Warunkiem odpowiedzialności za wykroczenie z art. 92 § 1 k.w. jest legalny charakter znaku drogowego

Artur Mezglewski

Zgodnie z ugruntowaną linią orzeczniczą Sądu Najwyższego warunkiem odpowiedzialności za wykroczenie z art. 92 § 1 k.w. jest legalny charakter znaku drogowego, który musi zostać ustawiony przez uprawniony podmiot, z zachowaniem obowiązującej procedury, określonej w Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 23 września 2003 r.

Ta prosta i logiczna wykładnia obowiązujących przepisów jest jednak za trudna do pojęcia dla sporej liczby inkwizytorów orzekających w sądach rejonowych. Wyroki skazujące za niezastosowanie się do nielegalnego znaku drogowego to w „rejonówkach” niemal norma. Prawdziwy dramat jest jednak wówczas, gdy taki błędny wyrok zapadnie w okręgu, w którym sędziowie wydziału odwoławczego nie przewyższają inteligencją swoich kolegów z rejonów – jak np. w okręgu tarnobrzeskim…

  1. Kiedy znak drogowy jest legalny?

Oznakowanie dróg publicznych wykonywane jest na podstawie zatwierdzonego planu organizacji ruchu. Znaki drogowe, które nie są ustawione zgodnie z organizacją ruchu – są nielegalne. Natomiast dyrektywy wypływające ze znaków drogowych posadowionych zgodnie z obowiązującą organizacją, obligują uczestników ruchu do określonego zachowania na drodze – i to pod rygorem sankcji karnej.

Organizacja ruchu na poszczególnych drogach ustalana jest w trybie zatwierdzania projektów organizacji ruchu. Aktu zatwierdzenia (zmiany) organizacji ruchu dokonuje zarządca drogi.

Zatwierdzenie organizacji ruchu jest aktem  o charakterze ogólnym. W akcie tym określa się m. in. lokalizację znaków drogowych, urządzeń sygnalizacyjnych i urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego. Używając pewnego skrótu myślowego, można rzec, iż organizacja ruchu to akt kształtujący prawo na drodze, bowiem z określonych znaków ustawionych na podstawie obowiązującej organizacji ruchu, wynikają dla uczestników ruchu drogowego określone dyrektywy postępowania. Dyrektywy te nie wypływają z samego tylko zatwierdzenia. Wypływają one ze znaków i sygnałów drogowych, które ukształtowane zostały na podstawie zatwierdzonej organizacji ruchu.

Należy przy tym podkreślić, że rozmieszczenie znaków drogowych przez zarządcę drogi na drodze nie będącej drogą publiczną nie ma charakteru czynności z zakresu administracji publicznej. Tym samym niezastosowanie się do takiego oznakowania nie może rodzić odpowiedzialności karnej (wykroczeniowej).

Dowód: Postanowienie WSA w Olsztynie z dnia 9 grudnia 2015 r., sygn. akt II SA/Ol 1155/15.

2. Norma karna

Stosowanie się do powyższych dyrektyw usankcjonowane jest normą karną.  Zgodnie bowiem z art. 92 § 1 Kodeksu wykroczeń:

Kto nie stosuje się do znaku lub sygnału drogowego albo sygnału lub polecenia osoby uprawnionej do kierowania ruchem lub do kontroli ruchu drogowego podlega karze grzywny albo karze nagany.

Powyższe wykroczenie popełnia jednak ten tylko, kto nie stosuje się do znaku postawionego legalnie – zgodnie z obowiązująca organizacją ruchu.

Dowód: Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 kwietnia 2013, sygn. akt IV KK 99/13; Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 17 marca 2016 r., sygn. akt V KK 34/16 .

3. Praktyka orzecznicza sądów powszechnych

Stowarzyszenie Prawo na Drodze od lat monitoruje przypadki, w których postępowania sądowe w przedmiotowym stanie faktycznym kończą się wyrokiem skazującym. W poprzednich latach uchyliliśmy sześć takich wyroków: pięć zostało uchylonych przez okręg, a jeden – po kasacji złożonej przez Prokuratora Generalnego – uchylony został przez Sąd najwyższy.

W tym roku zapadły kolejne trzy takie wyroku: dwa w Sądzie Rejonowym w Opolu, a jeden w Sądzie Rejonowym w Stalowej Woli. Oba wyroki opolskie zostały przez Sąd Okręgowy w Opolu „zmiecione z powierzchni ziemi” (oba są nagrane i zaprezentowane poniżej). natomiast wyrok Sądu Rejonowego w Stalowej Woli został utrzymany w mocy przez Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu. W dniu dzisiejszym skierowaliśmy w tej sprawie wniosek o złożenie kasacji do Sądu Najwyższego.

A. Wyroki opolskie

 

B. Wyrok ze Stalowej Woli

Pismo z Urzędu Miasta

W Sądzie Rejonowym w Stalowej Woli, pod sygnaturą II W 566/16, toczyło się postępowanie, którego przedmiotem był czyn polegający na niezastosowaniu się do znaku drogowego D-18a z tabliczką T-29 oraz znaków poziomych P-20 i P-24, który miał miejsce na drodze wewnętrznej w Stalowej Woli na Al. Jana Pawła II 4 w dniu 25 kwietnia 2016 r. W przedmiotowym przypadku oznakowanie ustawione zostało wprawdzie przez podmiot uprawniony (Prezydenta Stalowej Woli), ale bez zachowania obowiązującej procedury – co wynikało wprost z pisma nadesłanego na adres Sądu z Urzędu Miasta.

W związku z powyższym, podniesiony przez Komendę Powiatową Policji w Stalowej Woli  zarzut z art. 92 § 1 k.w. obarczony był przesłanka ujemną, o której mowa w 5 par. 1 pkt 2 k.p.w. – a zatem postępowanie to należało by umorzyć jeszcze przed wszczęciem przewodu sądowego.

