Gdy sąd za bardzo chce skazać…

Artur Mezglewski

W II. Wydziale Karnym Sądu Rejonowego w Zambrowie pełni misję trójka sędziów: Anna Iwanowska, Marta Kołakowska oraz Anna Stetkiewicz. Wszystkie trzy Panie łączy wspólna cecha atawistyczna: bardzo im zależy, aby człowieka skazać. Tak bardzo im zależy, że aż im to nie wychodzi. A dlaczego nie wychodzi? Bo za bardzo im zależy…

Sprawę Pana Krzysztofa Zambrowski Sąd rozpatruje już po raz trzeci. Najpierw sprawę prowadziła sędzia Marta Kołakowska. Jej wyrok skazujący Sąd Okręgowy uchylił. Druga w kolejce była sędzia Anna Stetkiewicz. Jej wyrok skazujący również się nie ostał. Jutro, tj. 14 grudnia 2017 r., podejście trzecie. Sędzia Anna Iwanowska wyznaczyła termin rozprawy w dniu porodu żony adwokata. Żeby było łatwiej…

 

  1. Przedmiot postępowania

Przedmiotem postępowania sądowego jest zakwestionowany przez kierowcę pomiar prędkości, dokonany urządzeniem Ultralyte LTI 20-20 – czyli zarzut z art. 92a k.w.

W dniu 26 lipca 2015 r., w miejscowości Mężenin, w kierunku Zambrowa (DK 8) jechało  osiem samochodów – jeden za drugim. Jako ósmy w szeregu jechał VW Passat, kierowany przez Pana Krzysztofa. Patrol Policji z Białegostoku stał po tej samej stronie jezdni. Obsługujący urządzenie pomiarowe (Ultralyte 20-20) Adam Kitlas zatrzymał Pana Krzysztofa i zarzucił przekroczenie prędkości o 29 km/h na obszarze zabudowanym. Pan Krzysztof mandatu nie przyjął. Był przekonany, że nikt nie mierzył prędkości jego samochodu, bo fizycznie było to niemożliwe.

Miejsce zdarzenia.

No bo rzeczywiście, w jaki sposób można zmierzyć prędkość samochodu jadącego w szeregu?

Otóż sierżant Adam Kitlas uważa, że można, „gdyż  jest to pomiar laserowy”. W protokole rozprawy odnotowano taką oto jego wypowiedź: „Może jechać i pięć pojazdów w rzędzie i dla każdego można dokonać pomiaru prędkości?”

Kitlasowi pozostaje tylko pogratulować talentu krasomówczego…

2. Sędzia Marta Kołakowskie orzeka (II W 45/16)

Sprawa pana Krzysztofa najpierw trafiła do referatu sędzi Marty Kołakowskiej. Przewodnicząca Kołakowska rozpoznawała sprawę na siedmiu terminach rozpraw: w dniu 11 marca 2016 r., w dniu 13 kwietnia 2016 r., w dniu 11 maja 2016 r., w dniu 11 czerwca 2016 r., w dniu 13 lipca 2016 r., w dniu 9 września 2016 r. oraz w dniu 21 października 2016 r.

Na żaden z tych terminów nie stawił się świadek – Adam Kitlas, policjant, który dokonał pomiaru prędkości. A obwiniony jeździł z Białegostoku do Zambrowa (na własny koszt) na wszystkie te terminy…

W Sądzie Rejonowym w Zambrowie jest – niestety –  taki obyczaj, że świadkowie, którzy są policjantami mogą bez usprawiedliwienia nie stawiać się na wezwania. Nikt ich nie upomni, nie ponagli, nie nałoży kary porządkowej. Ale niechby tak nie stawił się obwiniony, albo jego adwokat…

Sąd Rejonowy w Zambrowie

Obyczaj obyczajem, ale jest zagadka:  co zrobiła sędzia Kołakowska nie dysponując żadnymi zeznaniami, jak też żadnymi innymi dowodami na okoliczność, że jakikolwiek pomiar prędkości został wykonany?

Tak zgadliście. Sędzia Marta Kołakowska wydała wyrok skazujący! Bo przecież po co jej jakieś dowody, skoro policja przysłała wniosek o ukaranie?…

Sąd Okręgowy w Łomży w dnu 23 grudnia 2016 r. uchylił wyrok wydany przez sędzię Kołakowską (II Ka 286/16). Sędzia Jan Leszczewski, który orzekał w sprawie, napisał w uzasadnieniu wyroku, iż „Sąd nie przeprowadził postępowania dowodowego w ogóle”… Przekazując sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi I Instancji, nakazał ustalenie okoliczności oraz warunków użycia urządzenia pomiarowego, którym dokonano pomiaru prędkości pojazdu kierowanego przez obwinionego.

3. Sędzia Anna Stetkiewicz orzeka (II W 708/16)

Sprawa Pana Krzysztofa powróciła do Sądu Rejonowego w Zambrowie i tym razem trafiła do referatu sędzi Anny Stetkiewicz.

Na pierwszy termin rozprawy (15 lutego 2017 r.)  świadek Kiltas nie stawił się bez usprawiedliwienia. W związku z tym obrońca złożył wniosek o nałożenie na świadka kary porządkowej za nieusprawiedliwione niestawiennictwo oraz przymusowe doprowadzenie  go na kolejny termin. Przewodnicząca Stetkiewicz  wytłumaczyła adwokatowi, który przyjechał z Kielc i nie zna miejscowego obyczaju, że świadek Kitlas jest policjantem i nie można na niego nałożyć kary porządkowej. Obiecała natomiast, że „Sąd zawiadomi o niestawiennictwie komendanta”.

Na kolejny termin rozprawy (22 marca 2017 r.) stawili się wszyscy świadkowie, w tym para policjantów (państwo Adam i Joanna Kitlasowie). Stawił się też obwiniony oraz substytut obrońcy – radca prawny z Zambrowa. Radca miał przygotowane do świadków 10 precyzyjnych pytań, dotyczących  pomiaru, które wcześniej skonsultowane zostały z SPnD. Żadne z tych pytań nie zostało przez Sąd zaprotokołowane w zrozumialej formie – po prostu w protokole jest jeden wielki bełkot. Zresztą Sąd praktycznie dopuścił tylko jedno pytanie, pozostałe uznał za nieistotne lub za dokładne… M. in. za za dokładne Sąd uznał pytanie o to, czy policjanci na początku służby przeprowadzili test stałej odległości oraz test prawidłowości działania przyrządów celowniczych. Sąd nawet tego pytania nie zaprotokołował.

W końcu Przewodnicząca przerwała obrońcy zadawanie pytań krzycząc, że ten „chce zamęczyć świadka”, a następnie oddaliła jego wniosek dowodowy o powołanie biegłego, „albowiem dowodu tego nie da się przeprowadzić”…

W dniu 4 maja 2017 r. Sędzia Anna Stetkiewicz wydała wyrok skazujący, zasądzając na obwinionego grzywnę w wysokości 200 zł oraz koszty sądowe.

Powyższy wyrok – na skutek złożonej apelacji – został następnie uchylony przez Sąd Okręgowy w Łomży. Sędzia Jolanta Małachowska w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Łomży z dnia 4 października 2017 r. (II Ka 201/17), stwierdziła m. in., że:

„Analiza materiału aktowego sprawy wskazuje jednoznacznie, iż Sąd Rejonowy nie zrealizował wytycznych Sądu Okręgowego, zawartych w uzasadnieniu wyroku z dnia  23 grudnia 2016 r., uchylającego poprzednio zapadły wyrok z dnia 21 października 2016 r. i przekazujący tę sprawę do ponownego procedowania Sądowi I Instancji. Niewątpliwie Sąd Odwoławczy nakazał wówczas ustalenie okoliczności oraz warunków użycia urządzenia pomiarowego, którym dokonano pomiaru prędkości pojazdu kierowanego przez obwinionego. Tymczasem Sąd Rejonowy właściwie sam się pozbawił możliwości poczynienia stosowanych ustaleń w tym zakresie poprzez oddalenie niemal wszystkich wniosków dowodowych zgłaszanych przez obrońcę obwinionego oraz części pytań kierowanych do świadków”.

