolCam. Moment ogłoszenia wyroku został nagrany przez naszego dziennikarza. Udostępniamy go bez cięć. Wyrok jest prawomocny.

 

Wideorejestrator PolCam, czyli przekręt stulecia

Zaszufladkowano do kategorii Administracyjne zatrzymanie prawa jazdy, Główny Urząd Miar, PolCam, Policja, Postępowanie przed sądem | 3 komentarze

Ciąg dalszy tematu rozbitej szyby w nieoznakowanym BMW i wrabianiu w szkodę „jelenia”, czyli o czym huczało i huczy na korytarzach poznańskiej komendy policji

Emil Rau, Marek Walczak, M(b)A

W maju 2019 r., na ulicy Bukowskiej w Dąbrówce koło Poznania, policjanci zatrzymali do kontroli samochód ciężarowy. Kierowcy tego auta zarzucili, że z jego przestrzeni ładunkowej spadł kamień, który miał rzekomo uszkodzić szybę w ich nieoznakowanym radiowozie marki BWM. Kierowca nie chciał zgodzić się z ich decyzją dobrze wyczuwając, że kierowanie przeciw niemu oskarżenie jest grubymi nićmi szyte. Ten mały, wymyślony przez funkcjonariuszy „kamyczek” ruszył lawinę, której następstwem jest proces sądowy, w którym oskarżonymi są czterej byli policjanci poznańskiej drogówki, w tym ówczesny naczelnik tego wydziału.

O sprawie pisaliśmy tu:

https://prawonadrodze.org.pl/policyjni-lowcy-oc-na-lawie-oskarzonych/

Sprawa ta wzbudza ogromne zainteresowanie społecznie z uwagi na okoliczności jej przebiegu i funkcje, jakie pełnili w maju 2019 r. czterej oskarżeni. Policjant swój mundur policyjny winien nosić z dumą i należnym szacunkiem, bo oznacza on, że osoba ta pełni szczególną rolę w społeczeństwie – stoi na straży ładu i porządku prawnego. Dlatego szczególne oburzenie i poruszenie obywateli wywołuje fakt, że powyższe wartości zdeptano tylko dla uniknięcia odpowiedzialności za powstałą niewielką szkodę materialną w służbowym aucie.

Ostatnia rozprawa pokazała, że o sprawie pękniętej szyby w BMW i procederze wrabiania „jelenia” w jej rzekome uszkodzenie było na komendzie od samego początku głośno, a funkcjonariusze całe zdarzenie omawiali pomiędzy sobą. I tak już od trzech lat policjanci wymieniają się informacjami, spostrzeżeniami oraz opiniami kto, co, dlaczego i co można. Powstaje więc pytanie o sens i wartość dowodową zeznań świadków, skoro były one na długo przed rozprawą dyskutowane i uzgadniane w każdym pokoju każdego piętra komendy. Zeznania kolejnych świadków są zgodne z tym, co było już wiadome przed procesem i Ameryki nikt na sali Sądu Rejonowego nie odkrywa.

Po wysłuchaniu zeznań kolejnych świadków można odnieść wrażenie, że opcje poprawiania, korygowania czy antydatowania dokumentacji służbowej, to jeden z głównych elementów pracy funkcjonariuszy, a częste konflikty interpersonalne pomiędzy zwierzchnikami i podwładnymi wynikają ze zmuszania tych drugich do podejmowania działań co najmniej wątpliwych moralnie, a czasem wręcz sprzecznych z litera prawa. Góra każe, dół robi nawet wbrew sobie, bo pojawia się „sugestia”, że ktoś może być oceniony jako nie nadający się do pracy na danym stanowisku, a przeniesienie może oznaczać np. obniżenie wysokości uposażenia. Tylko czy ktoś dziś chce pracować za wszelką cenę w zatrutej atmosferze? Czy te kilka stówek premii lub dodatku warte jest działania wbrew zasadom, żeby tylko przełożony był zadowolony?

Okazuje się również, że bycie dziennikarzem to również ryzykowny zawód. Dlaczego? Bo niebezpieczną może okazać się np. konieczność wyjścia z sali rozpraw przed jej zakończeniem. Taki przypadek skłonił przewodniczącą składu orzekającego, bez weryfikacji podstaw takiego działania, do wysnucia karkołomnej insynuacji, że relacjonująca przebieg sprawy dziennikarka Aleksandra Madej ”opuściła salę rozpraw ze względu na aspekt, który był wcześniej, a który wypłynął, tj. szkodliwości ujawniania przebiegu rozprawy poprzez umieszczenia filmów na YouTube”, co jest w naszej ocenie nieuprawnioną projekcją domysłów przewodniczącej składu, jest naruszeniem etyki zawodowej sędziego i stanowi naruszeniem dóbr osobistych dziennikarza poprzez przypisywanie wydumanego czynu zabronionego przez prawo. Nasuwa się pytanie czy przed następną rozprawą warto rozważyć założenie pieluchy dla dorosłych, by powstała nagle potrzeba naturalna, nie okazała się ponowną okazją do wylania wiadra pomyj na dziennikarza na skutek swoistych domysłów i konfabulacji.

Obowiązujące w Polsce prawo, w ty zapisy aktu nadrzędnego nad innymi, stanowią, że rozprawa jest jawna, publiczna, ogólnodostępna, ale jak było można usłyszeć i wywnioskować na przedmiotowym posiedzeniu, przewodnicząca rozprawie SSR Daria Kamińska-Grzelak jest innego zdania. Zadaniem mediów i ich dziennikarzy jest publikowanie wszelkich informacji istotnych dla dobra społeczeństwa, czasami także tych skrywanych przed opinią publiczną, więc nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego publikowanie materiałów jawnych miałoby negatywnie wpływać na pracę wymiaru sprawiedliwości czy stwarzać trudności w dochodzeniu do prawdy w trakcie jakiegoś procesu.

https://prawonadrodze.org.pl/policjanci-z-poznanskiej-drogowki-uslyszeli-zje-temat-a-ta-notatka-mozecie-zupy-nagotowac-ich-koledzy-zasiadaja-na-lawie-oskarzonych/

Z kronikarskiego obowiązku poinformujemy, że na ostatniej rozprawie przesłuchano kolejnych świadków. Oto najciekawsze fragmenty z tego, co można było usłyszeć na sądowej sali:

Do pokoju wszedł pan Paweł S. i polecił przepisanie kontrolki od radiowozu. Z tego co pamiętam podał kontrolkę Jackowi L.,  ale chyba to, co powiedział, czyli proszę przepisać kontrolkę, to raczej tyczyło się obu panów, z uwagi na pękniętą szybę. Chłopacy na pewno mówili o tym, że została przepisana ta kontrolka. Z plotek między policjantami usłyszałam, że Maciej K. i Paweł K. mieli wyjechać radiowozem na miasto, żeby zlikwidować szkodę z czyjejś polisy. Na korytarzach w komendzie się o tym mówiło – zeznała Monika K.

Wiedzę o tym, że jest pęknięta szyba w radiowozie, miałem po weekendzie majowym. Zadekretowałem, jak na każdych takich dokumentach, postawiłem dekretację „proszę przeprowadzić postępowanie szkodowe”. Później dowiedziałem się o sprawie, jak zaczęły być prowadzone czynności przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Policji i z doniesień medialnych – zeznał Roman Sz.

Wszystko, takie plotki, to wszystko z doniesień medialnych, jak już BSW wstawili się u nas w celu zabezpieczenia tych notatników, dopiero taki szum korytarzowy wskazywał, że mogło dojść do takiego czegoś. Z pewnością jest tak, że zarówno czynności prowadzone przez funkcjonariuszy BSWP wobec naszych policjantów z WRD są przez nas, czyli przez wszystkich funkcjonariuszy, komentowane i omawiane są między sobą – zeznał dalej.

Mamy nadzieję, że powyższe cytaty nie „położą” Sądowi możliwości dojścia do prawdy obiektywnej w przedmiotowej sprawie.

https://youtu.be/XkenTzdfyLI

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | 2 komentarze

Czy znaki drogowe ustawia Swawolny Zyzio? Część V – gmina Szemud (pomorskie)

Kilkukrotnie już poruszaliśmy temat bezpardonowego łamania regulacji prawnych dotyczących posadawiania znaków drogowych na polskich drogach. Niestety, kreatywność wszelkiej maści zarządzających ruchem (choć właściwsze byłoby określenie „znakologów”) i praktycznie pełna bezkarność za brak respektowania w swoim działaniu obowiązującego prawa sprawia, że moglibyśmy o tym pisać codziennie. Więc żeby nie zanudzać szanownych czytelników, będziemy wyławiać i opisywać wybitne „perełki” przydrożnej twórczości. W tej kategorii nie sposób pominąć tego, co się jeszcze niedawno działo na terenie gminy Szemud.

