Blamaż Głównego Urzędu Miar. Reformy nie będzie!

Artur Mezglewski

Na podpis Ministra Rozwoju i Finansów oczekuje przygotowana przez GUM nowelizacja rozporządzenia w sprawie wymagań, którym powinny podlegać przyrządy do pomiarów prędkości w ruchu drogowym. Nowe rozporządzenie – ad hoc – nie wpłynie jednak na poprawę rzetelności dokonywanych pomiarów. Wręcz przeciwnie. GUM zadbał jedynie o to, aby z procedur przetargowych wyeliminować producentów i importerów urządzeń pomiarowych, którzy nie są powiązani z obecną nomenklaturą. Ot i cała „reforma”…

  1. Grupy interesów w obszarze pomiarów prędkości w ruchu drogowym

Z pomiarów prędkości korzyści czerpią m. in.: producenci i importerzy urządzeń pomiarowych, firmy zajmujące się montażem urządzeń, firmy zajmujące się ich legalizacją, biegli sądowi, komendanci policji, no i oczywiście Skarb Państwa. Komendantom policji zależy na tym, aby urządzenia pomiarowe były „niesprawdzalne” – takie bowiem zapewniają im lepszą statystykę i wyższe premie. Producentom i importerom urządzeń zależy przede wszystkim na tym, aby przepisy metrologiczne uniemożliwiały start w procedurach przetargowych firmom konkurencyjnym. Dlatego też starają się za wszelką cenę „zadzierżgać” różnorakie znajomości z osobami, które mają wpływ na kształt przepisów metrologicznych oraz na wyniki procedur zatwierdzających i legalizacyjnych. No i w ten sposób grupa interesu poszerza nam się o pracowników GUM. Do tego dochodzą określone powiązania polityczne. Otóż określonej partii politycznej może zależeć na tym, aby zlecenia na dostawę urządzeń otrzymywała konkretna firma, w której np. partia może obsadzić parę stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej.

Jak wiemy dwa lata temu zmienił się w Polsce polityczny układ sił. Zaistniała zatem potrzeba zapewnienia udziału w rynku „radarowym” bardziej „mojszym” osobom i firmom. I to był – jak się okazało –  jedyny powód nowelizacji przepisów metrologicznych w obszarze urządzeń do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym. A my społecznicy łudziliśmy się, że idzie nowe i, że świat będzie lepszy…

2. Identyfikacja pojazdu i rejestracja pomiaru – na tym nam zależało

Stowarzyszenie Prawo na Drodze od grudnia 2016 r. uczestniczyło, jako strona społeczna,  w pracach nad nowym rozporządzeniem dotyczącym wymagań, jakie winny spełniać mierniki prędkości. Zależało nam na dwóch rzeczach:

  • aby każde urządzenie pomiarowe  dokonywało identyfikacji pojazdu, którego prędkość jest mierzona,
  • aby każdy pomiar był rejestrowany.

Prezes GUM – już podczas pierwszej rozmowy – zapewnił, że oba postulaty są słuszne i zostaną uwzględnione w nowej regulacji. Obiecał też, że reforma w zakresie przyrządów pomiarowych zostanie przeprowadzona w rozsądnym terminie. Cóż były warte obietnice człowieka nowej nomenklatury? O tym poniżej.

a) Identyfikacja pojazdu

Rozporządzenie wykonawcze w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym stanowi, że:

Przyrząd z urządzeniami dodatkowymi rejestrującymi powinien: 1) rejestrować wynik pomiaru prędkości oraz datę i co najmniej godzinę i minutę wykonanego pomiaru; 2) umożliwiać identyfikację pojazdu w sposób określony w instrukcji obsługi.

Niejeden kierowca wygrał sprawę w sądzie, powołując się na powyższy przepis – o ile, oczywiście, sędzia rozpatrujący sprawę dokonał prawidłowej jego wykładni. Bo niestety w obiegu dominuje wykładnia nieprawidłowa, forsowana przez zdeprawowanych policjantów, wedle której obowiązek identyfikacji pojazdu istnieje tylko wówczas, gdy urządzenie jest używane wraz z urządzeniami dodatkowymi. A jeśli bez urządzeń dodatkowych… to  nie…

W związku z nieprecyzyjnym brzmieniem komentowanego przepisu, proponowaliśmy jego nowelizację na stwierdzenie bardziej jednoznaczne, a mianowicie, że każdy przyrząd pomiarowy powinien posiadać funkcję identyfikacji pojazdu, którego prędkość jest mierzona.

Tymczasem Główny Urząd Miar w projekcie rozporządzenia, który za niedługo wejdzie w życie zapisał taką oto dyspozycję:

Konstrukcja i wykonanie przyrządu powinny umożliwiać użytkownikowi przyrządu wskazanie pojazdu, którego prędkość została zmierzona.

Wskazanie pojazdu, którego prędkość została zmierzona następuję w sposób określony w instrukcji obsługi.

Oznacza to, że zgodnie z nowym prawem, identyfikacji pojazdu będzie dokonywał operator urządzenia, a nie samo urządzenie. Cofamy się zatem do epoki kamienia łupanego! O prawidłowości pomiaru będzie zatem decydował policjant, a nie urządzenie. Skoro tak, to po co mu właściwie policjantowi potrzebne to urządzenie, skoro „zgodnie z instrukcją” może np. zmierzyć prędkość „na słuch”, albo „na oko”.

Wszystkim kierowcom szczerze współczujemy.  Będą teraz zupełnie bezbronni i skazani na „widzimisie” pierwszego lepszego policjanta,  napalonego na wyniki.

b) Rejestracja pomiaru

Nowe rozporządzenie wykonawcze wprowadzi wymóg, aby  urządzenia pomiarowe posiadały funkcję rejestracji każdego pomiaru – wraz z datą i czasem jego dokonania oraz obrazem kontrolowanego pojazdu.

Niestety wymóg ten nie dotyczy urządzeń, które aktualnie są już na wyposażeniu policji. Oznacza to, że policja nadal będzie mogła używać wszystkich swoich rupieci do czasu, aż te ulegną całkowitemu zniszczeniu.

Twórcom rozporządzenia nie zależało zatem, aby dokonać jakiegokolwiek przełomu w zakresie poprawy rzetelności pomiarów prędkości w ruchu drogowym. Chodziło jedynie o to, aby stworzyć nowe wymagania techniczne – pod nowych, bardziej „mojszych” producentów urządzeń…

3. Sprawa miernika prędkości typu RAPID-1a

Sprawa miernika Rapid-1a najlepiej ukazuje, jaki jest stosunek GUM do obowiązującego prawa – i co najważniejsze – do podnoszenia standardów w zakresie wymagań metrologiczbnych wobec urządzeń pomiarowych.