Sprawa trafiła do referatu Sędziego Grzegorza Wolaka – ówczesnego Wiceprezesa Sądu i jednocześnie Przewodniczącego Wydziału Karnego. Sędzia Wolak jest cywilistą i – jak większość cywilistów – z pogardą traktuje inne dyscypliny prawa. Sędzia Wolak prawa wykroczeń nie zna, nie rozumie i nie widzi potrzeby jego zgłębiania. Uważa, że zajmowanie się takimi „drobiazgami” to strata czasu (swój cenny czas poświęcał wówczas na dokończenie przewodu habilitacyjnego z prawa cywilnego). Z tym poglądem, to nawet można by się było zgodzić, gdyby Sędzia Wolak kończył swoje sprawy wykroczeniowe uniewinnieniem. Ale on skazywał! Namiętnie i w apodyktyczny sposób! Obecnie już nie orzeka w Wydziale Karnym. Został Przewodniczącym Wydziału Ksiąg Wieczystych. I bardzo dobrze.  Księgi nie mają uczuć i trudno je skrzywdzić…

Sędzia Wolak, zamiast umorzyć sprawę, zaczął (nie wiadomo po co?) przesłuchiwać policjantów, którym następnie dał wiarę… I na tej wierze oparł swój skazujący wyrok. Jak większość sędziów Wolak jest zatem bardzo „wierzący”. Zamiast oprzeć wyrok na dokumentach i rozporządzeniu, oparł je na wierze, że jak policjant mówi, że znak jest legalny, to jest legalny…. Prawnik habilitowany od siedmiu boleści…

Sędzia dr hab. Grzegorz Wolak

Większość pisemnego uzasadnienia wyroku skazującego  Sądu Rejonowego w Stalowej Woli z dnia 17 marca 2017 r. to konglomerat pierdół wyrwanych z kontekstu, przepisanych z różnych przypadkowych komentarzy i orzeczeń, nie odnoszących się do meritum problemu. Do istoty rzeczy odnosił się jedynie poniższy fragment:

„W oparciu o pismo Prezydenta Miasta Stalowej Woli z dnia 18.04.2017 r. Sąd ustalił, że przedmiotowy odcinek przed budynkiem na Al. Jana Pawła II 4 nie jest drogą publiczną, a drogą wewnętrzną i jako taki nie wymaga posiadania od zarządcy terenu projektu stałej organizacji ruchu. Nadto, że w dniu 25.04.2016 r. teren ten był oznakowany jako strefa zamieszkania znakami D 40 i D 41 oraz jako droga jednokierunkowa znakami D 3 i D 2. Znajdowały się tam też cztery, dwa w okolicy początku bloku a dwa na końcu bloku, miejsca dla osoby niepełnosprawnej, oznakowane znakami D 18a z napisem „x2”, tabliczką T 29 oraz znakami poziomymi P 20. Miejsca te powstały jako odpowiedź na potrzeby mieszkańców i były realizowane na podstawie pisemnej zgody Prezydenta Miasta Stalowej Woli na lokalizację oznakowania.

Wyrok wydany przez sędziego Wolaka został zaskarżony apelacją do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu (sygn. akt II Ka 11/18). Kontrolę instancyjną przeprowadziła SS Lidia Ziarko – wizytator Sądu Okręgowego w sprawach karnych…

Sędzia Ziarko – wyrokiem z dnia 27 lutego 2018 r. – utrzymała w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Stalowej Woli. W uzasadnieniu tegoż wyroku odnajdujemy całe strony bezmyślnych wywodów, nie odnoszących się do głównego zarzutu apelacji (nielegalny charakter znaku). Do tegoż zarzutu odnosił się jedynie jeden obszerny akapit. A oto ów „błysk inteligencji”:

„W tym miejscu należy wskazać, że nie można zgodzić się ze skarżącym że postawione w miejscu popełnienia wykroczenia przez A.D. znaki były nielegalne. Zgodnie z treścią art. 10 ust 7 Prawa o ruchu drogowym zarządzanie ruchem na drogach wewnętrznych, w tym w strefie ruchu i strefie zamieszkania, należy do podmiotu zarządzającego tymi drogami. Taki podmiotem w niniejszej sprawie jest właśnie Prezydent Miasta Stalowa Wola. Z korespondencji nadesłanej do Sądu przez w/w wskazany podmiot płynie natomiast wniosek, że do dróg wewnętrznych nie jest konieczne posiadanie od zarządcy projektu stałej organizacji ruchu. Ponadto z ust. 10 w/wskazanego artykułu wynika, że organy sprawujące nadzór nad zarządzaniem ruchem na drogach mogą nakazać zmianę organizacji ruchu ze względu na ważny interes ogólnospołeczny lub konieczność zapewnienia ruchu tranzytowego. Skoro więc w dniu dopuszczenia przez obwinionego wykroczenia fragment drogi przed budynkiem Al. Jana Pawła II 4 oznakowany był znakami D 40 i D 41, oraz jako droga jednokierunkowa znakami D 3 i B 2 jak również znajdowały się tam cztery, dwa w okolicy początku drogi a dwa przy końcu budynku, miejsca dla osoby niepełnosprawnej oznakowane znakami D 18a z napisem „x2″, z tabliczką T 29 oraz znakami poziomymi P 20, zaś miejsca te powstały jako odpowiedź na potrzeby mieszkańców i były realizowane na podstawie pisemnej zgody Prezydenta Miasta – zarządcy to w żaden sposób nie można przyjąć, aby umiejscowienie tych znaków było nielegalne. Pozyskane dokumenty wskazują bowiem jednoznacznie, iż określenie miejsca parkingowego dla osób niepełnosprawnych i stosowne oznaczenie go (znakiem D 18a z tabliczką T-29) w ustalonym (i bezspornym co do tej kwestii) miejscu odbyło się za wiedzą, zgodą i na zlecenie podmiotu zarządzającego ruchem na owej drodze wewnętrznej”.

Sędzia Lidia Ziarko w okresie od 1 sierpnia 1975 r. do 31 maja 1976 r. pracowała w Zespole Adwokackim w Stalowej Woli jako sekretarka. W 1980 r. ukończyła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1981 r. rozpoczęła pracę w Sądzie Rejonowym w Mielcu na etacie kuratora sądowego. Aplikację sądową pozaetatową odbyła w latach 1984-1986 w Okręgu Sądu Wojewódzkiego w Rzeszowie. W dniu 17 września 1986 r. zdała egzamin sędziowski z ogólnym wynikiem dobrym. Z dniem 20 października 1986 r. mianowana została asesorem sądowym w Sądzie Rejonowym w Mielcu. Uchwałą Rady Państwa z dnia 18 lutego 1988 r. powołana została na stanowisko sędziego Sądu Rejonowego w Mielcu. W dniu 11 lutego 2016 r. Prezydent Andrzej Duda mianował ją sędzią Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

Powyższy wywód Sędzi Ziarko można zatem podsumować następująco. Otóż Sędzia Ziarko uważa, że jeśli „waadza”, coś postanowiła to musi być legalne. A analiza aktów prawnych i orzecznictwa Sądu Najwyższego jest w takiej sytuacji zbędna…

W dniu dzisiejszym skierowany został Rzecznika Praw Obywatelskich oraz do Prokuratora Generalnego wniosek o wniesienie kasacji w sprawie II Ka 11/18. W projekcie kasacji podniesione zostały następujące zarzuty rażącego naruszenie prawa przez Sad Okręgowy w Tarnobrzegu, mogące mieć istotny wpływ na jego treść:

1) art. 7 k.p.k. w zw. z art. 8 k.p.s.w., polegające na dokonaniu rażąco nieprawidłowej i sprzecznej z zasadami prawidłowego rozumowania oceny zgodności z prawem oznakowania P-20, P-24 tj. przyjęcie przez Sąd, że wymienione oznakowanie zostało ustawione w sposób prawidłowy, podczas gdy oznakowanie to nie posiadało zatwierdzonego projektu organizacji ruchu;
2) art. 433 § 1 k.p.k. w zw. z art. 109 § 2 k.p.k. polegające na nienależytym rozważeniu przez Sąd Okręgowy zarzutów apelacyjnych wskazujących, że ustawienie znaków drogowych nie miało legalnego charakteru;
3) art. 366 § 1 k.p.k. w zw. z art. 410 k.p.k. w zw. z art. 70 § 5, art. 39 § 1 i 106a k.p.w. polegające na zaniechaniu wyjaśnienia wszystkich ważnych okoliczności dotyczących znaków drogowych P-20 i P-24, do których odnosi się wniosek o ukaranie i ustalenia czy usytuowanie tych znaków drogowych dokonano zgodnie z obowiązującymi przepisami, a zwłaszcza czy znaki te zostały ustawione w strefie zamieszkania i na podstawie zatwierdzonego projektu organizacji ruchu;
4) § 4 ust. 1 Rozporządzenia z dnia 23 września 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem (Dz.U. 2003 nr 177 poz. 1729) poprzez jego niezastosowanie w sprawie, a w konsekwencji przyjęcie, że znaki P-20 i P-24 zostały ustawione legalnie, na podstawie obowiązującej procedury.
5) pkt. 5.2.9.2 załącznika do Rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz.U. 2015 poz. 1314) poprzez jego niezastosowanie w sprawie, a w konsekwencji przyjęcie, że przedmiotowy znak P-24 został ustawiony legalnie, to jest na nawierzchni o barwie niebieskiej.
6) art. 92 § 1 k.w. poprzez jego zastosowanie i skazanie obwinionego, podczas gdy przepis ten nie odnosi się do znaków drogowych, które zostały ustawione z naruszeniem obowiązującej procedury i nie znajdującymi się w pasie drogowym dróg publicznych lub dróg wewnętrznych poza strefą ruchu bądź strefą zamieszkania;
7) art. 5 § 1 k.p.k. w zw. z art. 8 k.p.w. poprzez skazanie obwinionego, podczas gdy jego wina nie zostały wykazane żadnym dowodem, a obwiniony od początku postępowania wielokrotnie i stanowczo zaprzeczał swojej rzekomej winie.
– konsekwencją wskazanych powyżej zarzutów jest dokonanie błędu w ustaleniach faktycznych polegających na przyjęciu, że oznakowanie P-20 i P-24 zostało ustawione legalnie (zgodnie z warunkami technicznymi i na podstawie zatwierdzonej organizacji ruchu), podczas gdy wskazany znak został ustawiony z rażącym naruszeniem prawa.

Projekt apelacji przygotował Tomasz Hankus – członek SPnD.

Zaszufladkowano do kategorii Kasacja, Organizacja ruchu, Organizacje społeczne, Postępowanie przed sądem, Zarząd dróg, Znaki drogowe | 3 komentarze

Jaka straż taka interwencja (Szczecin)

Zaszufladkowano do kategorii Parking, Postępowanie mandatowe, Straż gminna (miejska), Znaki drogowe | 5 komentarzy

Policja chroni pijanego traktorzystę. Cz. II

Artur Mezglewski

Policjanci celowo przyjeżdżają na miejsce kolizji bez żadnego sprzętu technicznego, który mógłby posłużyć do zabezpieczenia śladów zdarzenia. Nie mają przy sobie nawet aparatów fotograficznych. Chodzi przede wszystkim o to, aby jedynym dowodem w sądzie były ich zeznania. Sędziowie przecież nie są szkoleni w zakresie rekonstrukcji zdarzeń drogowych – przyjmą zatem za dobrą monetę każdy policyjny kit.

Sierżant Fiszczuk z Komisariatu w Annopolu, który jako członek patrolu interwencyjnego przyjechał do Wymysłowa na miejsce zdarzenia, aby ratować pijanego traktorzystę (a prywatne ojca swojego kolegi), nie tylko nie zabezpieczył żadnych śladów zdarzenia, ale wręcz zamazywał te ślady butem. Obciążył winą za zdarzenie niewinnego kierowcę i straszył go, że jeśli sprawa pójdzie do sądu, to sąd odbierze mu prawo jazdy…

  1. Opis i dokumentacja zdarzenia drogowego

Zdarzenie miało miejsce w dniu 17 stycznia 2018 r. w miejscowości Wymysłów, na drodze powiatowej łączącej miejscowość Maziarka z drogą wojewódzką nr 854 (województwo lubelskie, powiat Kraśnik, gmina Annopol). Niestety, mapy Googla tego obszaru nie są dostępne (nowa droga), możemy jedynie posiłkować się amatorskimi fotografiami, wykonanymi „telefonami komórkowymi”.

Łukasz Wędka jechał wraz ze swoim bratem samochodem osobowym marki Opel od strony Borowa. Gdy przejeżdżał obok posesji Józefa Robotnika, nagle, zza płotu, wyjechał mu na drogę ciągnik rolniczy. Ciągnik ten skręcał w lewo, skracając sobie wyjazd lewym pasem. Kierowca ciągnika zatrzymał pojazd w momencie, gdy przód ciągnika znajdował się już na osi jezdni, natomiast jego lewe tylne koło było jeszcze poza obszarem jezdni.