W naszej działalności widzieliśmy już wiele – znaki wg własnych projektów, ustawianie ich tak, że stanowiły realne niebezpieczeństwo dla pieszych, czy też lica wydrukowane na folii magnetycznej i nalepiane wtedy, kiedy było to potrzebne do łapanki z pseudofotoradarem, urządzanej przez lokalną straż gminną. Ale błyskawicznego ustawiania znaków na podstawie telefonicznej „sugestii” od anonimowego „sygnalisty” – no tego jeszcze nie przerabialiśmy.

Nie będę ponowie przytaczał regulacji prawnych, które dotyczą materii związanej z zarządzaniem ruchem na drogach, czyli m.in. umieszczaniem znaków drogowych. Uważni czytelnicy naszego pisma wiedzą już zapewne dokładnie, co to Ustawa prawo o ruchu drogowym oraz wydane na podstawie delegacji tego aktu rozporządzenia odpowiednich organów:

  • w sprawie znaków i sygnałów drogowych;
  • w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach;
  • w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem.

Niestety, lektura ze zrozumieniem powyższych aktów nie należy do najmocniejszych stron wielu zarządców dróg. A może zrozumienie jest, tylko dochodzi barejowska zasada „nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”.

Jesienią 2021 r. udałem się do położonej nieopodal Gdyni malowniczej miejscowości Bojano, otrzymałem bowiem od p. Rozalii (imię zmienione, mieszkanka jednej z ulic) informację, że znaki drogowe potrafią się tam znienacka pojawiać lub „wędrować” pomiędzy ulicami, a dzieje się tak wtedy, kiedy ktoś zainteresowany ich postawieniem ma dobre relacje z urzędem  przy ul. Kartuskiej w Szemudzie. Powodem skierowanej prośby o interwencję dziennikarską była „spontaniczna” zmiana lokalizacji znaku A-7 przez przeniesienie go pomiędzy ulicami na skrzyżowaniu ul. Wiosennej z ul. Słoneczną. Stało się to najprawdopodobniej dlatego, bo tak zażyczył sobie jeden z mieszkańców ul. Wiosennej, który nie chciał „ustępować” tym ze Słonecznej, a podobno ma „odpowiednie” kontakty w UG.

Takie nagłe, „przypadkowe” pojawiania się znaków zdarzały się już wcześniej, wskazano mi inną lokalizację – znajdujący się niedaleko głównej ulicy w Bojanie utwardzony placyk, na którym jeden z mieszkańców od czasu do czasu parkował swój samochód ciężarowy. Nie spodobało się to innemu mieszkańcowi (ach, ta sąsiedzka życzliwość), który też ma chyba dobre „dojścia”, więc znienacka pojawił się na jednym z wjazdów na ów placyk znak B-1 …

By ustalić stan faktyczny, wystąpiłem do Wójta Gminy Szemud o przesłanie mi kopii zatwierdzonych i obowiązujących planów organizacji ruchu dla obszaru dróg gminnych/wewnętrznych, przy których ww. znaki ustawiono. Odpowiedzi udzielono w dn. 29 IX 2021 r., pismem znak GK.7000.204.2.2021, podpisanym przez z-cę Kierownika Referatu Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Ewę Sykut, w której przekazano, że dla wskazanych obszarów organ zarządzający ruchem nie sporządził projektów organizacji ruchu, a znaki posadowiono w trybie „nieregulującym zasad ruchu drogowego” (sic!!!), „w trybie interwencyjnym” i w stanie „wyższej konieczności” (???), Przepraszam, a jaki to akt prawny reguluje te dwa pierwsze tryby i jakie przesłanki się pojawiły, że powołano się na wyższą konieczność? Kilka wypadków dziennie? Czarny punkt? Stałe dyżury lawet i karawanów w pobliżu przedmiotowego skrzyżowania? Nie, te działania podjęto na podstawie jednego telefonicznego zgłoszenia od „anonimowego” mieszkańca, na drogach wewnętrznych, o minimalnym natężeniu ruchu, gdzie do tej pory nie odnotowano absolutnie żadnych zdarzeń związanych z zagrożeniem zasad bezpieczeństwa …

Przez kilka lat działalności w SPnD spotykałem się już z wieloma kuriozalnymi określeniami, samowolnymi działaniami, tworzeniem własnej, wirtualnej rzeczywistości, itp. – ale to pismo sprawiło, że wyskoczyłem z kapci! Jak to musiało się odbyć? Telefon „Panie wójcie, uprzejmie donoszę, że w Bojanie, wie pan gdzie, na piaszczystej, osiedlowej drodze, dzieje się Sodoma i Gomora! Strach wyjechać, strach wyjść, dzieci płaczą, kury jaj nie niosą!”. Jeszcze słuchawka nie wylądowała na widełkach, a już był naciśnięty guzik alarmowy i natychmiast dzielna brygada operatorów pobrała z magazynu łopatę, ile koni fabryka pod maską dała pognała do miejsca ze zgłoszenia i kierując się stanem wyższej konieczności, bez zbędnej zwłoki, wykopała A-7 z ul. Wiosennej i wstawiła pod płot jednej z posesji na ul. Słonecznej … Gotowy scenariusz do kolejnej części „Mission impossible”!

Odkładając na bok narzucającą się ironię należy stwierdzić, że udzielona przez Urząd Gminy w Szemudzie odpowiedź wskazuje, że organ ten ma świadomość stanu prawnego i wymogów związanych z realizacją zadań związanych z zarządzaniem ruchem, a mimo to część prac związanych z posadowieniem znaków dokonuje w sposób nieformalny, na podstawie jakichś lokalnych, prywatnych ustaleń (powiadają, że to może się dziać np. po gminnym, plenerowym raucie), uzasadniając to jakimiś irracjonalnymi, pozaprawnymi stanami. Prowadzi to do przerażającego wniosku, że zarządzanie ruchem na drogach gminy Szemud odbywa się nie na podstawie aktów prawnych, a przekazywanego telefonicznie festiwalu życzeń od „anonimowych” mieszkańców – wystarczy zadzwonić do UG w Szemudzie, nie przedstawić się, i w ten sposób załatwić sobie ustawienie np. ograniczenia prędkości, zakazu parkowania, itp.

Należy zauważyć, że ulice Wiosenna oraz Słoneczna w Bojanie są DROGAMI WEWNĘTRZNYMI, które na podstawie art. 1 ust. 1 pkt. 1 PoRD są wyłączone spod regulacji tego aktu prawnego (z jednym, specyficznym wyjątkiem)! Dlatego niezrozumiałe jest, dlaczego Urząd Gminy posługuje się pojęciami, które mają zastosowanie wyłącznie dla dróg publicznych, stref ruchu oraz stref zamieszkania. O ul. Wiosennej nie można mówić jako o „drodze twardej” – w sensie znaczenia zdefiniowanego w art. 2 pkt. 2 PoRD, gdyż dla dróg wewnętrznych ustawodawca NIE PRZEWIDZIAŁ ŻADNYCH WYRÓŻNIAJACYCH ICH „STATUSÓW”, niezależnie od rodzaju nawierzchni, jaką posiadają. W przedmiotowym przypadku nie można tworzyć własnych „rodzajów” dróg wewnętrznych i wprowadzać „szemudzkich” zasad ruchu, na podstawie bezprawnych analogii z regulacjami dotyczących dróg publicznych! Warte podkreślenia jest to, że zarządzający drogami wewnętrznymi UG Szemud nie zauważył, że dla połączenia ulic Wiosennej i Słonecznej nie można stosować regulacji art. 17 ust. 1 PoRD, bo przejazd z jednej drogi wewnętrznej na inną NIE JEST WŁĄCZANIEM SIĘ DO RUCHU – choćby jedna z nich była droga gruntową, a na drugiej wybudowano infrastrukturę autostradową (in sensu legis, jako drogi wewnętrzne, obydwie maja taką samą „rangę”). Prawidłowym w takim miejscu jest tylko jedno zachowanie – zastosowanie regulacji art. 25 pkt 1 w związku z art. 1 pkt 2 ust. 1 PoRD, czyli tzw. reguły prawej ręki.

Ponieważ Gmina Szemud nie okazywała chęci przywrócenia stanu zgodnego z prawem, złożone zostało do KPP w Wejherowie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Wójta (jako organu zarządzającego ruchem) wykroczenia z art. 85 § 1 k.w., poprzez umieszczenie w dwóch lokalizacjach znaków B-1 oraz A-7 – mimo braku sporządzenia i zatwierdzenia wymaganego prawem projektu organizacji ruchu. Policja wszczęła postepowanie, które potwierdziło fakt złamania prawa, a wójta ukarano udzieleniem pouczenia. Wkrótce po tym znaki tak tajemniczo, jak się pojawiły, tak i zniknęły.

Mamy nadzieję, że ta lekcja spowoduje, że na terenie gminy Szemud – przynajmniej w kwestii znaków – od tej pory wszystko będzie lege artis. Inaczej znowu będziemy musieli się pojawić i podjąć stosowne działania w trybie „nieregulującym, interwencyjnym i wyższej konieczności„.

