Sąd apelacyjny uciekł przed dziennkarzami do budynku sądu okręgowego i tam przeprowadził rozprawę. Skandal!!!

Prawo na Drodze zainteresowało się sprawą z zakresu prawa przewozowego, w której Sąd I instancji powołał biegłego, który zainkasował za sporządzenie opinii ponad 100 tysięcy złotych. Smaczku dodaje fakt, że biegły jest czynnym policjantem, a zakres zadań, jakie ów otrzymał do opracowania nie miał nic wspólnego z posiadanymi kwalifikacjami. 

Redaktor Naczelny Czasopisma “prawonadordze.org.pl” – z trzytygodniowym wyprzedzeniem – złożył do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu wniosek o wyrażenie zgody na zarejestrowanie rozprawy, która miała się odbyć w dniu 12 sieprpnia 2020 r. Sąd do dnia dzisiejszego nie odpowiedzaił na owo pismo. Natomiast gdy nasi dziennikarze udali się w dniu 12 sierpnia do budynku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, aby zarejestrować rozprawę, okazało się, że Przewodniczący Składu Orzekającego “przeniósł” ropzrawę do budynku Sądu Okręgowego w Poznaniu – czyli na drugi koniec miasta. Dziennikarze, aczkolwiek spóźnieni, udali się do budynku Sądu Okręgowego, lecz zostali z rozprawy wyrzuceni!!

Powyższe działania Sądu są karygodne i naruszają zarówno konstytucję, jak też unormowania prawa prasowego. Obiecujmy, że sędziowie odpowiedzialni za udaremnienier prasie dostępu do informacji zostaną ukarani! Tymczasem publikujemy material filmowy zarejestrowany przez naszych dziennikarzy w dniu 12 sierpnia 2020 r. I to nie jest ostatni materiał publikowany w tej sprawie…

 

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Nadzór na działalnoscią sądów, Postępowanie przed sądem, Sąd | 4 komentarze

Szczeblinkowe, bo z górki!

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | 1 komentarz

Kierowca, którego chcieli pobić policjanci został uniewinniony od fikcyjnych zarzutów

Artur Mezglewski

Sąd Rejonowy w Kraśniku uniewinnił kierowcę, którego policjanci chcieli wrobić w popełnienie aż czterech fikcyjnych wykroczeń. Chodzi o sprawę, o której pisaliśmy w ubiegłym roku. Funkcjonariusze z Komendy Policji w Kraśniku wtargnęli na podwórze prywatnego domu i z okrzykami “kurwa, kurwa” wywlekli z samochodu pana Sylwka i wsadzili go do radiowozu – chcąc go zapewne gdzieś wywieźć w celu pobicia. Akcja terrorystów w mundurach nie powiodła się, gdyż krewni pokrzywdzonego zamknęli bramę wjazdową i zaczęli nagrywać zdarzenie.

Bardzo cieszy nas ten wyrok – tym bardziej, że wiemy o tym, iż Sędzia, który prowadził sprawę był naciskany odgórnie i tym naciskom dał opór. Problem jednak w tym, że prawdziwym bandytom włos z głowy nie spadł. Mało tego – odgrażają się, że wykończą całą rodzinę. Wszczęli też kolejny proces przeciwko bratu pana Sylwka z zarzutem “obrazy funkcjonariusza”. 

  1. Zdarzenie

O zdarzeniu, które miało miejsce w dniu 11 września 2017 roku w miejscowości Trzydnik (woj. lubelskie) pisaliśmy obszernie w poniższym materiale:

Terroryzują cały powiat. Są nie do ruszenia!

2. Wyrok 

Wyrok w niniejszej sprawie zapadł w dniu 20 lipca 2020 r. (sygn. akt II W 1222/17). Z publikacją niniejszego materiału wstrzymaliśmy się jednak do momentu jego uprawomocnienia. Pomimo bezprawnych zarządzeń uniemożliwiających udział publiczności w jawnych rozprawach sądowych, udało nam się wejść na salę rozpraw i nagrać ogłoszenie wyroku.

 

3. Zarzuty

Przechodząc do analizy zarzutów, jakie postawiono panu Sylwkowi, warto wpierw zauważyć, że policjanci na miejscu zdarzenia nie umieli wyartykułować, o jakie konkretnie wykroczenia pan Sylwek jest podejrzewany. Proszę zauważyć w poniższym materiale filmowym, że sierżant Jarosław Kozłowski, kontaktując się z dyżurnym KPP w Kraśniku używa takiego oto stwierdzenia:

“Ja tutaj wjechałem za pojazdem, który – wiesz co – wykroczenia popełnił”.

Z kolei sierżant Michał Kolasa wypowiada (co widać w poniższym materiale) takie słowa:

“Ten człowiek popełnił kilka wykroczeń”.

Na tej (i nie tylko na tej) podstawie autor niniejszego artykułu twierdzi, że przyczyną policyjnej interwencji nie były żadne wykroczenia. Po prostu chłopcy chcieli się zabawić…

Policjanci zastanawiali się ponad miesiąc nad tym, jakie zarzuty postawić panu Sylwkowi. Ostatecznie w dniu 22 listopada 2017 roku został sporządzony wniosek o ukaranie do Sądu, w którym zarzucono mu, że:

  1. W dniu 11 września 2017 r. o godz. 18.00 w miejscowości Trzydnik Duży, prowadząc po drodze publicznej pojazd  marki BMW (…) na skrzyżowaniu dróg nie dostosował  prędkości jazdy do warunków panujących na drodze w wyniku czego stracił na chwilę panowanie nad kierowanym pojazdem, doprowadzając do poślizgu pojazdu – tj. o czyn z art. 97 k.w. w zw. z art. 19 p.r.d.
  2. W miejscu i czasie jak w punkcie 1, prowadząc po drodze publicznej pojazd marki BMW (…) w obszarze zabudowanym przekroczył dopuszczalną prędkość o 41 km/h;
  3. W miejscu i czasie jak w punkcie 1, prowadząc po drodze publicznej pojazd marki BMW  (…) nie mając przy sobie wymaganych dokumentów, tj.: prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego, ubezpieczenia OC pojazdu;
  4. W dniu 11 września 2017 r. w miejscowości Trzydnik Duży (…) podczas czynności legitymowania wbrew obowiązkowi nie udzielił umundurowanemu funkcjonariuszowi Policji WRD KPP Kraśnik wiadomości co do tożsamości własnej.

4. Śledztwo dziennikarskie

Półtora roku temu pan Sylwek zwrócił się o pomoc do Stowarzyszenia Prawo na Drodze. Przeprowadziliśmy w tej sprawie bardzo szczegółowe śledztwo dziennikarskie. Byliśmy na miejscu zdarzenia, zebraliśmy dokumentację fotograficzną, dotarliśmy do świadków zdarzenia. Uzyskaliśmy również dostęp do akt sprawy sądowej oraz do prywatnych nagrań.

W wyniku powyższych działań ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że żadne ze zdarzeń opisywanych w zarzutach nie miało miejsca, a wersja tych zdarzeń przedstawiona przez policjantów jest zwyczajną konfabulacją. W związku z tym z determinacją podjęliśmy działania pomocowe.

5. Postępowanie sądowe

Niezwykle istotną dla rozstrzygnięcia sprawy kwestią było to, iż do jej rozpatrzenia został wyznaczony Sędzia Marek Radziszewski. Pan Sędzia Radziszewski na codzień orzeka w Wydziale Cywilnym, a do niniejszej sprawy został wyznaczony tylko dlatego, że wszyscy Sędziowie z Wydziału Karnego podlegali wyłączeniu, gdyż wcześniej orzekali w sprawie dotyczącej tego samego stanu faktycznego. Sędzia Radziszewski jest poza układem policyjno-sądowym, a przede wszystkim jest przyzwoitym człowiekiem i miał odwagę i wolę przeprowadzić postępowanie dowodowe w sposób rzetelny i bezstronny.

Najistotniejszym dowodem w sprawie była opinia biegłego. Biegły opiniował w zakresie dwóch pierwszych zarzutów, tj. rzekomego przekroczenia prędkości oraz rzekomego “poślizgu”. Biegły po analizie akt postępowania oraz po dokonaniu oględzin miejsca zdarzenia stwierdził jednozacznie, iż:

“Wyniku pomiaru nie można odnieść do pojazdu kierowanego przez obwinionego”.

A zatem funkcjonariusze z Kraśnika wymyślili sobie w swoich przygłupich główkach zdarzenie, które – według przedstawionego przez nich opisu – nie mogło się zdarzyć. W taki oto sposób zmaterializowała się sentencja wyrażona w porzekadle: “kłamstwo ma krótkie nogi”.

Gdy chodzi o rozpatrzenie dwóch pozostałych zarzutów, istotne znaczenie dowodowe miały dołączone do akt sprawy przez stronę nagrania zdarzenia. Konieczne też było przeprowadzenie dogłębnej analizy weryfikacji znamion zarzucanych czynów – o czym mowa będzie w dalszych punktach dywagacji.

6. Nieposiadanie przy sobie wymaganych dokumentów, tj.: prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego oraz ubezpieczenia OC pojazdu

Jakkolwiek we wniosku o ukaranie wpisano przedmiotowy zarzut w takim brzmieniu – jak w tytule, to w trakcie postępowania dowodowego okazało się, że policjanci zarzucali panu Sylwkowi nie to, że nie miał przy sobie podczas jazdy w/w dokumentów, ale to, że nie okazał ich policjantom, gdy został siłą zawleczony do radiowozu.

A zatem: policjanci siłą wyciągnęli pana Sylwka z jego samochodu i przetaszczyli go do radiowozu i oskarżyli go o to, że w tymże radiowozie nie okazał im dokumentów, które pozostały w pojeździe… Przeinteligentny zarzut…

Trzeba w tym miejscu podnieść dwie okoliczności:

  • czyn polegający na nieposiadaniu przy sobie dowodu rejestracyjnego oraz dowodu ubezpieczenia z dniem 1 października 2018 r. uległ depenalizacji;
  • nie stanowi wykroczenia czyn polegający na nieokazaniu dokumetu – o ile kierujący ten dokument rzeczywiście przy sobie posiada (pisaliśmy o tym w odrębnym materiale).