Otóż decyzja zatwierdzenia typu dla Rapida-1a wygasła w dniu 30 marca 2004 r. Decyzja ta nie mogła ulec przedłużeniu, gdyż Rapid- 1a nie rozróżnia kierunków ruchu – a taki wymóg wprowadzono do systemu prawa polskiego w 2004 r.

Pomimo wygaśnięcia powyższej decyzji – do końca 2013 r. –  urządzenia te mogły być  jednak legalizowane – na podstawie przepisów przejściowych. Jednak od 1 stycznia 2014 r. legalizacje  takie są prawnie niedopuszczalne. Pomimo tego okręgowe urzędy miar legalizacje nadal wydają. Widać, ktoś ma w tym interes…

W związku z powyższym, w dniu 27 stycznia 2017 r. Stowarzyszenie Prawo na Drodze wystąpiło do Prezesa GUM z petycją o podjęcie decyzji unieważniającej te nielegalne legalizacje, wydawane przez okręgowe urzędy miar.

GUM analizował naszą petycję przez pełne trzy miesiące – i ostatecznie orzekł, że petycja jest nieuzasadniona, gdyż:

 „… art. 29 a [ustawy prawo o miarach] stanowi, iż przyrządy pomiarowe zalegalizowane do dnia 31 grudnia 2003 r. zgodnie z zasadami określonymi w art. 29 mogą być nadal legalizowane, lecz nie dłużej niż do dnia 31 grudnia 2013 r., o ile spełniają wymagania przepisów, na podstawie których zostały zalegalizowane. Mając na uwadze powyższe należy wskazać, iż z ww. przepisów ustawy z dnia 1 maja 2001 r. {sic!) wynika, że przyrządy pomiarowe, o których mowa w art. 29 a mogą być nadal legalizowane po dniu 31 grudnia 2013 r. pod warunkiem, że będą spełniać wymagania obowiązujące w dniu ich zgłoszenia do legalizacji”.

Taka oto jest „żelazna logika” Prezesa Głównego Urzędu Miar dra inż. Włodzimierza Lewandowskiego – guru światowej metrologii….

Poniżej publikujemy komplet dokumentów w tej sprawie.:

 

O powyższej sprawie pisaliśmy tutaj:

 

Nielegalne legalizacje radarów typu Rapid-1a

Zaszufladkowano do kategorii Fotoradary, Główny Urząd Miar, legalizacja, Ręczne mierniki prędkości, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 23 komentarze

Znaki do poprawy

Znaki do poprawy?

Zaszufladkowano do kategorii Stowarzyszenie Prawo na Drodze, Strefa płatnego parkowania, Znaki drogowe | 4 komentarze

Jeśli świadek nic nie pamięta – sąd sam wymyśli fabułę

Artur Mezglewski

Policjanci zeznali w sądzie, że nie pamiętają przebiegu pomiaru prędkości, ani nawet tego, który z nich pomiar ten przeprowadzał. Pomiar nie został zarejestrowany przez urządzenie pomiarowe ani przez kamerę. W aktach nie ma żadnego wiarygodnego dokumentu, w którym by zapisano jego parametry.

Co wobec tego zrobił sąd? Czy uniewinnił obwinionego? Otóż nie. Sąd wydał wyrok skazujący, a w jego uzasadnieniu precyzyjnie opisał w jaki sposób i przez kogo pomiar został przeprowadzony. Jakie medykamenty przyjmują sędziowie Sądu Rejonowego w Wągrowcu, że dają im takiego kopa w wyobraźnię?…

  1. Zdarzenie

Zdarzenie miało miejsce w dniu 12 czerwca 2016 r. w miejscowości Pokrzywnica (Wielkopolska). Pan Zenon jechał leniwie swoim „peżotem” przez obszar zabudowany, a za nim ciągnęła falanga innych pojazdów, przymuszona do żółwiego tempa, niczym Szymon z Cyreny. Bezpośrednio za nim jechał potężny TIR. Pan Zenon – jako ofiara policyjnego propagandyzmu – uważał, że najlepszym sposobem na niepopadanie w konflikt z policją jest przestrzeganie przepisów drogowych . Aktualnie już tak nie uważa…

Został zatrzymany do kontroli drogowej, chociaż nie zauważył żadnego pomiaru. Nie zarejestrowała go również jego samochodowa kamerka. Werdykt policjantów: przekroczenie prędkości 0 31 km/h. Policjanci zatrzymali również jeden z samochodów jadących za „peżotem”. Zatrzymany kierowca przyjął mandat za przekroczenie prędkości, chociaż pan Zenon nie zauważył, aby po jego zatrzymaniu policjanci wykonywali jakieś pomiary prędkości…

2. Wyroki wągrowieckie

Pan Zenon mandatu nie przyjął, więc sprawa trafiła do wągrowieckiego sądu. A tam niespodzianka. Tamtejszy Sąd już dwukrotnie już wydał na niego wyrok skazujący, chociaż w aktach sprawy brak jest nawet opisu dokonanego pomiaru – nie mówiąc już o jakimkolwiek nagraniu. W dodatku policjanci nie pamiętają kto z nich i w jaki sposób ów rzekomy pomiar wykonał. Jedynym dokumentem jest notatka urzędowa, w które jednak nie zapisano kto wykonał pomiar. Zapisano natomiast, że za „peżotem? nie jechał żaden inny pojazd”.

Pierwszy wyrok wydał na niego sam Prezes Sądu SRR Dariusz Ratajczak (wyrok z dnia 29 listopada 2016 r., sygn. akt II W 546/16). Sędziemu Ratajczakowi do precyzyjnego opisania czynu obwinionego oraz pomiaru prędkości nie tylko niepotrzebne były jakiekolwiek zeznania policjantów (bo ci niczego nie pamiętali), ale nawet obecność obwinionego na rozprawie. Wyrok skazujący wydał w sytuacji, gdy na jego biurku leżało zwolnienie lekarskie dla Pana Zenona. Grzywna 760 zł (wraz z kosztami) – taki był werdykt Ratajczaka.

Wyrok wydany przez Prezesa Sądu nie utrzymał się. Sąd Okręgowy w Poznaniu z hukiem pozbawił go szans na prawomocność – przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Ponowne rozpatrzenie przeprowadziła Sędzia Renata Sypniewska (do niedawna Nowakowska). Policjanci ponownie nic nie pamiętali, a wyrok ponownie skazujący (wyrok z dnia 14 września 2017 r., sygn. akt 277/17), tylko tym razem grzywna mniejsza (430 zł wraz z kosztami).