Zaszufladkowano do kategorii Informacja publiczna, Interwencja dziennikarska, Organizacja ruchu, Samorząd terytorialny, Zarząd dróg, Znaki drogowe | Jeden komentarz

Policjanci z poznańskiej drogówki usłyszeli „Zje… temat, a tą notatką możecie zupy nagotować”. Ich koledzy zasiadają na ławie oskarżonych..

Aleksandra Madej, Emil Rau

Czego można dowiedzieć się z toczącej się przed poznańskim sądem rozprawy (syg. III K 840/21) będącej następstwem patologii ujawnionej w środowisku „drogówki”? Na przykład tego, że załatwienia wielu spraw wewnątrz komendy, takich jak np. grafiki służby, urlopów, otrzymanie premii, itp. można dokonać przy pomocy „butelek, co się nie toczą”. Widzimy obraz przyzwolenia na przepisywanie notatników służbowych w celu uzyskania „pożądanych treści”, łamanie charakterów i zasad, gigantyczne tarcia personalne pomiędzy wydziałami i poszczególnymi szczeblami dowodzenia, zmuszanie podległych policjantów do zakupu prywatnych ubezpieczeń OC, które i tak nie chronią przed karami dyscyplinarnymi nawet w przypadku zdarzeń losowych. Światło dzienne ujrzało też zjawisko niezrozumiałego nieujawniania szkód powstałych przypadkowo w pojazdach policyjnych, a następnie załatwiane ich napraw w warsztatach u znajomych na szemranych zasadach (czyli będziesz miał oficjalne zlecenia, a „to” napraw „dla mnie”). Najgorsze w tym wszystkim jednak jest to, że w instytucji, która ma stać na straży ładu i porządku prawnego przełożeni wywierali na podwładnych presję, aby ci, rzekomo dla dobra służby, dopuszczali się popełniania czynów przestępczych.

Akt oskarżenia prokuratorskiego ujawnił, że kto odpowiednio donosił przełożonym na kolegów i używał w kontaktach z szefostwem „wazeliny”, ten miał nagrody, awanse czy „przyjemny” rozkład służby, a ci, co chcieli pracować uczciwie, zgodnie z zasadami i rotą przysięgi, byli piętnowani i gnębieni na wiele sposobów. Uczciwi policjanci nauczyli się, że trzeba robić zdjęcia wszelkich pobieranych środków wyposażenia i transportu, grafików czy notatników, inaczej mogli liczyć na niespodziewane zmiany w ich treści, tajemnicze zniknięcia, czy usiłowanie przypisywania im odpowiedzialności za „czyjeś” uszkodzenia. Doprowadziło do powszechnego brak zaufania i prawidłowych relacji pomiędzy funkcjonariuszami, powstała wręcz armia patoprzełożonych, dla których fundamentem pracy było wymuszanie na zwykłym, szeregowym policjancie, wykonywania pracy nie pod kątem realnej służby społeczeństwu, ale z ukierunkowaniem na realizację narzucanych odgórnie parametrów statystyk.

Czy dziś policjantowi, który stoi na straży porządku prawnego, można więc ufać? Czy sądy powinny nadal tak bardzo uznawać za wiarygodne zeznania funkcjonariuszy, kierując się przekonaniem, że zostały złożone przez nieposzlakowane osoby wykonujące zawód zaufania publicznego? Nad tym  trzeba się poważnie zastanowić. Dziś szeregowy funkcjonariusz musi mieć potężny kręgosłup moralny i mieć odwagę jak Zełeński, żeby w służbie być uczciwym i zgodnie ze złożoną przysięgą strzec prawa, porządku i bezpieczeństwa społeczeństwa, bo oznacza to liczne „problemy”, np. w otrzymywaniu nagród, premii czy awansów.

Zdarzenie będące przyczyną opisywanego procesu miało miejsce 2 maja 2019 r., kiedy to doszło do próby wrobienia niewinnego kierowcy w uszkodzenie przedniej szyby nieoznakowanego radiowozu marki BMW – szkodę ujawnili funkcjonariusze pobierający pojazd do służby, a nikt nie chciał się przyznać do jej spowodowania. Policjanci poznańskiej drogówki wpadli więc na „genialny” pomysł, aby winą obarczyć przypadkowego kierowcę samochodu ciężarowego, któremu mieli zarzucić, że to spod jego kół wyleciał kamień i rozbił szybę w policyjnym radiowozie. Na szczęście ten plan zniweczył swoja czujnością wytypowany „na jelenia” kierowca pojazdu przewożącego kruszywo, a w rezultacie sprawa uszkodzenia szyby doprowadziła do oskarżenia czterech byłych policjantów poznańskiej drogówki.

O sprawie pisaliśmy:

https://prawonadrodze.org.pl/policyjni-lowcy-oc-na-lawie-oskarzonych/

Na ławie oskarżonych zasiadło czterech funkcjonariuszy:

  • Paweł S., został oskarżony o przekroczenie swoich uprawnień, bo posiadał wiedzę o uszkodzonej szybie i zlecił swoim podwładnym zmianę zapisów w kontrolce auta, a potem „zasugerował” wyjazd uszkodzonym radiowozem poza komendę celem znalezienia „jelenia”, czyli rzekomego sprawcy szkody;
  • Paweł K. i Maciej K. odpowiadają za przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków oraz za składanie fałszywych zeznań, gdyż wg prokuratury to oni upozorowali fikcyjne zdarzenie drogowe i prowadzili w jego kierunku postepowanie;
  • Przemysław K., pełniący wtedy obowiązki naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Poznaniu, został oskarżony o niedopełnienie obowiązków, gdyż wg prokuratury posiadał on wiedzę o tym, że jego podwładni tworzyli fałszywe dowody, a mimo to nie podjął żadnych działań.

W czwartek 12 maja 2022 r., przed Sądem Rejonowym Grunwald i Jeżyce odbyła się druga rozprawa. W jej trakcie Sąd przesłuchał dwóch świadków, funkcjonariuszy policji, którzy chcieli sprawę uszkodzonej szyby w BMW załatwić w sposób zgodny z prawem.

Pierwszy zeznał Krzysztof G.: „Cała sytuacja zaczęła się od wykonania obsługi codziennej pojazdu służbowego BMW, w której ujawniliśmy pękniętą szybę czołową pojazdu, która była umiejscowiona na wysokości lusterka wstecznego po stronie dysponenta, czyli pasażera pojazdu. Pęknięcie miało ok. 10-15 cm długości. Była to pojedyncza rysa pozioma. Na tę okoliczność dokonaliśmy odpowiednich wpisów w notatnikach służbowych oraz w kontrolce radiowozu. Informacja poszła też do kontrolnego, który nas odprawiał. Informacja poszła również do kierownika referatu. W następnym dniu roboczym po majówce, do pokoju przyszedł Paweł S., przyniósł ze sobą notatkę sporządzoną przez Jacka, miał ze sobą oryginalną kontrolkę oraz duplikat kontrolki radiowozu. Paweł S. zwrócił się do nas, byśmy przepisali kontrolkę, nie wpisując uszkodzenia pękniętej szyby. Jacek stwierdził, że nic takiego robił nie będzie.”

Krzysztof G. i Jacek L. dali do zrozumienia, że nie pójdą na żadne matactwa. „W dniu 6 maja o godzinie ok. 8.00 przyszedł do pokoju Paweł S. i powiedział, że cytuję „zjeb… temat”, trzeba było od razu wyjechać na miasto, znaleźć jakiegoś „ciężarka” i wtedy to zgłosić. Powiedział, że tą notatką możemy sobie, powiedział coś w stylu – zupy nagotować” – mówił dalej Krzysztof G. Po tej rozmowie – już bez wiedzy Krzysztofa G. i Jacka L. – rozpoczęło się „polowanie na jelenia” przez Macieja K. i Pawła K., którzy dokonali owego wyjazdu „poza komendę” i zatrzymali przypadkowego kierowcę samochodu ciężarowego, któremu usiłowali wmówić, że to spod jego auta wyleciał kamień i uderzył w przednią szybę radiowozu, co spowodowało jej uszkodzenie. Kierowca auta ciężarowego z decyzją się nie zgodził. W efekcie tego zdarzenia dla policjantów rozpoczęły się poważne kłopoty, bo o sprawie zrobiło się na tyle głośno w policji, że nie uszło to uwadze Biura Spraw Wewnętrznych KWP w Poznaniu, które postanowiło zbadać całe zdarzenie.

„Kiedy we wrześniu dowiedziałem się, że Biuro Spraw Wewnętrznych interesuje się sprawą szyby, na korytarzu usłyszałem, że doszło jednak do zrobienia kolizji z tą szybą. Skontaktowałem się przez komunikator WhatsApp z naczelnikiem Przemysławem K. prosząc o spotkanie. Spotkaliśmy się na parkingu przy sklepie Tesco. Przedstawiłem mu tą sytuację. Pan Przemysław K. stwierdził, że wiedział o tej sytuacji, ale zbyt daleko to zaszło i musi w tym tkwić. Zasugerował przepisanie notatnika, żeby nie było jakiegoś punktu zaczepienia. – opowiadał Krzysztof G.

Przesłuchiwany świadek dodał, że był rozczarowany rozmową z naczelnikiem Przemysławem K. i chciał ją jak najszybciej zakończyć. Dodał również, że później dowiedział się, że ich notatniki są poszukiwane w archiwum. Notatnik Jacka „zaginął”, jego natomiast był zamknięty w skarbczyku, ale na polecenia naczelnika miał mu go przynieść. „Zaniosłem ten notatnik. Powiedziałem, że mogą sobie robić z nim co chcą, ale i tak go nie przepiszę. Następnego dnia podszedł do mnie naczelnik mówiąc, że mojego notatnika nie ma i dobrze, gdybym za dużo nie pamiętał” – dodał.

Na rozprawie przesłuchano drugiego świadka Jacka L., który zgłosił fakt pękniętej szyby w nieoznakowanym pojeździe marki BMW. Zeznał on m.in: „Było to już we wrześniu, zadzwonił do mnie Krzysztof i powiedział, że do Wydział Ruchu Drogowego przyszły wezwania na przesłuchania do BSWP w sprawie tej uszkodzonej szyby. Potem Krzysztof jeszcze kilkukrotnie ze mną rozmawiał, i w czasie jednej z rozmów powiedział, że rozmawiał o tej sprawie z naczelnikiem Przemysławem K., a ten powiedział mu, że dobrze by było, żebyśmy we dwóch przepisali notatki. Po kilku dniach przyszedł do nas Paweł S. i powiedział, że mamy przepisać tą naszą kontrolkę, ale bez wpisu o ujawnieniu uszkodzenia. Powiedział, że jak wypiszemy kontrolki, to mamy wziąć ten samochód, pojechać na miasto i znaleźć okazję, żeby zgłosić, że został ten samochód uszkodzony przez jakiś na przykład kamień, który wyleciał spod kół innego pojazdu. Jednoznacznie z Krzysztofem powiedzieliśmy, że nie zrobimy tego ani też nie przepiszemy kontrolki, ani nie sfingujemy tego zdarzenia – opowiadał Jacek L.

Na czwartkowej rozprawie, która trwała 3 godziny, pojawiło się dwóch z czterech oskarżonych. Były naczelnik Przemysław K. konsekwentnie zaprzeczał stawianym mu zarzutom. Na rozprawie oskarżeni, jak również ich obrońcy, głównie skupili się na pierwszym świadku Krzysztofie G., twierdząc, że jego zeznania są wynikiem faktu, że był z nimi skonfliktowany i to dlatego próbuje ich pogrążać. Natomiast Paweł S., który podczas śledztwa przyznał się do zarzucanych mu czynów, a na pierwszej rozprawie częściowo zmienił wyjaśnienia wykazywał, że nie mógł wydać polecenia i kazać policjantom szukać „ciężarka”, bo nie był ich przełożonym. Dwóch pozostałych oskarżonych nie pojawiło się na rozprawie (wszyscy odpowiadają „z wolnej stopy”).

Relację z przebiegu drugiej rozprawy można obejrzeć na kanale Piękna i Bestia TV

https://www.youtube.com/watch?v=Gla5XmzcIPU

Zaszufladkowano do kategorii Policja, Postępowanie przed sądem, Sąd, Uncategorized, Wydarzenia | 2 komentarze

Sąd nie dał wiary fałszywm dowodom. Jest uniewinnienie w sprawie stłuczki parkingowej w Lublinie

Artur Mezglewski

Uszkodził ci ktoś samochód na parkingu? Natychmiast zgłoś to na policję! Jeśli tego nie zrobisz to najprawdopodbniej sprawca szkody zawiadomi policję, że to ty jemu uszkodziłeś pojazd. To typowa sytuacją z jaką spotyka się Stowarzyszenie Prawo na Drodze na co dzień. W ubiegłym tygodniu zakończyła się jedna z takich spraw. Zakończyła się szczęśliwie – Sąd Rejonowy Lublin-Wschód nie dał wiary nieprawdziwym zeznaniom rzekomego pokrzywdzonego i wyrokiem z dnia 11 maja 2022 r. uniewinnił osobę, której tenże uszkodził pojazd. Proces trwał dwa i pół roku.

Dziennikarze SPnD zarejestrowali cały proces – w tym nieprawdziwe zeznania rzekomego pokrzywdzonego. Nie będziemy ich jednak publikować, gdyż nie jest rzeczą możliwą dokonanie pełnej anonimizacji wizerunku kłamcy. Opublikujemy za to coś innego – opinię psychologiczną w przedmiocie oceny prawdziwości zeznań. Opinii tej nie ma w aktach sprawy, gdyż Sąd oddalił wniosek o przeprowadzenie takiego dowodu. O wywołanie takiego dowodu prywatnie zwróciło się Stowarzyszenie – a to na wypadek, gdyby jednak Policja zdecydoala sie zaskarzyć uniewinniajacy wyrok…

Rekonstrukcja zdarzenia (na miejscu zdarzenia). Sytuacja przedkolizyjna. Samochód Pegaout stoi wysuniety z wyłączonym silnikiem:

Rekonstrukcja zdarzenia. Sytuacja pokolizyjna. Zamiast Skody Octavii w eksperymencie bierze udział Kia Ceed:

Gdańsk, 24 marca 2022r.

Sygn. akt II W 75/20

OCENA PRAWDZIWOŚCI ZEZNAŃ
OPINIA PSYCHOLOGICZNA

Ocena wiarygodności zeznań wydana w sprawie o wykroczenie zgodnie z art. 98 k.w.
obwinionej Anny G. prowadzonej przez Sąd Rejonowy Lublin – Wschód w Lublinie z
siedzibą w Świdniku II Wydział Karny. Ocenie podlegają zeznania poszkodowanego Jerzego M. Obwiniona Anna G. zwróciła się z wnioskiem o ustalenie czy zeznania
poszkodowanego Jerzego M. spełniają kryteria wiarygodności.

1. Zakres i metody badania
Opinia została sporządzona na podstawie analizy akt sprawy, protokołów zeznań oraz analizy nagrań wizji i głosu zeznań poszkodowanego. Do oceny prawdziwości zeznań wykorzystano treściową analizę materiału (Criteria-Based
Content Analysis – CBCA).

2. Wyciąg z akt sprawy:
W dniu 18.09.2019 roku na parkingu PKP Cargo przy ul. Ratajczaka 15 w Lublinie doszło do kolizji z udziałem obwinionej Anny G., pokrzywdzonego Jerzego M. oraz świadków
Artura D. i Leszka Ł. Obwiniona podczas manewru cofania nie zachowała należytej ostrożności w wyniku czego doprowadziła do kolizji z pojazdem pokrzywdzonego, po czym oddaliła się z miejsca zdarzenia. W wyniku zdarzenia doszło do uszkodzenia pojazdu pokrzywdzonego oraz obwinionej.

Z zeznań obwinionej Anny G.
W dniu 18.09.2019 ok. godz. 12.15 obwiniona zaparkowała pojazd na parkingu PKP Cargo
przy ul. Rataja 15. Pojazd stał z wyłączonym silnikiem na miejscu parkingowym. Pojazd marki Peugot o numerach rejestracyjnych (…) wystawał na drogę z miejsca o kilkadziesiąt centymetrów. Obwiniona przebywała w pojeździe wraz ze świadkiem Leszkiem Ł. Mężczyzna kierujący pojazdem marki Skoda Octavia o numerach rejestracyjnych (…) wykonując manewr cofania doprowadził do kolizji. Kierującym  był mężczyzna w wieku ok 40 lat, wysoki, szczupły z bujnymi czarnymi włosami. Obwiniona dokonała oględzin uszkodzeń pojazdu swojego oraz pokrzywdzonego. Nie wezwała policji. W trakcie dołączył do obwinionej drugi świadek, na którego czekała na parkingu. Obwiniona odjechała wraz ze świadkami.

Z zeznań świadka Artura D.
Zdarzenie miało miejsce na parkingu PKP Cargo w Lublinie. Świadek w chwili zdarzenia
znajdował się ok. 25 metrów, szedł chodnikiem przy budynku PKP Cargo w kierunku pojazdu obwinionej. Pojazd obwinionej był zaparkowany na miejscu parkingowym, stał z wyłączonym silnikiem. W pojeździe przebywała obwiniona wraz ze świadkiem Leszkiem Ł.
Obwiniona wyjechała z miejsca parkingowego o kilkadziesiąt centymetrów. Pojazd ponownie stał zaparkowany, wysunięty z miejsca parkingowego względem linii pozostałych
zaparkowanych pojazdów. W tym czasie nadjechał pokrzywdzony i spowodował kolizję.
Świadek nie pamięta czy pokrzywdzony cofał czy poruszał się zgodnie z kierunkiem jazdy.
Pokrzywdzony odjechał z miejsca zdarzenia i zaparkował pojazd na miejscu parkingowym,
przyszedł do obwinionej. Anna G. wysiadła z pojazdu, rozmawiała z pokrzywdzonym. Świadek w czasie rozmowy pokrzywdzonego z obwinioną znajdował się w pojeździe obwinionej, jednak nie zna treści rozmowy. Świadek nie wie czy pokrzywdzony próbował zatrzymać obwinioną. Po zakończonej rozmowie obwiniona wraz dwoma świadkami odjechała z miejsca zdarzenia.