A zatem: fakt, iż pan Sylwek posiadał przy sobie wszystkie wymagane dokumenty został potwierdzony przez świadków zdarzenia (w tym przez policjanta) – co zaskutkowało tym, że zarzut okazał się nietrafny.

7. Nieudzielenie umundurowanemu funkcjonariuszowi Policji WRD KPP Kraśnik wiadomości co do tożsamości własnej

Przede wszystkim stwierdzić należy, iż powyższy zarzut sformułowany został w sposób nieprawidłowy i mętny. Ustalanie tożsamości osób (podejrzanych, świadków) dokonuje się w trybie tzw. legitymowania. Przepisy prawne szczegółowo tę kwestię regulują. Legitymowanie, czyli ustalenie tożsamości dokonuje się na podstawie dokumentów. A zatem funkcjonariusz  dokonujący legitymowania (jeśli ma do tego podstawy faktyczne)  powinien wezwać osobę do okazania dokumentu tożsamości. Policjanci z Kraśnika nie zażądali od pana Sylwka okazania takiego dokumentu – a zatem czynność legitymowania dokonywana była w sposób bezprawny, a pan Sylwek nie odmówił okazania dokumentu tożsamości (dokument ten znajdowal się w jego samochodzie).

8. Bez epilogu

Sprawa pana Sylwka zakończyła się. Skarb Państwa zapłaci za trzyletni proces i wybryki Kolasy i Kozłowskiego. Kolasa jednak nie odpuści. Oskarżył brata pana Sylwaka o popełnienie przestępstwa “obrazy funkcjonariusza”. Za wszelką cenę chce pokazać kto rządzi w powiecie…

 

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Biegli sądowi, Laserowe mierniki prędkości, Policja, Postępowanie przed sądem, Sąd | 2 komentarze

Sędzia, która nie czyta i nie słucha – czyli parodia procesu

Artur Mezglewski

Dzięki uprzejmości strony postępowania, uzyskaliśmy dostęp do akt sprawy prowadzonej przez SSR Agnieszkę Jaźwińską z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa. Przedmiotem analizowanego postępowania był czyn polegający na niewskazaniu przez użytkownika auta osoby, której powierzony został pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie.

Szczegółowa analiza sprawy doprowadziła do konstatacji, że Sędzia Agnieszka Jaźwińska nie czyta akt i nie słucha stron – a jedynie udaje udaje, że to robi. Myliło jej się wszystko: nazwiska obwinionych, rodzaje orzeczeń, procedury karna z wykroczeniową, itp. Pani Sędzia Agnieszka Jaźwińska – z tym poziomem percepcji, jaki obecnie prezentuje – powinna zostać w trybie natychmiastowym odsunięta od orzekania.

4 listopada 2019 r. godz. 10.30

Na rozprawę w dniu 4 listopada 2019 r. stawia się obrońca obwinionego oraz publiczność. Obwiniony oraz oskarżyciel publiczny nie stawili się. Po sprawdzeniu obecności obrońca – na podstawie art. 5 § 1 pkt 1 k.p.w. ew. pkt 2 k.p.w. – składa wniosek o umorzenie postępowania przed wszczęciem przewodu sądowego. Wniosek ten składa się z dwóch części (praktycznie są to dwa różne wnioski):

  • że zaparkowanie pojazdu przez obwinionego w nieprawidłowo oznakowanej strefie zamieszkania nie stanowiło wykroczenia, a zatem Straż Miejska nie miała podstaw prawnych tą sprawą się zajmować – a tym samym nie miała podstaw do wysyłania do właściciela pojazdu żądań wskazania, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania – (3,45-5.02 min. nagrania);
  • że czyn z art. 96 § 3 k.w. nie ma znamion wykroczenia, gdyż właściciel pojazdu nie miał obowiązku na siebie donosić – zgodnie z orzeczeniem TK 3/13 (7,25-8,11 min. nagrania).

Sędzia Agnieszka Jaźwińska w pełni zaaprobowała owe wnioski, przytakując niemal każdemu słowu obrońcy. Zastanawiała się jedynie nad tym, czy sprawę umorzyć postanowieniem – przed wszczęciem przewodu, czy też wyrokiem – po jego wszczęciu. W końcu zdecydowała się na pierwszy wariant i oznajmiła, że o godzinie 16.00 ogłosi postanowienie umarzające sprawę.

A oto nagranie tej części rozprawy.

4 listopada 2019 r., godz. 15.15

Tego samego dnia, o godzinie 15.15, Sędzia Jaźwińska powróciła na salę rozpraw i ogłosiła postanowienie. Nie było to jednak postanowienie o umorzeniu postępowania, lecz postanowienie o nieuwzględnieniu wniosku obrońcy obwinionego o umorzenie postępowania przed wszczęciem przewodu sądowego. A oto protokół z tej rozprawy: Protokół z ogłoszenia postanowienia

Po lekturze powyższego protokołu pojawia się uzasadniona wątpliwość, czy Sędzia Jaźwińska w ogóle kojarzyła, czym się aktualnie zajmuje. A oto pytania szczegółowe, jakie przychodzą do głowy:

  • dlaczego w protokole zapisano, że ma miejsce “ogłoszenie wyroku”, skoro Sąd miał wydać postanowienie o umorzeniu?
  • dlaczego sędzia Jaźwińska obwinionego nazywa oskarżonym? Czyżby nie miała pełnej świadomości, że jest to sprawa o wykroczenie, a nie o przestępstwo?
  • dlaczego Sędzia Jaźwińska nagle odkryła, że sprawa, którą od rana rozpatruje, toczy się o czyn z art. 96 § 3 k.w? Czyżby wcześniej tego nie zauważyła?
  • czy Sędzia Jaźwińska słuchała treści wniosku obrońcy obwinionego? Bo ten wyraźnie wskazywał, że chodzi mu o czyn z art. 96 § 3 k.w.
  • dlaczego Sędzia Jaźwińska nie odniosła się ani jednym słowem do tej części wniosku, w której obrońca podniósł, że czyn z art. 96 § 3 k.w. nie posiada znamion wykroczenia, a właściciel pojazdu nie miał obowiązku na siebie donosić?

Czy Sędzia Jaźwińska w ogóle miała świadomość tego, co robi?

4 lutego 2020 r.

  1. Protokół pisemny oraz elektroniczny

Rozprawę kontynuowano w dniu 4 lutego 2020 r. Zacznijmy od zaprezentowania protokołu tradycyjnego z tej rozprawy. Otóż Sędzia Agnieszka Jaźwińska wskazuje w nim zupełnie innego obwinionego: zamiast J.B. w protokole widnieje Józef N. (nazwiska te nie brzmią podobnie). A zatem wątpliwości, czy Pani sędzia nie myli ze sobą spraw – pogłębiają się.

Oto ów protokół: Protokół z rozprawy w dniu 4 lutego 2020 r.

Poniżej prezentujemy elektroniczny (zanonimizowany) zapis całej rozprawy:

2. Wywołanie sprawy. Sprawdzenie obecności

Po wywołaniu sprawy na salę rozpraw weszli: oskarżyciel publiczny, obrońca obwinionego oraz piszący te słowa – w charakterze publiczności. W tym momencie Przewodnicząca doznała dziwnej wizji – rozpoznając w osobie dziennikarza (czyli w mojej osobie) obwinionego, przeciwko któremu toczy się postępowanie. A oto stenogram tej wizji (0,16-0,28 min. nagrania):

“Dzień dobry. Pani mecenas i pan Bonarski (nazwisko zmienione). Tak. I pan oskarżyciel. Pana oskarżyciela wpiszemy. Mamy pana Bonarskiego, już nie sprawdzam, bo wydaje się, że pamiętam – tak? To pan?”

Pani Sędzia nie mogła rozpoznać pana Bonarskiego, bo przecież pan Bonarski nigdy nie pojawił się w tutejszym Sądzie. Sędzia Jaźwińska miałaby tę wiedzę, gdyby zapoznała się z protokołem z poprzedniej rozprawy (bo przecież nie musiała pamiętać). W protokole tym  wyraźnie zaznaczono, że pan Bonarski się nie stawił.

Te wizje Pani Sędzi – w kontekście wszystkich jej omyłek i przejęzyczeń – wprowadzają obserwatora w stan coraz większego zaniepokojenia o kondycję psychofizyczną orzekającego Sędziego…

3. Usiłowanie wznowienia niewszczętego przewodu sądowego

W dalszej części rozprawy Sędzia Agnieszka Jaźwińska usiłowała dokonać wznowienia przewodu sądowego, który nigdy nie został wszczęty (1,16-1,43 min. nagrania). A oto stenogram tego fragmentu rozprawy:

“Proszę państwa. Wtedy miało być ogłoszenie wyroku. Ja tutaj w protokole nie mam zapisane, czy wszczęłam, czy nie. Mnie się wydaje, że wszczęłam i nie mam zapisanego. Nie chce mi się – szczerze mówiąc – przeglądać tej płytki – czy było, czy nie, dlatego wpiszę, że Sąd postanowił – na podstawie art. 409 k.p.k. w związku z art. 82 § 1 k.p.w. – wznowić przewód sądowy”.

Po zwróceniu uwagi Sędziemu przez adwokata, że przewód nie został wszczęty, Przewodnicząca wycofała się z powyższego postanowienia.