4. Sędzia Anna Iwanowska orzeka (II W 648/17)

Sprawa Pana Krzysztofa ponownie wróciła do Zambrowa i przekazana została do referatu sędzi Anny Iwanowskiej.

Termin rozprawy wyznaczonej na dzień 23 listopada 2017 r. uległ odroczeniu z powodu choroby obwinionego (zwolnienie lekarza sądowego). Obrońca przysłał do Sądu informację w jakich dniach jest przeszkodzony – prosząc aby Sąd nie wyznaczał w te dni kolejnej rozprawy. M. in. poprosił, aby nie wyznaczono rozprawy na dzień 14 grudnia 2017 r., gdyż w ten dzień wyznaczono datę porodu jego żony.

Sędzia Anna Iwanowska złośliwie wyznaczyła termin rozprawy właśnie na 14 grudnia 2017 r.

Przez kilka dni, zarówno adwokat, jak i piszący te słowa, poszukiwali substytuta. Niestety pięciu radców prawnych z Zambrowa oraz z Sokołowa Podlaskiego odmówiło przyjęcia substytucji, gdyż sędzia jest nieprzychylnie nastawiony do obrońcy…

W dniu dzisiejszym żona adwokata z Lublina wylądowała w szpitalu z powodu złego samopoczucia. Mąż-adwokat jest przy niej. Jutro na rozprawie pan Krzysztof będzie sam – bez adwokata – w szponach sędzi Anny Iwanowskiej. Rokujemy, że będzie kolejny wyrok skazujący i – prawdopodobnie – wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego przeciwko adwokatowi, który nie stawił się na termin, ani też nie wysłał substytuta.

Sędzia Anna Iwanowska już raz złożyła taki wniosek przeciwko temu samemu adwokatowi.  Za to, że ten usiłował (nieskutecznie) złożyć wniosek o wyłączenie sędziego (tzn. sędzi Anny Iwanowskiej), która ogłaszała postanowienie w sprawie, w której wcześniej już orzekała (czyli podlegała wyłączeniu z mocy prawa).

Pytanie do Ustrojodawcy

  • Co mają robić podsądni obywatele, których sprawy zawisły przez tego rodzaju, niezawisłym, do końca życia nieusuwalnym i teoretycznie bezstronnym Sądem?
  • Modlić się o rychłą śmierć sędziego?…

 

 

Niezawiśli i stronniczy

 

 

Zambrów – czyli u Pana Boga za piecem

 

Świątynia bogini zemsty

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Laserowe mierniki prędkości | 19 komentarzy

Wyłudzenie „na biegłego”

Artur Mezglewski

Musimy uważać na naciągaczy, którzy stosują coraz bardziej wyrafinowane metody wyłudzania pieniędzy. Powszechnie znane są metody „na wnuczka”, „na słupa”, „na policjanta”. Ale czy ktoś słyszał o metodzie „na biegłego”?…

Pewien „biegły” umówił się z obwinionym w przeddzień rozprawy, że napisze mu opinię, która miała kosztować 400 zł. Biegły się z obietnicy wywiązał i za osiem godzin opinia była już gotowa. Obwiniony również się wywiązał i jeszcze tego samego dnia przekazał „biegłemu” – za moim pośrednictwem  – umówione 400 zł. Ale niestety na tym bajka się nie kończy. Za jakiś czas „biegły” przesyłał do sądu rachunek za ową opinie na kwotę 1560 zł – nic nie wspominając o tym, że 400 zł już wziął. A po roku czasu oskarża mnie, że nie przekazałem mu umówionych 400 zł, domagając się kolejne 1000 zł „zadośćuczynienia”…

 

I. W dniu 27 lipca 2016 r. w Sądzie Okręgowym w Łomży miała się odbyć rozprawa, w sprawie, w której policja dostarczyła do akt zmanipulowany dowód nagrania z wideorejestratora. W przeddzień rozprawy zastanawiałem się, jak można pomóc obwinionemu kierowcy. Wpadłem na pomysł, że pomóc mogłaby opinia rzeczoznawcy.

II. Ofertę napisania opinii przyjął pan Sławomir Janczewski. Obaj panowie: biegły i obwiniony, zgodzili się na kwotę 400 zł.

III. Za kilka godzin opinia była już gotowa. W dniu 27 lipca o godzinie 2;25 nad ranem pan Janczewski przesłał mi ją na mój prywatny adres mailowy. Oto ta opinia: Opinia-Janczewski

IV. Rano pojechałem na rozprawę do Łomży i tam przekazałem opinię obwinionemu, a jego obrońca złożył ją do akt. Po rozprawie obwiniony wręczył mi 400 zł w gotówce, a ja, gdy wróciłem do Lublina, przelałem tę kwotę ze swojego prywatnego konta na konto pana Janczewskiego. Wówczas nie zwróciłem uwagi, że komputer – zapamiętując ostatnią wykonaną operację – wpisał jako tytuł operacji bankowej „zwrot kosztów podróży”. Ale cóż tam tytuł operacji. Wszyscy jesteśmy gentelmenami…  Oto skan potwierdzenia przelewu:Przelew-Janczewski

V. „Biegły” Janczewski nie przesłał mi faktury za opinię, ani potwierdzenia, że pieniądze dotarły, ale przez ponad rok nie kwestionował faktu, że 400 zł otrzymał. Ja natomiast zdążyłem zapomnieć, w jaki sposób te pieniądze zostały przekazane.

VI. Natomiast we wrześniu 2016 r. Janczewski sporządził dla Sądu rachunek na kwotę 1560,62 zł. W rachunku tym nie ma ani słowa o tym, że 400 zł już dostał. Co ciekawe, w rachunku wykazał, że spędził nad przygotowaniem opinii 46 godzin, a przecież zaczął ją przygotowywać 26 lipca 2016 r. wieczorem, a skończył 27 lipca 2016 r. po drugiej w nocy… Oto ów rachunek: Rachunek-Janczewski

VII. Sąd owych pieniędzy Janczewskiemu nie przelał, chociaż je zasądził. Gdy Janczewski o tym się dowiedział, zaczął oskarżać wszystkich o zabranie mu tych pieniędzy: mnie, adwokata, obwinionego, a nawet (nie wiadomo dlaczego) Stowarzyszenie Prawo na Drodze. Wystosował nawet zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury.

VIII. Pod koniec października 2017 r. zadzwonił do mnie policjant prowadzący czynności sprawdzające z zawiadomienia Sławomira Janczewskiego i zapytał, jak to było z tą opinią i pieniędzmi. Powiedziałem mu, że pośredniczyłem w zamawianiu opinii u Janczewskiego i że umówione pieniądze (400 zł) Janczewski otrzymał. Nie byłem jednak w stanie przypomnieć sobie kto i kiedy mu te pieniądze przekazał.

IX. Policjant sporządził notatkę z tej rozmowy, a Janczewski – jako pokrzywdzony w sprawie – otrzymał dostęp do jej treści. Gdy dowiedział się, że ja nie pamiętam, kto i w jaki sposób przekazał mu pieniądze za opinię – zaczął publicznie oskarżać mnie, że ja je przywłaszczyłem. Napisał o tym w internecie i – podobno – zawiadomił prokuraturę. Ponadto zażądał 1000 zł zadośćuczynienia…

X. W związku z powyższym postanowiłem sprawdzić swoje przelewy z poprzedniego roku i odnalazłem przelew na kwotę 400 zł, dokonany na konto Janczewskiego.