Z zeznań świadka Leszka Ł.
W dniu 18.09.2019 na parkingu PKP Cargo przy ul. Rataja 15 obwiniona Anna G.
zaparkowała pojazd marki Peugot. Podczas kolizji pojazd stał zaparkowany, wysunięty
względem linii innych zaparkowanych pojazdów. Świadek w chwili zdarzenia przebywał na
miejscu pasażera na przednim siedzeniu i poczuł lekkie uderzenie. Obwiniona wysiadła z
pojazdu, poinformowała pokrzywdzonego o tym, że zarysował jej pojazd. Pokrzywdzony
odjechał i zaparkował w pobliżu, wysiadł z pojazdu nieprzerwanie rozmawiając przez telefon.

Z zeznań pokrzywdzonego Jerzego M.
W dniu 18.09.2019 ok. godz. 12.05 na parkingu PKP Cargo wykonując manewr cofania
pokrzywdzony poczuł uderzenie po czym zatrzymał się. Z lewej strony z miejsca parkingowego obwiniona wycofała pojazd marki Peugot doprowadzając do kolizji, w wyniku której uszkodzony został tylny prawy zderzak pojazdu pokrzywdzonego. Pokrzywdzony wysiadł z samochodu, podszedł do obwinionej, przy czym ona nie wysiadając z pojazdu powiedziała, że wina leży po stronie poszkodowanego. W pojeździe przebywała obwiniona wraz z pasażerem. Pokrzywdzony próbował zatrzymać kierującą pojazdem Peugot ale ona nie reagowała. W tym czasie do jej pojazdu wsiadł drugi pasażer. Gdy poszkodowana ruszyła do przodu wyjeżdżając z miejsca parkingowego poszkodowany stał przed maską jej pojazdu. Aby uniknąć potrącenia poszkodowany odskoczył. Poszkodowany w zeznaniach składanych na komisariacie przy ul. Północnej w Lublinie zeznał, że nie odniósł żadnych obrażeń fizycznych. W zeznaniach składanych w czasie rozpraw sądowych pokrzywdzony zeznał, że po kolizji odjechał i zaparkował w innym miejscu. Obwiniona nie ruszyła do przodu, ponieważ z przodu był płot. Pokrzywdzony zeznał, że przyjechał patrol policji, następnie, że patrol nie przyjechał, natomiast pokrzywdzony udał się na komisariat policji celem zgłoszenia zdarzenia. W zakresie konsekwencji zdrowotnych zeznał, że w wyniku zdarzenia doznał uszczerbku na zdrowiu. Do uszczerbku doszło, gdy pokrzywdzony wysiadając ze swojego pojazdu, potknął się. Po
zdarzeniu, tego samego lub następnego dnia, poszkodowany udał się do poradni podstawowej opieki zdrowotnej, gdzie otrzymał skierowanie do poradni specjalistycznej ortopedycznej. W następstwie leczył się u ortopedy, doktora S. w poradni przy ul. Stężyckiej w D.

3. Analiza zeznań poszkodowanego Jerzego M.

Zeznania pokrzywdzonego cechuje brak struktury logicznej, zaburzenia chronologii wydarzeń oraz znaczna niepamięć wydarzeń. Zeznania nie spełniają kryterium narracji logicznej i spójnej. Pokrzywdzony podaje sprzeczne ze sobą fakty, które w naturze nie mają możliwości wystąpić. Zgodnie z zeznaniami, pokrzywdzony po zdarzeniu składał zeznania na policji w Lublinie, pojechał do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w G. oraz udał się do lekarza rodzinnego w D., co jest sprzeczne z prawami czasu i przestrzeni.

Zeznania pokrzywdzonego są niezgodne ze zgromadzonymi dowodami. Pokrzywdzony twierdzi, że udał się na komisariat policji bezpośrednio po zdarzeniu, gdy tymczasem zdarzenie i wizytę na komisariacie dzieli ponad dwugodzinna przerwa. Rozbieżne z dowodami pozostają także zeznania o leczeniu urazu nabytego podczas kolizji. Pokrzywdzony deklarował leczenie w POZ w D. (…) oraz w POZ w S. (…), które to poradnie potwierdziły, że nie posiadają dokumentacji medycznej Jerzego M. Szczególne wątpliwości budzi fakt, że zgodnie z deklaracją pokrzywdzonego, jest on osobą niekorzystającą z ochrony zdrowia, poradnictwa i leczenia. Leczenie wynikające z doświadczonego urazu było jedynym jakim był objęty przez okres kilku miesięcy. Tym samym, było to zdarzenia nietypowe w jego życiu. Zgodnie z mechanizmami zapamiętywania i przechowywania śladów pamięciowych w pamięci długotrwałej, zdarzenia nietypowe, szczególnie związane z zagrożeniem zdrowia są znacznie bardziej odporne na zapominanie. Pokrzywdzony w procesie leczenia korzystał z jednego podmiotu leczniczego POZ, natomiast w toku postępowania sądowego wskazywał trzy różne jednostki w różnych miejscowościach. Pokrzywdzony w zeznaniach podaje sprzeczne informacje o tym, że na miejsce zdarzenia nie była wezwana policja, w innych zeznaniach podając, że na miejsce przyjechał patrol policji.

Zeznania dotyczące powstania urazu zmieniały się wraz z upływem czasu w sposób niezgodny z funkcjonowaniem procesów poznawczych. Narracja ma charakter fabuły budowanej wraz z kolejnymi zeznaniami, ma cechy tworzenia obrazu, a nie jego rekonstrukcji. Pokrzywdzony w pierwszym zeznaniu podał, że nie doznał żadnych obrażeń, przy czym w kolejnych zeznaniach podawał, że do uszczerbku doszło w wyniku uderzenia głową w zagłówek, potknięcia się podczas wysiadania z pojazdu oraz w wyniku odskoczenia od pojazdu obwinionej aby uniknąć potrącenia. Zeznania pokrzywdzonego są niestabilne, zaburzona jest główna oś zdarzeń przy jednoczesnym szczegółowym zeznaniu sposobu przewrócenia się podczas odskakiwania od pojazdu obwinionej. Opis momentu odskakiwania od pojazdu znacznie bardziej odpowiada obrazowi kreowanemu, wyobrażonemu niż obrazowi odtworzonemu. Moment przewrócenia się jest zdarzeniem krótkim, nagłym, nieplanowanym. Znaczna dynamika takich sytuacji i towarzyszący im na ogół komponent emocjonalny, wpływają negatywnie na proces zapamiętywania szczegółów zdarzenia. Pokrzywdzony jednak szczegółowo jest w stanie podać przebieg tej części zdarzenia przy jednoczesnej niepamięci urazów powstałych w jego wyniku. Pan Jerzy M. dokładnie pamięta pozycję jaką przybrało jego ciało podczas odskakiwania od pojazdu obwinionej jednak nie pamięta czy doznał obtarć, siniaków lub zranień będących widocznymi śladami na ciele.

Zeznania pokrzywdzonego cechuje brak elastyczności. Narracja jest sztywna, powtarzalna. Zeznania opierają się na schematycznie powtarzanym ogólnym opisie. Zeznanie pozostaje niezmienne pomimo upływu czasu w tych częściach, które mają znaczenie dla potwierdzenia wersji wydarzeń prezentowanej przez pokrzywdzonego i jednocześnie wykazuje zmienność w części niepotwierdzającej zeznania Pana M.

Zeznania charakteryzuje nieproporcjonalność pomiędzy niepamięcią fragmentów zdarzenia będących ważnymi, kluczowymi punktami wydarzenia, takimi jak przyjazd policji na miejsce, a dobrym zapamiętaniem i odtwarzaniem informacji mało istotnych takich jak wygląd policjanta spisującego zeznania, kolejność czynności na komisariacie.

W pozawerbalnej analizie zeznań widoczny jest dystans świadka do wypowiadanych treści i lakoniczność przekazu. Wraz z kolejnymi, szczegółowymi pytaniami obrońcy obwinionej, wzrasta niepewność relacji, pokrzywdzony częściej powołuje się na niepamięć zdarzenia i jego szczegółów, widoczny jest wzrost ekspresji emocjonalnej. Zmianie ulega dynamika składanych zeznań, pokrzywdzony opóźnia udzielenie odpowiedzi, wydłuża pauzy, co wskazuje na tworzenie reprezentacji umysłowej zdarzenia, a nie odtwarzanie.

Wnioski

1. Zeznania pokrzywdzonego są niespójne, mają zaburzoną strukturę logiczną i chronologiczną. Pokrzywdzony zmienia zeznania, wnosi korekty, które zaprzeczają lub wykluczają wcześniejsze wersje.

2. Pokrzywdzony zeznaje w sposób schematyczny, natomiast na pytania szczegółowe odpowiada po namyśle, natomiast dopytywany o szczegóły lub konkretne informacje powołuje się na niepamięć.

3.Zakres niepamiętanych informacji jest niezgodny z typowym procesem zapominania wynikającym z upływu czasu.

4. Zeznania nie spełniają kryteriów treściowych zeznań prawdziwych

 

O niniejszej sprawie pisaliśmy też w ponizszym materiale:

Jak się w Policji fałszuje dokumenty, czyli samouczek dla aspiranta

Zaszufladkowano do kategorii Kolizja drogowa, Parking, Stłuczka parkingowa | Otagowano | 6 komentarzy

Osiedlowy kapuś i niedouczeni policjanci

Artur Mezglewski

Ustawa prawo o ruchu drogowym określa zasady ruchu na drogach publicznych, w strefach zamieszkania oraz w strefach ruchu. Jeśli zatem właściciel nieruchomości gruntowej, na której nie ma ustanowionej strefy zamieszkania lub strefy ruchu, postawi sobie znak drogowy, to za niezastosowanie się do niego nie można nikogo karać!

Jednak w Międzyrzeczu Podlaskim jakiś osiedlowy kapuś donosi na mieszkańców osiedla, że ci (będąc współwłaścicielami gruntu) nie stosują się do oznakowania właścicielskiego umieszczonego pod blokami, zaś  niedouczeni policjanci z KP w Międzyrzecu Podlaskim nakładają na biedaków mandaty karne. Jedna z osób mandatu jednak nie przyjęła i weszła z policjantami w spór. Sąd Rejonowy w Radzyniu Podlaskim w dniu 8 kwietnia 2022 r. wydał w tej sprawie wyrok: osoba ta jest niewinna!

 Kim jest osiedlowy kapuś?

Redakcja Czasopisma „prawonadrodze.org.pl” prowadzi dziennikarskie śledztwo, aby ustalić dane osiedlowego kapusia. Sporo już o nim wiemy: wiemy jak działa, czym się kieruje i chyba wiemy jak ma na imię. Prosimy mieszkańców osiedla o sprawdzenie wszystkich swoich sąsiadów, którzy noszą imię Grzegorz.

Kim są policjanci, którzy terroryzują miejscową ludność?

Mózgiem „operacji specjalnej”, skierowanej przeciwko mieszkańcom osiedla znajdującego się pomiędzy ulicami Balladyny i Lecha Kaczyńskiego, jest Zespół ds. Wykroczeń Komisariatu Policji w Międzyrzeczu Podlaskim. Zespół ten – zanim oddał przeciwko obywatelce sprawę do sądu – ustalił ponad wszelką wątpliwość, że znak drogowy, do którego ona się nie zastosowała, nie jest ujęty w żadnym planie organizacji ruchu. Trzeba wiedzieć, że jeśli nie ma planu organizacji ruchu, to nawet, gdyby znak znajdował się na drodze publicznej, nie można niezastosowanie się do niego traktować jako naruszenia prawa. A zatem Komisariat Policji w Międzyrzeczu Podlaskim z pełną premedytacją złożył wniosek do Sądu przeciwko współwłaścicielce gruntu, na którym zaparkowany został samochód – mając wiedzę o tym, że czyn nie stanowił wykroczenia.

Fałszywy dokument mający stanowić dowód w postępowaniu karnym

Policjanci z Międzyrzeca złożyli do akt sprawy dokument zawierający następującą treść:

„miejsce parkingowe dla niepełnosprawnych znajdujące się przy ul. Balladyny 7D w Międzyrzecu Podlaskim usytuowane jest na osiedlu, którego wjazd od strony ul. Balladyny oznaczony jest znakiem drogowym G-40 „strefa zamieszkania”.

Pismo to miało zapewne na celu skłonić Sąd do wydania wyroku skazującego. Jego treść jednak jest fałszywa – co wyjaśniam poniżej.

Ulica Balladyny jest drogą gminną. Zarządca tej drogi rzeczywiście znakiem „D-40” ustanowił na niej strefę zamieszkania. Można ten znak obejrzeć na Google maps:

https://www.google.pl/maps/@51.9908054,22.7910264,3a,75y,319.24h,75.5t/data=!3m6!1e1!3m4!1sCIpxtgNgN-u_AJcpJlp9jw!2e0!7i13312!8i6656?hl=pl

Przedmiotowa strefa rozciąga się jednak jedynie na tej ulicy oraz na miejscach parkingowych znajdujących się przy blokach usytuowanych przy tej drodze. Bloki te są widoczne na „Google”.

W późniejszym czasie, czego mapa Google nie uwzględnia, w znacznym oddaleniu od ul. Balladyny wybudowano kolejne bloki, do których dojazd odbywa się drogami wewnętrznymi – lub nawet dojazdami, które nie mają statusu drogi. Miejsca pod tymi  nowymi blokami nie znajdują się w obszarze działania zarządcy ul. Balladyny – są to bowiem tereny prywatne. Dlatego strefa zamieszkania nie może się tam rozciągać!

W opinii Zespołu ds. Wykroczeń KP w Międzyrzecu Podlaskim moc obowiązująca znaku drogowego rozciąga się zatem w przestrzeni niczym „aerozol” – obejmując łąki, pola, bloki i grzęzawiska. Czy ktoś słyszał bardziej idiotyczny pogląd?…

Niestety, to kolejne nasze działanie podejmowane na skutek wszczynania przez policję spraw za niezastosowanie się do znaków, które – w sensie prawnym – nie istnieją. Nie tak dawno przeszliśmy niezły „szlak bojowy” w starciu z KPP w Bartoszycach, która – mimo „łopatologicznego” wskazania jej w pierwszym piśmie braku jakichkolwiek podstaw prawnych do karania obywatela za niezastosowanie się do tablicy imitującej znak drogowy – z uporem maniaka wysyłała nowe patrole po kolejnych donosach od osiedlowego „sygnalisty”. O sprawie pisaliśmy tu:

W Bartoszycach policja stosuje Prawo o ruchu drogowym nawet tam, gdzie nie obowiązuje

Policyjna logika, czyli jak zaprzeczyć samemu sobie w dwóch kolejnych zdaniach

Czyżby KPP w Bartoszycach wywiesiła białą flagę?

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Organizacja ruchu, Parkowanie, Policja, Znaki drogowe | 6 komentarzy

Duch Poznania

 

Policja i ITD chwalą się, że zakupują tysiące sztuk przyrządów do pomiaru prędkości. Ale zakupy te to setki milionów złotych. Czy to subtelny sposób na tzw. piratów drogowych? Patrząc na oficjalne statystyki to wniosek jest prosty – NIE, bo liczby kar ciągle rosną.

Pewien człowiek w Poznaniu pokazuje jak ograniczyć ilość wykroczeń i to niewielkim kosztem. Zainwestował ok. 100 zł, ma dwie tablice z napisem radar i oraz jedną z ograniczeniem 50 km. Widzimy go nieraz na ulicach Poznania, a szczególnie tam gdzie ustawia się drogówka.

Na filmie jest to ul. Bukowska w miejscu z ograniczeniem do 50 km (obszar zabudowany). Tamże pewna część kierowców po prostu zapierdala nawet do 100 km. I pada łupem policyjnych laserów. I tu wkracza Duch Poznania z tablicą radar. Efekt jest zawsze piorunujący czyli zero łamania przepisów drogowych, w tym przekraczania prędkości. Co więcej kierowcy jadą znacznie poniżej 50 km.

Wniosek: to może zamiast wydawania setek milionów na mało skuteczny sprzęt wyposażyć takich duchów w/w tablice i niech wpływają na bezpieczeństwo w ruch drogowym. Mogą to być np. emeryci policyjni i z Inspekcji Transportu Drogowego. A może nawet osoby bezrobotne za odpowiednim wynagrodzeniem. Panie Premierze może warto się nad tym pochylić.

Z harcerskim „Czuwaj” Jerzy Lelonkiewicz.

Zaszufladkowano do kategorii Fotoradary, Piraci drogowi, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 10 komentarzy

Policja naprawia swój błąd

Artur Mezglewski

Miesiąc temu pisaliśmy o kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że Policja uznała za sprawcę kolizji kierowcę BMW, który jadąc prawidłowo po drodze głównej został staranowany przez kierującą, która w tym samym momemcie wykonywała skręt z drogi głównej w lewo.