Ponieważ ciągnik wyjechał niemal pod nadjeżdżający samochód – nie było możliwości wyhamowania pojazdu. Jedynym możliwym manewrem obronnym był gwałtowny skręt w lewo. I tak też uczynił Łukasz Wędka. W warunkach letnich być może udało by mu się wyjść z tej sytuacji cało, jednakże była zima, a droga była oblodzona. Samochód wpadł w poślizg i kierowca uderzył najpierw w jeden płot, a potem w drugi – zatrzymując się na kamieniu znajdującym się w ogródku jednej z posesji (na zdjęciu). Dzięki temu, że uderzenie było od tyłu (samochód obrócił się i jechał tyłem), podróżujący Oplem nie doznali żadnych obrażeń. Natomiast samochód osobowy uległ poważnym uszkodzeniom. Całe zdarzenie rozegrało się zatem na odcinku kilkudziesięciu metrów, pomiędzy posesjami Józefa Robotnika i Agaty Maciejewskiej. Miejsce zdarzenia ilustrują poniższe fotografie:

2. Próba ucieczki z miejsca zdarzenia

Kierowca ciągnika rolniczego stał na środku drogi do momentu, gdy pasażerowie rozbitego Opla wyszli z pojazdu. Następnie zaczął się oddalać w przeciwnym kierunku. Ujechał drogą powiatową jakieś 150 m i skręcił w prawo, w drogę gruntową prowadzącą do drogi wojewódzkiej 854. Jeden z braci Wędków puścił się w pogoń za uciekinierami i dogonił ich, kiedy ci już byli na wspomnianej drodze gruntowej. „Jak się na szosę wyjeżdża?” – krzyknął Wędka do traktorzysty. „A jak się jedzie przez wieś” – odkrzyknął traktorzysta”. Takie słowa usłyszał Józef Robotnik, gdy wyszedł przed dom zobaczyć, co się dzieje.

3. Interwencja policji

Najpierw na miejsce zdarzenia przyjechał patrol z Komisariatu w Annopolu. Sierżant sztabowy Sylwester Fiszczuk – dowódca tego patrolu-  przebieg zdarzenia drogowego ustalał jedynie z traktorzystami. Do Łukasza Wędki podszedł, ale już z gotową propozycją mandatu karnego za spowodowanie kolizji.

Potem odbyło się słynne badanie trzeźwości, którego przebieg opisany został w odrębnym materiale.

Policja chroni pijanego traktorzystę. Cz. I

Bracia Wędkowie zaprowadzili sierżanta Fiszczuka do miejsca, z którego wyjechał im na drogę traktor i pokazali mu ślady kół traktora na śniegu. Wówczas sierżant Fiszczuk, zamazując nogą owe ślady powiedział, że żadnych śladów nie widzi. A oto ślady, których Fiszczuk nie widział:

 

 

 

 

 

 

 

Na skutek telefonicznej interwencji na miejsce zdarzenia przyjechali policjanci z kraśnickiej „drogówki” w składzie: sierż. Sylwia Goleń oraz sierż. Łukasz Rosa. Policjanci ci sporządzili protokół oględzin uszkodzonego samochodu, jednakże śladów na drodze nie zabezpieczyli, gdyż „całe zdarzenie obsługiwał patrol [z Annopola]”. A oto ich zeznania:

Łukasz Rosa zeznał:

„Na miejscu obaj kierujący wskazywali nam miejsce, z którego wyjechał ciągnik rolniczy. Była to droga gruntowa. Taki wyjazd z pola na drogę publiczną. Dokonywaliśmy sprawdzenia tego miejsca. Były tam ślady kół ciągnika, z którego, z którego miejsca ciągnik ruszał. Te ślady według mnie nie wskazywały na to, aby ten ciągnik wyjechał na drogę publiczną i uczestniczył w kolizji, nie doszło do kontaktu pomiędzy pojazdami. Tego dnia jezdnia w tym miejscu była oblodzona. Była tzw. szklanka. My tego dnia robiliśmy oględziny pojazdu Opel Astra. Według mnie wina była po stronie kierującego pojazdem Opel Astra. On nie dostosował prędkości do panujących na drodze warunków atmosferycznych. Miejsce zdarzenia był to prosty odcinek drogi”.

Sylwia Goleń zeznała:

„Kierujący tym Oplem powiedział nam, że z prawej strony wyjechał mu ciągnik i żeby nie doszło do zderzenia on odbił w lewo i zarzuciło go i poleciał na ogrodzenie dwóch posesji. Ciągnika nie było na miejscu, ale był jego kierujący. Kierujący ten mówił, że próbował wyjechać z drogi gruntowej na drogę publiczną, ale nie zdążył wyjechać, kiedy zobaczył nadjeżdżający pojazd marki Opel. Mężczyzna z Opla nie przyznawał się do winy kolizji i twierdził, że kierujący ciągnikiem zmusił go do manewru i mówił, że poruszał się z prędkością 50 km/h. Na miejscu obaj kierujący wskazali nam miejsce, z którego wyjechał ciągnik rolniczy. Była to droga gruntowa, taki wyjazd z posesji, nawierzchnia była z ziemi. Dokonywaliśmy sprawdzenia tego miejsca. Były tam ślady ciągnika, z którego miejsca ciągnik ruszał. Te ślady nie wskazywały na to, aby ten ciągnik wyjechał na drogę publiczną i uczestniczył w kolizji, nie doszło do kontaktu między dwoma pojazdami. Tego dnia jezdnia w tym miejscu była oblodzona, była tak zwana lodówka. My robiliśmy oględziny tylko Opla Astry. Miejsce zdarzenia był to prosty odcinek drogi.  My robiliśmy oględziny, cale zdarzenie obsługiwał patrol”.

4. Interwencja Stowarzyszenia Prawo na Drodze u Komendanta Powiatowego Policji w Kraśniku

W dniu 26 marca 2018 r. Prezes Stowarzyszenia Prawo na Drodze pojechał do Komendy Powiatowej w Kraśniku w celu złożenia zawiadomienia o nieprawidłowościach w wyjaśnianiu przyczyn kolizji, jaka miała miejsce w dniu 17 stycznia 2018 r. Został on przyjęty przez Komendanta Powiatowego Policji w Kraśniku – podinsp. Marka Tchórza. Komendant obiecał, że zainteresuje się sprawą.

W trakcie rozmowy Prezes zapytał Komendanta, jakie procedury stosowane są na terenie KPP w Kraśniku w przypadku badań na zawartość alkoholu w organizmie uczestników zdarzeń drogowych. Komendant wyjaśnił, iż w każdym przypadku osoby te badane są analizatorami wydechu – czyli urządzeniami dowodowymi.

