Oznakowanie przed Urzędem Wojewódzkim w Poznaniu

Zaszufladkowano do kategorii Inżynieria ruchu, Znaki drogowe | 11 komentarzy

Sąd oparł wyrok skazujący na zeznaniach świadka, który nic nie pamiętał!…

Artur Mezglewski

Monitoruję rozprawy sądowe od 15 lat – i myślałem, że nic i nikt mnie już nie jest w stanie zaskoczyć. Myliłem się. Nie doceniłem Sędzi Magdaleny Goldschneider z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ. Sędzia Goldschneider skazała   człowieka za przekroczenie prędkości w ruchu drogowym, pomimo korzystnej dla niego opinii biegłego oraz w sytuacji, gdy świadek oskarżenia w ogóle nie pamiętał dnia zdarzenia Wyrok nie jest prawomocny. Rozprawa apelacyjna odbędzie sie w dniu 3 listopada 2022 r.  o godz.  11.00 w Sądzie Okręgowym dla Warszawy Pragi przy ul. Poligonowej (sala 2065). Do rozpatrzenia apelacji wyznaczona została Sędzia Aleksandra Mazurek.

I. Zeznania sierżanta sztabowego Jakuba Ołowiaka

  1. Świadek nic nie pamięta

Sierżant sztabowy Jakub Ołowiak składał swoje w sposób dość wylewny – rozwodząc się m. in. obszernie  w jakiś sposób zwykle dokonuje pomiarów prędkości. Gdy jednak pytania dotyczyły konkretnego dnia i konkretnego pomiaru, który był przedmiotem postępowania – stanowczo odpowiadał, że nie pamięta. Nie pamięta pomiaru, nie pamięta obwinionego i w ogóle nie pamięta tego dnia.

  • nie wiem w jakiej sprawie zostałem wezwany do Sądu. Nie poznaję obwinionego
  • nie pamiętam gdzie wykonywałem pomiar
  • nie pamiętam czy ten pomiar był pierwszym moim pomiarem w trym dniu
  • ja tego dnia nie pamiętam, kiedy odbyła się kontrola drogowa
  • nie pamiętam w ogóle kontroli obwinionego
  • nie pamiętam tego pomiaru, ale na pewno odbywał się jakiś ruch
  • potwierdzam treść odczytanych zeznań. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie tej konkretnej sytuacji

2. Moment kulminacyjny zeznań

W kulminacyjnym momencie obrońca obwinionego zadał świadkowi kolejne pytanie szczegółowe dotyczące dnia zdarzenia: „czy jest pan pewien, że zapisał pan wynik pomiaru w notatniku?”.

Na to pytanie zareagowała Sędzia Goldcshneider:

„Pani Mecenas muszę uchylić pytanie ponieważ świadek już kilkakrotnie powiedział, że nie pamięta tego dnia. Tak więc pytanie czy pan pamięta w sytuacji, gdy pan nie pamięta tego zdarzenia jest… do nikąd nie prowadzi”.

Powyższe zarządzenie Sądu nie zostało jednak zapisane w protokole rozprawy. Nie zostałą też odnotowana treść zadanego pytania. Poniżej zamieszczamy nagranie tego fragmentyu rozprawy:

3. Sędzia Goldschneider udostępnia akta sprawy świadkowi, żeby ten przeczytał, co ma zeznać

W dalszej kolejności Sędzia Goldschneider poprosiła świadka Olowiaka do stołu prezydialnego i udostępniła mu do przeglądania całe akta sprawy -w tym notatkę urzędową oraz kopie notatnika służbowego.

Przez dłuższą chwilę świadek Ołowiak czytał akta, a następnie – po zapoznaniu się z aktami złożył następujące zeznania:

„To ja sporządziłem ten dokument. Na podstawie zapisu w notatniku służbowym  przypomniało mi się, że pojazd mierzyłem dwukrotnie i pierwszy pomiar prędkości wyniósł 111 km/h. Kierujący nie posiadał dokumentów. To nie był pierwszy raz, kiedy w tak znaczący sposób przekroczył prędkość”. 

Na tym przesłuchanie zakończono.

A oto nagranie tego fragmentu zeznań:

II. Opinia biegłego

W sprawie przeprowadzono dowód z opinii biegłego z zakresu miarników prędkości – wyznaczając do tej roli Wojciecha Leśniaka – biegłego z listy biegłych Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi, Sądu Okręgowego w Białymstoku, Sądu Okręgowego w Krakowie oraz Sądu Okręgowego w Rzeszowie.

Biegły przygotował bardzo obszerną opinię pisemną oraz przez dwa dni uzupełniająco opiniował ustnie przed Sądem (jego przesłuchanie trwało ok. 8 godzin).

Z punktu widzenia możliwości przypisania winy obwinionemu najważniejsze są poniższe stwierdzenia wyartykułowane przez biegłego w opinii ustnej:

  1. Nie da się wykluczyć, że pomiar prędkości mógł dotyczyć innego samochodu;
    Dowód:
    W protokole rozprawy z dnia 3 listopada 2021 r. zapisano: „Na pytanie obrońcy: czy da się wykluczyć, że w tym czasie to nie był dokonany pomiar innego pojazdu? Biegły: nie da się wykluczyć ani potwierdzić (…)”;
  2. Nie da się wykluczyć, że urządzenie pomiarowe było niesprawne;
    Dowód:
    W protokole rozprawy z dnia 3 listopada 2021 r. zapisano: „Biegły: dlatego w treści opinii nie ma w żadnym miejscu, że urządzenie było sprawne w 100%.”
  3. Nie da się wykluczyć, że pomiar prędkości został przez policjanta wykonany w sposób nieumiejętny;
    Dowód:
    W protokole rozprawy z dnia 3 listopada 2021 r. zapisano: „Biegły: nie stwierdziłem, że został umiejętnie wykonany pomiar”;
    W protokole rozprawy w dniu 9 lutego 2022 r. zapisano: „Biegły: jeżeli nie zostały przed przystąpieniem do służby operacyjne w terenie wykonane zalecane przez producenta a nakazane przez Komendanta Głównego Policji stosowne testy funkcjonalne weryfikującej sprawność techniczną przyrządu pomiarowego do pomiaru prędkości w przedmiotowym przypadku typu Ultralyte,  to funkcjonariusz nie może udokumentować zachowania takiej sprawności metodologicznej przed Wysokim Sądem”.
  4. Rzeczywista prędkość pojazdu obwinionego nie została ustalona w sposób jednoznaczny i bezsporny;
    Dowód:
    W protokole rozprawy z dnia 9 lutego 2022 r. zapisano: Biegł: „Tylko analiza zapisu wideo z przebiegu pomiaru (wykonywana urządzeniem Trucam II) bądź też zapis z kamery samochodowej w pojeździe kontrolowanym umożliwiałaby jednoznaczne i bezsporne ustalenie rzeczywistej prędkości kontrolowanego samochodu”.

