Nielegalna strefa płatnego parkowania w Poznaniu

Ten wpis został opublikowany w kategorii Strefa płatnego parkowania. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Nielegalna strefa płatnego parkowania w Poznaniu

  1. Michal.moto pisze:

    Ci co znają temat nie będą płacić w nieoznakowanych miejscach za parkowanie, będą otrzymywać wezwania do zapłaty a finalnie będą mieć postępowania egzekucyjne. Dopiero w SKO przyznają rację i ściągnięta kasa z konta zostanie zwrócona (taka ścieżka przetestowana przeze mnie w Opolu).
    Ci co tematu nie znają: będą płacić za parkowanie a miasto nic sobie nie będzie robić z tego, że wyłudza nielegalnie pieniądze od parkujących. Co więcej: zawsze będą twierdzić, że robią to zgodnie z prawem.

  2. 31węzłowy Burke pisze:

    Niestety, to prawda w Poznaniu. Objaw szaleństwa prezydenta zwanego Tęczowym Jaśkiem. To kolejny przykład zdziczenia poznańskich lumpen-elit.31

    • Krzysiek pisze:

      Za poprzedniego poznańskiego prezia nie było lepiej. Zresztą sami się nie wybrali tylko ktoś ich wybrał. Kto ? – zapewne tacy sami jak oni, a tęczowych i kodziarstwa jest w Poznaniu chyba ponad średnią krajową. Dlategi ilekroć jadę do (mojego) Poznania, to naprawdę jestem wk….ny.

  3. skazany pisze:

    „Nielegalna strefa płatnego parkowania w ……. (*)”

    (*) – tu wpisz dowolne miasto.

    Trochę jeżdżę po kraju. Moja teza jest taka: w Polsce nie ma ani jednej „strefy płatnego parkowania” która jest w całości prawidłowo oznakowana. Większość w ogóle nie jest oznakowana, albo posiada szczątkowe oznakowanie pionowe i/lub poziome.
    Ja rozumiem problemy samorządów, mając prawie-że-niepiśmiennych pracowników jako „personel” i liczne powiązania rodzinno-mafijne trudno wymagać żeby coś było robione zgodnie z prawem.
    Tym niemniej fakty są takie, że w obecnym stanie prawnym „strefy płatnego parkowania” są grabieżą na skalę masową, w dodatku rozbój ten jest usankcjonowany przez liczne decyzje „organów państwowych”. Organów teoretycznie powołanych do (między innymi) ochrony praw obywateli i zapewnienia przestrzegania prawa.
    Teoretycznie, ponieważ jak wiadomo w Państwie Teoretycznym (aka republika bananowa aka demokracja fasadowa aka [biip] [biip] i kamieni kupa) wszystko jest TEORETYCZNE. No może poza kasą zgarnianą bezprawnie i bez żenady.

    Spalić, zaorać, czekać co wyrośnie. Jeśli znowu same chwasty: operacje powtórzyć. Do skutku.

    • specus pisze:

      jak będzie max 10 urzędników na gminę i 10 kolejnych w powiecie (więcej na prawdę nie potrzeba) to się nie będą mieli czasu zajmować idiotyzmami w stylu ustanawianie stref płatnego parkowania a przy okazji będzie znacznie więcej pieniędzy na budowę parkingów (choćby i prywatnych) bo ludziom zostanie kasa w kieszeni

      reszta urzędasów już dawno powinna trafić na zieloną trawkę (albo do prawdziwej pracy bo rąk brakuje)

      • Krzysiek pisze:

        Urzędasów to dotyczy Prawo Parkinsona i żadna „zielona trawka” im nie grozi. Prawdziwa praca również nie, gdyż to nie tyle rąk brakuje ile głów potrafiących zrobić użytek z rąk.

        • skazany pisze:

          Sama prawda.

          Moja koleżanka ze szkoły (podstawowej) po skończeniu studiów dostała przydział do „magistratu”. Jak zaczynała, to całego personelu w jej dziale były cztery osoby z kierownikiem włącznie. Plus praktykanci i czasem ktoś z łapanki do pomocy. Ale nie więcej niż naście sztuk pracowników w sumie naraz. Mieli sporo pracy, bo to duża wieś (taka z tramwajami), a połowa papierów produkowanych w magistracie musiała przejść przez ich wydział. Ale dawali radę, pomimo że wieś była wtedy niewiele mniejsza.

          Stan obecny: szefem jest „wice-coś-tam”, do tego trzech kierowników, i nieco ponad 100 sztuk personelu zajmującego spory kawałek ratusza -> pi razy drzwi 2/3 jednego skrzydła, a to jest naprawdę spora buda, taka solidnie poniemiecka.
          I nie, NIE jest to wydział który najbardziej spuchł przez ostanie 25 lat, są większe. Wzrost zatrudnienia w samym urzędzie to jeszcze nic, bo cyferki kłamią w tej sprawie. Otóż „za komuny” pracownikami urzędu byli również ludzie którzy teraz pracują w „spółkach” (jedyny udziałowiec: gmina, ewentualnie gmina plus skarb państwa) i „firmach zewnętrznych” (właściciel: gmina). Oczywiście na dziś nie wlicza się tego do zatrudnienia w magistracie. Niektórzy z nich od 25 lat siedzą przy tym samym biurku, ale zmienili pracodawcę. Teoretycznie, bo wypłaty dostają z tego samego źródełka … tylko przez pośrednika.

          Jeśli ktoś się zastanawia jaki jest największy stały elektorat, to uprzejmie donoszę że są to osoby opłacane za kasy państwowej/miejskiej/gminnej i ich rodziny. Przy obecnej (niskiej) frekwencji wyborczej te głosy stanowią znaczący procent, nawet we Wrocławiu – Poznaniu – Warszawie te kilka tysięcy potencjalnych głosów robi różnicę.

          • Krzysiek pisze:

            Czwarte Prawo Parkinsona znane szerzej jako „prawo tysiąca” głosi: jakakolwiek instytucja – rządowa, przemysłowa, naukowa – której zespół pracowników administracyjnych sięga tysiąca ludzi lub przekracza tę liczbę, by istnieć, nie potrzebuje żadnej innej działalności. Administracja jest samowystarczalna, żywi się własną pracą. Jest to administracja dla administracji.
            Co to oznacza ? Tylko i wyłącznie to, że ta cała administracja nawet nie musi się fatygować na wybory, gdyż ktokolwiek te wybory wygra to i tak na drugi dzień na kolanach przyjdzie do tej administracji jak pokorne cielę do krowy.
            Mało tego – nawet zamiana obecnych kierowniczków na innych – czytaj: swoich nowej władzy – kompletnie nic nie da, bo administracja w swojej masie jest nie do zastąpienia !

          • Mirek pisze:

            Niestety masz rację ! A gdy stanie się wypadek przy pracy i motłoch wybierze nie kacyka lokalnego wtedy robi się click na komputerku wyborczym i po sprawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *