Policyjni łowcy OC na ławie oskarżonych

Aleksandra Madej

W Sądzie Rejonowym Grunwald i Jeżyce w Poznaniu odbyła się pierwsza rozprawa policjantów z poznańskiej drogówki, którzy zostali oskarżeni o usiłowanie „wrobienia” przypadkowego kierowcy w rozbicie przedniej szyby w radiowozie. Na ławie oskarżonych zasiadło trzech – byłych już – policjantów i ich – również już były – naczelnik, który sam złożył rezygnację z pełnionej funkcji i poprosił o przeniesienie na emeryturę. Obrońca Przemysława K. złożył wniosek o utajnienie procesu, a miał za tym przemawiać interes oskarżonego. Sąd jednak nie przychylił się do tego wniosku, dlatego rozprawa jest jawna, a sala była wypełniona dziennikarzami.

Sprawa ta rozpoczęła się w maju 2019 r. od uszkodzenia przedniej szyby w półrocznym, nieoznakowanym policyjnym BMW. Wtedy to jeden z policjantów rozpoczynając służbę odnotował uszkodzenie auta, ale żaden z funkcjonariuszy nie chciał się przyznać do spowodowania szkody. Radiowóz nie miał polisy AC, co oznaczałoby poniesienie kosztów naprawy z własnej kieszeni przez policjanta, na którego służbie BMW uległo uszkodzeniu, dlatego wpadli na genialny plan – wyjechali autem w celu tzw. „ustrzelenia jelenia”, czyli znalezienia przypadkowego kierowcy, który miał odpowiedzieć za rzekome zniszczenie szyby. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Dziennikarstwo obywatelski, Kolizja drogowa, Policja, Ubezpieczenie OC | Otagowano | 4 komentarze

Znajomy policjant to skarb

Artur Mezglewski

Polska to taki kraj, w którym ktoś skręcając z drogi głównej w podporządkowaną może rozwalić ci samochód i nie ponieść za to żadnej odpowiedzialności – tylko dlatego, że ma w okolicy znajomych policjantów. Nie dość tego, że to ciebie obarczą odpowiedzialnością za to, że ktoś rozwalił ci pojazd, to jeszcze zapłacisz za szkodę, którą ktoś sam sobie wyrządził.

Taka sytuacja zdarzyła się m. in. w Pobiedziskach. Sylwia P. wykonując manewr skrętu w lewo – przy zjeździe z drogi głównej – uderzyła w prawidłowo jadący z naprzeciwka samochód BMW. Policjanci z Pobiedzisk uznali, że winnym zdarzenia jest kierowca BMW, gdyż – jadąc drogą główną – z nieprawidłowej (tzn. prawej) strony wyprzedzał pojazd skręcający w lewo.

 

  1. Komisariat Policji w Pobiedziskach w akcji

Zdarzenie miało miejsce w dniu 11 czerwca 2021 r. w ciągu drogi wojewódzkiej wiodącej z Gniezna do Poznania. Kierujący pojazdem BMW poruszał się tą drogą w kierunku Poznania. Natomiast Sylwia P. jechała z naprzeciwka – zamierzając skręcić w lewo na skrzyżowaniu z ul. Okrężną. Oto link do tego skrzyżowania: https://www.google.pl/maps/@52.4687152,17.1734025,3a,75y,108.65h,85.34t/data=!3m6!1e1!3m4!1sy5wgIgqcEoTlJUZMm4-q5g!2e0!7i16384!8i8192?hl=pl

Uszkodzenia samochodu VW Tiguan

Kierowca BMW, dojeżdżając do tego skrzyżowania zatrzymał się na czerwonych światłach. Przed nim zatrzymał się samochód osobowy o dużych gabarytach, który sygnalizował zamiar skrętu w lewo, w ul. Mieszka I.  Gdy zapaliły się zielone światła, samochód o dużych gabarytach – z włączonym lewym kierunkowskazem – zbliżył się do osi jezdni zamierzając skręcić w ul. Mieszka I, a następnie zatrzymał się na wysokości osi ul. Okrężnej, aby przepuścić samochody jadące drogą wojewódzką w kierunku Gniezna. Natomiast kierowca BMW – omijając z prawej strony pojazd wykonujący manewr skrętu w lewo – podążył na wprost w kierunku Poznania. I w tym momencie jego pojazd został uderzony przez VW Tiguana, którego kierowca – wymuszając pierwszeństwo – skręcał w ul. Okrężną. Do zderzenia doszło na pasie jezdni, po którym jechał BMW – na wysokości lewego pasa (patrząc w kierunku miejscowości Kowalskie) – przed przejściem dla pieszych, znajdującym się na tym skrzyżowaniu.