III. Wyrok Sądu Rejonowego

Wyrok w niniejszej sprawie (sygn. akt IV W 828/20) wydany został w dniu 1 kwietnia 2022 roku (sic!). Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe – w osobie Sędzi Magdaleny Goldschneider uznał obwinionego winnym popełnienia zarzucanego mu czynu. W uzasadnieniu Sąd napisał m. in.:

W ocenie Sądu zeznania świadka w osobie funkcjonariusza Policji Jakuba Ołowiaka, a także sporządzona przez niego notatka urzędowa (k. 2-3), która została stworzona na podstawie pomiaru prędkości urządzeniem typu Ultra Lyte LTI 20-20 100 LR są wiarygodnymi dowodami potwierdzającymi popełnienie przez obwinionego zarzucanego mu wykroczenia, stypizowanego w art. 92a k.w. (przekroczenie prędkości). Zeznania świadka były spójne, racjonalne, klarowne. Miarodajnym dla ustalonego przez Sąd stanu faktycznego jest fakt, iż świadek Jakub Ołowiak został przeszkolony z zakresu obsługi miernika prędkości typu Ultra Lyte LTI 20-20 100 LR (świadectwo ukończenia kursu specjalistycznego, k. 96).
Świadek opisał procedurę i okoliczności dokonywania pomiaru oraz w jaki sposób doszło do zatrzymania obwinionego, legitymowania i okazania mu wyników pomiaru. Procedura, zgodnie z którą świadek dokonał pomiaru była w świetle opinii biegłego prawidłowa. Świadek stwierdził ponadto, że wszystkie urządzeni, których używa uprzednio testuje zarówno pod kątem poprawności działania urządzenia celowniczego jak i testu ze stałej odległości. Funkcjonariusz wskazał, że nie używa urządzeń nieskalibrowanych i oddaje je do naprawy. Podkreślił, że urządzenie wykonuje 60 pomiarów prędkości w czasie 1/3 sekundy i jeśli pomiędzy pomiarami istnieje różnica to urządzenie wyświetla błąd. Nie można też w sposób przekonujący poddać w wątpliwość możliwości świadka, co do prawidłowego umiejscowienia punktu celowania, podczas przeprowadzania pomiaru. Jak sam zeznał, strzela z broni snajperskiej i ma doskonały wzrok.
W ocenie Sądu zeznania te zasługują na walor wiarygodności i poczynienie na ich podstawie ustaleń faktycznych w niniejszej sprawie. Zeznania świadka w połączeniu z treścią notatki urzędowej stanowią wystarczającą, wiarygodną podstawę do uznania sprawstwa i winy obwinionego w zakresie wykroczenia z art. 92a k.w. Zeznania korespondują nadto z zeznaniami Marcina Korzeniowskiego, które Sąd ocenił jako spójne i logiczne.

W niniejszej sprawie miarodajna okazała się opinia biegłego sądowego z zakresu technologii pomiaru prędkości pojazdów mgra inż. Wojciecha Leśniaka wraz z opinią ustną uzupełniającą. Przedmiotowa opinia wskazuje, że urządzenia Ultra Lyte LTI 20-20 100 LR nie posiadają wbudowanej kamery z naniesionym punktem odwzorowującym oś wiązki laserowej, a w związku z tym nikt poza funkcjonariuszem dokonującym pomiaru nie widział usytuowania plamki celowniczej w stosunku do bryły samochodu w czasie cyklu pomiarowego. Ponadto, w ocenie biegłego, nie ma możliwości weryfikacji dokonanego pomiaru. Wszystko zatem sprowadza się do oceny kompetencji funkcjonariusza dokonującego pomiaru, co należy do gestii Sądu. Z przedmiotowej opinii biegłego wynika, iż na odcinku pomiarowym, w którym miało dojść do zdarzenia, nie stwierdzono niekorzystnych uwarunkowań terenowych, a pomiar w miejscu i w chwili zdarzenia odbywał się w zakresie zalecanego przez producenta przedziału kątów pomiarowych. Ponadto opinia biegłego wskazuje, iż analiza przebiegu wiązki laserowej od pozycji funkcjonariusza Policji dokonującego pomiaru do jadącego lewym skrajnym pasem ruchu pojazdu obwinionego ujawniła, że w przedmiotowym przypadku pomiar prędkości obwinionego z odległości 264,7 m, możliwym było prawidłowe oświetlenie pojazdu za pomocą przedmiotowego urządzenia pomiarowego. Odnosząc się do kompetencji funkcjonariusza dokonującego pomiaru, biegły wyjaśnił, że [ w tym miejscu uzasadnienie dotyczące opinii biegłego się urywa].

V. Uwagi do wyroku

  1. Sąd przyjął za podstawę ustaleń faktycznych wyroku treści zawarte w notatce urzędowej z dnia 24 marca 2020 r. sporządzonej przez Jakuba Ołowiaka – podczas gdy obwiniony na rozprawie w dniu 10 grudnia 2020 r. zaś obrońca obwinionego na rozprawie w dniu 31 marca 2021 r. formalnie zakwestionowali jej treść, a więc tym samym notatka ta nie może stanowić materiału dowodowego w zakwestionowanym zakresie. W postępowaniu w sprawach o wykroczenia notatka urzędowa, o której mowa w art. 54 § 3 k.p.w. jest traktowana jako dowód i może stanowić podstawę ustaleń faktycznych, o ile – zgodnie z art. 76 § 2 k.p.w. – strona nie kwestionuje jej treści. Obrońca obwinionego zakwestionował notatkę, co skutkuje ipso iure wyłączeniem jej z materiału dowodowego oraz koniecznością dokonania przez Sąd stosownych ustaleń faktycznych na podstawie innych dowodów przeprowadzonych na rozprawie. Nota bene Sąd przesłuchał w charakterze świadka autora notatki urzędowej. Świadek jednak treści zawartych w notatce nie potwierdził (nic nie pamiętał). Powoływanie się zatem przez Sąd na notatkę urzędową przy dokonywaniu ustaleń faktycznych jest tym bardziej nie zrozumiałe i stanowi ewidentną obrazę przepisów postępowania.
  2. Sąd udostępnił akta świadkowi – w ten sposób, że świadek mógł sobie swobodnie akta kartkować i czytać. Po po zapoznaniu się świadka z aktami Sąd zaczął wypytywać go na temat okoliczności, o których dowiedział się z akt. Praktyka udostępniania akt świadkowi jest nie tylko niedopuszczalna, ale i niespotykana. W Kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia brak jest także podstaw do odczytywania świadkowi treści notatek urzędowych oraz innych dokumentów w sprawie. Sąd może jedynie odczytać świadkowi jego wcześniejsze zeznania.
  3. Okazanie świadkowi przez Sąd akt sprawy było oczywistym przejawem nieuprawnionego wpływu na świadka przez sędziego oraz sugerowaniem co świadek ma zeznać. W cywilizowanym kraju Sędzia Goldschneider poniosła by za za ten czyn odpowiedzialność karną lub dyscyplinarną. Jednak w Polsce sędziowie są  „nieskończenie niezawiśli”.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Kontrola drogowa, Laserowe mierniki prędkości, Opinie biegłych, Policja | 2 komentarze

Zwrócił uwagę kierowcy radiowozu, że je lody i…. został uniewinniony!