XI. Jeśli zatem jest prawdą, że Janczewski złożył na mnie zawiadomienie, że nie przekazałem mu tych pieniędzy, to  będzie musiał głębiej zastanowić się nad treścią art. 234 Kodeksu karnego…

Tymczasem przestrzegam wszystkich przed tym niezrównoważonym wyłudzaczem.

 

Zaszufladkowano do kategorii Opinie biegłych | 24 komentarze

Oświadczenie Prezesa SPnD w sprawie tzw. grupy przestępczej z Poznania

W dniu 29 listopada 2017 r. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu oraz Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu podały do publicznej wiadomości informację o rozbiciu grupy przestępczej wyłudzającej odszkodowania komunikacyjne, w składzie której byli m. in. członkowie SPnD. W związku z powyższym, Zarząd SPnD poddał analizie wypowiedzi przedstawicieli wyżej wymienionych instytucji oraz przeprowadził postępowanie wyjaśniające. Efekty tego postępowania publikujemy w formie obszernego oświadczenia. 

O Ś W I A D C Z E N I E

I. Potwierdzam, iż na liście osób zatrzymanych w dniu 29 listopada 2017 r. pod zarzutem popełnienia przestępstw z art. 298 k.k. są członkowie SPnD. Osoby te nie pełnią i nigdy nie pełniły żadnych funkcji w Stowarzyszeniu, a w ciągu ostatnich dwóch lat nie angażowały się w jakąkolwiek działalność animowaną przez Zarząd SPnD. Nie posiadały również aktualnych legitymacji Stowarzyszenia, a w trakcie „zdarzeń” nie powoływały się na Stowarzyszenie ani nie informowali wezwanych organów porządkowych, że są członkami SPnD.

II. Działania tych osób nie były podejmowane w ramach działalności statutowej, a wręcz były ukrywane nie tylko przed organami statutowymi Stowarzyszenia, ale i przed koleżankami i kolegami z regionu.  Zarząd stowarzyszenia, o specyficznej działalności tych osób oraz o ich zatrzymaniu, dowiedział się od dziennikarzy – w dniu 29 listopada 2017 r. Wcześniej Zarząd SPnD miał jedynie informację o jednej ze spraw o sygnaturze III K 800/17, która toczy się przed Sadem Rejonowym Poznań – Nowe miasto i Wilda. Zamierzaliśmy wstąpić do tego postępowania i obserwować jego przebieg, ale rozprawa wyznaczona na dzień 20 listopada 2017 r. nie odbyła się z powodu choroby sędziego.

III. Po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego, Zarząd Stowarzyszenia Prawo na Drodze podjął uchwałę o skreśleniu wyżej wymienionych osób z listy członków SPnD. Uchwała jest nieprawomocna i podlega zaskarżeniu przez zainteresowanych. W uzasadnieniu tej uchwały Zarząd zawarł następujące stwierdzenie:

 

Osoby, o których mowa w § 1, prowadziły na obszarze Poznania oraz innych miejscowości województwa wielkopolskiego swego rodzaju „akcję edukacyjną”, która polegała na prowadzeniu pojazdów zgodnie z przepisami o ruchu drogowym, ale w taki sposób, by – wykorzystując nieuwagę lub złe wyszkolenie teoretyczne lub praktyczne innych kierujących pojazdami – doprowadz do spowodowania przez nich kolizji drogowej. Takie zachowanie – nawet zgodne z prawem – jest niewątpliwie etycznie naganne. Podstawową zasadą, którą winni się kierować kierujący pojazdami jest zasada bezpieczeństwa. Wymienione osoby działały niejako na przekór tej zasadzie, czyniąc ze środka do celu cel, a z celu środek działania.

Zgodnie z § 19 pkt 2 lit. c) Statutu Stowarzyszenia Prawo na Drodze, członkostwo w Stowarzyszeniu ustaje na skutek wykluczenia przez Zarząd z powodu działania na szkodę Stowarzyszenia. Jest rzeczą niewątpliwą, iż opisana powyżej działalność osób wymienionych w § 1 była sprzeczna z celami Stowarzyszenia, a jednocześnie doprowadziła do niewymiernej szkody wizerunkowej. Zarząd nie ma innego wyjścia, jak odciąć się od tych działań, nie mających nic wspólnego ze statutową działalnością SpnD, a także od samego pomysłu na życie, który określić należało by szaleństwem.

IV. Zarząd SPnD uznał zatem działania powyższych osób jako wysoce nieetyczne, ale nie zgadza się ze stanowiskiem prokuratury, iż czyny te stanowiły przestępstwo z art. 298 k.k., ani też jakiekolwiek inne przestępstwo – o czym będzie jeszcze mowa poniżej.

V. Wypowiedź jaką udzieliła do mediów ogólnopolskich w dniu 29 listopada 2017 r. pani prokurator Magdalena Mazur-Prus należy uznać za błędną, mętną, nieprofesjonalną i nierzetelną. Otóż Pani prokurator poinformowała dziennikarzy, iż zatrzymani popełnili przestępstwo oszustwa ubezpieczeniowego – za które rzekomo kodeks przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 8, a ponadto zarzuciła zatrzymanym kwalifikowaną formę tego przestępstwa przejawiającą się w działaniu w grupie przestępczej – za co rzekomo grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności (link do wypowiedzi pani prokurator poniżej).

VI. Prostując tę nierzetelną informację wysokiego przedstawiciela organów ścigania, stwierdzić należy, iż Kodeks karny za przestępstwo oszustwa ubezpieczeniowego przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Ponadto kodeks karny nie zna żadnej kwalifikowanej formy tego przestępstwa polegającej na działaniu w ramach grupy przestępczej – z zagrożeniem 12 lat pozbawienia wolności.

VII. Nie ulega żadnej wątpliwości, że zatrzymani nie należeli do żadnej grupy przestępczej. Grupa przestępcza to grupa posiadająca swoje struktury i organizację w celu popełniania przestępstw. W przypadku zatrzymanych nie można mówić o żadnych strukturach, a jedynie o wspólnych zainteresowaniach. Nie było żadnego przywódcy grupy, ani też wspólnych działań prowadzonych pod czyimś dowództwem. Oskarżenie tych ludzi o działanie w grupie przestępczej jest poważnym nadużyciem oraz wyrazem braku odpowiedzialności za słowa.

VIII. Nie ma też wątpliwości, że zatrzymani nie popełniali przestępstw z art. 298 k.k., gdyż ich czyny nie wyczerpują kumulatywnie wszystkich znamion tego przestępstwa. Przestępstwo oszustwa ubezpieczeniowego popełnia ten, kto powoduje  zdarzenie będące podstawą do wypłaty odszkodowania z tytułu umowy ubezpieczenia. Czyny zatrzymanych nie spełniają na pewno dwóch znamion tego przestępstwa. To nie oni byli sprawcami wykroczeń (a wiec nie powodowali zdarzenia), i to nie z ich ubezpieczenia likwidowano szkodę.

IX. Nie potwierdził się też zarzut, iż jeden z zatrzymanych członków SPnD posługiwał się nielegalną bronią. Tę sprawę sprawdziliśmy dokładnie. Okazało się, że jeden z członków SPnD nabył legalnie w legalnym sklepie pistolet hukowy. Pomimo tego prokuratura postawiła mu zarzut posiadania nielegalnej broni…

X. Również między bajki należy włożyć opowieści Rzecznika Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu Andrzeja Borowiaka, jakoby zatrzymani dokonali wyłudzeń na kwotę 2 milionów złotych. Przecież Andrzej Borowiak przed kamerami TVN sam stwierdził, że zatrzymani kupowali najtańsze francuskie auta, które następnie rozbijali w stłuczkach. Ale przecież stłuczki te były rzeczywiste i szkody były rzeczywiste. A za  zakupione samochody ktoś przecież zapłacił. Załóżmy zatem, że zatrzymani zakupili i rozbili 50 francuskich gratów, z których każdy wart był 5 000 zł. Wartość tych wszystkich samochodów wynosiła by zatem ok. 250 000 zł. Jaki więc zysk można osiągnąć tłukąc te auta i kupując następne?… 2 miliony złotych?…

Reasumując.