Powyższy fragment świadczy, że Sędzia Jaźwińska nie miała świadomości. jaki jest stan sprawy. Mówiła coś o ogłoszeniu wyroku, ale przecież o wyroku nie mogło być mowy, gdyż przewód nie został wszczęty. Po zwróceniu uwagi przez adwokata “Sędzia dowiaduje się” w końcu, że wszczęcie przewodu jeszcze nie nastąpiło, ale – pomimo tej informacji – nadal przewodu nie wszczyna…

4. Obrońca po raz kolejny uzasadnia złożone wnioski

W dalszej części rozprawy Przewodnicząca uzasadniła swoją decyzją o odmowie uwzględniania wniosku o umorzenie postępowania. Generalnie jej tłumaczenie sprowadzało się do stwierdzenia, że nielegalność znaków drogowych miałaby znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, gdyby pan Bonarski został obwiniony o czyn polegający na zaparkowaniu pojazdu w strefie zamieszkanie poza wyznaczonymi miejscami, ale nie może mieć znaczenia w sprawie o czyn z art. 96 § 3 k.w. polegający na niewskazaniu kierującego (1,55-2,48 min. nagrania).

Wobec powyższego adwokat jeszcze raz przedstawił uzasadnienie swoich wniosków, w szczególności podnosząc, że na rozprawie w dniu 7 listopada 2019 r. złożone zostały dwa wnioski – i do jednego z nich Sąd w ogóle się nie odniósł. Obrońca podniósł ponadto, że jeśli oznakowanie strefy było nielegalne, to nielegalne było również kierowanie przez Straż Miejską żądania o wskazanie sprawcy czynu, który nie stanowił wykroczenia (3,49-3,43 min. nagrania).

W reakcji na powyższe słowa Sędzia zapodała następującą wypowiedź:

“Z mojego punktu widzenia, z punktu widzenia formalnego nie do końca jest to prawidłowe” (3,45-3,50 min. nagrania).

Powyższe słowa Pani Sędzi to zwyczajny bełkot. Jak widać nie słuchała ona wypowiedzi adwokata, albo też nie była w stanie tej wypowiedzi zrozumieć. Obrońca po raz kolejny domagał się, aby Sąd ustosunkował się do argumentu, że sprawca czynu nie ma obowiązku dokonywania samodenuncjacji. Niestety, Pani Sędzia jego słów nie rozumie, albo nie chce słuchać…

5. “Miażdżąca” wypowiedź strażnika miejskiego (oskarżyciela publicznego)

O zabranie głosu został poproszony strażnik miejski Krzysztof Kotwicki – pełniący funkcję oskarżyciela publicznego. Oskarżyciel wypowiedział się:

  • co do obu podnoszonych zarzutów: kwestii legalności znaków oraz obowiązku samooskarżania się właściciela pojazdu,
  • co do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, na który powoływał się obrońca.

a) co do zarzutu nielegalności znaków:

“Znaki są po to ustawiane, żeby je respektować. Jest organizacja ruchu. (…) Wykroczenie było ewidentne, ponieważ pan Bonarski nie zastosował się do znaku D-41. Zaparkował pojazd w miejscu do tego niedozwolonym” (4,00-4,48 min. nagrania).

b) co do braku obowiązku samodenuncjacji:

“Natomiast odniosę się również do art. 96 § 3 k.w. jak pani mecenas powiedziała, obwiniony nie może się sam oskarżać. Jeżeli już ma postawiony zarzut – to jak najbardziej. Natomiast w momencie, gdy poszło pierwsze pismo – jeszcze nie miał pan Bonarski postawionego zarzutu z art. 96 § 3 – czyli nie działa art 20 § 3 k.p.w. – więc miał jak najbardziej obowiązek wskazać, nawet siebie, w tym przypadku” (4,49-5,24 min. nagrania).

c) co do wyroku Trybunału Konstytucyjnego:

“Jak jest to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, samowskazanie się narusza art. 2 Konstytucji. Ja to dokładnie przestudiowałem, przeczytałem. I tutaj nie ma pani mecenas – według mnie – racji” (5,26-5,42).

6. Wypowiedź “ad vocem” obrońcy

Do wypowiedzi oskarżyciela odniósł się obrońca:

“Wysoki Sądzie. Jeśli mogę się odnieść, zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który powoływałam na pierwszym terminie – Trybunał Konstytucyjny wyraźnie stwierdził w pełnym składzie, że sprawca wykroczenia nie może na siebie donosić, nie może samodenuncjować – wtedy, jeżeli to on popełnił wykroczenie. Jego odpowiedzialność jest po prostu wyłączona, jeżeli jako właściciel pojazdu popełnił wykroczenie. Jest to wyraźnie wskazane w orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego – i na to orzeczenie powołują się sądy powszechne, m. in. Sąd Okręgowy w Poznaniu, gdzie Sąd z pełną aprobatą odniósł się i uznał orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i wyraźnie wskazał, że nie można pociągać do odpowiedzialności z art. 96 § 3 k.w. osoby, która popełniła wykroczenie i jeżeli to ona nie odpowiedziała na wezwanie organu uprawnionego do wezwania. Pragnę również, Wysoki Sądzie, podnieść, że wezwanie skierowane do mojego klienta jest absolutnie pozbawione podstaw prawnych: nie jest w nim wskazane, w jakim charakterze ma się stawić, nie jest wskazana podstawa prawna tego wezwania. Powoływanie się na art. 54 § 6 k.p.w. jest bezzasadne. To jest przepis, który stanowi, że (…) można wezwać osobę, jeżeli ta osoba została przesłuchana na miejscu zdarzenia. I tylko wtedy. W innym przypadku organ nie ma prawa wysyłać wezwania. (…) Czyli nawet biorąc pod uwagę, czy była, czy nie była strefa zamieszkania, to w żadnym wypadku pan Bonarski nie mógł donosić na siebie, jako osobę, która tam auto pozostawiła”.

7. Przewód sądowy

W dalszej kolejności Przewodnicząca ujawniła dane osobowe obwinionego (bez odczytania) i zarządziła odczytanie wniosku o ukaranie. Następnie – również bez odczytania – ujawniła następujące dowody: wyjaśnienia obwinionego złożone w formie pisemnej, notatkę urzędową, notatkę z bazy CEPiK, informację właściciela, oświadczenie i stanowisko obwinionego wraz z załącznikami.

W trakcie przewodu sądowego żadnych dowodów nie przeprowadzono.

8. Głosy stron

a) Wypowiedź oskarżyciela publicznego:

“Wysoki Sądzie ja chciałbym wrócić do tego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Tam wiadomo, że nie było to orzeczenie jednomyślne. Są dwa uzasadnienia. Pierwsze większości sędziów, które nadało uprawnienia straży miejskich, jako organu, któremu osoba, właściciel pojazdu ma obowiązek wskazać użytkowania, posiadacza pojazdu w danym czasie. I było drugie orzeczenie mniejszości sędziów, gdzie faktycznie, były pewne zapisy niekorzystne, ale większość te uprawnienia nadała i tam jest wyraźnie powiedziane – pamiętam dokładnie, bo z tym się zapoznawałem – że osoba kierująca nie może sama siebie denuncjować. Tam jest wręcz przeciwnie – jest zapis, że osoba kierująca ma obowiązek również siebie wskazać. Wnoszę o uznanie pana Bonarskiego za winnego zarzucanego mu czynu, a co do kary – pozostawiam to Wysokiemu Sądowi” (13,35-14,51 min. nagrania). 

b) Wypowiedź obrońcy:

“Wysoki Sądzie. Nie wiem do jakich wyroków konkretnie odnosił się pan oskarżyciel, nie mniej jednak ja jeszcze raz pragnę podkreślić i wyraźnie wskazać, że chodzi o orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Są to [właściwie] dwa główne orzeczenia: z 30 września 2015 roku o sygnaturze K 3/13 i z 3 listopada 2015 r. o sygnaturze Sk 64/13. Wysoki Sądzie. Tutaj pan powołuje się na jakieś stanowiska sędziów Sądu Najwyższego – że jedni tak, drudzy inaczej. Ja [podtrzymuję] swoja argumentację w tym, że Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie (..) uznał, że osoba, która popełniła wykroczenie nie może sama siebie oskarżać. Dlatego pan Bonarski nie mógł na siebie donosić. To jest powszechna zasada: zasada nemo se ipsum accusare tenetur, czyli nie możemy dostarczać dowodów na swoją niekorzyść, nie możemy się samoobciążać. Pan Bonarski – co zostało ujawnione – przyznał się, że to on prowadził pojazd w tym dniu, kiedy zarzucone zostało mu popełnienie wykroczenia. I po drugie, Wysoki Sądzie, straż gminna nie miała podstaw do wszczynania czynności wyjaśniających, do wzywania obwinionego, aby składał on jakieś oświadczenia, do kierowania wniosku o ukaranie do Sądu, ponieważ obwiniony nie popełnił wykroczenia. Tutaj wynika z nauki przedstawicieli doktryny – pragnę przywołać stanowisko profesora Stefańskiego: realizacja obowiązku, który wynika z art. 74 ust. 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym, ma ułatwić ustalenie kierującego w razie popełnienia wykroczenia. Natomiast Pan Bonarski nie popełnił wykroczenia, to było bezprawne żądanie straży gminnej. Straż gminna nie mogła kierować takiego wniosku, no bo nie było czynu, a czynu nie było – gdy idzie o zaparkowanie pojazdu – gdyż [na terenie], gdzie był on zaparkowany, było nielegalne oznakowanie. Dlatego, Wysoki Sądzie, mając na uwadze powyższe, wnoszę o uniewinnienie pana Bonarskiego” (14,53-17,15 min. nagrania).

Sąd – po wysłuchaniu głosów stron – odroczył wyrokowanie do dnia 6 lutego 2020 r.

9. Jeszcze jedna próba dotarcia obrońcy do “głowy Sędziego”

Obrońca (co było działaniem niestandardowym) – jeszcze w dniu 4 lutego 2020 r. – po zakończeniu rozprawy, złożył na Biurze Podawczym Sądu odręczne pismo, w którym wskazał dokładnie cytaty z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, na które się powoływał podczas obu rozpraw – licząc na to, że Sąd podda je analizie. Jednakże Pani Sędzia Jaźwińska (prawdopodobnie) przed ogłoszeniem wyroku nie zapoznała się z tym elaboratem.