Artur Mezglewski

Bulwersujący wyrok Sądu Rejonowego w Koninie, w którym skazano motocyklistę za zmyślone przez policjantów wykroczenie został uchylony. Przypomnijmy: motocyklista zwrócił uwagę policjnatowi, że podczas prowadzenia radiowozu nie powinien jeść loda. Policjant z tego powodu bardzo się zdenerwował i zarzucił motocykliście dwa zmyślone czyny: 1) najeżdżania kołami motocykla na linię ciągłą oraz 2) wyprzedzania pojazdu w zbyt bliskiej odległości od motocykla.

Na skutek złożonej apelacji Sąd Okręgowy w Koninie uchylił zaskarżony wyrok i uniewinnił motocyklistę, bowiem czyn, za który go skazano (nawet zakładając, że miał on miejsce) nie posiadał znamion wykroczenia. Jeśli bowiem wyprzedzany pojazd utrudniał wyprzedzanie, jadąc zbyt blisko osi jezdni, to wyprzedzajacy miał obowiązek dokończyć manerw w sposób bezpieczny – nawet gdyby to wiązało się z naruszeniem przepisów formalnych – np. poprzez najechanie na linię ciągłą.

 

 

Postępowanie przed Sądem I Instancji zostało opissane w poniższym materiale:

Zwrócił kierowcy radiowozu uwagę, że je lody. Został skazany…

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Domniemanie winy, Policja, Wyprzedzanie, Znaki drogowe | 2 komentarze

Petycja do Prezesa Sądu Okręgowego w Koninie

W związku z bezprawnymi i drastycznymi zachowaniami sędziego Przemyslawa Kowalskiego, polegających wydaniu bezprawnego zakazu rejestracji rozprawy, zastraszania dziennikarza i czynienia mu zarzutu z tego, że ów w ogóle przyszedł do sądu – kierujemy dzisiaj petycję do Prezesa Sądu Okręgowego w Koninie, której kopię zamieszczamy poniżej.

 

Zaszufladkowano do kategorii Dziennikarstwo obywatelski, Jawność postępowania | 4 komentarze

Zwrócił kierowcy radiowozu uwagę, że je lody. Został skazany…

Artur Mezglewski

Pan Łukasz – podczas kontroli drogowej – zwrócił uwagę policjantowi, że podczas prowadzenia radiowozu nie powinien jeść lodów.  Spotkała go za to represja: został przez policję oskarżony o to, że wyprzedzając motocyklem zabytkowym samochód poruszający się po tym samym pasie ruchu najechał na linię ciągłą (co było nieprawdą), a następnie został skazany za to wykroczenie przez Sąd Rejonowy w Koninie.

Podczas przewodu sądowego ów policjant – zanim złożył zeznania jako świadek – przysłuchiwał się wyjaśnieniom obwinionego, a następnie te wyjaśnienia komentował. Taki sposób „dowodzenia” zaordynował prowadzący sprawę sędzia Przemysław Kowalski. Sędzia – chociaż nie miał takiego prawa – zakazał prasie filmowania tego incydentu.  W dniu 30 września 2022 r. odbędzie rozprawa odwoławcza przed Sądem Okręgowym w Koninie.

I. Opis zdarzenia oraz zarzuty

Zdarzenie miało miejsce w dniu 21 sierpnia, w ciągu drogi krajowej nr 25 – na wylocie z miasta w kierunku Inowrocławia. Droga 25 w tym miejscu była zakorkowana, a ruch odbywał się pulsacyjnie. Pan Łukasz wyprzedził radiowóz, który ustąpił mu miejsca, a następnie wyprzedził lub ominął jeszcze cztery samochody, które stały lub bardzo wolno poruszały się pulsacyjnie. W tym momencie zobaczył w lusterku sygnały świetlne i dźwiękowe. Policjant wydał mu nakaz zjechania na najbliższy parking.

Sierżant Gruchalski liże loda.

Po zatrzymaniu się, na parkingu, odbyła sie konwersacja pomiędzy sierżantem sztabowym Maiuszem Gruchalskim a panem Łukaszem. Sierżant Gruchalski w czasie rozmowy cały czas lizał loda.

  • Policjant: ładnie to tak wyprzedzać na podwójnej ciągłej”?

  • Pan Łukasz: można wyprzedzać jednośladem na podwójnej ciągłej, jeśli nie najeżdża się na linię ciągła;

  • Policjant: taki pan mądry?…

  • Pan Łukasz: a można tak jeść loda za kierownicą?

Na te słowa policjant bardzo się zdenerwował i powiedział: „jeszcze zobaczymy, kto jest taki mądry”…

 

Jak się później okazało sierżant Gruchalski nie był gołosłowny. Do Sądu Rejonowego w Koninie został skierowany wniosek o ukaranie, a Pan Łukasz stanął pod dwoma zarzutami:

  1. niezastosowania się do znaku P-4 „linia podwójna ciągła” i najeżdżania na nią podczas manewru wyprzedzania;

  2. niezachowania bezpiecznej odległości od pojazdu wyprzedzanego.

    Sprawę zarejestrowaną pod sygnaturą II W 116/21.

II. Przewód sądowy, czyli sceny dantejskie

To, co działo się w przewodzie sądowym pana Łukasza było przerażające. Tak drastycznie niepraworządnych reakcji sądu nie doświadczyliśmy w czasie naszej kilkunastoletniej działalności. A oto scena po scenie.

Scena 1. Czy sąd był gotów skazać nawet umarłego?

Proces zaczął się od tego, że obrońca złożył wniosek o umorzenie postępowania ze względu na przedawnienie karalności czynu. Od chwili popełnienia czynu minął bowiem rok, a w tym czasie sprawa nie została prawidłowo wszczęta.

W postępowaniu wykroczeniowym (art. 5 k.p.w.), podobnie jak w postępowaniu karnym (art. 17 k.p.k.) określono przesłanki procesowe, od których uzależnione jest wszczęcie lub dalsze prowadzenie postępowania. Do kategorii takich przesłanek należy m. in. przedawnienie, brak skargi upoważnionego oskarżyciela, śmierć obwinionego. Przesłanki te stanowią przeszkody procesowe uniemożliwiające prowadzenie postępowania. Zgłoszenie wątpliwości w przedmiocie przesłanki negatywnej obliguje sąd do jej natychmiastowego rozpatrzenia. Sąd nie ma prawa prowadzić postępowanie, gdy tego rodzaju wątpliwość zostaje zgłoszona.

Sędzia Przemysław Kowalski zgłoszonej przez obrońcę wątpliwości co do negatywnej przesłanki procesowej nie rozpatrzył – zapowiadając jej rozpatrzenie dopiero w wyroku. Jednak ogłaszając wyrok w ogóle się do niej nie odniósł… Zapomniał…

Wobec powyższego postawione w podtytule pytanie jest zasadne: czy sędzia prowadziłby sprawę aż do wydania wyroku, gdyby zgłoszono w trakcie przewodu inną przesłankę negatywną tej samej rangi, jaką jest śmierć obwinionego?…

Scena 2. Pogwałcenie najbardziej podstawowych zasad postępowania dowodowego

W teorii prawa dowodowego podnosi się, że czynność przesłuchania świadka powinna być przeprowadzana w warunkach izolacji świadka od stanów i okoliczności, które mogłyby wpływać na wiarygodność zeznań. Na świadkach nie można wywierać żadnych nacisków, jak też nie należy świadkom sugerować, co mają powiedzieć. Ponadto – co niezwykle istotne – świadkowie, którzy nie złożyli zeznań nie powinni się kontaktować ze świadkami, którzy zeznania już złożyli, jak też na sali sądowej nie mogą pozostawać świadkowie, którzy zeznania dopiero mają składać.