Zatrzymane osoby (w tym członkowie SPnD) uczestniczyli w kilkudziesięciu stłuczkach, lecz w żadnej z nich nie zostali uznani za sprawców kolizji. Za każdym razem na miejsce zdarzenie przyjeżdżała Policja i uznawała członków SPnD za pokrzywdzonych, natomiast mandaty karne nakładane były na innych uczestników kolizji. Wszystkie zdarzenia zostały zarejestrowane kamerą, a policja miała do nich dostęp.

Pomimo, że zatrzymani rozbijali się po wielokroć na źle oznakowanym rondzie – nikt tego oznakowania nie zmieniał. A kiedy okazało się, że firmy ubezpieczeniowe zgłosiły określone roszczenia – Policja wraz z Prokuraturą – za publiczne pieniądze – zorganizowali widowisko – według ściśle zaprojektowanego scenariusza, chcąc zastraszyć zatrzymanych oraz  wywrzeć presję na sąd – bo przecież jeśli kogoś zatrzymują na 3 miesiące – to coś na rzeczy musi być.

A przy okazji upieczono jeszcze jedną pieczeń. Zszargano opinię Stowarzyszeniu, które od lat patrzy na ręce Policji. Akcja zatrzymania członków Stowarzyszenia miała miejsce tydzień po emisji programu Państwo w Państwie, w którym upubliczniono stan ogumienia pojazdów Poznańskiej Policji oraz wykazano oszustwa policjantów przy użyciu wideorejestratorów.

Jeśli zatem teraz okazuje się, że zatrzymani byli sprawcami, a nie poszkodowanymi – to oznacza, że w Poznaniu istnieje spora grupa policjantów zamieszanych oszustwa ubezpieczeniowe.  I należy jak najszybciej podać do publicznej wiadomości nazwiska policjantów biorących udział w tym zbiorowym oszustwie.

My wyrzuciliśmy ze swego grona nieuczciwych członków. Czekamy teraz, aż Policja Poznańska pozbędzie się ze swego grona funkcjonariuszy biorących czynny udział w procederze wyłudzania odszkodowań komunikacyjnych.

                                                                                           Artur Mezglewski

                                                                 Prezes Zarządu Stowarzyszenia Prawo na Drodze

Wypowiedzi prokurator Magdaleny Mazur-Prus oraz mł. insp. Andrzeja Borowiaka pod tym linkiem:

https://www.tvn24.pl/poznan,43/walczyli-o-prawa-na-drodze-sami-mieli-wyludzac-odszkodowania,794958.html

 

Zaszufladkowano do kategorii BRD, Policja, Prokuratura, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 20 komentarzy

Jaja, jak kabury, kominiarki i kamizelki z napisem policja x 4

Czesław Rycerz

Stało się, Stowarzyszenie Prawo na Drodze jest jednym ze znanych stowarzyszeń działających na rzecz respektowania prawa na drogach i zatrzymań jego członków. Musieliśmy zajść za skórę, aby spotkała nas taka medialna nagroda. Szczerze sobie gratulujmy to jest sukces. Miarą sukcesu organizacji pozarządowej jest wściekły atak władzy na organizację w mediach, bo nic innego nie mogą zrobić. Policja et consortes nie chce starcia merytorycznego, na sali rozpraw w debacie naukowej, debacie publicystycznej czy innej formie dyskusji. Poddają się oni na salach rozpraw licząc, że sąd za nich posprząta i opinię zleci biegłemu, najlepiej byłemu policjantowi.

Oczywiście aktywni członkowie mają świadomość, że są inwigilowani, że są podsłuchiwani. Wszyscy wiedzą, że nagrywanie komórek to żadna filozofia. Wszyscy wiedzą, że czytacie maile, podsłuchujecie, jest powszechne przekonanie, że wysyłaliście kretów, prowokatorów do Stowarzyszenia. Jest powszechne przekonanie, że tworzycie swoje ruchy obrony kierowców, którzy mają jedno zadanie walić w SPnD i jego Prezesa. I co nie udało się nic znaleźć na fisze? Tyle lat pracy, tyle lat inwigilacji i nic? No cóż, wyobraźcie sobie, że niektórzy dla idei walczą o państwo prawa… Apropo tego ostatniego podsłuchiwaliście obrońcę, są nagrania w aktach jego rozmów z tymi klientami? Spowiedzi też podsłuchujecie? Strażnicy prawa….

Autorzy tej akcji na pewno marzą o nagłówkach znany prezes jednego ze znanych stowarzyszeń działających na rzecz respektowania prawa na drogach Artur M., albo znany adwokat dr Michał S. obrońca w sprawach jednego ze znanych stowarzyszeń działających na rzecz respektowania prawa na drogach, albo Emil R. znany łowca fotoradarów, członek jednego ze znanych stowarzyszeń działających na rzecz respektowania prawa na drogach Artur M., albo Jerzy L., znany jako Lelon lub Pan Jerzy, członek jednego ze znanych stowarzyszeń działających na rzecz respektowania prawa na drogach, który aktywnie nagrywa policję w Poznaniu, albo znany działacz społeczny z Kościana, Patryk T. członek jednego ze znanych stowarzyszeń działających na rzecz respektowania prawa na drogach…

Tak… w ataku znaczenie ma słowo „znany”, inaczej media nie „łykną” tematu. Jesteśmy więc znani, jak to dobrze być znanym. …Będą klaskać panienki, Będą dawać mnie kwiaty, będę teraz bogaty…

Cóż każdy marzy w Policji też wolno. Aktywator akcji medialnej nie mógł ziścić tych marzeń. Zaatakowano zatem członków Stowarzyszenia, aby powiązać słowa klucze: grupa przestępcza, 2 miliony, wyłudzenia odszkodowań Stowarzyszenie Prawo na Drodze. Ale obraz wart więcej niż 1000 słów. Dlatego w ramach akcji medialnej, gdzie nima nic merytorycznego i dziś wróżę „nie będzie niczego” w wyroku sędziego, pokazano, jak tych „bandytów” prowadza policja. Każdy z nich – tych „bandytów” waży ok 60-70 kg mają po 170 cm wzrostu, a każdego prowadzi 4 antyterrorystów 2×2 metry po 120 kg. Prowadzi się ich zgiętych w pół, potem sadza nie w pokoju dla zatrzymanych, ale przed salą, aby media narobiły zdjęć ot. takie zbiegi okoliczności. Czy naprawdę potrzebni byli antyterroryści, przecież to kabaretowo wygląda. Jaja, jak kabury, kominiarki i kamizelki z napisem policja x 4. Otóż antyterroryści byli potrzebni, policja autentycznie się boi, dlatego na zwykłego członka SPnD, nawet nieaktywnego potrzeba aż 4 antyterrorystów. To pokazuje zakres i stopień strachu w policji. Chcę zmartwić aktywatora członków SPnD jest tylu, że w Polsce nie ma tylu antyterrorystów. Po drugie, domagam się po 8 antyterrorystów dla Członków zarządu, z tym że dla Prezesa 10 antyterrorystów, dla viceprezesów 9 antyterrorystów, z uwagi na kierowanie. Kierownicy 4 antyterrorystami mogą pokierować w złą stronę, trzeba się zabezpieczyć. Dla zwykłych ale aktywnych członków domagam się 6 antyterrorystów. Inaczej będzie to dyskryminacja!