Ogłoszenie wyroku w dniu 6 lutego 2020 r.

Sędzia Agnieszka Urszula Jaźwińska

Wyrok – oczywiście był skazujący.

Komentarz autora niniejszej publikacji

  1. Odnośnie nielegalnych znaków

Pan Bonarski został obwiniony przez straż miejską o czyn z art. art. 96 § 3 k.w. – czyli o to, że nie wskazał na żądanie straży miejskiej, kto w dniu 6 lipca 2018 r. zaparkował jego pojazd w nielegalnie oznakowanej strefie zamieszkania na ul. KEN w Warszawie. Warto tu zaznaczyć, że pan Bonarski – co wynika z akt sprawy – parkując przy ul KEN, miał pełną świadomość, że przedmiotowe oznakowanie jest niezgodne z obowiązującym planem organizacji ruchu – a więc nielegalne. Był zatem słusznie przekonany, że żadnego wykroczenia nie popełnia.

Fakt nielegalnego oznakowania został potwierdzony dokumentem, bowiem do akt sprawy wykroczeniowej zostało dołączone pismo Wojewody Mazowieckiego (W I-IV.8174.291.2018), w którym Organ ten stwierdził, iż stan faktyczny tj. oznakowanie ul. KEN jest niezgodny z zatwierdzonym w dniu 27 sierpnia 2012 r. projektem stałej organizacji ruchu.

Skoro zatem oznakowanie było nielegalne – to oznacza, że ono nie obowiązywało kierujących. Konstatacja ta jest oczywista i wynika m. in. z wykładni obowiązujących przepisów przyjętych w orzecznictwa Sądu Najwyższego, sądów powszechnych oraz sądów administracyjnych. Znaki drogowe wyznaczają bowiem dyrektywę określonego zachowania uczestników ruchu tylko wówczas, gdy zostały usytuowane zgodnie z obowiązującym planem organizacji ruchu. I to jest oczywiste.

Wobec powyższego, warszawska straż miejska, nie miała podstaw prawych do prowadzenia jakiegokolwiek postępowania w przedmiocie niestosowania się do nielegalnych znaków – a tym samym indagowany właściciel pojazdu nie miał obowiązku reagowania na takie zapytania.

2. Odnośnie obowiązku samodenuncjacji

Niezależnie od argumentacji przedstawionej w punkcie 1, pan Bonarski nie miał obowiązku udzielenia odpowiedzi na zapytanie straży miejskiej – o ile to on sam był sprawcą czynu, polegającego na zaparkowaniu pojazdu w miejscu niewyznaczonym. Uprawnienie to wypływa przede wszystkim z konstytucyjnego prawa do obrony (art. 42), jak również z powiązaną z tym prawem zasadą nemo se ipsum accusare tenetur (nikt nie może być zmuszany do dostarczania dowodów przeciwko samemu sobie).  Zasada ta jest w pełni akceptowana w orzecznictwie oraz w doktrynie. P. Wiliński słusznie konstatuje, że:

„Konstytucyjne domniemanie niewinności odnosi się do każdego, kto popełnił czyn zabroniony [a tym bardziej do każdego komu może zostać postawiony zarzut jego popełnienia] – zatem nie tylko do oskarżonego w procesowym tego słowa znaczeniu. Obejmuje ono zatem także osobę “którą dopiero podejrzewa się czy nawet tylko nie wyklucza się popełnienia przez nią przestępstwa” (Paweł Wiliński, Proces karny w świetle Konstytucji, Warszawa 2011, s 167-173).

W przedmiocie obowiązku samodenuncjacji właściciela pojazdu, który jest jednocześnie sprawcą czynu w związku z przepisem art. 74 ust. 4 p.r.d. oraz art. 96 § 3 k.w. wypowiedział się w sposób stanowczy ( i do tego dwukrotnie) Trybunał Konstytucyjny. Zgodnie z orzeczeniami TK odpowiedzialność za wykroczenie określone w art. 96 § 3 k.w. jest wyłączona w sytuacji, gdy właściciel lub posiadacz pojazdu uchyli się od obowiązku wskazania, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie w ramach prawa do obrony na podstawie art. 74 § 1 k.p.k. w związku z art. 20 § 3 k.p.w”. „Właściciel lub posiadacz pojazdu nie ma zatem prawnego obowiązku wskazania, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, jeżeli sam tym pojazdem kierował lub go używał i dopuścił się np. wykroczenia przekroczenia prędkości zarejestrowanego za pomocą urządzenia rejestrującego”. W konsekwencji Trybunał uznał, że „właściciel lub posiadacz pojazdu, w granicach prawa do obrony, nie ma obowiązku wskazywania, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, jeżeli on sam nim kierował, a tym samym powyższa sytuacja nie jest objęta odpowiedzialnością za wykroczenie z art. 96 § 3 k.w.”

Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego są wiążące dla sądów powszechnych, dlatego też sądy te aktualnie kształtują wynikającą z tego orzeczenia linię orzeczniczą. I tak np. Sąd Okręgowy w Poznaniu wyrokiem z dnia 11 lipca 2019 r. (sygn. akt IV Ka 510/19) uniewinnił obwinionego właściciela pojazdu, który nie udzielił odpowiedzi na zapytanie Straży Miejskiej w Pile, kto zaparkował pojazd w strefie zamieszkania, gdyż to on właśnie tego dnia kierował tym pojazdem. SO w Poznaniu w uzasadnieniu tego wyroku stwierdził m. in.:

„Poczynione rozważania prawne potwierdzają więc, że odpowiedzialność za wykroczenie określone w art. 96 § 3 kw zostaje wyłączona w sytuacji, gdy właściciel lub posiadacz pojazdu uchyla się od obowiązku wskazania, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie w ramach prawa do obrony na podstawie art. 74 § 1 kpk. w zw. art. 20 3 kpw. To oznacza, że elementem treści normy z art. 96 3 kw w zw. z art. 78 ust 4 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym nie jest pociągnięcie do odpowiedzialności za wykroczenia właściciela lub posiadacza pojazdu, który nie wskazał komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, jeżeli sam tym pojazdem kierował lub go używał. Skoro właściciel lub posiadacz pojazdu, korzystając z prawa do obrony, nie musi realizować obowiązku z art. 78 ust. 4 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym wskazując siebie jako osobę, która kierowała lub używała pojazdu w oznaczonym czasie, to tym bardziej zaistnienie powyższej sytuacji nie jest objęte zakresem stosowania art. 96 § 3 kw i nie może prowadzić do odpowiedzialności wykroczeniowej (…)”
„W związku z przyjęciem takiego ustalenia, zgodnego z ostatnimi wyjaśnieniami obwinionego Sąd II Instancji uznał, że miał on prawo do zaniechania wskazania, na żądanie uprawnionego organu, siebie, jako osoby, która feralnego dnia kierowała pojazdem (…). W tej konkretnej sytuacji, pomimo niezastosowania się przez obwinionego do obowiązku wynikającego z art. 78 ust. 4 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawa o ruchu drogowym nie było zatem podstaw do przypisania mu odpowiedzialności wykroczeniowej z art. 96 § 3 k.w. Reasumując powyższe, Sąd II Instancji zgodził się z apelującym, iż doszło do obrazy prawa materialnego, tj. art. 96 § 3 kw, w zw. z art. 78 ust. 4 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (…).

3. Odnośnie percepcji Pani Sędzi Agnieszki Jaźwińskiej

Jak wynika z akt sprawy, w tym opublikowanych powyżej nagrań, obrońca obwinionego wielokrotnie usiłował dotrzeć do umysłu Pani Sędzi Jaźwińskiej i wytłumaczyć jej znaczenie zasady nemo se ipsum accusare tenetur, jak również wykazać związek pomiędzy nielegalnym oznakowaniem na ul. KEN z brakiem obowiązku udzielania odpowiedzi straży miejskiej na żądanie wskazania kierującego. Wszystko jednak na nic. Sędzia Jaźwińska okazała się klinicznym przypadkiem człowieka, który niczego nie czyta “bo jej się nie chce przeglądać płytek” oraz niczego nie jest w stanie zrozumieć, bo jej się nie chce skupić na tym, co mówi rozmówca.

Piszący te słowa był obecny na rozprawie w dniu 4 lutego 2020 r. i obserwował na własne oczy przytępiony wyraz twarzy Przewodniczącej, do której nic nie docierało. Patrząc i słuchając, co wygaduje, odnosiło się wrażenie, że jest to człowiek w tak dużym stopniu przepracowany lub wypalony, że nie jest w stanie kontrolować, jaką sprawę rozpatruje. Myliło jej się wszystko: nazwiska obwinionych, rodzaje orzeczeń, procedury karna z wykroczeniową itp. Pani Sędzia Jaźwińska – z tym poziomem percepcji, jaki obecnie prezentuje – powinna zostać w trybie natychmiastowym odsunięta od orzekania.

 

4. Odnośnie przygotowania merytorycznego oskarżyciela publicznego – strażnika miejskiego Krzysztofa Kotwickiego

Słuchanie tego, co na rozprawie wygadywał strażnik Krzysztof Kotwicki, było nie do zniesienia. Człowiek ten okazał się całkowitym ignorantem oraz konfabulatorem.

Strażnik ów stanął na stanowisku, że jeśli stoi znak, to trzeba go przestrzegać – niezależnie od tego, czy postawiony jest zgodnie z obowiązującym planem organizacji ruchu, czy nie. Stanowisko to jest diametralnie sprzeczne z wykładnią prezentowaną przez Sąd Najwyższy oraz sądy powszechne. Strażnik ów dokonał ponadto (o tempora. o mores!) rozszerzającej wykładni normy karnej. W czasie rozprawy stwierdził m. in.:

“Chodziło tylko o znak przy wyjeździe – że był ustawiony nie na tym szczycie. Czy to ma aż takie znaczenie dla wykroczenia?” 