Sędzia Przemysław Kowalski naruszył wszystkie powyżej wyliczone zasady:

  1. świadkowie (policjanci) przesłuchiwani byli na odrębnych terminach rozprawy – a zatem mogli się ze sobą kontaktować (pracują razem, pełnią służbę w tym samym patrolu);
  2. na świadków wywierany był wpływ, co do tego, co mają zeznawać – a to w ten sposób, że:
  • świadkowi odczytano wyjaśnienia obwinionego,
  • sąd zadawał pytania w sposób sugerujący odpowiedź
  • sąd nakazał świadkowi-policjantowi pozostanie na sali rozpraw przed złożeniem przez niego zeznań – a w tym czasie przysłuchiwał się on wyjaśnieniom obwinionego. W ten sposób świadek miał możliwość złożenia zeznań przeczących twierdzeniom obwinionego.

Najpoważniejszym zarzutem odnośnie postępowania dowodowego było jednak to, że Sąd oddalił wniosek dowodowy obrońcy obwinionego o zwrócenie się do Google maps o nadesłanie osi czasu pana Łukasza, która dokumentuje miejsce i czas jego przejazdu  w dniu zdarzenia – który to dowód rozwiałby wszelkie wątpliwości, co do tego, która z wersji przebiegu zdarzenia jest prawdziwa: wersja podana przez obwinionego, czy też wersja podana przez policjantów.

Pan Łukasz miał w dniu zdarzenia aktywowaną w Google maps funkcjonalność tzw. osi czasu. Włączenie tej funkcji oznacza, że Google mps rejestruje całą trasę przejazdu klienta tej funkcji oraz prędkość przejazdu. Obwiniony załączył do akt sprawy wydruk z osi czasu zawierający standardowe informację udostępniane przez Google maps swoim użytkownikom. Google maps gromadzi jednak informacje bardziej szczegółowe. Na podstawie tych informacji można byłoby odtworzyć metr po metrze całą trasę przejazdu obwinionego na terenie miasta Konin. Przeprowadzenie tego dowodu z całą pewnością wykluczyłoby jedną z wersji zdarzenia: wersję obwinionego lub wersję policjantów.
Sąd Rejonowy oddalił wniosek dowodowy, który zmierzał do obalenia prawdziwości twierdzeń policjantów – jako nie mający znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy – a następnie stwierdził w ustnych motywach wyroku, że „Sąd nie doszukał się żadnej okoliczności, z której wynikałoby, żeby policjant miał zeznawać nieprawdę”. Sąd z całą pewnością doszukałby się takiej okoliczności, gdyby przeprowadził zawnioskowany dowód z analizy osi czasu Google maps.

Scena 3. Zakaz nagrywania rozprawy i zastraszanie dziennikarza

W świetle obowiązujących przepisów sąd nie ma prawa zabronić dziennikarzowi nagrywania rozprawy. Informowanie społeczeństwa o jawnych procesach sądowych jest prawem i obowiązkiem prasy. Sędzia Przemysław Kowalski – dostrzegając na sali rozpraw obecnego dziennikarza – zaczął zachowywać się w sposób anormalny. Zastraszał dziennikarza i czynił mu zarzut z tego, że wszedł on na salę rozpraw, aby zlożyć wniosek o rejestrację rozprawy. Bezprawnie zabronił mu dokonywania rejestracji obrazu i dźwięku. Dziennikarz nie mógł np. zarejestrować tego, jak obecny na sali  sądowej świadek-policjant przysłuchuje się wyjaśnieniom obwinionego. Poniżej publikujemy to, co zostało zarejestrowane.

 

Scena 4. Sąd skazał Pana Łukasza za czyn, który nie stanowi wykroczenia

Sędzia Przemysław Kowalski przyjął w wyroku określony stan faktyczny, ustalony na podstawie zeznań policjantów, jednakże nie dokonał prawidłowej subsumcji, tzn. nie przyporządkował tego stanu faktycznego do obowiązujących norm prawnych. W szczególności naruszył przepisy prawa materialnego, tj. art. 16 ust. 4 p.r.d. w zw. z art. 3 ust. 3 p.r.d w zw. z art. 92 § 1 k.w. poprzez ich niezastosowanie, co spowodowało, że w sposób nieprawidłowy ustalił obowiązki poszczególnych uczestników ruchu drogowego w związku ze zdarzeniem opisanym w zarzucie nr 1 wniosku o ukaranie.
Stan faktyczny ustalony przez Sąd jest następujący:

• obwiniony wyprzedzał jadący przed nim samochód;
• podczas wykonywania manewru wyprzedzania samochód ten jechał z prędkością ok. 50-/60 km/h w odległości 30-40 cm od osi jezdni wyznaczonej podwójną linią ciągłą.

W ocenie powyższego stanu faktycznego Sędzia Kowalski pominął jednak dwa kluczowe zagadnienia:

  1. kierowca wyprzedzanego samochodu nie stosował się do określonego w art. 16 ust. 4 p.r.d. obowiązku ruchu prawostronnego nakazującego jazdę możliwie blisko prawej krawędzi jezdni, utrudniając tym samym wyprzedzanie i stwarzając sytuację zagrożenia w ruchu drogowym;
  2.  w celu uniknięcia zderzenia z wyprzedzanym pojazdem pan Łukasz zmuszony został do zastosowania art. 3 ust. 3 p.r.d., który stanowi, że „jeżeli uczestnik ruchu lub inna osoba spowodowała jednak zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego, jest obowiązana przedsięwziąć niezbędne środki w celu niezwłocznego usunięcia zagrożenia. Skutecznym zaś sposobem uniknięcia zagrożenia było wykonanie manewru wyprzedzania poza pasem ruchu – poprzez poruszanie się szerzej – aż po linii ciągłej wyznaczającej oś jezdni.

Ad. 1)
Naruszanie obowiązku, o którym mowa w punkcie 1) stanowi w pragmatyce sądowej podstawę, czy też element zarzutu – w przypadku, gdy niestosowanie się do w/w nakazu stanowi jedną z przyczyn zaistnienia kolizji, czy też wypadku drogowego.

Ad. 2)
Sędzia Przemysław Kowalski nie uwzględnił faktu, iż obwiniony w związku z powstałym stanem zagrożenia – na podstawie art. 3 ust. 3 p.r.d. – był zobowiązany do zastosowania zasady bezpieczeństwa poprzez podjęcie manewru obronnego, który polegał na zjechaniu poza prawy pas ruchu, na linię oddzielającą pasy ruchu – w celu uniknięcia zderzenia z pojazdem wyprzedzanym, który utrudniał wyprzedzanie.

Zauważyć należy, iż w doktrynie oraz w orzecznictwie podkreśla się, że zasady bezpieczeństwa nie muszą pokrywać się z przepisami ruchu.Wskazuje się ponadto, że między przepisami ruchu a zasadami bezpieczeństwa ruchu mogą zachodzić stosunki:

  • zgodności, w których przestrzeganie przepisu oznacza zachowanie zgodne z zasadami bezpieczeństwa,
  • sprzeczności, w których dyrektywa wynikająca z przepisów może pozostawać w sprzeczności z tą, jaka wynika z zasad bezpieczeństwa ruchu,
  •  braku relewancji, w których przestrzeganie czy naruszenie przepisu względem zasady bezpieczeństwa ruchu jest obojętne.

Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 16 sierpnia 1961 r. (I K 559/60, PiP 1962/7) zwrócił ponadto uwagę, że „zachowanie przez kierowcę ostrożności lub stwierdzenie nieostrożności nie zawsze pokrywa się z przestrzeganiem lub nieprzestrzeganiem określonego przepisu administracyjno-drogowego. W pewnych sytuacjach zachowanie ostrożności może dyktować potrzebę naruszenia określonego przepisu regulującego ruch drogowy (…) Kierowca nie może przeto skutecznie bronić się przed zarzutem nieostrożności tym, że nie naruszył żadnego przepisu administracyjno-drogowego, a nawet tym, że postąpił zgodnie z istniejącym nakazem albo zakazem drogowym, jeżeli fachowa ocena jego zachowania się w konkretnej sytuacji drogowej z punktu widzenia umiejętności prowadzenia pojazdów na drogach publicznych dyktuje wniosek, że nie zachował on ostrożności wymaganej dla wykonywania zawodu lub czynności kierowcy. I odwrotnie – naruszenie przez kierowcę takiego lub innego nakazu lub zakazu drogowego nie daje podstaw do ścigania karnego”.

Rozprawa apelacyjna odbędzie się w dniu 30 września 2022 r. w Sądzie Okręgowym w Koninie.  o godz. 12:40, w sali 102. Sprawę zarejestrowano pod sygnaturą II Ka 230/22.

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Interwencja dziennikarska, Jawność postępowania, Negatywne przesłanki procesowe, Policja, Wyprzedzanie | 5 komentarzy

Lublin. Wybieraj parkingi prywatne. Nie paś lubelskich capów

Artur Mezglewski

Sympatyczny koziołek wspinający się na zieloną latorośl jest symbolem miasta Lublin. I to może zmylić przypadkowego wędrowca, gdyż Lublinem rządzą zwyczajne capy, a nie koziołki. Dotyczy to w szczególności zarządu strefy płatnego parkowania. Opłaty w lubelskiej strefie są znacznie droższe od więkoszości paringów prywatnych. Obsługa strefowych parkomatów jest skomplikowana. Działają one wolno i blokują karty płatnicze (jeśli włożysz je niewłaściwą stroną). Miasto Lublin przetwarza dane twojego samochodu – czego nie uświadczysz na parkingach prywatnych. A ponadto użytkownik strefy może się zdziwić tym, że zanim wykupi bilet w najbliższym parkomacie – karną opłatą dodatkową już będzie miał za wycieraczkę. W dniu dzisiejszym coś podobnego przeżyłem.

  1. Cennik parkingowy (omawiamy jedynie strefę A)

Strefa Płatnego Parkowania w Lublinie (Fot. Krzysztof Mazur / Agencja Wyborcza.pl)

Według stanu na dzień dzisiejszy obowiązują następujące ceny  w strefie płatnego parkowania  w centrum miasta: pierwsza godzina – 3,90, druga godzina – 4,60, trzecia godzina – 5,50. Zakładając trzygodzinny  postój – jest to cena niższa o 1 złoty od najdroższych parkingów prywatnych w mieście. Większość parkingów prywatnych pobiera stawkę 4 zł lub 4,50 za godzinę. Są jednak i takie parkingi, gdzie zaparkować możemy za 3 zł, a nawet za 2 zł za godzinę.  I to w ścisłym centrum miasta.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, iż kilka dni temu Rada Miasta zatwierdziła w Lublinie warszawskie stawki opłat parkingowych, które niebawem wejdą w życie. Stawki te będą następujące: pierwsza godziny – 4,50, druga godzina – 5,40, trzecia godzina – 6,40. Nie wiadomo jeszcze, jak na te podwyżki zareagują właściciele parkingów prywatnych.

Napomknąć także należy, iż lubelska strefa ciągle się powiększa. Na ostatniej sesji  Rady Miasta znowu dosztukowano do strefy nowe terytoria. Mimochodem też wydłużono o godzinę (i jak się wydaje bez potrzeby) czas obowiązywania opłat za parkowanie – do godz. 18:00.

2. Przetwarzanie danych o pojeździe

Przetwarzanie danych o numerze rejestracyjnym pojazdu już specjalnie nikogo nie dziwi. Większość miast – dla własnej wygody – takie dane przetwarza. Ludzie przyzwyczajają się do tego standardu – chociaż to jest zły standard, a przetwarzanie całego numeru rejestracyjnego zaparkowanego pojazdu nie jest konieczne dla realizacji celu – i być może jest bezprawne. Trzeba bowiem mieć świadomość, że w pewnych wypadkach informacja o numerze rejestracyjnym pojazdu prowadzi do ujawnienia danych osobowych. A to już jest niedopuszczalne. A zatem inwigilacja prowadzona przez Lubelski Ratusz jest czymś złym – i nie ma dla mnie znaczenia, że inni samorządowcy są nie lepsi.

Na lubelskich parkingach prywatnych (nie wiem, czy na wszystkich) nikt naszych danych nie przetwarza.

3. Funkcjonalność parkometrów

Lubelskie parkometry nadają się na złom. Ich interfejs jest mały, nieczytelny i nieintuicyjny. Także dlatego, że urządzenia te zaprogramowane zostały nie tylko do pobierania opłat za parkowanie, ale także do przyjmowania opłat (kar) dodatkowych. Tę funkcję zaprogramował jakiś stary głupi, lubelski cap. Przecież każdy ma obecnie konto internetowe i stosowną opłatę – bez żadnego trudu – uiścić może z domowego komputera, czy też przy użyciu telefonu. Ale pazerny cap umyślił sobie, że jak taką funkcjonalność w parkometrze zainstaluje, to się bardziej napasie.

W Lublinie trzeba uważać, aby kartę debetową włożyć akurat tą stroną, która ma się włożyć. Włożenie karty inną stroną kończy się zablokowaniem karty i nałożeniem opłaty dodatkowej. Nie ma bowiem możliwości zapłacenia za parkowanie po odzyskaniu karty. Trzeba capa napaść opłatą dodatkową.

Parkometry w lubelskiej strefie działają wolno. Żeby zapłacić za postój – obojętne czy kartą, czy bilonem – trzeba wykonać kilka operacji. Po każdej operacji, a szczególnie po zapodaniu numeru rejestracyjnego, parkometr  dłuższą chwilę je „trawi”.  Z dokonaniem opłaty trudno uporać się w minutę.

A jak jest na parkingach prywatnych? Ano tak:

  • opcja 1: podchodzisz do parkomatu, wrzucasz 4 zł i zatwierdzasz zielonym – i bilet się drukuje;
  • opcja 2: podchodzisz do parkometru, wkładasz kartę debetową, zatwierdzasz zielonym – i bilet się drukuje. A jeśli planujesz dłuższy pobyt niż godzinę, to musisz wykonać jeszcze jedną opercję – zanim zatwierdzić zielonym. Trzeba wówczas nacisnąć jeszcze niebieski +.