Kończąc już nie kabaretowo, Pani Prokurator, jaka to grupa przestępcza, dała Pani twarz w mediach, dała Pani sumienie pod sąd ostateczny i Pani wie, i każdy praktyk wie, że grupy tam nie było… Będzie ją Pani musiała udowodnić przed Sądem. Szczerze Pani tego życzę. Pamięta Pani, że Sąd zna prawo i sądzę, że grupy tam nie stwierdzi.

Pani Prokurator jeśli dochodziło do generowania stłuczek, jak piszą media to proszę mi wyjaśnić, czy ci rzekomi członkowie grupy przestępczej jechali zgodnie z prd czy nie? Czy osoby, które doprowadzały do stłuczek łamały prd czy nie? Bo czy w Polsce można popełnić przestępstwo jeżdżąc z premedytacją zgodnie z przepisami ruchu drogowego? Przecież to, że jeżdżę zgodnie z prawem, bo się na nim znam, nawet wiedząc i licząc się, że inni nie jeżdżą zgodnie z prawem i we mnie wjadą, to nie jest przestępstwo. To może nie jest etyczne, ale nie można mówić o bezprawności czynów w sytuacji, gdy sposób jazdy jest zgodny z ruchem drogowym. Przecież wg Pani Prokurator i Policji zarzuty nie dotyczą ustawiania stłuczek, których nie było. Sprawa dotyczy generowania zdarzeń, gdzie ktoś inny nie stosując się do przepisów prd powodował kolizję. Czy osoby te, które spowodowały kolizję przyjęły mandaty? Hmm … czyli tego samego zdarzenia będą dwie strony pokrzywdzonymi i sprawcami… Hmm… Ciekawe to prawo karne…

Czesław Rycerz

Zaszufladkowano do kategorii Kolizja drogowa, Policja, Prokuratura, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 12 komentarzy

Nowe zarządzenie w Policji, czyli malowanie rdzy…

Artur Mezglewski

W listopadzie 2017 r. weszło w życie nowe zarządzenie Komendanta Głównego Policji w sprawie pełnienia służby na drogach przez policjantów (Dz. Urz. KGP poz. 64). Zmiana dotyczy następujących sfer:

  • dokumentowania służby drogowej,
  • używania urządzeń do pomiaru prędkości pojazdów,
  • obsługi zdarzeń drogowych,
  • badań na zwartość alkoholu w organizmie.

Pozornie nowe przepisy wydają się lepsze od poprzednich. W istocie jednak jest to tylko i wyłącznie kosmetyka. Takie malowanie rdzy…

I. Dokumentowanie służby drogowej

Policjanci zostali zobowiązani do szczegółowego odnotowywania w notatnikach służbowych następujących informacji dotyczących wykonanego pomiaru prędkości:

  • miejsca, z którego prowadzony był pomiar z użyciem ręcznego miernika prędkości,
  • odległości, z jakiej wykonano pomiar albo zastosowany poziom czułości miernika,
  • miejsca, w którym znajdował się kontrolowany w momencie pomiaru,
  • czasu, jaki upłynął od pomiaru do okazania jego wyniku kierującemu.

Konieczność prowadzenia powyższej dokumentacji zapewne nieco utrudni, choć nie uniemożliwi, nieuczciwym policjantom przypisywanie kierowcom fikcyjnych pomiarów, jak też manipulowanie wynikami pomiarów. 

Pozornie zatem sytuacja się poprawia. Ale tylko pozornie. Przede wszystkim trudno sobie wyobrazić, że policjanci, stojąc w deszczu czy spiekocie na drodze, będą w swoich notatnikach szczegółowo opisywać parametry pomiarów. I czy w ogóle to ma sens, żeby policjant znaczną część swojej służby tracił na gryzmolenie w notatniku (gryzmołów tych i tak nikt nie odczyta)? Przecież wszystkie dane można by było szybko i sprawnie zapisać na dyktafonie służbowym. No, ale na to Komendant Główny nie wpadł. Będziemy zatem teraz często spotykać policjantów gryzmolących przy drodze…

II. Używanie urządzeń do pomiaru prędkości pojazdów

Komendant Główny Policji – niestety – nie podjął długo oczekiwanej przez środowisko kierowców decyzji o wycofaniu z użytkowania przyrządów pomiarowych, które nie posiadają funkcji rejestrowania pomiarów oraz nie umożliwiają jednoznacznej identyfikacji kontrolowanego pojazdu. Wręcz przeciwnie. Zakupił kilkaset przedpotopowych mierników prędkości zaprzyjaźnionej firmy z USA, które prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości zostaną zdelegalizowane, a ponadto zakupił kilkaset nowych wideorejestratorów, które wejdą na wyposażenie nowych pojazdów marki BMW. A więc nadal policjanci będą mierzyć nadmierną prędkość radiowozu i przypisywać swoją prędkość innym kierującym… Dla Policji nadal więc liczą się wyniki, a nie rzetelność. Tysiące kierowców znowu utraci prawo jazdy „za frajer” – tylko dlatego, żeby panowie komendanci mogli sobie wypłacać sowite premie za wyniki…

Od roku szły z Komendy Głównej Policji sygnały, że wracają szkolenia policjantów w zakresie obsługi urządzeń pomiarowych. Nic takiego się jednak nie stało. Komendant Główny Policji – owszem – przyznał wreszcie łaskawie w zarządzeniu, że używanie tych urządzeń wymaga wiedzy specjalistycznej, ale tę wiedzę policjanci mają zdobywać (w bardzo ograniczonym zakresie) na dotychczasowych kursach „RD”…

A zatem Komendant Główny zakłada, że na kursie „RD”, na który policjant będzie kierowany raz w życiu, uzyska on wiedzę na temat działania przyrządów pomiarowych, które Policja będzie mieć na  swoim wyposażeniu w przyszłości…

Te szkolenia to zatem zwykłe malowanie farbą rdzy…

Komendant Główny Policji zarządził, iż dowódca patrolu drogowego „w miarę możliwości” powinien posiadać przeszkolenie z zakresu ruchu drogowego. Jest to niewątpliwie decyzja pozytywna, która przyczyni się do podniesienia profesjonalizmu służby drogowej – o ile użyte w przepisie zarządzenia wtrącenie „w miarę możliwości” nie będzie przez komendantów terenowych nadużywane. Decyzję tę Komendant Główny nie podjął po dobrej woli, ale jest to pokłosie kontroli NIK, która wykazała, że tylko 30% policjantów ruchu drogowego przeszła odpowiednie szkolenie…

Pozytywnie natomiast należy ocenić podniesienie wymogów w zakresie przygotowania do służby przez policjantów przyrządów kontrolno-pomiarowych. Funkcjonariusze zostali zobowiązani do przeprowadzenia testów zleconych w instrukcji obsługi ręcznego miernika prędkości – przed każdorazowym rozpoczęciem wykonywania pomiarów. Chodzi tutaj przede wszystkim o:

  • test stałej odległości;

  • test prawidłowości działania przyrządów celowniczych

 

Wykonanie powyższych testów będzie odnotowywane w notatniku służbowym. 

 

Ponadto policjanci zostali zobowiązani do posiadania przy sobie oraz okazywania na żądanie osoby kontrolowanej uwierzytelnionych kopii świadectw legalizacji lub wzorcowania urządzeń pomiarowych.

III. Obsługa zdarzeń drogowych

Obsługa wypadku drogowego – nareszcie – zaliczona została do czynności wymagających wiedzy specjalistycznej. Zadanie to mogą obecnie wykonywać jedynie policjanci posiadający przeszkolenie w zakresie ruchu drogowego („RD”).