Wobec powyższego Prezes SPnD złożył na biurze podawczym komendy wniosek o udostępnienie wydruków badań na zawartość alkoholu uczestników przedmiotowej kolizji: kierowcy ciągnika T-25 oraz samochodu Opel Astra. Na ów wniosek Komendant przysłał pismo z dnia 6 kwietnia 2018 r. (N-952/18), w którym poinformował, że żadnych wydruków nie ma, a w/w kierowcy byli badani urządzeniem przesiewowym typu AlcoBlow…

Komendant Marek Tchórz nie wywiązał się także z obietnicy, że wyjaśni sprawę sprawstwa kolizji w Wymysłowie. Otóż czynności wyjaśniające w związku z zawiadomieniem złożonym w dniu 26 marca 2018 r. dostał do prowadzenia asp. sztabowy Jerzy Kot – ten sam Jerzy Kot, który już raz prowadził tę sprawę i pozamiatał pod dywan dowody świadczące o winie traktorzysty, kierując do sądu wniosek o ukaranie kierowcy Opla. Mało tego, aspirant Kot otrzymał od komendanta dyspozycję, aby sprawę prowadzić tak długo, aby wykroczenie traktorzysty uległo przedawnieniu. Świadczy o tym następująca sytuacja. Dwa tygodnie temu ociec Łukasza Wędki, który ma status pokrzywdzonego, udał się do komisariatu w Annopolu aby zapoznać się z aktami sprawy. Kot nie chciał mu ich udostępnić, ale Pan Wędka – senior był bardzo stanowczy i w końcu akta dostał. Z akt wynikało, że w sprawie zrobiono niewiele, i – pomimo upływu 1,5 miesiąca od dnia zgłoszenia – żadnej decyzji nie podjęto. Wówczas aspirant Kot powiedział, że nie ma jeszcze przesłuchanych wszystkich świadków i że w ogóle ma jeszcze rok na dokończenie tej sprawy, a w najbliższym czasie wybiera się na urlop…

Policja jest instytucją zhierarchizowaną i aspirant Kot nie ma nic do gadania. Skoro powiedział, że będzie prowadzić sprawę jeszcze przez rok, to oznacza, że takie polecenie ma od komendanta. Nasuwa się tylko pytanie, skąd oni wzięli ten termin jednego roku? Przecież czynności wyjaśniające – zgodnie z art. 54 par. 1 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia – powinny zostać zakończone w ciągu miesiąca, zaś termin jednego roku to termin przedawnienia wykroczenia. A zatem komendant kazał mu sprawę przedawnić?!…

5. Rozprawa

W dniu 23 maja 2018 r. odbyła się w Sądzie Rejonowym w Kraśniku pierwsza rozprawa.

Obwiniony Łukasz Wędka złożył obszerne wyjaśnienia, a samo zdarzenie opisał w ten sposób:

„17.01.2018 r. wracałem z bratem ze sklepu. Był prosty odcinek drogi, nagle pojawił się traktor, żeby nie uderzyć w traktor odbiłem w lewo, potem odbiłem w prawą stronę i złapałem pobocza. Hamując próbowałem wyprowadzić samochód z poślizgu, otarłem się o plot, obróciło mnie i się zatrzymałem. Po zatrzymaniu wyleciała pani i zapytała, czy bratu nic się nie stało. Obejrzałem się w lewo i zobaczyłem jak traktor się rusza i ucieka z miejsca zdarzenia. Wtedy brat pobiegł za traktorem, żeby go zatrzymać”.

Natomiast obaj traktorzyści  nie mieli ochoty składać zeznań. Kierujący traktorem Ryszard Misiek poprosił, aby Sąd odczytał mu treść jego zeznań, jakie wcześniej złożył na policji, zaś pasażer ciągnika Marek Galilea głównie milczał lub bełkotał coś bez sensu. Jedyne, co można było zrozumieć, to to, że jego zdaniem traktor nie wyjechał na drogę, tylko zatrzymał się przed poboczem i przepuścił nadjeżdżającego Opla, a potem zjechał na pobocze, aby nie tarasować drogi.

Marek Galilea nie potrafił jednak wyjaśnić Przewodniczącemu i obrońcy, dlaczego traktor musiał zjechać na pobocze, skoro przepuścił nadjeżdżającego Opla i w ogóle nie wyjechał na drogę?…

Ryszard Misiek w końcu jednak rozgadał się i opisał zdarzenie nieco inaczej, niż podczas zeznań na policji.

Będą przesłuchiwany na komisariacie przez aspiranta Kota zeznał:

„Po dojechaniu do drogi publicznej ja zatrzymałem kierowany pojazd w odległości ok. 80-90 cm przed krawędzią jezdni, aby ustąpić pierwszeństwa przejazdu innym drogi i aby bezpiecznie włączyć się do ruchu na drodze publicznej. Na pewno przód ciągnika nie wystawał na jezdnię. W momencie gdy zatrzymałem ciągnik od strony Borowa bardzo szybko przejechał samochód osobowy, ja nawet nie zdążyłem zauważyć jaki to był samochód i jakie posiadał numery rejestracyjne. Kierujący tym samochodem na pewno jechał ok. 80 km/h. Następnie, gdy on przejechał to ja już miałem drogę wolną i wtenczas włączyłem się do ruchu, gdy wyjechałem na jezdnię to zaraz zauważyłem jak kierujący tym pojazdem stracił panowanie nad pojazdem, tym samochodem zaczęło dookoła kręcić , a następnie uderzył w ogrodzenie jakiejś posesji. Jak ja to zauważyłem, to natychmiast zjechałem z drogi publicznej na prawą stronę na drogę gruntową i zatrzymałem ciągnik, gdyż chciałem udzielić pierwszej pomocy osobom, które poruszały się tym pojazdem. Następnie wspólnie z pasażerem Markiem Galileą wyszliśmy z ciągnika i szliśmy w kierunku tego pojazdu, jednak z tego pojazdu wyszedł do nas młody, ja ho nie znam, on od razu zaczął na nas krzyczeć, że jak ja jechałem, że jestem pijany, mówił słowami „ja was skurwysyny nauczę jeździć”. Następnie ten mężczyzna zadzwonił na Policję”.