W dniu wczorajszym dotarła do nas informacja, że Policji wycofała z Sądu wniosek o ukaranie przeciwko kierowcy BMW.  Na wysokości zadania stanął Wydzial Kontroli Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu.

Na temat kolizji, która miaław miejsce dniu 21 czerwca 2021 r.  w miejscowości Jerzykowo na drodze wojewódzkiej łączącej Gniezno z Poznaniem pisaliśmy w poniższym materiale.

Znajomy policjant to skarb

Sąd Rejonowy w Gnieźnie wyznaczył w niniejszej sprawie rozprawę na dzień 6 kwietnia 2022 r. Rozprawa się odbędzie, ale prawdopodobnie szybko się zakończy, gdyż – jak się wczoraj dowiedzieliśmy – Policja wycofała wniosek o ukaranie przeciwko kierowcy BMW i prawdopodobnie skieruje do Sądu nowy wniosek – tym razem o ukaranie prawdziwego sprawcy zdarzenia, czyli kierującej Tiguanem. Nasze pisemne i telefoniczne interwencje przyniosły niespodziewany skutek. Policja naprawia swój błąd.

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Kolizja drogowa, Likwidacja szkody komunikacyjnej, Policja | Jeden komentarz

Jak się w Policji fałszuje dokumenty, czyli samouczek dla aspiranta

Artur Mezglewski

Prawie wszystkie dokumenty jakie wytworzył st. aspirant Grzegorz Kochaniec z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie oraz jego kumple z Lublina i Zamościa w sprawie stłuczki parkingowej zaistniałej w dniu 18 września 2019 r. (RSOW 2878/19) są sfałszowane. Fałszerstwa te miały na celu zatajenie faktu, że pojazd uczestniczący w tej kolizji (Skoda Octavia) uczestniczył w kolejnej stłuczce oraz, że sprawcą kolizji  jest osoba de facto poszkodowana. Każde z tych fałszerstw zostanie poniżej  szczegółowo omówione. 

Opis przebiegu stłuczki parkingowej, która miała miejsce w Lublinie na parkingu firmy PKP Cargo  w dniu 18 września 2019 r. został opisany w poprzednim materiale. Oto link do materiału:

Sędziowie, drastycznie łamiąc prawo, uniemożliwili przeprowadzenie postępowania przeciwko sprawcy kolizji drogowej

  1. Protokół przyjęcia zawiadomienia o wykroczeniu

Na karcie nr 1 akt czynności wyjaśniających o sygnaturze RSOW 2878/19 znajduje się protokół przyjęcia zawiadomienia o popełnieniu wykroczenia przez Annę G. Zawiadomienie składał rzekomy uczestnik kolizji – Jerzy M. Wedle  zamieszczonej w tym dokumencie daty czynność przyjęcia zawiadomienia przez st. aspiranta Grzegorza Kochańca miała miejsce w dniu 18 września 2019 r. od godz. 14:45 do godz. 15.10.  Jest to nieprawda.

Stowarzyszenie Prawo na Drodze wystąpiło do Komendy Miejskiej Policji w Lublinie z wnioskiem o udostępnienie kopii zapisów w księdze wyjść i wejść do budynku Komendy Miejskiej w Lublinie w dniu 18 września 2021. Na liście tej nie widnieją personalia Jerzego M. W dniu 18 września 2019 r. nie było zatem żadnego przyjęcia zawiadomienia, a więc dokument zawiadomienia został sfałszowany. Protokół ten został sporządzony w październiku, a więc już po tym, gdy Skoda (prawdopodobnie) została „stuknięta” po raz drugi.

Dokument zgłoszenia zdarzenia do baz statystycznych.

Stowarzyszenie Prawo na Drodze wystąpiło ponadto do Komendanta Wojewódzkiego Policji z wnioskiem o udostępnienie kopii karty MRD-5, dotyczącej zdarzenia drogowego z dnia 18 września 2019 r. Kartę taką – każdy funkcjonariusz, który ujawnił wykroczenie drogowe – ma obowiązek bezzwłocznie sporządzić i przesyłać do policyjnych baz statystycznych. Okazało się, że asp. Kochaniec nie sporzadził takiej karty – ani po rzekomym przyjęciu zawiadomienia o wykroczeniu w dniu 19 września 2019r. , ani po rzekomym otrzymaniu w dniu 30 września 2019 r. telefonogramu z Zamościa, w którym wskazane zostały dane osobowe uczestnika zdarzenia. Informację o zdarzeniu asp. Kochaniec przekazał dopiero w dniu 5 grudnia 2019 r. A zatem ten dokument również potwierdza hipotezę, że we wrześniu 2019 r. nie były podejmowane żadne czynności dochodzeniowe w sprawie, a dokumenty, w których wstawione zostały daty z września 2019 r. są sfałszowane.

2. Szkic miejsca zdarzenia

Na karcie nr 4 znajduje się szkic miejsca zdarzenia, który sporządzony  został przez aspiranta Kochańca. Szkic ten również datowany jest na dzień 18 września 2019 r. Tutaj również mamy do czynienia z antydatowaniem dokumentu. Skoro nie było zawiadomienia, to i nie było szkicu. Logiczne.

Ale to nie jedyny fałsz dotyczący tego dokumentu. Asp. Grzegorz Kochaniec nigdy nie był na miejscu zdarzenia, a to co narysował na szkicu ma się nijak do rzeczywistości. Na sporządzonym przez niego szkicu widnieją jakieś dwie rozwidlające się drogi przed budynkiem PKP Cargo. Tymczasem przed budynkiem tym znajduje się po prostu plac – w całości wykorzystywany do parkowania samochodów.

Szkic sporządzony przez aspiranta Kochańca

Plac przed budynkiem PKP Cargo. Wydruk z Geoportalu. Na wydruku naniesiono sytuację przedkolizyjną. Z lewej pojazd Skoda, z prawej samochód Peugeot.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3. Protokół oględzin samochodu Skoda

Na karcie nr 5 znajduje się protokół oględzin samochodu Skoda. Wedle protokołu oględziny pojazdu uczestniczącego w kolizji odbyły się w dniu 18 września 2019 r. pomiędzy 14:30 a 14:35. Ten dokument również został antydatowany. Oględziny pojazdu odbyły się bowiem w październiku…

W czasie tych oględzin aspirant Kochaniec wykonał tylko dwa zdjęcia: jedno ukazujące przód samochodu, a drugie ukazujące jedynie mały wycinek tylnej karoserii, a mianowicie miejsce zderzenia z Peugeotem. Dlaczego aspirant Kochaniec nie wykonał dodatkowych fotografii tyłu pojazdu w szerszej perspektywie? Może dlatego, że na pojeździe były ślady innej kolizji, w której uczestniczyła Skoda – np. rozbita lampa?

Żeby dać odpowiedź na powyższą „insynuację” porównajmy ze sobą opis uszkodzeń odnotowany przez asp. Kochańca w protokole oględzin z kosztorysem sporządzonym przez Ergo Hestię, która likwidowała szkodę zgłoszoną przez właściciela Skody.

W protokole oględzin asp. Kochaniec zapisał:

„Podczas oględzin pojazdu marki Skoda Octavia (…) w kolorze czarnym na tylnym zderzaku, na jego lewym narożniku widnieją podłużne zarysowania i odprysk lakieru na wysokości od 40 cm do 62 cm od podłoża. Na tym oględziny zakończono”.

Natomiast w kosztorysie postępowania szkodowego uwzględniono: lakierowanie nakładki zderzaka, listwy lewej, wspornika amortyzatora zderzaka oraz zakup następujących części zamiennych: nakładki zderzaka T, listwy T, zamocowania czujnika TLZ, zamocowania czujnika TPZ, zamocowania czujnika TLW, zamocowania czujnika TPW, lampy TL.

 

4. Notatka dotycząca monitoringu

W aktach sprawy znajduje się notatka urzędowa datowana na dzień 19 września 2019 r. następującej treści:

„W dniu dzisiejszym w toku wykonywania czynności wyjaśniających do RSoW 2878/19 przeprowadziłem telefoniczną rozmowę z pracownikiem PKP Cargo w Lublinie przy ul Rataja 15 ds. monitoringu p. Radosławem B., który poinformował, że kamery od dnia 16 września 2019 r. do dnia dzisiejszego z uwagi na awarię nie działały. W związku z powyższym brak jest nagrania zdarzenia z  dnia 18 września 2019 r. Notatkę sporządzono celem dołączenia do akt sprawy”.

Notatka urzędowa.

Powyższa notatka jest sfałszowana. Pan Radosław B. został przesłuchany w charakterze świadka w ramach postępowania sądowego. Zeznał, że jakiś policjant dzwonił do niego w sprawie monitoringu. Było to jednak w październiku, a nie we wrześniu…

5. Telefonogramy

W aktach sprawy znajdują się dwa sfałszowane telefonogramy. W telefonogramie datowanym na dzień 19 września 2019 r. asp. Kochaniec zwraca się do Komendy Miejskiej Policji w Zamościu, aby ta przeprowadziła czynności związane z ustaleniem personaliów osoby, która brała udział w zdarzeniu. Samochód Peugeot był bowiem zarejestrowany na Krystynę G. (matkę pani Anny), która mieszka w Zamościu.