Sędzia Renata Sypniewska – podobnie jak sędzia Dariusz Ratajczak – dokładnie opisała w jaki sposób wykonany został pomiar prędkości – sama wymyślając wszystkie szczegóły. Prawdopodobnie oboje przyjmują te same środki farmakologiczne na pobudzenie wyobraźni. Bo efekt w obu przypadkach jest taki sam.

3. Treść zeznań policjantów

Poniżej spisane zostały wszystkie fragmenty zeznań świadków odnoszące się do pomiaru prędkości, dokonanego w dniu 12 czerwca 2016 r.

Zeznania świadka Darii Kasperkowiak

„Niekoniecznie nie pamiętam sprawy. Kojarzę, że zdarzenie miało miejsce w Pokrzywnicy. Nie kojarzę w ogóle pana obwinionego. Domyślam się z nagrania, że chodzi o prędkość”

„Ja nie pamiętam zdarzenia więc nie potrafię opisać okoliczności. Nie pamiętam z jakiej odległości wykonywałam pomiar. Nie pamiętam w który fragment pojazdu zostało wycelowane urządzenie pomiarowe”

„Nie umiem odpowiedzieć, czy była przeprowadzona weryfikacja pomiaru urządzenia”

Jeśli w notatce było zapisane, że za pojazdem nie jechał żaden inny pojazd to tak było. Na pewno nie jechały pojazdy, które zakłócałyby pomiar, ale to było w Pokrzywnicy, więc jest prawdopodobieństwo, że samochód mógł wyjechać z posesji”

„Nie pamiętam okoliczności tego zdarzenia, więc nie potrafię opisać tego, jak wyglądało zatrzymanie do kontroli, który z nas dokonywał pomiaru”.

To są kompletne zeznania tego świadka. Nic więcej na temat pomiaru nie powiedziała!

Zeznania świadka Damiana Dworka

Przypominam sobie obwinionego. Był dokonany pomiar prędkości w miejscowości Pokrzywnica. Kierujący jechał z Wągrowca w kierunku Rogoźna. Został zatrzymany do kontroli w związku z przekroczeniem prędkości. Nie pamiętam kto dokonywał pomiaru ze względu na upływ czasu. Nie pamiętam przebiegu zatrzymania”.

Następnie świadkowi odczytano wcześniejsze jego zeznania. Po ich odczytaniu zeznał:

„Jeśli chodzi o ten samochód, to kontrola była przeprowadzona w miejscu bezpiecznym i to wynika z rozporządzenia. Nic więcej sobie nie przypomniałem. Podtrzymuję odczytane zeznania”

Nie pamiętam, kto mierzył wówczas prędkość”.

„Nie było tam urządzeń, które miałyby wpływ na zakłócenie pomiaru. Jeżeli były to tam do dzisiaj są, jakieś znaki drogowe. Linei elektryczne, ale one nie mają wpływu. One tam wtedy były i nadal są. W momencie pomiaru przed pojazdem obwinionego nie było nic. W momencie wykonania pomiaru wydaje mi się, że też nie, ale nie jestem w stanie stwierdzić czy jakiś pojazd nie wyjechał. Pomiar miałem już zapisany na urządzeniu, żeby pokazać zatrzymanemu. W notatce było odnotowane, że nie jechały inne pojazdy, chodziło o takie, które mogłyby zakłócić pomiar”.

4. Tekst uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego w Wągrowcu

Daria Kasperkowiak dokonała pomiaru prędkości pojazdu kierowanego przez obwinionego zgodnie z powyższymi zasadami, a wynik ten wynosił 81 km/h, co oznacza, że obwiniony przekroczył dopuszczalną prędkość o 31 km/h. Nic w polu widzenia funkcjonariusza nie ograniczało widoczności, w szczególności nie było tam żadnych pojazdów, które mogłyby zakłócić dokonanie pomiaru. Wynik pomiaru pojawił się w wizjerze celownika optycznego poniżej kropki celowniczej i na ekranie LCD. Funkcjonariusz zatrzymała samochód, którym poruszał się obwiniony do kontroli drogowej. Trzymając w ręku urządzenie pomiarowe okazała zarejestrowaną prędkość i czas od wykonania pomiaru”.

„Zeznania świadków różnią się stopnie szczegółowości, jednak te różnice mają swoje uzasadnienie w odmiennych warunkach w jakich czynili spostrzeżenia. Świadek Daria Kasperkowiak bezpośrednio zajmowała się obsługą urządzenia pomiarowego, wykonywała pomiar pojazdu kierowanego przez obwinionego, a po zakończeniu służby sporządziła notatkę urzędową dokumentującą przebieg zajścia. Świadek Damian Dworek nie podejmował względem obwinionego bezpośrednio żadnych czynności kontrolnych, pełnił rolę funkcjonariusza asekurującego, co uzasadnia ogólny charakter jego wypowiedzi i skupienie się głównie na faktach związanych z ukształtowaniem terenu, umiejscowieniem punktu kontrolnego i przebiegu kontroli. (…) Oceniając zeznania świadków sąd zauważa, że ni są oni tendencyjni w swoich wypowiedziach i wobec powyższego nie ma powodów, by kwestionować zeznania świadków także w pozostałym zakresie, w szczególności w części, z której wynika, że pomiar był dokonany, gdy pojazd znajdował się w obszarze zabudowanym, i że w trakcie pomiaru nie wystąpiły żadne czynniki zakłócające, jak np. inny pojazd (ani przed ani za obwinionym)”.

5. Wnioski

Ustalenia Sądu mają się zatem nijak do zeznań świadków. Pomimo tego, że świadkowie wielokrotnie stwierdzili, że nie pamiętają kto i w jaki sposób wykonał pomiar, Sąd opisał ten pomiar ze szczegółami… Tym samym Sąd naruszył zasadę obiektywizmu oraz zasadę swobodnej oceny materiału dowodowego, mającą swoje źródło w przepisach art. 8 k.p.w. w zw. z art. 2 § 2 k.p.k., art. 4 k.p.k., art. 5 § 2 k.p.k., art. 7 k.p.k. w zw. z art. 82 § 1 k.p.w. w zw. z art. 410 k.p.k.

Sąd nie odniósł się w wyroku do fragmentu zeznań świadka Damiana Dworka, z którego by wynikało, że to świadek Dworek wykonywał pomiar, chociaż w innym miejscu zdecydowanie twierdził, że nie pamięta pomiaru :

„Pomiar miałem już zapisany na urządzeniu, żeby pokazać zatrzymanemu”.

Obwiniony zapowiedział złożenie apelacji od powyższego wyroku.