Natomiast na rozprawie w dniu 23 maja 2018 r. Ryszard Misiek zeznał:

„Wyjeżdżaliśmy, dojechałem do głównej drogi. Przejechał samochód, droga była wolna i ruszyłem. Mi nie podobało się, bo jechał za szybko. Drogę miałem wolną i ruszyłem. Szybko jechał i powiedziałem „daleko on nie pojedzie”. Obejrzałem się, to już wpadł w poślizg. Zatrzymałem się na głównej drodze, ten samochód uderzył w plot, jeszcze raz zatańcował. Ja pomyślałem, żeby się nie wybili. Staliśmy na bocznej drodze po naszemu to ugór. (…)

Na pytanie obrońcy zeznał:

„Podczas zdarzenia zatrzymałem się raz. Dojechałem pół metra przed krawędzią jezdni. jak bym wyjechał na drogę to on by uderzył w ciągnik i zarysował sobie samochód”.

Na pytanie Przewodniczącego zeznał:

„Jak stałem przed krawędzią jezdni, to nie wiedziałem jeszcze co się stało. Jak wpadł w poślizg to ja już stałem, wyjechałem na drogę to on wpadł w poślizg i ja się zatrzymałem. Ujechaliśmy 15 m zanim zobaczyłem co się stało”.

Na pytanie obrońcy zeznał:

„Do momentu zanim przyjechała policja raz stanąłem na szosie i drugi raz zjechałem z szosy. Ja na szosie nie stawałem żadnymi kołami bo gdybym stanął na szosie to byłaby katastrofa. Na szosę wyjechałem jak była wolna droga. Zobaczyłem, że samochód wpadł w poślizg, stanąłem i patrzyłem co będzie dalej. Stanąłem raz przy krawędzi szosy, potem na szosie i raz na poboczu”.

Na pytanie Przewodniczącego zeznał:

„Byłem badany na trzeźwość, dmuchałem raz tak jak wszyscy. Od drogi, z której wyjeżdżaliśmy zatrzymałem się ostatni raz przed przyjazdem policji. Od 30 m do 40 m od tego miejsca zatrzymałem się ciągnikiem ostatecznie, czekając na przyjazd policji”.

Pozostali świadkowie – w tym obca dla stron właścicielka posesji, na której zatrzymał się samochód – jednoznacznie stwierdzili, że ciągnik oddalał się z miejsca zdarzenia i że został zatrzymany przez Kamila Wędkę w odległości ok. 200 metrów od miejsca, w którym znajdował się rozbity pojazd.

6. Wnioski

I. Oceniając zeznania Ryszarda Miśka (kierowcy ciągnika) należy zwrócić uwagę na następujące „czasoprzestrzenne nieścisłości”:

  • kierowca ciągnika na wyjechanie na drogę i przejechanie 15 metrów – uwzględniając czas reakcji –  potrzebował ok. 12-15 sekund. W tym czasie samochód jadący z prędkością 80 km/h przejechał by odcinek drogi ok. 264 – 330 m, a faktycznie ujechał tylko 50 metrów….
  • jeśli rzeczywiście samochód jechał by z prędkością 80 km/h, to skutki kolizji były by znacznie większe, a pasażerowie Opla nie uniknęli by ciężkich obrażeń,
  • od momentu minięcia ciągnika przez samochód osobowy do momentu zatrzymania samochodu – mogło upłynąć maksymalnie 5 – 6 sekund (uwzględniając czas reakcji). Nie jest zatem możliwe, aby kierowca ciągnika wyjechał z drogi gruntowej, zanim samochód osobowy wpadł w poślizg.

II. Przyjęta przez Policję wersja zdarzenia, że jedyną, samoistną przyczyną kolizji była nadmierna prędkość, jest całkowicie bezsensowna i nietrafna. Maksymalną prędkością, z jaką mógł się poruszać samochód w tych warunkach było 60 km/h. Z powodu samej prędkości samochód nie wypadłby z drogi.

Możliwe są jedynie dwa warianty zdarzenia:

A. Ciągnik wyjechał pod nadjeżdżający samochód,

B. Ciągnik zbliżył się do skraju drogi i wystraszył kierowcę osobówki, który podjął reakcje obronne, w tym hamowanie.

Jeśli jednak przyjąć wersję, że ciągnik nie wyjechał na drogę, a jedynie gwałtownie zbliżył się do krawędzi jezdni, a następnie się zatrzymał, to dlaczego traktorzyści chcieli uciec z miejsca zdarzenia?…

III. Jeśli komukolwiek zależy na tym, aby dowiedzieć się, jak przebiegała interwencja Policji w opisanym przypadku, powinien zabezpieczyć bilingi z telefonów traktorzysty, jego syna oraz sierżanta Fiszczuka. Zresztą wszelkie interwencje Policji winny być nagrywane – o co Stowarzyszenie Prawo na Drodze walczy od lat. Tymczasem Policja zamiast monitorować interwencje swoich funkcjonariuszy zakłada podsłuchy telefoniczne tym, którzy ujawniają nadużycia policjantów. Telefony członków SPnD od lat są na podsłuchach…

IV. Obecna władza buduje nowe komisariaty i reaktywuje te, które zostały zlikwidowane, a zupełnie nie jest zainteresowana odbudową policyjnego morale. Poprzez budowanie nowych komisariatów i zatrudnianie nowych Fiszczuków nasze bezpieczeństwo nie wzrośnie. Wręcz przeciwnie, policjanci, którzy motywują się kumoterstwem, kolesiostwem i korupcyjnymi zachętami, stanowią największe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa…

 

Zaszufladkowano do kategorii Badanie trzeźwości, Kolizja drogowa, Likwidacja szkody komunikacyjnej, Organizacje społeczne, Policja, Postępowanie przed sądem, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 8 komentarzy

Policja chroni pijanego traktorzystę. Cz. I

Artur Mezglewski

W dniu 17 stycznia 2018 r. w miejscowości Wymysłów (lubelskie) pijany traktorzysta spowodował kolizję drogową wjeżdżając na drogę publiczną prosto pod koła jadącego samochodu osobowego. „Na szczęście” syn traktorzysty przyjaźni się z miejscowym policjantem, więc po jego interwencji okazało się, że traktorzysta nie jest ani winny, ani pijany…

Postępowanie sądowe toczy się zatem przeciwko kierowcy, który, aby uniknąć zderzenia z traktorem rozbił swój samochód uderzając w ogrodzenie… Ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, w jaki sposób miejscowy policjant przeprowadził badania trzeźwości. To naprawdę warto przeczytać. To jest hit! Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Badanie trzeźwości, Kolizja drogowa, Policja | 19 komentarzy