Oczywiście jest to jakiś postęp w stosunku do stanu poprzedniego, jednakże z ubolewaniem stwierdzić należy, iż:

  • policjanci obsługujący wypadki drogowe nie będą musieli posiadać przeszkolenia z zakresu kryminalistyki – a więc nie będą potrafili zabezpieczyć śladów zdarzenia oraz prawidłowo ich ocenić;
  • zdarzenia drogowe zakwalifikowane jako kolizje nadal będą obsługiwane przez policjantów nie posiadających żadnych szkoleń – nawet z zakresu „RD”.

Sytuację taką należy uznać za niedopuszczalną – szczególnie, gdy w zdarzeniu biorą udział dwa lub więcej pojazdów, a okoliczności zdarzenia są sporne. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, iż niekompetencja funkcjonariuszy obsługujących zdarzenia drogowe jest ogromna – a w dodatku, nierzadko idzie ona w parze ze złą wolą (kolesiostwem, arogancją, a nawet łapówkarstwem). Funkcjonariusze Policji bardzo często wyrządzają ogromną krzywdę niewinnym uczestnikom kolizji.

IV. Badania na zawartość alkoholu w organizmie

Przepisy zarządzenia Komendanta Głównego Policji – w zakresie w jakim dopuszczają możliwość przeprowadzania tzw. rutynowych badań trzeźwości (a więc badań bez powodu) naruszają obowiązujący w RP porządek prawny. Zgodnie bowiem z art. 47 ust. 1 ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości – badanie w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu można przeprowadz jedynie wówczas, gdy dana osoba jest podejrzewana o popełnienie przestępstwa lub wykroczenia, które popełnione zostało po spożyciu alkoholu.

W kontekście powyższego, szczególnie krytycznie należy ocenić usunięcie przez Komendanta Głównego Policji z formularza protokołu badania stanu trzeźwości, stanowiącego załącznik do zarządzenia nr 30, informacji o przyczynie przeprowadzenia badania trzeźwości. Jest to niewątpliwie działanie celowe, mające za zadanie utrudnienie dochodzenia przez osoby kontrolowane swoich praw przed sądami administracyjnymi, które uprawnione są do kontroli czynności z zakresu administracji publicznej dotyczących  uprawnień lub obowiązków wynikających z przepisów prawa.

Zaszufladkowano do kategorii Administracyjne zatrzymanie prawa jazdy, Badanie trzeźwości, BRD, Kolizja drogowa, Policja, Ręczne mierniki prędkości, Wypadki drogowe | 7 komentarzy

Czy znaki drogowe ustawia Swawolny Zyzio? Część IV Olsztyn.

Czekamy na odpowiedź ZDZiT w Olsztynie.

Zaszufladkowano do kategorii Inżynieria ruchu, Organizacja ruchu, Stowarzyszenie Prawo na Drodze, Uncategorized, Zarząd dróg, Znaki drogowe | Otagowano , , | 5 komentarzy

Mandat jest mój, ale czyja prędkość? Państwo w Państwie 19.11.2017 r.

Państwo w państwie Polsat News

Zaszufladkowano do kategorii Administracyjne zatrzymanie prawa jazdy, Piraci drogowi, Policja, Wideorejestratory | 10 komentarzy

Blamaż Głównego Urzędu Miar. Reformy nie będzie!

Artur Mezglewski

Na podpis Ministra Rozwoju i Finansów oczekuje przygotowana przez GUM nowelizacja rozporządzenia w sprawie wymagań, którym powinny podlegać przyrządy do pomiarów prędkości w ruchu drogowym. Nowe rozporządzenie – ad hoc – nie wpłynie jednak na poprawę rzetelności dokonywanych pomiarów. Wręcz przeciwnie. GUM zadbał jedynie o to, aby z procedur przetargowych wyeliminować producentów i importerów urządzeń pomiarowych, którzy nie są powiązani z obecną nomenklaturą. Ot i cała „reforma”…

  1. Grupy interesów w obszarze pomiarów prędkości w ruchu drogowym

Z pomiarów prędkości korzyści czerpią m. in.: producenci i importerzy urządzeń pomiarowych, firmy zajmujące się montażem urządzeń, firmy zajmujące się ich legalizacją, biegli sądowi, komendanci policji, no i oczywiście Skarb Państwa. Komendantom policji zależy na tym, aby urządzenia pomiarowe były „niesprawdzalne” – takie bowiem zapewniają im lepszą statystykę i wyższe premie. Producentom i importerom urządzeń zależy przede wszystkim na tym, aby przepisy metrologiczne uniemożliwiały start w procedurach przetargowych firmom konkurencyjnym. Dlatego też starają się za wszelką cenę „zadzierżgać” różnorakie znajomości z osobami, które mają wpływ na kształt przepisów metrologicznych oraz na wyniki procedur zatwierdzających i legalizacyjnych. No i w ten sposób grupa interesu poszerza nam się o pracowników GUM. Do tego dochodzą określone powiązania polityczne. Otóż określonej partii politycznej może zależeć na tym, aby zlecenia na dostawę urządzeń otrzymywała konkretna firma, w której np. partia może obsadzić parę stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej.

Jak wiemy dwa lata temu zmienił się w Polsce polityczny układ sił. Zaistniała zatem potrzeba zapewnienia udziału w rynku „radarowym” bardziej „mojszym” osobom i firmom. I to był – jak się okazało –  jedyny powód nowelizacji przepisów metrologicznych w obszarze urządzeń do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym. A my społecznicy łudziliśmy się, że idzie nowe i, że świat będzie lepszy…

2. Identyfikacja pojazdu i rejestracja pomiaru – na tym nam zależało

Stowarzyszenie Prawo na Drodze od grudnia 2016 r. uczestniczyło, jako strona społeczna,  w pracach nad nowym rozporządzeniem dotyczącym wymagań, jakie winny spełniać mierniki prędkości. Zależało nam na dwóch rzeczach:

  • aby każde urządzenie pomiarowe  dokonywało identyfikacji pojazdu, którego prędkość jest mierzona,
  • aby każdy pomiar był rejestrowany.

Prezes GUM – już podczas pierwszej rozmowy – zapewnił, że oba postulaty są słuszne i zostaną uwzględnione w nowej regulacji. Obiecał też, że reforma w zakresie przyrządów pomiarowych zostanie przeprowadzona w rozsądnym terminie. Cóż były warte obietnice człowieka nowej nomenklatury? O tym poniżej.

a) Identyfikacja pojazdu

Rozporządzenie wykonawcze w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym stanowi, że:

Przyrząd z urządzeniami dodatkowymi rejestrującymi powinien: 1) rejestrować wynik pomiaru prędkości oraz datę i co najmniej godzinę i minutę wykonanego pomiaru; 2) umożliwiać identyfikację pojazdu w sposób określony w instrukcji obsługi.

Niejeden kierowca wygrał sprawę w sądzie, powołując się na powyższy przepis – o ile, oczywiście, sędzia rozpatrujący sprawę dokonał prawidłowej jego wykładni. Bo niestety w obiegu dominuje wykładnia nieprawidłowa, forsowana przez zdeprawowanych policjantów, wedle której obowiązek identyfikacji pojazdu istnieje tylko wówczas, gdy urządzenie jest używane wraz z urządzeniami dodatkowymi. A jeśli bez urządzeń dodatkowych… to  nie…

W związku z nieprecyzyjnym brzmieniem komentowanego przepisu, proponowaliśmy jego nowelizację na stwierdzenie bardziej jednoznaczne, a mianowicie, że każdy przyrząd pomiarowy powinien posiadać funkcję identyfikacji pojazdu, którego prędkość jest mierzona.