4. Zanim zdążysz wygenerować bilet – już masz karę

 W dniu dzisiejszym spotkała mnie taka oto nieprzyjemna przygoda. Zaparkowałem samochód na ul. Narutowicza. Szukając wzrokiem parkometru – znalazłem go po przeciwnej stronie ulicy. Podszedłem więc i chwilę czekam (nie więcej niż 15 sekund) aż kobieta skończy swoją transakcję. Kobiecie nawyraźniej „nie poszło”, gdyż odeszła od parkomatu bez dokonania opłaty. Musiałem po niej „posprzątać” tzn. musiałem wcisnąć przycisk „zakończ operację”. Gdy to zrobiłem zatwierdziłem opcję 1 – tzn., że chcę kupić bilet (a nie np. samolot). W dalszej kolejności wykliknąłem numer rejestracyjny – a po dokonaniu tej czynności chwilę czekałem, aż kółko przestanie się kręcić.

W tym momencie coś mnie tknęło i spojrzałem na drugą stronę ulicy – w stronę samochodu. Patrzę i oczom nie wierzę – oto właśnie poborca capa wymierza mi swoim telefonikiem karę grzywny (opłatę dodakową). Więc krzyczę do niego spod parkometru – „co robisz łajzo, przecież kupuję bilet”? A ten mi wrzeszczy, że gdzieś tam stoi parkometr, przy którym nie ma kolejki. Na to ja mu wrzeszczę, że przy tym też nie ma kolejki!

I w tym momencie zareagował stojący w pobliżu menel, i wyzwał mnie od pedałów, bo zachowują się zbyt głośno. I taka właśnie spotkała mnie dzisiaj przykrość. Gdybym jednak poborcy capa nie dostrzegł i nie wrzasnął – miałbym właśnie do opłacenia 150 zł. To mi rekompensuje nieprzyjemne doznania ze strony menela – bo nie napasłem lubelskich capów karą dodatkową.

 

Zaszufladkowano do kategorii Parking, Parkowanie, Strefa płatnego parkowania | 5 komentarzy

Kolejny wyrok w sprawie odmowy dokonania samodenuncjacji (art. 96 § 3 k.w.)

Artur Mezglewski

Sąd Rejonowy w Pińczowie uniewinnił właściciela pojazdu, który pomimo żądania Policji, odmówił dokonania samodenuncjacji. Komenda Powiatowa Policji w Pińczowie nie wniosła apelacji, a zatem wyrok jest prawomocny. Poniżej przedstawiamy motywy, na których przedmiotowy wyrok został oparty. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Niewskazanie kierującego, Policja | 3 komentarze

Sędzia w krótkich spodenkach i sandałkach

Artur Mezglewski

W Lublinie mamy dwóch sędziów, którzy mają kłopoty z dopasowaniem dress code do okazji. Jeden przychodzi na rozprawy w krótkich spodenkach i sandałkach, a drugi w spodniach à la Jurek Owsiak. Obaj potwierdzają wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z Yale School of Management, że porządek w stylu to przede wszystkim porządek w głowie…

Negatywnym bohaterem dzisiejszego materiału jest sędzia Wiesław Pastuszak z Sądu Okręgowego w Lublinie  – czyli ten od  krótkich spodenek i sandałków. „Bohater” wsławił się tym, iż utrzymał w mocy wyrok skazujący  pana Kamila za to, że w określonym terminie nie wskazał na żądanie straży miejskiej samego siebie jak sprawcy wykroczenia z art. 97 k.w. 

Pikanterii dodaje fakt, że żądanie straży miejskiej do pana Kamila  nie dotarło, gdyż nie mieszkał on pod adresem, pod który wysłano pismo. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Negatywne przesłanki procesowe, Niewskazanie kierującego, Postępowanie przed sądem, Straż gminna (miejska) | 2 komentarze

Sąd Rejonowy Poznań Grunwald i Jeżyce – czyli gdzie jest Yeti, o którym mówią, że istnieje, ale mało kto go widział…The Show Must Go On…

Jędrzej Kitowicz

W tymże sądzie toczy się słynna sprawa 4 (w tym 3 już emerytów) policjantów z poznańskiej drogówki oskarżonych przez prokuraturę o przestępstwa zagrożone karą więzienia do lat 8. Czyli to nie są żarty… Tej grozie przeczy jednak atmosfera panująca przed salą i przed gmachem sądu, która przypomina raczej piknik pod wiszącą skałą. Swobodne rozmowy, wymiana poglądów i opinii dotyczących toczącej się sprawy.

Akt I – czyli świadkowie

oznorMB

Świadkowie zeznają – co pamiętają (przypominamy, że dotyczy to zdarzenia z 2019 roku). Są to od dawna powszechnie znane fakty, bo nic się w policji nie ukryje… Są też odczytywane ich wcześniejsze zeznania. Zeznania złożone na sali rozpraw są w zasadzie zgodne z odczytanymi zeznaniami złożonymi w śledztwie. Niczego nowego na sali nie ujawniono ponad to, co jest od lat powszechnie znane – w tym, co już opublikowano w środkach masowego przekazu. Zachowania świadków spokojne i nienaganne. Zeznania spójne i logiczne. Motywem powtarzającym się w zeznaniach jest element nacisku, czy wręcz poleceń w kierunku przypisania uszkodzenia szyby radiowozu osobie spoza kręgu policyjnego (materiały m.in. na stronie Stowarzyszenia Prawo na Drodze, Głosu Wielkopolskiego, Gazety Wyborczej, Onetu, Skargi, mediów elektronicznych… W sumie wiadomo o ok. 45 materiałach prasowych dotyczących tej sprawy – choć było ich więcej, bo dochodzi nieznana ilość z radia i TV).
A na forach wrzało i wrze.. Sprawę ujawnił Głos Wielkopolski, do którego o pomoc zwrócili się zbulwersowani policjanci i zdali szczegółową relację. W serii artykułów ujawniono szczegółowe informacje które wywołały lawinę…
A ta lawina ujawniła patologię części formacji, która ma stać na straży prawa, ładu i porządku… Jest też strona pozytywna, gdyż część policjantów nie dała się złamać i stąd ta afera ujrzała światło dzienne… BRAWO WAM! Szacunek szkieły!