Harce Swawolnego Zyzia z Suwałk trafiły do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego

Historia ta dotyczyć będzie miasta Suwałki, położonego w północno-wschodniej Polsce, w województwie podlaskim, nad rzeką Czarną Hańczą. Goszcząca w tym pięknym, malowniczym mieście, Aleksandra Madej – Przewodnicząca Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Prawo na Drodze – zwróciła uwagę na wymogi techniczne strefy płatnego parkowania i zauważyła, że nie spełniają one rygorów prawnych. Postanowiła w tej sprawie złożyć wniosek do Prezydenta miasta Suwałki Czesława Renkiewicza – z żądaniem natychmiastowego zaprzestania pobierania opłat za parkowanie w strefie płatnego parkowania – do czasu wykonania jej prawidłowego oznakowania oraz wyznaczenia miejsc parkingowych –  zgodnie z Ustawą o drogach publicznych. Wniosła również o uznanie wszelkich reklamacji składanych przez użytkowników strefy wobec, których dotychczas pobrano nielegalnie opłaty za parkowanie.

Reakcja miasta nie była inna od spodziewanej. Dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni Tomasz Drejer – odpowiadając na pismo – stwierdził bezkrytycznie, że oznakowanie strefy jest zgodne z obowiązującymi przepisami, a tym samym opłaty pobierane są zgodnie z obowiązującym prawem. No i zaczęła się eskapada po suwalskiej strefie.

Aleksandra Madej wraz z szefem Regionu Pomorsko-Mazurskiego SPnD Piotrem Jakubiakiem przyjechali do Suwałk przyjrzeć się ponownie strefie i w trakcie tej wizyty okazało się, że nieprawidłowości jest o wiele więcej, niż zauważono wcześniej:

  • niektóre znaki znajdowały się poniżej wymaganej minimalnej wysokości posadowienia – tworząc tym samym istotną przeszkodę dla ruchu pieszych;
  • brak było odpowiedniej odległości między znakami, która na kontrolowanych drogach powinna wynosić minimum 10 m;
  • znaki umieszczone były zbyt blisko lub za daleko od krawędzi jezdni (wymagana odległość zgodnie z polskim prawem to 0,5 do 2 m);
  • w strefie znajdowały się tabliczki T-30, które wprowadzały w błąd kierujących;
  • nieprawidłowo oznakowanie zostały miejsca postojowe dla osób niepełnosprawnych ponieważ na powierzchni były naniesione jakieś białe linie, a znak D-18a wskazywał, że powinien być w „towarzystwie” znaku P-20 („koperta”), których – notabene – było brak w całej strefie, mimo, że przewidywał je suwalski projekt organizacji ruchu;
  • w znacznej części strefy zauważono „absencję” znaków poziomych P-18, P-19, P-20,
  • na ulicy Kościuszki zauważono oznakowanie, które wskazywało koniec strefy płatnego parkowania, a kilkadziesiąt metrów dalej, za znakiem D-45, można było parkować na trawniku, ale za odpłatnością, ponieważ stał tam znak D-18 z dopiskiem „Koniec”.

Po dokonaniu społecznej kontroli sporządzony został kilkustronicowy raport, który przekazano Prezydentowi Miasta. Zauważono w nim, że szereg nieprawidłowości wyczerpywało znamiona wykroczenia. Wskazano, że najczęstszym błędem zarządcy strefy było niezachowanie parametrów posadowienia znaków, o którym mówi Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r.w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (w załącznikach nr 1-4 do tego rozporządzenia ). 

Ażeby tego nie było mało, społecznicy przeanalizowali również uchwałę Rady Miasta Suwałki, ustanawiającą strefę płatnego parkowania. W tej sprawie szef Regionu Pomorsko-Mazurskiego Piotr Jakubiak złożył wniosek do prokuratury Rejonowej o zaskarżenie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego kilkunastu przepisów tej uchwały – jako niezgodnych z obowiązującym prawem.

Prokuratura uznała za zasadne argumenty przedstawiciela Stowarzyszenia i skierowała skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Zdaniem prokuratury uchwała zawiera kilkanaście istotnych naruszeń prawa polskiego – w tym Konstytucji.

Po wszczęciu postępowania sądowo-administracyjnego Stowarzyszenie Prawo na Drodze skierowało do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku wniosek o dopuszczenie organizacji do postępowania na prawach strony. Nie spodobało się to włodarzom miasta. Wynajęta przez Miasto kancelaria sporządziła pismo procesowe, w którym starała się wykazać, że sprawa strefy płatnego parkowania nie należy do zakresu działalności Stowarzyszenia Prawo na Drodze – i dlatego nie należy dopuścić SPnD do udziału w rozprawie. Natomiast prokuratura przychyliła się do wniosku Stowarzyszenia.

Możemy się tylko domyślać, jakim mocnym przeciwnikiem stało się nasze Stowarzyszenie. Ale niezrozumiały zostanie fakt, jak włodarze Miasta Suwałki mogą bronić bubla swojego prawa lokalnego, rażąco naruszającego polskie prawo, działając w ten sposób na szkodę mieszkańców miasta – i nie tylko. Dlaczego podążyli w ciemną otchłań rzeki Hańcza i popłynęli z jej rączym nurtem. Tego nikt nie wie i zapewne nigdy się tego nie dowiemy… Niemniej jednak nie udało się suwalskiemu samorządowi odsunąć działaczy od sprawy, gdyż Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku uznał wniosek Stowarzyszenia Prawo na Drodze za zasadny i dopuścił organizację do udziału w rozprawie.  Przedstawiciel SPnD (Piotr Jakubiak)  będzie mógł zatem przedstawić w Sądzie merytoryczne argumenty, których tak bardzo obawiają się włodarze Miasta Suwałki.

Panie Prezydencie! Czy w Pana olbrzymim „gmaszysku” nie ma fachowca, który by potrafił przeczytać ze zrozumieniem obowiązujące przepisy dotyczące szczegółowych warunków technicznych  dla znaków drogowych, zrobić proste szkice planu organizacji ruchu i skierować je realizacji? Do tego nie jest potrzebny intelekt Einsteina, ale jedynie długopis, ołówek, kartka papieru, linijka i gumka (gdyby się nie udało za pierwszym razem). A potem już tylko miara, pędzel, rozpuszczalnik i puszki z farbą – czy to jest zbyt trudne zadanie dla pańskich podwładnych?