Tymczasem Główny Urząd Miar w projekcie rozporządzenia, który za niedługo wejdzie w życie zapisał taką oto dyspozycję:

Konstrukcja i wykonanie przyrządu powinny umożliwiać użytkownikowi przyrządu wskazanie pojazdu, którego prędkość została zmierzona.

Wskazanie pojazdu, którego prędkość została zmierzona następuję w sposób określony w instrukcji obsługi.

Oznacza to, że zgodnie z nowym prawem, identyfikacji pojazdu będzie dokonywał operator urządzenia, a nie samo urządzenie. Cofamy się zatem do epoki kamienia łupanego! O prawidłowości pomiaru będzie zatem decydował policjant, a nie urządzenie. Skoro tak, to po co mu właściwie policjantowi potrzebne to urządzenie, skoro „zgodnie z instrukcją” może np. zmierzyć prędkość „na słuch”, albo „na oko”.

Wszystkim kierowcom szczerze współczujemy.  Będą teraz zupełnie bezbronni i skazani na „widzimisie” pierwszego lepszego policjanta,  napalonego na wyniki.

b) Rejestracja pomiaru

Nowe rozporządzenie wykonawcze wprowadzi wymóg, aby  urządzenia pomiarowe posiadały funkcję rejestracji każdego pomiaru – wraz z datą i czasem jego dokonania oraz obrazem kontrolowanego pojazdu.

Niestety wymóg ten nie dotyczy urządzeń, które aktualnie są już na wyposażeniu policji. Oznacza to, że policja nadal będzie mogła używać wszystkich swoich rupieci do czasu, aż te ulegną całkowitemu zniszczeniu.

Twórcom rozporządzenia nie zależało zatem, aby dokonać jakiegokolwiek przełomu w zakresie poprawy rzetelności pomiarów prędkości w ruchu drogowym. Chodziło jedynie o to, aby stworzyć nowe wymagania techniczne – pod nowych, bardziej „mojszych” producentów urządzeń…

3. Sprawa miernika prędkości typu RAPID-1a

Sprawa miernika Rapid-1a najlepiej ukazuje, jaki jest stosunek GUM do obowiązującego prawa – i co najważniejsze – do podnoszenia standardów w zakresie wymagań metrologiczbnych wobec urządzeń pomiarowych.

Otóż decyzja zatwierdzenia typu dla Rapida-1a wygasła w dniu 30 marca 2004 r. Decyzja ta nie mogła ulec przedłużeniu, gdyż Rapid- 1a nie rozróżnia kierunków ruchu – a taki wymóg wprowadzono do systemu prawa polskiego w 2004 r.

Pomimo wygaśnięcia powyższej decyzji – do końca 2013 r. –  urządzenia te mogły być  jednak legalizowane – na podstawie przepisów przejściowych. Jednak od 1 stycznia 2014 r. legalizacje  takie są prawnie niedopuszczalne. Pomimo tego okręgowe urzędy miar legalizacje nadal wydają. Widać, ktoś ma w tym interes…

W związku z powyższym, w dniu 27 stycznia 2017 r. Stowarzyszenie Prawo na Drodze wystąpiło do Prezesa GUM z petycją o podjęcie decyzji unieważniającej te nielegalne legalizacje, wydawane przez okręgowe urzędy miar.

GUM analizował naszą petycję przez pełne trzy miesiące – i ostatecznie orzekł, że petycja jest nieuzasadniona, gdyż:

 „… art. 29 a [ustawy prawo o miarach] stanowi, iż przyrządy pomiarowe zalegalizowane do dnia 31 grudnia 2003 r. zgodnie z zasadami określonymi w art. 29 mogą być nadal legalizowane, lecz nie dłużej niż do dnia 31 grudnia 2013 r., o ile spełniają wymagania przepisów, na podstawie których zostały zalegalizowane. Mając na uwadze powyższe należy wskazać, iż z ww. przepisów ustawy z dnia 1 maja 2001 r. {sic!) wynika, że przyrządy pomiarowe, o których mowa w art. 29 a mogą być nadal legalizowane po dniu 31 grudnia 2013 r. pod warunkiem, że będą spełniać wymagania obowiązujące w dniu ich zgłoszenia do legalizacji”.

Taka oto jest „żelazna logika” Prezesa Głównego Urzędu Miar dra inż. Włodzimierza Lewandowskiego – guru światowej metrologii….

Poniżej publikujemy komplet dokumentów w tej sprawie.:

 

O powyższej sprawie pisaliśmy tutaj:

 

Nielegalne legalizacje radarów typu Rapid-1a

Zaszufladkowano do kategorii Fotoradary, Główny Urząd Miar, Legalizacja, Rapid-1A, Ręczne mierniki prędkości, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 23 komentarze

Znaki do poprawy

Znaki do poprawy?

Zaszufladkowano do kategorii Stowarzyszenie Prawo na Drodze, Strefa płatnego parkowania, Znaki drogowe | 4 komentarze

Jeśli świadek nic nie pamięta – sąd sam wymyśli fabułę

Artur Mezglewski

Policjanci zeznali w sądzie, że nie pamiętają przebiegu pomiaru prędkości, ani nawet tego, który z nich pomiar ten przeprowadzał. Pomiar nie został zarejestrowany przez urządzenie pomiarowe ani przez kamerę. W aktach nie ma żadnego wiarygodnego dokumentu, w którym by zapisano jego parametry.

Co wobec tego zrobił sąd? Czy uniewinnił obwinionego? Otóż nie. Sąd wydał wyrok skazujący, a w jego uzasadnieniu precyzyjnie opisał w jaki sposób i przez kogo pomiar został przeprowadzony. Jakie medykamenty przyjmują sędziowie Sądu Rejonowego w Wągrowcu, że dają im takiego kopa w wyobraźnię?…

  1. Zdarzenie

Zdarzenie miało miejsce w dniu 12 czerwca 2016 r. w miejscowości Pokrzywnica (Wielkopolska). Pan Zenon jechał leniwie swoim „peżotem” przez obszar zabudowany, a za nim ciągnęła falanga innych pojazdów, przymuszona do żółwiego tempa, niczym Szymon z Cyreny. Bezpośrednio za nim jechał potężny TIR. Pan Zenon – jako ofiara policyjnego propagandyzmu – uważał, że najlepszym sposobem na niepopadanie w konflikt z policją jest przestrzeganie przepisów drogowych . Aktualnie już tak nie uważa…

Został zatrzymany do kontroli drogowej, chociaż nie zauważył żadnego pomiaru. Nie zarejestrowała go również jego samochodowa kamerka. Werdykt policjantów: przekroczenie prędkości 0 31 km/h. Policjanci zatrzymali również jeden z samochodów jadących za „peżotem”. Zatrzymany kierowca przyjął mandat za przekroczenie prędkości, chociaż pan Zenon nie zauważył, aby po jego zatrzymaniu policjanci wykonywali jakieś pomiary prędkości…

2. Wyroki wągrowieckie

Pan Zenon mandatu nie przyjął, więc sprawa trafiła do wągrowieckiego sądu. A tam niespodzianka. Tamtejszy Sąd już dwukrotnie już wydał na niego wyrok skazujący, chociaż w aktach sprawy brak jest nawet opisu dokonanego pomiaru – nie mówiąc już o jakimkolwiek nagraniu. W dodatku policjanci nie pamiętają kto z nich i w jaki sposób ów rzekomy pomiar wykonał. Jedynym dokumentem jest notatka urzędowa, w które jednak nie zapisano kto wykonał pomiar. Zapisano natomiast, że za „peżotem? nie jechał żaden inny pojazd”.