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Domniemanie winy, Laserowe mierniki prędkości, Policja, Postępowanie dowodowe | 26 komentarzy

KUKIZ15 interweniuje w sprawie bezczynności GIODO

 

Inspektor Danych Osobowych dwa lata nie odpowiada na zawiadomienie

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Dane osobowe, GIODO, ISKIP (Inteligentny System Kompleksowej Identyfikacji Pojazdów | 2 komentarze

Wykroczenia funkcjonariuszy policji – fikcja odpowiedzialności karnej

Piotr Jakubiak

Można wysnuć tezę, że nie ma obywatela, żyjącego w unormowanym społeczeń­stwie, któ­ry nie dopuścił się choć raz popełnienia jakiegoś czynu zabronionego. Te naruszenia „lżej­szego kali­bru”, czyli wykroczenia, bardzo często uchodzą nam bezkarnie, bo nie da się zapewnić 100% wykrywalności. Ponieważ wykroczenia popełniają co jakiś czas wszyscy, więc zdarza się to i policjantom – także na służbie.

Dzięki wszechobecnym kamerom ta „wykrywalność” rośnie, a dzięki różnym platformom możemy zobaczyć, jak nieprzepisowe manewry są wykonywane także przez auta z napisem „Policja” na nadwoziu. Materiał trafia do odpowiedniego organu, sprawa wydaje się prosta – mandacik lub wniosek do sądu. Prosta? Niekoniecznie …

  1. Unormowanie prawne zasad ponoszenia odpowiedzialności za wykroczenia.

         Zgodnie z art. 17 § 1 kpow (Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia) oskarżycielem w każdej sprawie o wykroczenia jest policja (chy­ba, że ustawa stanowi inaczej). Najczęściej karani jesteśmy w procedurze uproszczonej, czyli man­datem, np. kiedy przekroczymy dopuszczalną prędkość. Ale kiedy nie zagaszamy się z decyzją funkcjonariusza, wtedy odmawiamy przyjęcia grzywny i na podstawie art. 54 § 1 kpow wszczynane jest w takiej sytuacji postępowanie wyjaśniające, które ma na celu wykazanie, czy istnieje podstawa do wniesienia wniosku o ukaranie do sądu.Po zakończeniu czynności wyjaśniających, jeśli są ku temu podstawy, jest kierowany do sądu wniosek u ukaranie.

2. Odpowiedzialność wykroczeniowa funkcjonariuszy policji.

       W założeniu odpowiedzialność policjantów za wykroczenia, które popełniają w trakcie pełnienia służby, nie różni się w jakikolwiek sposób od procedur stosowanych wobec „zwykłych” obywateli. Dlaczego „w założeniu”? Bo kiedy sprawa dotyczy obywatela, wdrożone czynności zawsze wskazują, że oskarżyciel ma podstawy do działania, nawet jeśli w sprawie wątpliwości jest tyle, ile wynosi populacja Chińczy­ków. Ale sprawa przybiera inny obrót, kiedy zgłoszono, że wy­kroczenia dopuścił się policjant.

      Rosnąca świadomość społeczeństwa obywatelskiego oraz powszechny dostęp do urządzeń rejestrujących obraz (smartfony) powoduje, że zgłoszeń wykroczeń, popełnianych przez policjan­tów, jest coraz więcej. Kiedy materiał obrazujący złamanie prawa przez funkcjonariusza trafia np. na udostępnione skrzynki w ramach akcji „Stop agresji na drogach”, to na jego podstawie jest wsz­czynane postępowanie, żeby nie było, że policja olewa społeczeństwo. Ale kto prowadzi sprawę? Niezależna sekcja, taka super-policja, prokurator, ostrzący sobie zęby na łamiących prawo, czy może sam komendant główny lub minister sprawiedliwości? Nie, kolega z tej samej jednostki, a często nawet z  wydziału! Czyli ten, z którym razem spędza się długie godziny służby, niewykluczone, że razem chleje na sobotnim grillu, jeździ na rybki, naciąga kierowców na lewe pomiary Iskrą czy videorejestra­torem, a może – niestety, zdarzają się takie przypadki – robi „spółdzielnię” i „zapomina” od czasu do czasu wypisać blankietu! Tak, taki kumpel czy koleżanka ma „obiektywnie” rozpatrzyć sprawę. Śmiech na sali. Oczywiście, na decyzję prowadzącego o odmowie wszczęcia postępowania można złożyć odwołanie do właściwego komendanta wojewódzkiego, ale ten ma zbyt wiele na głowie, by podważać „obiektywną i niezależną” decyzję dalszego podwładnego.

3. Policyjny immunitet na bezkarność czyli „Non facit fraudem, qui facit, quod debet

         W trakcie służby policjanci często zmuszeni są do podejmowania nagłych decyzji, wynikających z pełnionych obowiązków służbowych i konieczności zapewnienia bezpieczeństwa, wymuszenia przestrzegania prawa, ścigania sprawców czynów zabronionych. Nonsensem byłoby karanie za wykroczenie drogowe (np. jazda „pod prąd”, przejazd na czerwonym) funkcjonariusza, który podjąłby pościg nieoznakowanym pojazdem za sprawcą napadu na bank. W takich przypadkach ma zastosowanie kontratyp pozaustawowy „Nie czyni bezprawia, kto spełnia swą powinność„, czyli stwierdzenie, że okoliczności zdarzenia wyłączają karną odpowiedzialność za popełnienie czynu zabronionego.

      Wyłączenie odpowiedzialności karnej na podstawie kontratypu może wystąpić w specyficznych okolicznościach, kiedy zachowanie niezgodne z prawem zostało wymuszone sytuacją i związanym z nią określonym obowiązkiem zachowania się danej osoby, czyli np. nie będę odpowiadał za przekroczenie jezdni w miejscu niedozwolonym, jeśli zgodnie z wymogiem prawnym dokonałem tego w celu ratowania życia osoby poszkodowanej w wypadku. To oczywiste i do takich właśnie sytuacji kontratyp ma zastosowanie.

        Niestety, policja zrobiła sobie z tego zapisu immunitet od wszelkiej odpowiedzialności. Zatrzymał się radiowóz na miejscu dla niepełnosprawnych, choć obok pełno wolnych miejsc postojowych? Przecież przyjechali do sklepu po złapanego złodzieja czekolady, więc wypełniają obowiązki – nie ma wykroczenia! Wjeżdżają mimo znaku B-2 „zakaz wjazdu” pod budkę z kebabem? Oczywiście, brak znamion czynu, przecież przy okazji patrolują teren, więc jaki mandat …. Historia zna przypadki ludzi w mundurach, którzy swoje czyny tłumaczyli podobnie – wypełnianiem rozkazów, spełnianiem obowiązków. Wiem, może daleko idące porównanie, ale metoda „wybielania” ta sama.