Człowiek ten prawdopodobnie nie jest w stanie pojąć tego, że norm karnych nie można interpretować rozszerzająco, a wszelkie wątpliwości organ ma obowiązek rozpatrywać na korzyść obwinionego!

Najtragiczniejsze jest jednak to, że Przewodnicząca cały czas potakiwała słowom oskarżyciela…. Widać oboje pozostają na tym samym poziomie percepcji materiału normatywnego…

Niepojęta jest też zdolność oskarżyciela publicznego do sugestywnej konfabulacji. Strażnik zapewnił Sąd, że zapoznał się z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, na które powoływał się obrońca. Kiedy jednak (w ramach głosu stron) zaczął o tym orzeczeniu opowiadać, to okazało się, że strażnik pomylił orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z dnia z 30 września 2015 roku w sprawie K 3/13 z uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 30 września 2014 r. w sprawie I KZP 16/14… Oba orzeczenia – co oczywiste – nie mają nic wspólnego ze sobą. W uchwale SN z dnia 30 września 2014 r. chodziło o uprawnienia straży gminnych do kierowania wniosków o ukaranie do sądu przeciwko właścicielom pojazdów odmawiającym wskazania kierującego. Sąd Najwyższy nie zajmował się w tej sprawie prawem właściciela do odmowy wskazania kierującego, lecz jedynie zakresem uprawnień oskarżycielskich strażników gminnych. Jest zatem dramatem Wymiaru Sprawiedliwości, że osoba występująca w Sądzie w charakterze oskarżyciela publicznego myli Trybunał Konstytucyjny z Sądem Najwyższym oraz wyrok z uchwałą.

Na koniec trzeba stwierdzić, iż wbrew stanowisku oskarżyciela publicznego:

  • jest nieprawdą, że Trybunał Konstytucyjny stwierdził, iż “samowskazanie się nie narusza art. 2 Konstytucji”;
  • jest nieprawdą, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie było jednomyślne;
  • jest nieprawdą, że “są dwa uzasadnienia: większości sędziów i mniejszości sędziów”;
  • jest nieprawdą, że Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że “osoba kierująca, jeżeli jest nią właściciel, ma obowiązek siebie wskazać”.

Pan Krzysztof Kotwicki powinien zatem występować na konkursach krasomówczych, a nie w sądzie!

 

Zaszufladkowano do kategorii Nadzór na działalnoscią sądów, Niewskazanie kierującego, Organizacja ruchu, Sąd, Sądownictwo, Straż gminna (miejska), Wskazanie kierującego (art. 96 par. 3 kw), Znaki drogowe | Dodaj komentarz

Sędzia Agnieszka Urszula Jaźwińska

Artur Mezglewski

W dniu 6 lutego 2020 r. o godzinie 10.00 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa miał zostać ogłoszony wyrok w sprawie II W 1526/19. Kiedy Przewodnicząca zobaczyła, że na salę rozpraw wchodzi dziennikarz – poinformowała go, że ogłoszenia wyroku jednak nie będzie. Ale gdy ten wyszedł z sali – wyrok został ogłoszony. Na czas ogłaszania wyroku mikrofon został wyłączony… A oto, co zarejestrowała kamera.

Dokładnie przebieg zdarzeń wyglądał następująco:

W dniu 4 lutego 2020 r. – w czasie 20. minutowej rozprawy Sąd Rejonowy w osobie SSR Agnieszki Jaźwińskiej wszczął przewód sądowy w sprawie, a po 13 minutach go zamknął odraczając ogłoszenie wyroku do dnia 6 lutego 2020 r. na godz. 10.00. Sąd nie wskazał numeru sali – wskazał jedynie, że 5 minut przed ogłoszeniem wyroku należy w sekretariacie zapytać, w której sali ogłoszony zostanie wyrok.

W dniu 6 lutego 2020 r. – przed godziną 10.00 – stawił się w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie dziennikarz Marek Walczak, chcąc zarejestrować kamerą video ustne motywy wyroku. Dziennikarz zapytał w sekretariacie III Wydziału Karnego, gdzie będzie ogłoszony wyrok w sprawie III W 1526/19. Sekretariat poinformował go o numerze sali oraz oznajmił, że ogłoszenie nastąpi o godz. 10.00. 

Dokładnie o godz. 10.00 dziennikarz wszedł na salę rozpraw. Sąd zapytał go, czy chodzi mu o sprawę z art. 96 § 3 k.w. – a gdy dziennikarz potwierdził – Sąd poinformował go, że ogłoszenia wyroku nie będzie, gdyż Przewodnicząca przemyślała sprawę i będzie powoływać biegłego.

Kiedy dziennikarz oddalił się z sądu – o godzinie 10.16 Sąd wywołał sprawę III W 1526/19 i ogłosił wyrok w sprawie – bez podania ustnych motywów wyroku. Wcześniej Sąd wyłączył aparaturę do nagrywania rozpraw (lub nie włączył jej w ogóle).

W protokole ogłoszenia wyroku zapisano:

“Wywołano sprawę o godz. 10.16. Rozprawa odbyła się jawnie. Na ogłoszeniu wyroku stawili się: nikt się nie stawił. Przewodnicząca ogłosiła wyrok, pouczyła o prawie i terminie wniesienia zaskarżenia. Zakończono o godz. 10.20”.

Przedmiot sprawy

Sprawa, którą prowadziła Sędzia Agnieszka Jaźwińska jest banalna. Straż Miejska z Warszawy obwiniła obywatela o to, że nie wskazał samego siebie jako sprawcę rzekomego wykroczenia, polegającego na zaparkowaniu pojazdu w strefie zamieszkania w miejscu niewyznaczonym. Strefa ta jednak była nielegalna – co zostało wykazane autentycznymi dokumentami – a zatem Straż Miejska nie miała prawa prowadzenia żadnego postępowania w tym względzie.  Tego jednak Sędzia Jaźwińska nie była w stanie pojąć. A w ogóle to Sędzia zachowywała się, jakby była nienormalna. Rozpoznawała ludzi, których w życiu na oczy nie widziala, myliła nazwiska osób występujących w różnych sprawach, zamknęła przewód sądowy, pomimo, że go jeszcze nie wszczęła, myliła wyrok z postanowieniem, a rozprawę z posiedzieniem.

Do Sędzi Jaźwińskiej nie można było trafić. Nie rozumiała co się do niej mówi, przerywala mówiącemu, nie była w stanie ani na chwilę się skupić. Odnosiło się wrażenie, że ona nie czyta akt (chociaż jej stół prezydialny zawsze zawalony jest aktami), a w szczególności nie jest w stanie przeczytać z uwagą i ze zrozumieniem nawet krótkiego pisma procesowego. Nie potrafiła prawidłowo zinterpretować wyroku Trybunału Konstytucyjnego. W szczególności zaś nie była  w stanie pojąć znaczenia zasady nemo se ipsum accusare tenetur (zakaz zmuszania kogokolwiek do samooskarżenia i dostarczania dowodów przeciwko samemu sobie) oraz jej związku z konstytucyjnym prawem do obrony.

Wyszukiwarka Google wskazała, że Sędzia Jaźwińska orzekała w wielu głośnych i poważnych sprawach. Aż strach pomyśleć…

Apelacja

Wyrok wydany przez Sędzię Jaźwińską został zaskarżony. Apelację rozpatrzy Sąd Okręgowy w Warszawie w dniu 22 września 2020 r. o godz. 9.00 – sala 237 (korytarz J, II piętro). Sygnatura sprawy nadana przez Sąd Okręgowy: X Ka 508/20.

Zaszufladkowano do kategorii Dziennikarstwo obywatelski, Jawność postępowania, Niewskazanie kierującego, Parking, Parkowanie, Sądownictwo, Strefa zamieszkania | 2 komentarze

W Bartoszycach policja stosuje Prawo o ruchu drogowym nawet tam, gdzie nie obowiązuje

Za naruszenie przepisów z materii ruchu drogowego można być ukaranym – tak przez uprawnione do przeprowadzania kontroli organy (policja, ITD, straż miejska, etc.), jak i przez sąd. Zastosowanie sankcji karnych jest możliwe jednak tylko wtedy, kiedy doszło do popełnienia czynu zabronionego. O tym, czy wystąpiły przesłanki do wyciągnięcia konsekwencji wobec obywateli, decydują funkcjonariusze, którzy – w związku z pełnioną funkcją – muszą być najlepszymi specjalistami w zakresie, w jakim podejmują czynności.

Czy można ponieść konsekwencje, mimo, że się nie popełniło żadnego  wykroczenia? Odpowiedź brzmi – niestety – tak. W starciu z funkcjonariuszem, który wmawia “lipne” wykroczenie, bez gruntownej wiedzy prawnej, obywatel ma niewielkie szanse na obronę swoich racji – szczególnie w sytuacji, gdy system dba, abyśmy byli potulni jak baranki w obliczu “władzy” i broń Boże nie kwestionowali nawet najgłupszych stwierdzeń policjanta (o czy świadczą choćby regulacje związane z obowiązkiem wykonywania wszelkich poleceń funkcjonariuszy, “wrzucane” do systemu prawnego w ostatnim czasie).

1. Akty prawne dotyczące ruchu drogowego

Podstawowym aktem prawnym, regulującym zasady ruchu drogowego, jest ustawa Prawo o ruchu drogowym. Uchwaloną ją co prawda niedawno (1997 r.), ale na przestrzeni ostatnich 23 lat była tak często i licznie nowelizowana (często ad hoc, “na kolanie”, pod doraźne potrzeby przypodobania się oczekiwaniom grup społecznych), że przejrzystość i spójność tej ustawy – mówiąc bardzo delikatnie – pozostawia wiele do życzenia.