Akt II – czyli sąd i obrońcy

Nigdy w dziejach nie widzieliśmy tak niemrawych obrońców jak ci którzy mają reprezentować oskarżonych. Nawet na meczach IV Ligi amatorskiej. A obserwowaliśmy grubo ponad 300 rozpraw – w tym osób przysyłanych chyba w zastępstwie, raczej nie przygotowanych i milczących. I nie zadających żadnych pytań świadkom… Niemrawych…
Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory…
Pewnym wyjątkiem jest obrońca, zwany gdzieniegdzie pieszczotliwie dziadkiem, który lubuje się w słodkich glissandach … Co też spotkało się z reakcją Sądu, który w kilku przypadkach uchylał te – ponoć pytania do świadka – jako powtarzające się. Dobre i to…Tenże sam nie chce, nie potrafi zadać świadkom konkretnych pytań, płynąc po niezmierzonych i wzburzonych oceanach intelektualnej improwizacji, co powoduje, że sędzia, z anielską cierpliwością, rzuca mu koła ratunkowe przy układaniu logicznych zdań… Tenże dziękuje Sądowi formułką, że właśnie o to mu chodziło… O innym obrońcy, nazwanym umownie „człowiekiem w czarnym kitlu”, powiemy tylko tyle, że bywa na sali, ale bardzo rzadko włącza się czynnie do przebiegu rozprawy… Niemrawy…
O czasy, o ludzie…
Jeden z oskarżonych zadawał pytania sugerujące odpowiedź – co wywołało protest pewnego dziennikarza oraz niesłychanie spokojnej dotąd pani prokurator… Przy tym godnym uwagi jest fakt, że na kolejnych rozprawach pojawiają się tylko dwaj, ciągle ci sami,  oskarżeni. A nie stawiają się inni z dwóch pozostałych oskarżonych. I tym samym pozbawiają się prawa do aktywnej obrony… Poddali się, czy taką przyjęli linię obrony?
Na jednej z rozpraw, jakby lekko zażenowana, sędzia wytacza armatę przeciw wróblom i strzela w stronę prasy, że do Sądu wpłynęły pisma donoszące, że prasa ujawniła nazwiska i wizerunki oskarżonych (jak się należy domyślać dotychczas nikomu nie znane…), a także zeznania złożone przed sądem, co może spowodować, że inni świadkowie mogą to jakoś wykorzystać przy składaniu zeznań (a przynajmniej tak to zrozumiano…) To może trzeba było ich odizolować na czas do zapadnięcia prawomocnego wyroku…. I w związku z tym zabrania rejestracji obrazu, zgadzając się na rejestrację tylko dźwięku. I nie kieruje tego do konkretnego dziennikarza, ale zabrania wszystkim. Czyżby odpowiedzialność zbiorowa? Na pytanie: co to konkretnie za materiały i czy Sąd je widział? –  sędzia z rozbrajającą szczerością oświadcza, że nie widziała…
Także „człowiek w czarnym kitlu” (zapewne obrońca, który słownie zgłaszał o tym Sądowi z równie rozbrajającą szczerością) oświadcza, że on wprawdzie nie widział takiego materiału,  ale mu powiedzieli… Na pytanie: co to za konkretny materiał i gdzie można znaleźć chwat odpowiada, że pewnie na stronie Sądu… A tak na marginesie, to z ogólnie dostępnych relacji wideo i zdjęć z rozpraw wynika, że był to częściowo czas epidemii i prawie wszyscy na sali mieli twarze zasłonięte maskami ochronnymi, bo takie wtedy obowiązywało prawo. W innych relacjach widać przedziwnie zamaskowane twarze oskarżonych, co wywiera i smutne, ale i humorystyczne wrażenie… (skojarzyło się to od razu ze znakomitym filmem Jeżdziec bez głowy…). Można i tak… Absurdalnie zresztą.
Wokanda od zawsze jest w gablotach przed salami rozpraw, w miejscu ogólnie dostępnym,  gdzie każdy może wejść i się zapoznać i wejść na salę, bo to mu gwarantuje przecież Konstytucja… Taka ciekawostka…
Na ostatniej rozprawie sędzia błyskawicznie znów zabrania rejestracji obrazu mówiąc, że zgadza się jeno na rejestrację dźwięku. I powołuje się na Art. 357 Kodeksu Postępowania Karnego… (tyle, że dziennikarze nie zdążyli jeszcze złożyć wniosków o rejestrację… ). A przywołany Art. 357 Kodeksu Postępowania Karnego brzmi tak : „Sąd zezwala przedstawicielom środków masowego przekazu na dokonywanie za pomocą aparatury utrwaleń obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy.” Nie ma w nim mowy o jakiejkolwiek warunkowości. Takie formalne zezwolenie obowiązuje niejako z mocy prawa. Więcej, często sądy w ogóle nie wymagają składania takich wniosków… Taki zakaz uniemożliwia obiektywną 1:1 ocenę pewnych spraw, bo zapamiętany obraz na pewno się różni od beznamiętnej relacji wideo, która jest podstawą do szczegółowej analizy, klatka po klatce. Bo np.mowa ciała może być ważniejsza od wypowiedzianych słów.
Czy zakaz rejestracji wideo leży w interesie Wymiaru Sprawiedliwości? Na pewno nie. Czy nie jest zatem pożądanym przedstawienie pełnej relacji audio-wideo, aby każdy mógł wyrobić swoje zdanie? Na zasadzie swobodnej oceny materiału. Na takie materiały czeka społeczeństwo, w tym tysiące policjantów. A ewentualny komentarz autora można zamieścić po obejrzeniu – wyraźnie go jednak odcinając od relacji. Toż to podstawowy obowiązek dziennikarza: dojście do prawdy, co jest przecież zgodne z zadaniem Sądu. Czy lamenty oskarżonych i ich obrońców przeważają nad uzasadnionym interesem społecznym, którym jest poznanie prawdy? Swoją drogą zadziwia brak rejestracji przez Sąd tak poważnej sprawy, bo na sali nie ma kamer i monitora. Sąd zasugerował, aby ten problem zgłosić do Ministra Sprawiedliwości. Zapewne będzie taki wniosek, bo koszt wielki nie jest a materiał nagrany jest bezdyskusyjny. Problem istotny, bo pod adresem dziennikarzy padają uwagi, że prasa manipuluje materiałem, nie zamieszczając relacji wideo. Wyjaśniamy, że to nie decyzja dziennikarzy.

Czyli: kto się boi i dlaczego rejestracji rozpraw w formie audio-wideo?

PS. Jeszcze na korytarzu sądowym, a potem przed sądem w ruch idą telefony i składane są komuś relacje. A za kilka minut zapytanie: znowu zabronili wam nagrywania ? Jakie uzasadnienie?