4. Przykłady „zamiatania pod dywan” wykroczeń popełnianych przez policjantów.

      Policja zapewnia bezkarność swoim funkcjonariuszom nawet w przypadkach ewidentnego łamania prawa. Przykład? Proszę bardzo, pod Pasłękiem doszło do zatrzymania do kontroli cięża­rówki na drodze ekspresowej przez nieozna­kowany radiowóz, który sygnalizował to … włączonymi światłami awaryjnymi. Tak wbrew art. 49 ust. 3 Ustawy prawo o ruchu drogowym, § 3 pkt 5 Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie kontroli ruchu drogowego, czy nawet aktowi wewnętrznemu policji, jakim jest zarządzenie Komendanta Głównego o sposobie pełnienia służby i dokonywaniu czynności kontrolnych.

       Złożone zostało do policji odpowiednie pismo, zawiadamiający został przesłuchany, wydawało się, że machina sprawiedliwości ruszyła z odpowiednim impetem. Efekt? Oczywiście znany, czyli kolega z wydziału SRD w Elblągu, w którym służy sprawca wykroczenia, uznał, że żadnego wykroczenia nie było, bo „ponie­waż”. Tyle. Odwołanie do KWP w Olsztynie – jakie tam wykroczenie, normalna służba …

     Inny przykład – policjanci z Elbląga „suszyli” na S7. W miejscu jak najbardziej zasadnym – przed skrzyżowaniem, gdzie na skutek nadmiernej prędkości często dochodziło do wielu zdarzeń. Ale nieoznakowana Vectra była zaparkowana w miejscu, gdzie jest to zabronione, oczywiście nie była pojazdem uprzywilejowanym, bo „dyskoteka” stała sobie bezczynnie schowana we wnętrzu. Powodu można się domyślać – niebieskie błyski skutecznie ujawniałyby misternie za­stawione sidła i statystyka – bożyszcze polskiej policji – wraz z premią ległaby w gruzach.

       Policja w Elblągu oczywiście nie stwierdziła żadnego wykroczenia, gdyż – jak wskazano – policjanci działali w stanie (sic!) „wyższej konieczności”, oczywiście z kontratypem „nie czyni bezprawia …”.

     I taką „mantrą” mogą so­bie w sumie usprawiedliwić wszystko – zabrali Ci telefon, którym nagrałeś bezprawną interwencję? Stan wyższej konieczności, bo może w ten sposób uniemożliwili Ci popełnienie stalkingu za dwa lata! Nagrałeś, jak jechali nieoznakowanym 150 w zabudowanym? Tak, nie czynią bezprawia, bo przecież 5 km dalej ktoś, być możne, właśnie zaparkował na osiedlowej uliczce na zakazie.

 

Zaszufladkowano do kategorii Policja, Postępownaie mandatowe, Uncategorized, Wniosek o ukaranie | 16 komentarzy

Strefa płatnego parkowania w Bartoszycach nielegalna

Uchwała o ustanowieniu strefy płatnego parkowania w Bartoszycach nielegalna – tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie. Zawiadomienie do prokuratury w tej  sprawie skierował Piotr Jakubiak ze Stowarzyszenia Prawo na Drodze, a wniosek do WSA przygotowała Alicja Ruszczyk – prokurator Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku.

Zaszufladkowano do kategorii Strefa płatnego parkowania | 4 komentarze

Sytuacja kolizyjna na skrzyżowaniu z drogą dla rowerów. Głos w dyskusji

Zaszufladkowano do kategorii BRD, Kolizja drogowa | 29 komentarzy

Inspektor Danych Osobowych dwa lata nie odpowiada na zawiadomienie

Artur Mezglewski

Minęły dwa lata od zawiadomienia Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych o naruszeniach prawa, polegających na bezprawnej inwigilacji wszystkich użytkowników dróg. W Polsce wszyscy kierowcy i pasażerowie są  bowiem fotografowani, a ich dane są przetwarzane w czasie rzeczywistym i udostępniane nieoznaczonej licznie osób. Oczywiście bezprawnie. Inspektor Ochrony Danych od dwóch lat nie reaguje na zawiadomienie. Czyżby współpracował z mafią zajmującą się handlem naszymi danymi osobowymi?!

  1. Istota zasygnalizowanych naruszeń

Wszyscy użytkownicy dróg oraz ich pojazdy są fotografowani, a zebrane dane są przetwarzane w czasie rzeczywistym przez nieokreśloną liczbę instytucji i osób.  Bez żadnej podstawy prawnej! Jest to największe naruszenie dóbr osobistych i danych osobowych w historii III RP.

Szerzej o tym problemie pisaliśmy w materiale opublikowanym w dniu 1 września 2015 r.:

Inteligentny System Kompleksowej Identyfikacji Pojazdów (ISKIP) – totalna i bezprawna inwigilacja użytkowników dróg!

2. Zawiadomienie o naruszeniach

W dniu 9 września 2015 r. skierowaliśmy do Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych formalne zawiadomienie:

3. Reakcja GIODO (a raczej brak reakcji)

Od dnia wysłania powyższego zawiadomienia – czyli od ponad dwóch lat – nie otrzymaliśmy od GIODO żadnej odpowiedzi. Na podstawie telefonicznych interwencji ustaliliśmy jedynie, że GIODO potraktował nasze zawiadomienie o gigantycznych nadużyciach w sferze ochrony danych osobowych jako „zapytanie prawne”… Wiemy też, że w biurze GIODO sprawą tego „zapytania” zajmował się niejaki Krzysztof Król. Tyle wiemy  w temacie.

Czym zatem zajmuje się Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych zamiast podejmować interwencje w sprawie totalnej inwigilacji podróżnych? Otworzyłem dzisiaj stronę internetową GIODO i już wiem czym się zajmuje:

  • budowaniem świadomości użytkowników dronów,
  • szkoleniem administratorów bezpieczeństwa danych,
  • prowadzi zapisy do VIII edycji programu „Twoje dane – Twoja sprawa”.

A niech to wszystko…

4. Rzecznik Praw Obywatelskich również milczy

W związku z długotrwałym stanem bezczynności Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, w dniu 30 marca 2016 r., zwróciliśmy się do Rzecznika Praw Obywatelskich, aby podjął w tej sprawie jakieś czynności wyjaśniające:

Od tego czasu minęło półtora roku. Nie otrzymaliśmy od Rzecznika żadnej odpowiedzi…

Niestety, Rzecznik nie pomógł nam nie tylko w tej sprawie, ale także w żadnej innej. A zwracaliśmy się o pomoc wielokrotnie.