W punkcie 1 tego normatywu prawodawca postanowił, że zasady w nim określone obowiązują wyłącznie na drogach publicznych, w strefach ruchu i strefach zamieszkania (jej regulacje zatem nie dotyczą np. dróg wewnętrznych, placów manewrowych, terenów przydomowych czy przysklepowych parkingów). Nie mniej przewidziano od tej zasady wyjątek, który opisano w punkcie 2 PoRD – kiedy ma to związek z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa lub wynika z obowiązujących znaków i sygnałów drogowych.

Na podstawie delegacji zawartych w PoRD, właściwe urzędy wydały rozporządzenia, regulujące szczegółowe zadania związane z ruchem drogowym – są to m.in.  Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania oraz Rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych.

2. Odpowiedzialność za niezastosowanie się do nielegalnego oznakowania

O tej kwestii już wielokrotnie pisaliśmy na swoich łamach – przypomnimy więc tylko, że mocno ugruntowane w orzecznictwie Sądu Najwyższego jest stanowisko, że nie stanowi wykroczenia niepodporządkowanie się dyrektywom, wynikającym z oznakowania umieszczonego przez nieuprawniony podmiot, bez zatwierdzonego planu organizacji ruchu, w sposób niezgody z tym planem lub za pomocą oznakowania nie spełniającego wymogów prawnych co do jego wykonania (por. wyrok SN z 23-04-2008 r. syg. III KK 445/07, wyrok SN z 24-04-2013 r. syg. IV KK 99/13, wyrok SN z 14-06-2013 r. syg. IV KK 140/13, wyrok SN z 17-03-2016 r. syg. V KK 34/16).

Warunkiem odpowiedzialności za wykroczenie z art. 92 § 1 k.w. jest legalny charakter znaku drogowego

3. Opis przypadku

Do redakcji prawonadrodze.org.pl zgłosił się lokator, p. Ksawery (imię zmienione), który mieszka w jednym z bloków nowego mini osiedla w Bartoszycach, na którego prywatnym i ogrodzonym terenie developer wykonał kilka stanowisk postojowych, część z nich oznaczając, że są przeznaczone do wykorzystywania przez osoby niepełnosprawne. W dniu 13-06-2020 r. p. Ksawery chciał odkurzyć wnętrze swojego pojazdu, z powodu lokalizacji mieszkania wybrał na chwilowe zaparkowanie auta jedyne miejsce, do którego sięgał posiadany przez niego przedłużacz elektryczny, a które to stanowisko nosi oznaczenia pozorujące oznakowanie miejsc dla osoby niepełnosprawnych, stosowane na drogach publicznych. Postój miał być tylko na czas sprzątania, a więc kilka – kilkanaście minut, właściciel był cały czas obecny przy aucie i był gotowy – gdyby pojawiła się taka potrzeba – natychmiast udostępnić miejsce osobie niepełnosprawnej.

                    

Teren osiedla i oznakowanie w miejscu postoju samochodu

Około godziny 13:30 pod samochód, w którym p. Ksawery odkurzał, podjechał patrol policji z KPP w Bartoszycach w składzie mł. asp. Marcin Grzyb i sierż. Marta Chadaj. Ich przyjazd był efektem telefonicznego zgłoszenia od jednego z mieszkańców, który – czując zapewne  w sobie ducha pozostałego w spadku po formacjach ORMO – “obywatelsko” czuwa, by “nieuprawniona” osoba nie skalała niebieskiego miejsca swoją obecnością. Przybyli funkcjonariusze podjęli wobec p. Ksawerego interwencję, związaną z rzekomym wyczerpaniem znamion wykroczenia, polegającego na niestosowaniu się do znaków drogowych, tj. parkowania bez uprawnień na miejscu dla osoby niepełnosprawnej (art. 92 kw w zw. z § 90 ust. 2 i § 92 Rozporządzenia Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych). P. Ksawery został wylegitymowany, poinformowany, że popełnia rzekome wykroczenie, i – mimo wyrażenia swoich obaw, czy do wykroczenia doszło – na podstawie art. 41 kw, w związku z “popełnionym” wykroczeniem w ruchu drogowym (sic!), zastosowano wobec niego pouczenie.

4. Analiza zdarzenia

W omawianym przypadku do zdarzenia doszło na prywatnym, ogrodzonym terenie, przyległym do bloku mieszkaniowego. Bez wątpienia nie jest to droga publiczna, co więcej,  nie ma tam żadnych przesłanek, które mogłyby policjantom sugerować, że jest tam ustanowiona strefa ruchu lub strefa zamieszkania, a nawet, że została wyznaczona choćby droga wewnętrzna. Powyższe ustalenia potwierdza pismo, które przesłał do SPnD w dn. 22-07-2020 r. zarządca tego terenu, tj. Lokum sp. z o.o. w Bartoszycach, w którym poinformowano nas, że „jest to teren prywatny” oraz „iż nie została ustanowiona droga wewnętrzna ani strefa ruchu”.

Funkcjonariusze już podczas przyjazdu powinni powziąć co najmniej uzasadnione obawy, czy mają podstawę faktyczną do przeprowadzenia interwencji. Niestety, fakt wjazdu na ogrodzony teren osiedla, bez jakiegokolwiek oznakowania o strefie ruchu bądź strefie zamieszkania, nie wzbudził w nich żadnej refleksji.

Ściśle określony jest w prawie także sposób oznakowania miejsc postojowych dla osób niepełnosprawnych – o czym pisaliśmy tu:

Oznakowanie miejsc postojowych dla niepełnosprawnych – radosna twórczość wielu zarządców dróg nadal kwitnie

Określone są także minimalne wymiary, jakie powinno posiadać stanowisko postojowe dla osoby niepełnosprawnej – wymagana jest długość 4,5 m oraz szerokość 3,6 m.

W przedmiotowym miejscu, nawet bez użycia przyrządów pomiarowych (można to było stwierdzić choćby po policzeniu betonowych kostek nawierzchni), od razu widać, że wykonawca oznakowania nie zachował wymagań dla oznakowania poziomego i pionowego – przedmiotowe miejsce ma wymiary 4,97 m x 2,16 m (czyli prawie 1,5 metra poniżej wymaganej szerokości!), a pseudo znak pionowy jest posadowiony na wysokości ok. 1,7 m (minimum to 2 m). W związku z powyższym, gdyby nawet założyć, że do zdarzenia doszłoby w miejscu, które spełnia wymogi art. 1 ust. 1 pkt 1 PoRD, funkcjonariusze posiadający specjalistyczną wiedzę z zakresu RD powinni od razu stwierdzić, że oznakowanie nie spełnia wymogów prawnych, a tym samym parkowanie na nim bez posiadania karty osoby niepełnosprawnej nie może stanowić powzięcia podejrzenia– choćby w minimalnym stopniu – że doszło do wypełnienia przesłanek popełnienia czynu zabronionego przez kierującego pojazdem.

Zauważyć należy, że patrol, który podejmował interwencję, był złożony z funkcjonariuszy referatu ruchu drogowego – asp. Grzyb ukończył kurs specjalistyczny z zakresu RD, a sierż. Chadaj – podstawowy. Tym samym należało oczekiwać, że są to policjanci, którzy w zakresie ruchu drogowego są specjalistami i do poziomu ich wiedzy merytorycznej w tym zakresie nie można mieć żadnych obaw – szczególnie w sytuacjach i zakresie, w jakim podejmują interwencje wobec kierujących. Tym samym rodzi olbrzymie zdziwienie, że w ww. przypadku podjęli oni bezrefleksyjnie interwencję i zastosowali środki wychowawcze w postaci pouczenia, choć już po pobieżnym zapoznaniu się z sytuacją powinni stwierdzić, że nie mają do czynienia z wykroczeniem, a tym samym brak jest podstawy faktycznej do działań. Ot, taka polska rzeczywistość.

Swoją drogą – jak można wykonać miejsce postojowe i przeznaczyć je rzekomo dla osoby niepełnosprawnej, kiedy z jednej ze stron za wysokim krawężnikiem znajduje się gwałtowny spadek terenu, a z drugiej wąski chodnik??? Czy projektant oczekiwał, że osoba niepełnosprawna ma zdolności lewitacji??? Takie bezmyślne wykonawstwo powoduje, że osoba korzystająca z tego miejsca nie parkuje w wyznaczonym miejscu, tylko wjeżdża częściowo na chodnik. I powstaje pytanie – czy bartoszycka policja też podejmie interwencję, bo kierujący nie pozostawia wymaganego minimum 1,5 m szerokości chodnika dla pieszych?

SPnD podejmie stosowne działania, by w KPP w Bartoszycach podobne interwencje odeszły do historii. O efektach poinformujemy.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kontrola drogowa, Organizacja ruchu, Parking, Parkowanie, Policja, Znaki drogowe | 6 komentarzy

Bez kamery do sądu ani rusz…

Artur Mezglewski

Protokoły utrwalające przebieg rozpraw za pomocą urządzeń rejestrujących zasadniczo nie przyjęły się. Większość sędziów woli kreować rzeczywistość za pomocą protokołu tradycyjnego.

W niniejszym materiale przedstawiamy dwa fragmenty rozprawy sądowej, które zarejestrowane zostały przez dziennikarza. Porównamy je protokołem tradycyjnym sporządzonym przez Sąd. A wszystko po to, aby zrozumieć, czym różni się protokół rozprawy od rzeczywistego jej przebiegu…

Fragment I

We fragmencie tym zadawane świadkowi pytania zmierzają ku ustaleniu, czy w dniu wykonania pomiaru prędkości pojazdu, kierowanego przez obwinionego, policjanci wykonali test stałej odległości – czyli test, który sprawdza zbieżność urządzenia optycznego z urządzeniem celowniczym. Instrukcja obsługi nazywa ten test “weryfikacją poprawności pomiaru”. Zobacz strona 33-34 instrukcji.