Telefonogram z Lublina do Zamościa.

Dwójka policjantów z Zamościa udała się do mieszkania pani Krystyny, aby dowiedzieć się kto był kierowcą Peugeota w dniu 18 września 2019 r.  Wizyta w domu pani Krystyny miała miejsce w dniu 15 października 2019 r. Natomiast telefonogram stanowiący odpowiedź na pytanie asp. Kochańca datowany jest na dzień 30 września 2019 r.

Telefonogram z Zamościa do Lublina.

Jest rzeczą charakterystyczną, że oba telefonogramy nie zostały wpisane na dziennik podawczy. A dlaczego? Bo oba zostały antydatowane.

 

 

6. Analiza całości materiału dowodowego zgromadzonego przez Kochańca

Z analizy zgromadzonych dokumentów wynika, że do dnia 15 października 2019 r. nie toczyły się żadne czynności w sprawie stłuczki parkingowej z dnia 18 września 2019 r. Cała akcja procesowa zaczyna się od wizyty zamojskich policjantów w domu Krystyny G.  Wówczas dopiero ustalono, kto był uczestnikiem zdarzenia. Nie toczyło się także żadne postępowanie szkodowe. Czynności ubezpieczyciela w sprawie likwidacji szkody z dnia 18 września 2019 r. podjęte zostały w dniu 22 października 2019 r.

Pomimo powyższych fałszerstw zebrany w sprawie materiał dowodowy wskazuje, że sprawcą zdarzenia był kierowca Skody. W sprawie przesłuchano dwóch świadków oraz panią Annę G. Zeznania świadków są jednoznaczne: samochód Peugeot stał na parkingu z wyłączonym silnikiem, a samochód Skoda cofając uderzył w Peugeota. Także fotografie uszkodzeń wskazują, że nie mogło być takiej sytuacji, że oba samochody podczas zdarzenia były w ruchu. Szkody byłyby wówczas znacznie większe.

W celu dochowania rzetelności dziennikarskiej zamieszczam poniżej pełne teksty zeznań złożonych na Policji przez świadków zdarzenia: Leszka Ł. oraz Artura D., jak również wyjaśnień złożonych przez Annę G.

Zeznania Leszka Ł.:

„Zeznaję co następuje; w dniu 18 września 2019 r. byłem pasażerem pojazdu Peugeot w chwili zdarzenia. W czasie zdarzenia przebywałem w samochodzie na przednim siedzeniu pasażera. Kierująca wycofała się z miejsca parkowania i zatrzymała się żebym mógł wejść do pojazdu. W momencie kiedy zapinałem pasy poczułem lekkie kołysanie samochodu, który cały czas stał bez ruchu. Koleżanka wyszła ze swojego samochodu i zwróciła uwagę kierującemu Skodę, że zarysował jej samochód. Kierujący Skodą rozmawiał przez telefon komórkowy. Kiedy wysiadł z pojazdu nie przerywał jej.  Nie pamiętam czy kierujący Skodą próbował zatrzymać kierującą Peugeotem. Koleżanka musiała odjechać z miejsca zdarzenia z powodu ważnej sprawy służbowej. To wszystko co mam do zeznania w tej sprawie”.

Zeznania Artura D.:

Dokładnej daty dziennej nie pamiętam ani w jakim miesiącu to było, ale było to w 2019 roku, w okresie może jednego miesiąca wstecz ok. godz. 14:00 szedłem po chodniku od strony biurowca PKP Cargo w Lublinie przy ul. Rataja 15 w kierunku samochodu mojej koleżanki Anny nazwiska nie pamiętam, z którą pracuję. Jechaliśmy do kina na film. Jej samochód był zaparkowany na parkingu wewnętrznym naszego zakładu w stanie nieczynnym, nie miał uruchomionego silnika. W tym pojeździe czekała na mnie koleżanka Anna z kolegą Leszkiem, nazwiska również nie pamiętam, z którym pracuję. Oni siedzieli już w tym pojeździe. Był to pojazd marki nie wiem w kolorze czarnym. Jak szedłem to zauważyłem jadący drogą od strony garaży pojazd marki nie znam w kolorze ciemnym w kierunku bramy wyjazdowej. On jechał przodem. Przed tym zdarzeniem koleżanka Anna wyjechała tyłem z miejsca parkingowego kilkadziesiąt centymetrów i zatrzymała się a ten drugi kierujący uderzył w koleżanki pojazd. Ja nie pamiętam czy uderzył przodem swojego samochodu czy tyłem. Jak doszedłem do nich po jakimś czasie ponieważ powoli chodzę to ten drugi kierujący zaparkował swój samochód na tym parkingu koło latarni. Przyszedł do Anny. Rozmowę oni przeprowadzili, lecz nie wiem czego dotyczyła. Ja siedziałem już w samochodzie. Koleżanka wysiadła i po chwili wróciła do pojazdu po czym odjechaliśmy bo spieszyliśmy się do kina. Ja nie jestem pewien czy ten kierujący z drugiego pojazdu próbował zatrzymać Annę przed odjazdem. Jak odjeżdżaliśmy to stał on blisko swojego pojazdu. Koleżanka była roztrzęsiona tą sytuacją. Jak jechaliśmy to nie mówiła o kolizji. Nie poruszaliśmy tego tematu, żeby ona się uspokoiła. Jak doszło do kolizji to ja byłem w odległości 25 metrów. To wszystko co mam do zeznania”.

Wyjaśnienia Anny G.:

„Mój pojazd stał z wyłączonym silnikiem. Siedziałam w środku z jednym kolegą, a na drugiego czekaliśmy. Jest to teren prywatny należący do mojego pracodawcy. Ten pan wjechał na ten teren nieuprawniony, nie jest pracownikiem ani klientem PKP Cargo. Jest to teren prywatny, ogrodzony z bramą wjazdową i wyjazdową. W rozmowie z ubezpieczycielem dowiedziałam się, że ten pan zgłosił uszkodzony zderzak i lampę a w protokole nie ma mowy o lampie. Do protokołu dołączam wydruk geoportalu z terenu PKP Cargo, na który ten pan wjechał. Rysunek złożony przez tego pana jest nieprawdziwy, nie ma tam tych dróg, które porysował. W momencie, w którym wysiadłam ten pan od razu wyjechał i wycofał. Schował swój tył samochodu. Ten pan jak cofał cały czas rozmawiał przez telefon. Domniemuję, że ten pan w trakcie uderzenia również rozmawiał przez telefon. To, że ja go chciałam przejechać to nie było takiej sytuacji. Po zdarzeniu powiedzaiłam temu panu, że daruję mu ponieważ mam znikome uszkodzenie i pytałam skąd on się wziął na tym terenie. On nie odpowiadał na żadne pytania. Poszłam do samochodu i odjechałam. To wszystko co mam do wyjaśnienia w tej sprawie”.

Takim oto materiałem dysponował st. asp. Grzegorz Kochaniec, gdy w dniu 4 grudnia skierował do sądu wniosek o ukaranie przeciwko Annie G. Wniosku przeciwko Jerzemu M. nie skierowano. Sprawa sądowa nadal jest w toku. Relacja z postępowania sądowego zostanie opublikowana na portalu prawonadrodze.org.pl

Stowarzyszenie Prawo na Drodze postanowiło przeprowadzić eksperyment na miejscu zdarzenia. Nagranie z eksperymentu zostanie opublikowane. SPnD zwróciło się także do psychologa z prośbą o przeprowadzenie analizy rzeczoznawczej zeznań złożonych w sądzie przez Jerzego M. Wyniki tych analiz również zostaną opublikowane.

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Czynności wyjaśniające, Kolizja drogowa, Likwidacja szkody komunikacyjnej, Parking, Policja, Postępowanie dowodowe, Stłuczka parkingowa, Ubezpieczenie OC | 4 komentarze

Sędziowie, drastycznie łamiąc prawo, uniemożliwili przeprowadzenie postępowania przeciwko sprawcy kolizji drogowej

Artur Mezglewski

Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku przez pięć miesięcy świadomie zwlekał z wydaniem  postanowienia w przedmiocie wszczęcia postępowania – doprowadzając do przedawnienia karalności czynu popełnionego przez osobę protegowaną przez Policję.  Gdyby Sąd wszczął postępowanie w terminie, mogłoby ono toczyć się jeszcze przez dwa lata. Było zatem dość czasu, aby przeprowadzić proces i ukarać winnego. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Czynności wyjaśniające, Kolizja drogowa, Likwidacja szkody komunikacyjnej, Parking, Policja, Postępowanie dowodowe, Sąd, Stłuczka parkingowa | 5 komentarzy