Nie pomógł nawet wówczas, gdy prosiliśmy go o pomoc gdy sędzia – chcąc wyeliminować ze sprawy zbyt dobrego adwokata – nałożył na niego znaczną karę porządkową za to, że w mowie obrończej wyraził ogólnikowy pogląd na temat stanu polskiego sądownictwa.

Nie pomógł nam nawet wtedy gdy sędzia skazał człowieka na podstawie „przepisu prawnego” wydanego przez samego siebie (a działo się to w mieście rodzinnym Rzecznika).

Wszedłem dziś na stronę internetową Rzecznika Praw Obywatelskich, aby sprawdzić czym zajęty jest Rzecznik, że tak bardzo jest zajęty. I już wiem. Zajmuje się m. in.:

  • obchodzeniem uroczystości 100-lecia Sądu Najwyższego
  • organizowaniem spotkania regionalnego w Żyrardowie
  • organizowaniem Kongresu Praw Obywatelskich
  • oraz przymuszaniem aptekarzy niesprzedających środków antykoncepcyjnych do ich sprzedawania

Panie Adamie Bodnar! Prezerwatywy można sprzedawać w automatach na każdym rogu ulic. Ale Pan woli gwałcić ludzkie sumienia i narzucać ludziom swoją jedynie słuszną ideologię! Jak mniemam zależy Panu na podkręceniu swojego SV pod kątem przyszłej pracy, gdy kadencja Rzecznika wygaśnie. Nie się Pan nie wysila. Gerarda Schrödera Pan nie przebije…

Zaszufladkowano do kategorii Dane osobowe, GIODO, ISKIP (Inteligentny System Kompleksowej Identyfikacji Pojazdów, Rzecznik Praw Obywatelskich, viaTOLL | 11 komentarzy

Policjant – egzaminator. Uwaga na patrole mieszane!

Artur Mezglewski

Według W.I. Lenina państwo policyjne to takie, w którym policjant zarabia więcej od nauczyciela. Lenin się jednak mylił. Państwo policyjne to takie, w którym policjant zastępuje sędziego, prokuratora, starostę, a nawet egzaminatora na prawo jazdy. Natomiast sędziowie, starości, wydziały ruchu drogowego – pełnią jedynie funkcje instytucji fasadowych, zatwierdzających decyzje pierwszego lepszego policjanta. My w takim państwie żyjemy.

W dniu 26 lipca 2015 r. funkcjonariusz Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku przeprowadzał kontrolę ruchu drogowego. Uczestniczką patrolu  była policjantka, do której ów policjant smalił cholewy (aktualnie są małżeństwem). A kierowca nie był zbyt miły… Spotkała go za to cała seria represji: szczegółowa kontrola techniczna, przeszukanie bagażnika, proces o wykroczenie drogowe, wyrok za przestępstwo obrazy funkcjonariusza, użycie środków przymusu w postaci powalenia na drogę, skajdankowania oraz zatrzymania na komisariacie. Ale zanim to wszystko nastąpiło, policjant zabawił się w egzaminatora na prawo jazdy. Egzamin uznał za nieudany i złożył wniosek do prezydenta o skierowanie na egzamin kontrolny. Białostocka urzędniczka wydała decyzję o skierowaniu na egzamin kontrolny.

  1. Kontrolne sprawdzenie kwalifikacji  – podstawy prawne

Sprawdzeniu kwalifikacji w formie egzaminu państwowego podlega osoba posiadająca prawo jazdy, wobec której istnieją uzasadnione zastrzeżenia, co do jej kwalifikacji (art. 49 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami). Natomiast na podstawie art 99 ust. 1 pkt 1 tejże ustawy – gdy istnieją owe zastrzeżenia – starosta wydaje decyzję administracyjną o skierowaniu kierowcy na kontrolny egzamin. Ustawodawca nie doprecyzował jaki winien być charakter tych zastrzeżeń. Nie określił też katalogu podmiotów uprawnionych do składania wniosków o skierowanie na kontrolny egzamin. Uprawnienie policji do kierowania takich wniosków wynika z art. 129 ust. 2 Prawa o ruchu drogowym.

Główny problem ze stosowaniem powyższych przepisów bierze się stad, że panie zatrudnione w referatach prawa jazdy „czują się zobowiązane” wydać decyzję o kontrolnym egzaminie w każdym przypadku, gdy policja o to wnosi. A policja wnosi wtedy, kiedy chce…

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku (sygn. II SA/Bk 292, sędzia sprawozdawca Elżbieta Trykoszenko) stanął na stanowisku, że podstawą wydania decyzji o skierowaniu na egzamin kontrolny może stanowić zarówno wielokrotne, jak i jednokrotne naruszenie przepisów ruchu drogowego, a w „sferze dokonywania ocen kwalifikacji kierującego nie jest obojętny nawet fakt zatarcia wykroczenia…”

2. Czy policjant może egzaminować kierowcę w ramach kontroli ruchu drogowego?

Na tak oczywiste pytanie – w sposób nie mniej oczywisty – odpowiedział Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w uzasadnieniu wyroku z dnia 29 grudnia 2016 r. (sygn. akt II SA/Gl 651/16):

„Skład orzekający zwraca organom administracji uwagę, iż żaden przepis prawa powszechnie obowiązującego nie przyznaje organom policji uprawnienia do „rozpytywania” kierujących pojazdami w przedmiocie znajomości przepisów dotyczących ruchu drogowego”.

Jak to dobrze, że w składzie orzekającym w powyższej sprawie uczestniczyli Sędziowie Grzegorz Dobrowolski oraz Piotr Broda. Bo jakby tak trafiło na innych skład, to mogło być mniej sensownie, ale oczywiście nie mniej niezawiśle…

3. Egzamin na drodze krajowej w Mężeninie. Egzaminator: sierżant Adam Kitlas

W dniu 26 lipca 2015 r. kontrolę prędkości na krajowej ósemce przeprowadzali funkcjonariusze białostockiej drogówki: Adam Kitlas oraz Joanna Wasilewska (prywatnie mający się ku sobie – co nie jest bez znaczenia). Do kontroli został zatrzymany pan Adam. Pan Adam jechał bezpośrednio za innym samochodem – nie rozumie zatem dlaczego jakiś pomiar prędkości został przypisany jemu, a w ogóle to w jaki sposób wykonano pomiar prędkości pojazdu jadącego bezpośrednio za innym pojazdem…

Mężenin – czyli miejsce, gdzie odbywają się egzaminy na prawo jazdy

Pan Adam jest tym wszystkim  zdenerwowany i nie jest zbyt grzeczny. Nie zgadza się na przyjęcie mandatu karnego. Spotkanie z policjantami jednak szybko się nie kończy. Kontrola bagażnika, kontrola techniczna, kolejny mandat za brak podstawowego wyposażenia. Najzwyczajniej ktoś tu lubi kontrolować…. Ku zdumieniu pana Adama policjant zaczął go egzaminować z przepisów ruchu drogowego, strasząc, że zatrzyma mu prawo jazdy.