Pierwszy wyrok wydał na niego sam Prezes Sądu SRR Dariusz Ratajczak (wyrok z dnia 29 listopada 2016 r., sygn. akt II W 546/16). Sędziemu Ratajczakowi do precyzyjnego opisania czynu obwinionego oraz pomiaru prędkości nie tylko niepotrzebne były jakiekolwiek zeznania policjantów (bo ci niczego nie pamiętali), ale nawet obecność obwinionego na rozprawie. Wyrok skazujący wydał w sytuacji, gdy na jego biurku leżało zwolnienie lekarskie dla Pana Zenona. Grzywna 760 zł (wraz z kosztami) – taki był werdykt Ratajczaka.

Wyrok wydany przez Prezesa Sądu nie utrzymał się. Sąd Okręgowy w Poznaniu z hukiem pozbawił go szans na prawomocność – przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Ponowne rozpatrzenie przeprowadziła Sędzia Renata Sypniewska (do niedawna Nowakowska). Policjanci ponownie nic nie pamiętali, a wyrok ponownie skazujący (wyrok z dnia 14 września 2017 r., sygn. akt 277/17), tylko tym razem grzywna mniejsza (430 zł wraz z kosztami).

Sędzia Renata Sypniewska – podobnie jak sędzia Dariusz Ratajczak – dokładnie opisała w jaki sposób wykonany został pomiar prędkości – sama wymyślając wszystkie szczegóły. Prawdopodobnie oboje przyjmują te same środki farmakologiczne na pobudzenie wyobraźni. Bo efekt w obu przypadkach jest taki sam.

3. Treść zeznań policjantów

Poniżej spisane zostały wszystkie fragmenty zeznań świadków odnoszące się do pomiaru prędkości, dokonanego w dniu 12 czerwca 2016 r.

Zeznania świadka Darii Kasperkowiak

„Niekoniecznie nie pamiętam sprawy. Kojarzę, że zdarzenie miało miejsce w Pokrzywnicy. Nie kojarzę w ogóle pana obwinionego. Domyślam się z nagrania, że chodzi o prędkość”

„Ja nie pamiętam zdarzenia więc nie potrafię opisać okoliczności. Nie pamiętam z jakiej odległości wykonywałam pomiar. Nie pamiętam w który fragment pojazdu zostało wycelowane urządzenie pomiarowe”

„Nie umiem odpowiedzieć, czy była przeprowadzona weryfikacja pomiaru urządzenia”

Jeśli w notatce było zapisane, że za pojazdem nie jechał żaden inny pojazd to tak było. Na pewno nie jechały pojazdy, które zakłócałyby pomiar, ale to było w Pokrzywnicy, więc jest prawdopodobieństwo, że samochód mógł wyjechać z posesji”

„Nie pamiętam okoliczności tego zdarzenia, więc nie potrafię opisać tego, jak wyglądało zatrzymanie do kontroli, który z nas dokonywał pomiaru”.

To są kompletne zeznania tego świadka. Nic więcej na temat pomiaru nie powiedziała!

Zeznania świadka Damiana Dworka

Przypominam sobie obwinionego. Był dokonany pomiar prędkości w miejscowości Pokrzywnica. Kierujący jechał z Wągrowca w kierunku Rogoźna. Został zatrzymany do kontroli w związku z przekroczeniem prędkości. Nie pamiętam kto dokonywał pomiaru ze względu na upływ czasu. Nie pamiętam przebiegu zatrzymania”.

Następnie świadkowi odczytano wcześniejsze jego zeznania. Po ich odczytaniu zeznał:

„Jeśli chodzi o ten samochód, to kontrola była przeprowadzona w miejscu bezpiecznym i to wynika z rozporządzenia. Nic więcej sobie nie przypomniałem. Podtrzymuję odczytane zeznania”

Nie pamiętam, kto mierzył wówczas prędkość”.

„Nie było tam urządzeń, które miałyby wpływ na zakłócenie pomiaru. Jeżeli były to tam do dzisiaj są, jakieś znaki drogowe. Linei elektryczne, ale one nie mają wpływu. One tam wtedy były i nadal są. W momencie pomiaru przed pojazdem obwinionego nie było nic. W momencie wykonania pomiaru wydaje mi się, że też nie, ale nie jestem w stanie stwierdzić czy jakiś pojazd nie wyjechał. Pomiar miałem już zapisany na urządzeniu, żeby pokazać zatrzymanemu. W notatce było odnotowane, że nie jechały inne pojazdy, chodziło o takie, które mogłyby zakłócić pomiar”.

4. Tekst uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego w Wągrowcu

Daria Kasperkowiak dokonała pomiaru prędkości pojazdu kierowanego przez obwinionego zgodnie z powyższymi zasadami, a wynik ten wynosił 81 km/h, co oznacza, że obwiniony przekroczył dopuszczalną prędkość o 31 km/h. Nic w polu widzenia funkcjonariusza nie ograniczało widoczności, w szczególności nie było tam żadnych pojazdów, które mogłyby zakłócić dokonanie pomiaru. Wynik pomiaru pojawił się w wizjerze celownika optycznego poniżej kropki celowniczej i na ekranie LCD. Funkcjonariusz zatrzymała samochód, którym poruszał się obwiniony do kontroli drogowej. Trzymając w ręku urządzenie pomiarowe okazała zarejestrowaną prędkość i czas od wykonania pomiaru”.

„Zeznania świadków różnią się stopnie szczegółowości, jednak te różnice mają swoje uzasadnienie w odmiennych warunkach w jakich czynili spostrzeżenia. Świadek Daria Kasperkowiak bezpośrednio zajmowała się obsługą urządzenia pomiarowego, wykonywała pomiar pojazdu kierowanego przez obwinionego, a po zakończeniu służby sporządziła notatkę urzędową dokumentującą przebieg zajścia. Świadek Damian Dworek nie podejmował względem obwinionego bezpośrednio żadnych czynności kontrolnych, pełnił rolę funkcjonariusza asekurującego, co uzasadnia ogólny charakter jego wypowiedzi i skupienie się głównie na faktach związanych z ukształtowaniem terenu, umiejscowieniem punktu kontrolnego i przebiegu kontroli. (…) Oceniając zeznania świadków sąd zauważa, że ni są oni tendencyjni w swoich wypowiedziach i wobec powyższego nie ma powodów, by kwestionować zeznania świadków także w pozostałym zakresie, w szczególności w części, z której wynika, że pomiar był dokonany, gdy pojazd znajdował się w obszarze zabudowanym, i że w trakcie pomiaru nie wystąpiły żadne czynniki zakłócające, jak np. inny pojazd (ani przed ani za obwinionym)”.

5. Wnioski

Ustalenia Sądu mają się zatem nijak do zeznań świadków. Pomimo tego, że świadkowie wielokrotnie stwierdzili, że nie pamiętają kto i w jaki sposób wykonał pomiar, Sąd opisał ten pomiar ze szczegółami… Tym samym Sąd naruszył zasadę obiektywizmu oraz zasadę swobodnej oceny materiału dowodowego, mającą swoje źródło w przepisach art. 8 k.p.w. w zw. z art. 2 § 2 k.p.k., art. 4 k.p.k., art. 5 § 2 k.p.k., art. 7 k.p.k. w zw. z art. 82 § 1 k.p.w. w zw. z art. 410 k.p.k.

Sąd nie odniósł się w wyroku do fragmentu zeznań świadka Damiana Dworka, z którego by wynikało, że to świadek Dworek wykonywał pomiar, chociaż w innym miejscu zdecydowanie twierdził, że nie pamięta pomiaru :

„Pomiar miałem już zapisany na urządzeniu, żeby pokazać zatrzymanemu”.

Obwiniony zapowiedział złożenie apelacji od powyższego wyroku.

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Domniemanie winy, Laserowe mierniki prędkości, Policja, Postępowanie dowodowe | 26 komentarzy