Przesłuchiwany policjant zupełnie nie rozumiał pytań, bo prawdopodobnie w ogóle nie słyszał o istnieniu takiego testu. Jego odpowiedzi były nie na temat. Sąd zapisał w protokole  odpowiedzi – ale nie zapisał pytań oraz oświadczeń obwinionego. Wyszedł z tego bełkot. Protokół zniekształcił przebieg rozprawy w takim stopniu, że w ogóle nie oddaje tego, jaka była teza dowodzenia oraz jaką wiedzę miał policjant w przedmiocie umiejętności weryfikacji poprawności działania urządzenia pomiarowego, którym się posługiwał.

Protokół rozprawy dotyczący fragmentu I nagrania

 

Fragment II

We fragmencie tym zadawane pytania zmierzają ku ustaleniu czy policjant rozumie, że czerwona kropka, która w trakcie dokonywania pomiaru pojawia się w wizjerze urządzenia, jest punktem rzeczywistym, czy punktem pozorowanym – a tym samym, czy wie, że kropka ta, jeśli urządzenie jest rozregulowane, może wskazywać inny cel, niż ten, który jest mierzony przez policjanta. Policjant zupełnie nie rozumiał, o co jest pytany, a Sąd nie zaprotokołował pytań i oświadczeń obwinianego.  I znowu powstał bełkot.

Pod koniec tego nagrania obwiniony składa do akt sprawy dwa pisma oraz omawia i komentuje ich treść. Sąd pisma przyjął i zamieścił w protokole informację o złożonych dokumentach, jednak treść złożonych przez obwinionego oświadczeń pominął w protokole. A oto skany złożonych dokumentów: nie ma szkolenia Ultralyte                nie ma kursu rd

Protokół dotyczący II fragmentu nagrania.

Decyzja Sądu

Sąd Rejonowy w Ropczycach (sgn. akt II W 450/18) postanowił wywołać dowód z opinii biegłego i przesłać biegłemu akta sprawy, w tym sporządzony przez siebie protokół – pozostawiając bez rozpoznania wniosek obwinionego o jego sprostowanie. Co jednak  biegły zrozumie z tego protokołu, skoro został on w tak zmanipulowany sposób, że zupełnie nie oddaje sensu oraz treści realizowanych tez dowodowych?…

Zarówno biegły, jak i Sąd Rejonowy, zrobią z tą sprawą, co chcą – takie jest ich prawo. Obwiniony wszedł jednak w posiadanie zapisu rozprawy, który został sporządzony przez dziennikarza i nagranie to – w razie potrzeby – będzie dowodem przed Sądem II Instancji. Jakie jednak miałby szanse na prawidłowe rozpatrzenie sprawy obywatel, który nie skorzystałby z pomocy dziennikarza i nie zarejestrował przebiegu rozprawy – naiwnie wierząc, że cecha bezstronności i niezawisłości jest Sądowi immanentnie wlana, a nie zadana, jako postulat prawodawcy?…

 

Dziennikarstwo monitorujące pracę wymiaru sprawiedliwości jest jedynym skutecznym instrumentem, który wymiernie wpływa na jakość pracy sądów.

 

S Z K O L E N I E

n.t. Status prawny dziennikarza

Tych, którzy chcą poznać meandry statusu prawnego dziennikarza zapraszamy na szkolenie.

  • Miejsce szkolenia: Inowrocław.
  • Termin: 25 lipca 2020 r.  (godz. 10:00 – 14:00).
  • Liczba uczestników: 15
  • Odpłatność: 170 zł (dla członków SPnD oraz studentów – 100 zł)

Szkolenie poprowadzi prof. dr hab. Joanna Taczkowska-Olszewska – wybitny znawca zagadnień z zakresu prawa prasowego oraz czynny adwokat.

Zgłoszenia proszę kierować na adres: zarzad@prawonadrodze.org.pl

 

 

Materiał powiązany:

Strzał dzielnicowego

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Biegli sądowi, Dziennikarstwo obywatelski, Laserowe mierniki prędkości, Policja, Postępowanie dowodowe, Postępowanie przed sądem, Protokoły rozpraw, Ręczne mierniki prędkości | 2 komentarze

Strzał dzielnicowego

Artur Mezglewski

Laserowe mierniki prędkości typu LTI Ultralyte 20-20 nie są bez wad. Pośrednia metoda pomiaru prędkości wykorzystywana w tych urządzeniach wymaga szeregu ograniczeń, bez zastosowania których pomiaru nie można uznać za miarodajny. Urządzenia te nie mogą zostać użyte, jeśli nie został wcześniej wykonany test stałej odległości, który sprawdza zbieżność urządzenia optycznego z urządzeniem celowniczym. Sprzętem tym nie można ponadto wykonywać pomiarów ze zbyt dużej odległości – ze względy na zjawisko dywergencji wiązki pomiarowej. Istotnym wymogiem dla prawidłowego użycia urządzenia Ultralyte 20-20 jest także to, aby w wiązce pomiarowej nie znalazł się obiekt, który znajduje się w innej odległości od pojazdu, którego prędkość jest mierzona.

Policja nie dba jednak o zasady i nie szkoli swoich strzelców. Do wykonywania pomiarów prędkości wysyłani są funkcjonarisze, którzy nie posiadają odpowiedniego przygotowania oraz wiedzy w obszarze wykorzystywanej technologii. Poniżej opisany zostanie jeden z takich przypadków, który miał miejsce w Sędziszowie Małopolskim.

I. Profil strzelca

W dniu 31 marca 2018 r. do pełnienia służby w ruchu drogowym skierowany został sierżant Adam Sroka – na co dzień wykonujący funkcję dzielnicowego pozamiejskiego rewiru IV, podlegającego Komendzie Powiatowej Policji w Ropczycach. Sierżant Sroka nigdy nie był szkolony w zakresie obsługi laserowych dalmierzy typu LTI Ultraylyte 20-20.  Nie przeszedł też szkolenia z zakresu ruchu drogowego. Potwierdzają to poniżej podlinkowane dokumenty.

Jak wykazało postępowanie dowodowe, sierżant Sroka nie posiadał nawet pobieżnej  wiedzy na temat działania urządzenia laserowego. Na rozprawie w dniu 13 lutego 2020 r. stwierdził m. in., że czerwona kropka w wizjerze celownika wskazuje punkt rzeczywisty pomiaru (a nie punkt pozorowany). Sroka nie słyszał też o tym, że urządzenia celownicze i optyczne mogą nie być ze sobą zbieżne – i wówczas laser może wykonać pomiar innego obiektu, niż ten w który mierzy strzelec, albo też przyjąć jako podstawę pomiaru błędny algorytm.

Komendant Powiatowy Policji w Ropczycach mł. insp. Wojciech Rak

Do sierżanta Adama Sroki nie można mieć jednak pretensji o to, że wykonywał pomiary prędkości na drodze – chociaż nie miał o tej czynności bladego pojęcia. Policja jest przecież strukturą hierarchiczną – a zatem, skoro Komendant Powiatowy Policji wyznaczył mu określone zadanie do służby – to sierżant Sroka musiał je wykonać. Godna napiętnowania jest natomiast postawa Komendanta Powiatowego Policji w Ropczycach – inspektora Wojciecha Raka, któremu ewidentnie nie zależy na rzetelnym wykonywaniu zadań przez profesjonalnie przygotowanych funkcjonariuszy.

St. sierżant Adam Sroka – dzielnicowy rewiru IV

Pretensje do sierżanta Adama Sroki można mieć jednak o to, że okazał się zwyczajnym kłamcą, bowiem na rozprawie w dniu 13 lutego 2020 r. zeznał:

“Poinformowałem obwinionego, że pomiar jest prawidłowy i jest to pomiar jego pojazdu, ponieważ żaden pojazd nie jechał ani w przeciwnym kierunku ani w kierunku tym co jechał obwiniony, dlatego nie było możliwości dokonania pomiaru prędkości innego pojazdu.”

Sroka zeznał tak, choć musiał wiedzieć, że w aktach sprawy znajduje się nagranie z rejestratora samochodowego, na którym wyraźnie widać, iż pomiędzy stanowiskiem funkcjonariuszy a pojazdem obwinionego – dokładnie na linii strzału – poruszał się w przeciwnym kierunku inny pojazd, a ponadto – bezpośrednio za pojazdem obwinionego – także jechał inny pojazd. A oto film z tego zdarzenia:

 

II. Postępowanie przed Sądem

Postępowanie przed Sądem Rejonowym w Ropczycach toczy się już od ponad 2 lat. Czynności dowodowe w tym postępowaniu przybierają dość typowe, charakterystyczne i powszechnie spotykane cechy:

  • jeśli coś mówi policjant – to protokolantka nawet nie czeka na znak od Przewdoniczącego, tylko zapamiętale wszystko notuje
  • jeśli coś dowodzi obwiniony, to protokolantka nie pisze…
  • rozprawa nie jest nagrywana i nikt się z tego nie tłumaczy

Spotykamy się z tym zjawiskiem niemal we wszystkich polskich sądach i umiemy temu zaradzić. Jedynym ratunkiem w takim przypadku jest prasa – ale nie ta prasa z pierwszego obiegu, tylko prasa społecznościowa. Dziennikarze pierwszego obiegu nadają się  jedynie do publikowani politycznych szwindli, a nie do rzetelnej roboty.

III. O czym powinien był wiedzieć Strzelec z Niedźwiady?

  1. Z odległości 446,7 metra nie da się wykonać prawidłowego pomiaru

Przyjmuje się, że rozbieżność wiązki pomiarowej emitowanej przez urządzenie pomiarowe Ultralyte 20-20 wynosi 3 miliradiany. A zatem na każde 100 metrów odległości pomiaru wiązka rozszerza się o ok. 30 cm. Jeśli zatem pomiar prędkości został wykonany z odległości 446,7 metra, to wiązka laserowa w miejscu zetknięcia się z pojazdem miała szerokość ponad 1,3 metra.