Część III – czyli prasa czyli rozważania teoretyczne …

Jak powszechnie wiadomo podstawowym i najważniejszym aktem prawnym obowiązującym w naszym kraju jest : „Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997r.”.
A tamże :
„Art.8.1 . Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.
2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej”.
„Art.14. Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków masowego przekazu”.
„Art.54.1 Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”.
2.Cenzura prewencyjna środków masowego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.
„Art.32. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”.
W/w wymienione artykuły zawierają treści oczywiste i nie ma potrzeby ich objaśniania. Ale pojawia się wątpliwość, czy w tej konkretnej sprawie w/w zapisy Konstytucji są stosowane bezpośrednio. A w tym, czy nie doszło tu do zastosowania cenzury prewencyjnej – co jest zabronione przez Konstytucję. Nigdy dotychczas nie spotkaliśmy się z takim podejściem sądów. A wręcz odwrotnie – sądy w olbrzymiej przewadze, są nastawione przyjaźnie i otwarcie do prasy. Więcej: pomagają nawet przez wyjaśnianie na sali rozpraw zawiłych nieraz niuansów procedur w tym aktualnych zmian w przepisach. I za to im chwała.
Każdy materiał, zanim zostanie upubliczniony, podlega ocenie przez prawników specjalizujących się w danym obszarze prawa. Taka jest praktyka z wyjątkiem tzw.transmisji na żywo. No właśnie… Nieraz obserwowaliśmy na sali sądowej, w tym w Sądzie Najwyższym, mnogość transmisji na żywo i nikomu nic nie przeszkadzało. Więcej, przewodniczący składu, z nieukrywanym zadowoleniem , przywitał prasę dodając: wiecie gdzie są gniazdka ? (do zasilania sprzętu). Zero zakazów, zero wymogu wniosków o rejestrację… Przecież nie można zakładać że SN złamał prawo… A jeśli ktoś na sali chciał być nierozpoznawalny to zakrywał twarz, albo jej fragment. Proste…
Jeśli ktoś uważa, że jego interes prawny został naruszony, to ma do dyspozycji drogę sądową  A z półsłówek króciutkiej rozmowy między obrońcą (wywołanej przez obrońcę) a Sądem wynika, że Sąd wysłał jakieś pismo do Redakcji. Nie znamy treści tego pisma, bo Sąd nie ujawnił, wspominając jeno, że odpowiedzi jeszcze nie widział. Pytanie czy oskarżeni i ich obrońcy wystosowali pismo do Reakcji – co jest powszechnie przyjętą praktyką i dobrym obyczajem. A tu poskarżyli się Sądowi – niczym przedszkolak Jasiu pani przedszkolance… Plose pani, Jadzia ukladła mi kledki… Albo „Jadzia się bije”… W tej konkretnej sprawie znane nam materiały prasowe istniejące w przestrzeni publicznej nie dają podstaw do twierdzenia, że zostały naruszone jakieś przepisy. Gdyby tak było, to odpowiednie działy w mediach społecznościowych, takie materiały usuwają. Co zresztą jest coraz częściej odbierane przez internautów jako forma cenzury. Jeśli jednak nie są usuwane, czy ograniczane, to oczywistym jest konstatacja, że nie naruszają prawa i są zgodne z obowiązującym w danym kraju prawem.

Reasume

Czyli gdzie sens, gdzie logika… Kierując się zasadami doświadczenia życiowego i logicznego rozumowania, można przyjąć dość karkołomną tezę, że najprawdopdobniej obrona i oskarżeni rozpaczliwie, a nawet desperacko, niczym Nagumo pod Midway, szukają jakiejś linii obrony. Takie ich prawo. Może takiej: oskarżeni są niewinni, bo świadkowie zeznawali, jak zeznawali, bo na podstawie relacji prasowych wiedzieli, co zeznawali inni… Czyli, że ziemia jest okrągła, bo z relacji prasowych wynika, że tak zeznawali inni..
A do tego dowiedzieli się, jak się oskarżeni nazywają…. (bo przecież się nie znają…), bo nazwiska wyczytali dopiero z wokandy w miejscu publicznym, w sądzie i nigdy nikt przez 4 lata na komendzie o sprawie nie wspominał…
Dodajmy przy tym, że oskarżeni i świadkowie pracowali w jednym budynku. A jeden z nich nadal pracuje.. I przez te 4 lata pracują w różnych zespołach o zmiennym składzie. I przez te 4 lata nigdy, przenigdy, nie rozmawiali na tak bulwersujący temat. Nigdy, przenigdy…  W mediach społecznościowych i w gazetach w ogóle burzy na ten temat nie było… W TV czy radiu to już w ogóle… To oczywiście taka krotochwila… I przez 4 lata nikt w komendzie i w policji ani słowa… ?
Czy leci z nami pilot?
A na sakramentalne pytanie Sądu, czy świadek wie w jakiej sprawie go wezwano – pada równie sakramentalna odpowiedź, że tak, wie… Należy tu podkreślić godną i  odpowiedzialną postawę świadków. Nie było ani jednego przypadku jakiejkolwiek agresji, czy niegrzeczności w stosunku do oskarżonych czy ich prawników. A wręcz przeciwnie, emanowali spokojem i kulturą w przeciwieństwie do niektórych oskarżonych, którzy nieraz usiłowali prowokować świadków. Poza tym, po co policjanci  – jakby  nie było funkcjonariusze publiczni – mieliby niby uzgadniać zeznania, czy je modyfikować pod inne  – tym bardziej, że złożyli je już ,przed laty przed prokuratorem? Jakie z tego mieliby korzyści? Oprócz ewentualnego zagrożenia karą za składanie fałszywych zeznań…
PS. Tekst ten nie jest w żaden sposób skierowany przeciw jakiejkolwiek osobie. Można i trzeba go interpretować jako dziełko amicus curiae.
Godnym uwagi jest fakt, że sędzia nie unika dyskursu z obecnymi na sali dziennikarzami. Jednak dyskurs ten w zasadzie nie zbliżył do siebie poglądów Sądu i prasy – i strony pozostały przy swoim. Smutne, ale prawdziwe. Jesteśmy jednak głęboko przekonani, że ta różnica w poglądach nie przekształci się w jakiś przedziwny konflikt – co zapewne by ucieszyło i oskarżonych i ich obrońców…
W chwili zdarzenia i potem policjanci byli jednocześnie funkcjonariuszami publicznymi. A więc sugerujemy lekturę wyroku: Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu Wydział I Cywilny z dnia 30 grudnia 2016r. Sygnatura akt.IA Ca 728/16.

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Jawność postępowania, Policja, Postępowanie dowodowe | Jeden komentarz

Kierowca uniewinniony, ale ci, którzy nielegalnie używają prędkościomierza PolCam – bezkarni

Artur Mezglewski

Istnieje prawo pisane oraz prawo niepisane. Prawo pisane jest po to, żeby utrzymywać ludzi w świecie iluzji o praworządnym państwie oraz żeby studenci mieli się czego uczyć. Natomiast prawo niepisane się po prostu stosuje. Znajomość zasad prawa niepisanego nie jest powszechna. Są różne stopnie wtajemniczenia. Najbardziej wtajemniczeni są prokuratorzy. Oni najlepiej wiedzą: co się stosuje, a co się nie stosuje.

Dobrym przykładem na istnienie prawa niepisanego jest przypadek prędkościomierza kontrolnego typu PolCam. Według prawa pisanego – tj. według art. 26 ust. 1 pkt 2  ustawy  Prawo o miarach – każdy, kto wprowadza do obrotu lub użytkowania, stosuje bądź nawet przechowuje w stanie gotowości do użycia przyrządy pomiarowe, które niespełniają wymagań – podlega karze grzywny. Natomiast prawo niepisane jest takie, że żaden prokurator oraz żaden inny organ „ochrony prawnej” (sic!) nie skieruje oskarżenia przeciwko policjantowi, który dokonuje nielegalnych pomiarów tym urządzeniem. A to, że PolCam nie spełnia wymagań, jest poza sporem.

Pocieszające jest jedynie to, że nieszczęśnicy, których policja upolowała tym trefnym przyrządem, mają jakieś szanse na uniewinnienie w sądzie. Informujemy zatem, że zapadł kolejny wyrok uniewinniający w sprawie o przekroczenie prędkości ujawnione prędkościomierzem PolCam. Moment ogłoszenia wyroku został nagrany przez naszego dziennikarza. Udostępniamy go bez cięć. Wyrok jest prawomocny.

 

Wideorejestrator PolCam, czyli przekręt stulecia

Zaszufladkowano do kategorii Administracyjne zatrzymanie prawa jazdy, Główny Urząd Miar, PolCam, Policja, Postępowanie przed sądem | 4 komentarze