Oto przebieg tego egzaminu – wraz z linkiem do nagrania. Nagranie pochodzi z prywatnego telefonu sierżanta Kitlasa…

„Teraz tak. Zadaje panu trzy pytania, na które mi pan nie odpowiada – kieruję wniosek do starosty o zatrzymanie prawa jazdy, ponowny egzamin.

Pierwsze pytanie. Linia kierunkowa P-8b na skrajnym lewym pasie. Czy można tam zawrócić?

Czym się różni linia przerywana od linii ostrzegawczej?

Sygnalizator kierunkowy S-3 na skrajnym lewym pasie nadaje sygnał zielony – strzałka w lewo…

 

Sierżant Kitlas nie zakończył zadawania trzeciego pytania. W tym bowiem momencie pan Adam wyciągnął swój telefon, aby również nagrywać. Widząc to sierżant Kitlas wyrwał mu telefon, powalił pana Adama na ziemię i nałożył mu kajdanki. Następnie wezwał pomoc z Zambrowa. Zambrowscy policjanci przewieźli pana Adama do aresztu i egzamin nie został zakończony….

4. Decyzja o skierowaniu na kontrolny egzamin

Groźby sierżanta Kitlasa nie były bezpłonne. Zastępca Komendanta Miejskiego Policji w Białymstoku wystąpił do Prezydenta Miasta w wnioskiem o kontrolne sprawdzenie kwalifikacji pana Adama. W imieniu Prezydenta Białegostoku sprawę rozpatrywała pani inspektor Anna Fabiszewska z Referatu Praw Jazdy Białostockiego Ratusza. W dniu 11 września 2015 r. pani inspektor wydała decyzję o skierowaniu  pana Adama na kontrolne sprawdzenie kwalifikacji. W uzasadnieniu decyzji wskazała, że pan Adam:

I. W okresie 8 stycznia 2013 r. do 30 kwietnia 2015 r.  rażąco naruszył przepisy i zasady ruchu drogowego:

  1. w dniu 8 stycznia 2013 r. nie zastosował się do znaku B-21 zakaz skręcania w lewo lub B-22 zakaz skręcania w prawo,
  2. w dniu 15 lutego 2014 r. nie zastosował się do znaku P-2 „linia ciągła”,
  3. w dniu 14 kwietnia 2015 r. przekroczył prędkość od 11 do 20 km/h,
  4. w dniu 30 kwietnia 2015 r. przekroczył prędkość od 11 do 20 km/h.

II. W trakcie kontroli miał lekceważący stosunek do zaistniałej sytuacji oraz nie potrafił odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące przepisów ruchu drogowego:

  1. „Jaka jest dopuszczalna prędkość w terenie zabudowanym w godz. 5.00 – 23.00?”
  2. „Jak wygląda i o czym mówi linia przerywana?”
  3. „Jak wygląda i o czym mówi linia ostrzegawcza”?
  4. „Jak oznaczony jest teren zabudowany”?

Nadmienić należy, że w momencie kontroli drogowej pan Adam miał aktywne tylko cztery punkty karne…

No i zauważyć warto, że „protokół egzaminu” znacznie odbiegał od rzeczywistości…

Decyzja Pani Inspektor Anny Fabiszewskiej nie uprawomocniła się. Białostocki Ratusz w urzędniczym zapędzie jednak nie odpuści. To jest Podlasie. Tu jest jak u Pana Boga w ogródku…

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Kontrolne sprawdzenie kwalifikacji do kierowania pojazdami, Laserowe mierniki prędkości, Policja, Postępowanie dowodowe, Prawo jazdy | 10 komentarzy

Dlaczego Papież odwrócił się plecami do Sądu Rejonowego w Kościanie?

Zły zadomowił się w tym sądzie ?

Z wielką ciekawością, ale i z wielkim zażenowaniem, przyglądamy się działalności Sądu Rejonowego w Kościanie – a w szczególnie jego Wydziałowi Karnemu.

Ku pamięci potomnym, oto skład osobowy tegoż wydziału : SSR Joanna Matuszewska-Potocka, SSR Agnieszka Olszewska, SSR Joanna Nyczka. Dla skrócenia naszej narracji, od początkowych liter imion tychże osób, przy określeniu tejże trójcy, będziemy się posługiwać skrótem JAJ.

Ale o co chodzi, może zapytać ewentualny czytelnik? My też zbytnio nie wiemy o co chodzi JAJ-owi…Może sam JAJ też nie wie o co mu chodzi? Kto i co siedzi w starannie uczesanych główkach JAJ-a? Spróbujemy, choć trochę, sprawę wyjaśnić.

W w/w wydziale skupiają się sprawy dotyczące wykroczeń i przestępstw mieście i powiecie. W tym także związanych z szeroko pojętym ruchem drogowym.

Jak powszechnie wiadomo, głównym dostarczycielem spraw do sądów jest policja. Dotyczy to również miasta Kościana, w którym to miejscowa policja wprost zasypuje miejscowy sąd różnymi sprawami, którymi, w naszej ocenie, w ogóle nie powinni „zawracać głowy” sądowi. A sąd te, mizernie lub wcale, udokumentowane sprawy, przyjmuje…

Tak więc niektórzy policjanci wypisują przysłowiowe duby smalone, no bo statystyka, a sąd to przyjmuje, no bo także statystyka… Stąd zapewne słynna sprawa ,skierowana oczywiście przez policję, o to że miejscowi muzycy za głośno hałasują, czy jakoś tak. Przy czym policja nie wykonała żadnych pomiarów posługując się tylko określeniem za głośno…. Sąd sprawę przyjął i …..i także nie zlecił żadnych badań …po czym udał się na miejsce zbrodni zbytniej głośności i stwierdził , „ucholeptycznie”, że hałas nie jest zbyt głośny i po kilku rozprawach złoczyńców uniewinnił… Z policji się śmieją i z sądu też… Czyli, godomy po naszymu, poruta całom sznupom. O kosztach tej sprawy nawet nie wspomnimy – tyle tylko dodając ,że zapłaciliśmy my, społeczeństwo…

Po tej rozgrzewce przyjrzyjmy się sprawom o wykroczenia w ruchu drogowym. Tu fantazja niektórych policjantów wzbija się pod niebiosa i – jak w słynnym ongiś filmie – gdyby głupota umiała fruwać, to część policjantów z kościańskiej komendy, zapewne nigdy by nie zeszła na ziemię, stale krążąc na orbicie. Może to i dobre rozwiązanie, bo i społeczeństwo i sąd odpoczęłyby od tej radosnej twórczości komedianta i jego wesołkowatej gromadki.