St. sierżant Adam Sroka zeznał w Sądzie, że “dokonał pomiaru mierząc w tablicę rejestracyjną”. Nawet gdyby rzeczywiście udało mu się z takiej odległości wycelować w tablicę, to jakaś część wiązki pomiarowej musiałaby obejmować inne powierzchnie samochodu, a nawet przenikać przez szyby i obejmować także pojazd jadący za pojazdem obwinionego. Do tego musimy uwzględnić to, że Sroka nie używał ani lunety, ani statywu – a zatem drgania jego ręki wyznaczałyby pole celowania co najmniej rzędu kilku (jeśli nie kilkunastu) metrów. Przekonalibyśmy się o tym, gdyby  urządzenie Ultralyte zostało poddane testowi przy użyciu trenażera strzeleckiego. Zresztą posłuchajcie Jędrka:

Kwestia właściwej odległości pomiarowej wielokrotnie podnoszona była w orzecznictwie. I tak np. Sąd Rejonowy w Elblągu w uzasadnieniu wyroku uniewinniającego  z dnia 10 czerwca 2019 r. (VIII W 444/17) stwierdził, że

“Wiązka pomiarowa, która w odległości 413 metrów miała szerokość sięgającą prawie 124 centymetrów mogła objąć częściowo pojazd obwinionego, a częściowo pojazd poprzedzający go lub jadący za nim, czemu sprzyjał pomiar pod kątem. Zdaniem biegłego ta okoliczność dyskwlifikuje pomiar”.

Trafiają się nawet takie wyroki, w których Sądy uznają za miarodajne jedynie pomiary wykonane  maksymalnie z odległości 80 metrów, gdyż jedynie do takiej prędkości Ultralaty zostały przebadane przez GUM.

2. Jeśli nie został przeprowadzony test stałej odległości, to wynik pomiaru nie można uznać za miarodajny

Urządzenie Ultralyte 20-20 wykorzystuje niewidoczne dla oka ludzkiego promieniowanie w paśmie podczerwieni. Użytkownik urządzenia nie widzi “pędzących promieni” – i aby mógł wycelować w konkretny pojazd, w wizjerze celownika naprowadza go na ten cel pozorowany czerwony punkt w kształcie kropki. Ów punkt wyznacza w sposób prawidłowy cel – o ile celownik urządzenia jest prawdłowo ustawiony, tzn. o ile jest on zbieżny z urządzeniem optycznym. Zbieżność ta ustawiana jest każdorazowo w czasie procesu legalizacji urządzenia (a wiec co rok), jednakże celownik w każdej chwili może zostać rozregulowany – wskutek wstrząsu będącego wynikiem uderzenia, upadku lasera itp.

Test stałej odległości wykonywany jest na tzw. strzelnicy, którą zwykle sytuuje się na obiektach komend Policji. Na owej strzelnicy wyznacza się precyzyjnie:

  • strefę testową wraz z wyznaczonym punktem weryfikacji przyrządu,
  • cel, który winien zostać oznaczony na płaskiej, pionowej powierzchni (np. na ścianie budynku) – dokładnie w odległości 60 m metrów od punktu weryfikacji

Podczas tego testu istotne jest to, w jaki sposób operator stoi podczas pomiaru oraz w jaki sposób trzyma przyrząd.

Taki test winien być przeprowadzany na początku każdego dnia pomiarowego. Jeśli w danym dniu testu nie przeprowadzono – nie domniemuje się, że celownik był prawidłowo ustawiony, a urządzenie było zdolne do wykonywania miarodajnych pomiarów.

Podczas rozprawy sądowej oskarżyciel publiczny – asp. Tomasz Gajdek z Komendy Powiatowej Policji w Ropczycach złożył do akt sprawy świadectwo legalizacji ponownej urządzenia Ultarlyte 20-20 – które miało stanowić “koronny dowód” potwierdzający, że urządzenie pomiarowe użyte przez sierżanta Srokę było sprawne w dniu pomiaru. Proszę  jednak zauważyć, że owo świadectwo zostało wydane w dniu 17 maja 2017 r., a przedmiotowy pomiar prędkości został wykonany w dniu 31 marca 2018 r.! A zatem badania zbieżności celownika wykonane w maju 2017 r. mają być dowodem na to, że celownik tego urządzenia nie został przestawiony do dnia 31 marca 2018 r. ! Ot policyjna logika!

Jednocześnie obaj policjanci: oskarżyciel oraz świadek, zgodnie stwierdzili, że w tamtym czasie Komenda Powiatowa Policji w Ropczycach nie dysponowała strzelnicą – a zatem zbieżność celownika w ogóle nie była badana przez ponad 10 miesięcy! Co zatem wskazywała kropka w wizjerze urządzenia Snajpera z Niedźwiady, gdy ten celował w rejestrację pojazdu obwinionego? – domy, góry, księżyc? Bo na pewno nie tablicę rejestracyjną…

Warto ponadto zauważyć, iż sierżant Adam Sroka w swoich zeznaniach wyraził przekonanie, że czerwona kropka w wizjerze urządzenia wyznacza rzeczywisty cel – tym samym wyraził przekonanie, że jeśli celuje tam, gdzie kropka, to na pewno wiązka trafia w cel. Tymczasem punkt tworzony w wizjerze przyrządu pomiarowego  może w zasadniczy sposób odbiegać od rzeczywistego miejsca padania wiązki pomiarowej.

3. W wiązce pomiarowej nie może być żadnego obiektu poza celem mierzonym

Istotnym wymogiem dla prawidłowego użycia urządzenia Ultralyte 20-20 jest to, aby w wiązce pomiarowej nie znalazł się inny obiekt  – poza tym, który jest mierzony (np. inny pojazd). Wymóg ten wynika z metody pomiarowej, jaka zastosowana została w tym urządzeniu. Otóż przyrząd Ultralyte jest klasycznym dalmierzem. Jego podstawową funkcją jest pomiar odległości. Natomiast pomiar prędkości dokonywany jest metodą pośrednią. Polega to na tym, że urządzenie wykonuje kilkadziesiąt pomiarów odległości i na podstawie tych pomiarów oraz obliczonego czasu powrotu wiązki laserowej wyznacza średnią prędkość pojazdu na danym odcinku.

Jeśli w wiązce pomiarowej znajdzie się choćby jeden obiekt, którego odległość od punktu pomiarowego jest inna – to przynajmniej niektóre spośród pomiarów odległości będą dotyczyć tego obiektu – a wynik pomiaru pojazdu, którego prędkość jest mierzona będzie niemiarodajny.

Nie ulega wątpliwości, że pomiędzy miejscem pomiaru a celem (pojazdem obwinionego) poruszał się inny pojazd, który został zarejestrowany przez samochodową kamerkę. A zatem, przynajmniej niektóre pomiary odległości mogły dotyczyć tego pojazdu. Z tego też powodu wynik pomiaru należy zdyskwalifikować.

 

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Biegli sądowi, Laserowe mierniki prędkości, Opinie biegłych, Policja, Postępowanie dowodowe, Protokoły rozpraw, Ręczne mierniki prędkości, Sąd, Sądownictwo | 2 komentarze

Reklama

W Akademii Sztuki Wojennej – na nowoutworzonym kierunku prawo – będzie m. in. możliwość przygotowania prac magisterskich oraz doktorskich pod kierunkiem prof. dr hab. Artura Mezglewskiego oraz dra hab. Marka Bieleckiego – profrsora ASzWoj  z zakresu prawa administracyjnego (w tym w szczególności prawa o ruchu drogowym) oraz postępowania w sprawach o wykroczenia.

prawo a-1

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Status dziennikarstwa obywatelskiego – szkolenie otwarte

Stowarzyszenie Prawo na Drodze organizuje szkolenie otwarte pod wskaznym w nagłówku tytułem. Poprowadzi je prof. dr hab. Joanna Taczkowska-Olszewska – wybitny znawca zagadnień z zakresu prawa prasowego oraz prawa odchrony danych osobowych. Jest autorką wielu cenionych publikacji. Ponadto jest adwokatem. Wygrywa najtrudniesze  sprawy – występując w charaketrze pełnomocnika oraz obrońcy dziennikarzy.

Postanowiliśmy nie czekać z organizacją tego szkolenia do zakończenia wakacji, gdyż sprawy, które podejmujemy są pilne. Sądy zamknęły się na publicznośc oraz dziennikarzy. Postępowania toczą się z wyłączeniem jawności wewnętrznej oraz zewnętrznej – pomimo, iż żaden przepis nie uchylił, ani nie zredukował zasady jawności postępowań. Dziennikarze nie są wpuszczani na sale rozpraw. Dziennikarze społeczni, którzy wyręczając upolitycznioną prasę pierwszego obiegu i sygnalizują lokalne nadużycia prawa – są zastraszani i bezpodstawnie oskarżani. Musimy się skonsolidować oraz poznać swoje prawa.

  • Miejsce szkolenia: Inowrocław.
  • Termin: 25 lipca 2020 r.  (godz. 10:00 – 14:00).
  • Odpłatność: 170 zł (dla członków SPnD 100 zł).
  • W cenie jest tzw. bufet kawowy (kawa, hedbara, woda mineralna, ciasto).

Bezpieczeństwo epidemiologiczne

Rozmiar sali pozwala na rozmieszczenie uczestników w odległości ponad 1 m od siebie. Dezynfekcja lokalu przed rozpocząciem konferencji oraz dwukrotnie  w przerwach obrad.

Ilość miesc: 22.

Kontakt: zarzad@prawonadrodze.org.pl

Rachunek bankowy do wpłat: 33 1240 2470 1111 0010 4500 8158  (opłata za szkolenie).

Przyjęto już zgloszenia od: MP, GG, JS, MW, AM, PT, JL.

Zaszufladkowano do kategorii Dziennikarstwo obywatelski, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 1 komentarz