                                                                                                                         Aleksandra (M) b. Ruda

Zaszufladkowano do kategorii Postępowanie przed sądem, Strefa płatnego parkowania, Zarząd dróg | 10 komentarzy

Straż miejska reaguje…

Zaszufladkowano do kategorii Straż gminna (miejska), Strefa płatnego parkowania | 9 komentarzy

Stowarzyszenie „Prawo na drodze” wskaże sędziemu błędy w suwalskiej strefie parkowania

http://www.radio.bialystok.pl/wiadomosci/suwalki/id/155410

Zaszufladkowano do kategorii Strefa płatnego parkowania | 2 komentarze

(Za)szybki pojazd suwalskiej drogówki… Kosztowne BUUM!

Jak donosi lokalna prasa, pewnego dnia dwaj miejscowi policjanci w służbowym BMW wypatrzyli swoim sokolim wzrokiem kandydata na pirata drogowego i rzucili się za nim w desperacki pościg. Wszystko już było na dobrej drodze. Jeden już nawet w locie zaczął wypisywać mandat. Ruszyli z kopyta, a tu nagle BUMMM w BUMĘ (tak miłośnicy BMW nazywają swoje pojazdy). Rozległ się metaliczny głośny dźwięk i „Buma”  już dalej nie pojechała – z czego zapewne ucieszył się domniemany pirat drogowy.

Cóż u licha się stało zastanawiali się pewnie policjanci: czy to może wiewiórka chrupała orzecha pod maską, a może kuna pożerała kable, a może najechali na niewybuch z II wojny, a może przejechali dzika, który nieroztropnie zdrzemnął się pod radiowozem.. Któż to wie… Wysiedli z samochodu i zaczęli się przyglądać swojej „Bumie”. I zauważyli, że w radiowozie uszkodzona została prawa przednia strona pojazdu: błotnik, lampa, pokrywa silnika oraz zderzak przedni.

To nie mogły być uszkodzenia wywołane przez wiewiórkę, albo nawet kunę czy dzika! Prowadzone przez nich czynności wyjaśniające naprowadziły ich na trop… niepozornego słupka, który, najprawdopodobniej działając wspólnie i w porozumieniu z kandydatem na pirata drogowego, stanął swoją cherlawą piersią na drodze piekielnej maszyny made in BRD. Oczywiście o pogoni za kandydatem na pirata drogowego już nie było mowy. „Buma” została uziemiona, plan wykonania statystyki mandatowej legł w gruzy. Pozostało jakoś wyjaśnić jak to się stało, że jazda po parkingu spowodowała aż takie zniszczenia. Jak powyżej napisaliśmy, sprawcą okazał się wyjątkowo złośliwy słupek, który nie bardzo wiadomo skąd się tam wziął. „Bumę” wciągnięto na lawetę i ze wstydem przewieziono ją główną ulicą miasta budząc żywe zainteresowanie przechodniów. Komentarzy nie będziemy tu przytaczać podpowiadając tylko tyle, że dotyczyły one głównie znanych powszechnie opinii o umiejętnościach luda kierującego „Bumami”.

Kto na tym zdarzeniu zyskał, a kto stracił ? Ano na pewno zyskał kandydat na pirata drogowego, który nie popełniając nawet żadnego wykroczenia przy sprawnej „Bumie” był bez szans… Zyskał także właściciel lawety oraz na pewno warsztat, który nieszczęsną „Bumę” będzie leczył z ran. Ale kto stracił na niecnych działaniach słupka? Straciła Komenda Policji w Suwałkach, albowiem nie będzie wpływów z mandatów. Szacujemy, że czas naprawy „Bumy” to około dwóch miesięcy. Czyli w ciągu dwóch miesięcy ( bardzo skromnie licząc) jest to suma około 120.000 zł, które nie będzie można wyciągnąć z kieszeni kierujących. Prawdopodobne koszty naprawy określił nam człowiek, który się na tym zna i wstępnie wyliczył je na minimum około 50.000 zł – z możliwością wzrostu tej ceny ponieważ ze zdjęcia nie wynika czy np.: do wymiany nie kwalifikuje się przednie zawieszenie, a to są już potężne koszty. Czyli razem ta przygoda „Bumy” będzie kosztowała Komendę Policji w Suwałkach przynajmniej 170.000 zł czyli wartość zbliżoną do ceny zakupu nowego radiowozu BMW. W związku z powyższym, działając w interesie społecznym sugerujemy Komendzie Policji w Suwałkach ( a i innym komendom także) zakup pojazdów mniej podatnych na uszkodzenia. I tak na przykład za nieduże pieniądze można znaleść w internecie bogato udokumentowane, także w formie fotograficznej, oferty sprzedaży czołgu ciężkiego M26 General Pershing, który byłby równorzędnym przeciwnikiem dla ciężkich pojazdów poruszających się po polskich drogach.

 

 

 

 

 

A do pogoni za szybkimi samochodami sugerujemy zakup również szybkiego czołgu Comet.

 

Jesteśmy przekonani, że policyjni technicy bez większych problemów zamontują na lufach lub w lufach tych czołgów urządzenie typu PolCam. Przy takim sprzęcie nie straszne już będą potyczki radiowozów z bezczelnymi słupkami. Do osłony powietrznej tych pancernych radiowozów ( ale i do wszystkich innych także) przed piratami drogowymi sugerujemy zakup znakomitych samolotów myśliwskich Vought F2U Corsair.

Pozostaje tylko niepewność czy nawet najlepiej wyszkoleni policjanci kierujący „radiowozo-czołgami” też ich nie rozwalą, albowiem jest powszechnie znanym, że przeciętny człowiek po założeniu munduru i usadowieniu się na pozycji kierującego dostaje tzw. małpiego rozumu. Ale to już nie nasz problem niech się tym martwią komendanci policji.

                                                                                  Aleksandra Madej & 31 węzłowy Burke

Zaszufladkowano do kategorii Kolizja drogowa, Piraci drogowi, PolCam, Policja, Wideorejestratory | 10 komentarzy

Pirat, czy pogromca piratów?

Pirat czy pogromca piratów?

Zaszufladkowano do kategorii BRD, Kolizja drogowa, Policja, Wideorejestratory | 4 komentarze

Jedno tylko mają w głowie: mandaty

Zaszufladkowano do kategorii Laserowe mierniki prędkości, Policja, Postępownaie mandatowe | 51 komentarzy