Tak więc mamy masowe sprawy o rzekome przekroczenia prędkości. A rzekome pomiary wykonywane nielegalnym sprzętem. Mamy sprawę o przepaloną żarówkę. Mamy sprawę o nieprawidłowe przejście przez jezdnię, w której policjant zeznaje, że wprawdzie nie miał miary, ale może koledzy zmierzyli – a on ocenił odległość na przysłowiowe „oko” co nawet zaciekawiło sąd. Mamy sprawę sierżanta Wiktora T., który próbował wcisnąć mandaty za wykroczenia, których nie było. Mamy nieuków z komendy, którzy swojej komendy nie potrafili oznakować zgodnie z przepisami. Albo sprawę dziadka z rwą kulszową, który – ponoć skutecznie – uciekał pieszo przed policyjną, zmotoryzowaną, młodzieżą (tłumaczył się przed sądem, że uciekał przed policjantami, bo się ich po prostu bał…). Albo ktoś czegoś ponoć nie przerejestrował, albo ponoć nie tak parkował, a to kolor klosza nie taki… itd. itp.

Wszystkie te sprawy cechuje wspólny mianownik czyli JAJ to przyjął do dalszego procedowania, zamiast – już na wstępnym etapie – oddalić, lub zwrócić te wnioski o ukaranie z powodu braku dowodów dostatecznie uwiarygadniających złamanie prawa.

Ostatnio JAJ zasłynął kompromitującą go na wielką skalą sprawą, w której nakazał zapłacenie kary człowiekowi nie będącemu właścicielem pojazdu  – za to, że ktoś popełniał wykroczenia drogowe w… Holandii (szczegóły na stronie Emil na tropie absurdów i Patryk Tv Kościan).

Zadziwia (a może już nie) widoczna symbioza niezawisłego (cokolwiek to znaczy) sądu i policji. Tzw. oskarżyciele publiczni (nie zgadzamy się z określeniem „publiczny” bo kojarzy się nam z domem) siedzą w swojej (oślej?) ławce i …. milczą, przysłowiowo dłubiąc w nosie. Nie biorą czynnego udziału w rozprawie zasłaniając się formułą „ pozostawiam do uznania sądu”. Wie kto o co tu chodzi? Nawet na myśl nam nie przychodzi wyjątkowo złośliwe stwierdzenie jednego z obywateli, że takie mają polecenie od przełożonego. No bo gdyby to była prawda, to niby dlaczego? Przecież to elita elit! Sól komendy! Szczególnie ten o wdzięcznym nicku Playboy. Taki podział ról. I ta słodka uprzejmość JAJ-a do policji…

Symbioza ta ma jednak swój ponury wymiar i skutkuje przewagą wyroków skazujących  -zgodnie z wnioskami policji. Szary obywatel jest bez szans z tą piekielną machiną prawa ( g innych bezprawia). Nawet obecność adwokata na sali sądowej w Kościanie tylko w ograniczonym stopniu – i nie zawsze – wpływa pozytywnie na sąd. Częściej ta obecność wywołuje widoczną irytację u niektórych z JAJ-a. Każda z tej trójcy ma trochę inny sposób prowadzenia rozpraw, inne , zewnętrzne, oblicze ale skutek prawie zawsze ten sam czyli wyrok skazujący…

Pozbądźcie się nadziei, którzy przekroczyliście progi kościańskiego sądu? I tak i nie. Nie bo apelacje od wyroków skazujących JAJ-a z kościańskiego sądu prawie w 100 % skutkują zmianą tychże na korzyść obwinionych! Uzasadnienia zmian wyroku nie pozostawiają przysłowiowej suchej nitki na JAJ-u. Czyżby sądy w Poznaniu, przyglądające się ,najczęściej kuriozalnym, wyrokom JAJ-a z Kościana, już wiedzą co zacz ten JAJ ? I że tzw. jaja sobie robi z prawa i ludzi ? Bezkarnie, jak na razie …

Ale i tak. Obwiniony, który jest sam na sali sądowej jest z góry przegrany. Agregat: sąd + policja (+ ew. prokurator) rozjadą go niczym walec ślimaka- winniczka (bo winny z samej nazwy) albo głuchoniemą wiewiórkę z zaćmą. I to bezlitośnie rozjadą. Dlatego na sali MUSI być społeczeństwo. A to sąsiedzi, a to rodzina, a to znajomi. Również prasa. Z kamerami. Albo tv. Bo tego najbardziej się boi JAJ i jemu podobni. Nie chcą, aby coś wyciekło na zewnątrz.

Może dlatego, wobec tych niegodziwości, Papież stoi obrócony plecami do gmaszyska sądu w Kościanie? Może nie chce patrzeć na porażającą skalę tychże niegodziwości? Może rzeczywiście Zły osiadł w gmachu sądu ? A w komendzie cała rodzina Złych? ? Może trzeba prosić proboszcza z pobliskiego kościoła, aby wezwał na pomoc egzorcystę? A może wystarczy wezwać na pomoc ministra sprawiedliwości i ministra spraw wewnętrznych? Może pozbędą się Złych w sądzie i w komendzie. Bo kąpiel w tzw. czarcim żebrze już nie pomoże.

Ktoś stajnię musi wyczyścić. Czego i sobie i społeczeństwu serdecznie życzymy.

Ps.

A żeby nie było skrajnie ponuro. Jedna z pań z JAJ-a jakby odbiega od schematu i stara się nieraz prowadzić sprawy obiektywnie. I kulturalnie. Może jest jednak nadzieja, że Papież choć trochę, zmieni kąt ustawienia pleców do gmaszyska sądu? Może zstąpi duch i odnowi oblicze sądu i policji w Kościanie? Może stanie się cud przemiany Magdaleny w tę prawdziwą? Może wkrótce pożegnamy 2/3 JAJ-a z sentencją na drogę – a wy idźcie i więcej nie grzeszcie ?

Kto wie…..

Tenże, pisany raczej skromnym naszym piórem artykulik jest wstępem do szerszej całości.

Będziemy omawiali konkretne sprawy. Podamy sygnatury spraw, nazwiska sędziów, pokażemy konkretne dokumenty, z nazwiskami policjantów również oraz ich zeznania. Pokażemy oryginały wyroków i ich uzasadnień . Także apelacji i wyroków zmieniających te z SR w Kościanie. Będzie mniej naszych opinii, a więcej dokumentów.

                                                                                                                              B-25 Liberator

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Monitoring sądów powszechnych, Sąd, Sądownictwo | 6 komentarzy