 

Uszkodzenia pojazdu BMW.

Jest rzeczą oczywistą, że samochód BMW znajdował się na drodze z pierwszeństwem przejazdu. Jest też rzeczą oczywistą, że kierująca Tiguanem, skręcając w ul. Okrężną była zobowiązana do ustąpienia przejazdu wszystkim pojazdom jadącym z kierunku Gniezna w kierunku Poznania – i to bez znaczenia, czy pojazdy te poruszałyby się po tej drodze w sposób zgodny z przepisami ruchu, czy też z ich naruszeniem. Jest też rzeczą oczywistą, że to VW Tiguan uderzył w przednie lewe koło pojazdu BMW, a nie odwrotnie. Świadczą o tym chociażby fotografie uszkodzeń pojazdu, które w dniu zdarzenia wykonał pokrzywdzony.

Komisariat Policji w Pobiedziskach za sprawcę wykroczenia uznał jednak kierującego BMW – i to przeciwko temu kierującemu skierowany został wniosek o ukaranie do sądu za spowodowanie kolizji stawiając mu absurdalny zarzut wyprzedzania z niewłaściwej strony i w doprowadzenie do zderzenia z pojazdem skręcającym w lewo!!

Kierująca Tiguanem –  będąc przesłuchiwana w charakterze świadka na okoliczność przedmiotowej kolizji –  wyraziła pogląd, z którego wynika, że kierowca wykonujący manewr skrętu w lewo z drogi głównej w drogę podporządkowaną, nie ma obowiązku ustąpienia pierwszeństwa pojazdom, które poruszając się z przeciwnego kierunku po drodze głównej, omijają z prawej strony pojazdy wykonujące manewr skrętu w lewo. Oto fragment jej zeznań:

„Gdy przód mojego samochodu minął już samochód, który mnie przepuścił z dużym impetem uderzył we mnie samochód marki BMW, który jechał od strony Gniezna. On wyprzedzał stojące w zatorze drogi pojazdy z prawej strony. Tam nie ma drugiego pasa ruchu, więc wydawało mi się, że mogę bezpiecznie wykonać manewr skrętu. Nie spodziewałam się, że z prawej strony będzie jechał jeszcze jakiś samochód z dużą prędkością”.

Kobieta nawet sobie sprawy nie zdaje, że jej zeznania świadczą przeciwko niej…

2. Komenda Miejska Policji w Poznaniu w akcji

Ponieważ policjanci z Pobiedzisk nie skierowali wniosku o ukaranie przeciwko prawdziwemu sprawcy zdarzenia, Stowarzyszenie Prawo na Drodze złożyło do Komendanta Miejskiego w Poznaniu formalne zawiadomienie o wykroczeniu popełnionym przez Sylwię P. W przypadku takiego zawiadomienia Policja ma obowiązek zarejestrować sprawę pod nową sygnaturą i przeprowadzić czynności wyjaśniające.

W ślad za powyższym zawiadomieniem otrzymaliśmy pismo podpisane przez I Zastępcę Komendanta Miejskiego Policji w Poznaniu – nadkomisarza Leszka Steinitza, z którego wynika, że nie ma on zamiaru przeprowadzać żadnych czynności wyjaśniających. Ponadto nadkomisarz Stainitz nie pouczył nas o prawie do złożenia zażalenia do Komendanta Wojewódzkiego Policji, a nawet nie zarejestrował w rejestrze RSOW zgłoszonego zawiadomienia. Wobec tego zamieszczamy poniżej fotografię czlowieka (nadkomisarza), który uważa, że prawo go nie obowiązuje.

Nadkomisarz Leszek Steinitz – człowiek, którtego prawo nie obowiązuje.

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Czynności wyjaśniające, Kolizja drogowa, Likwidacja szkody komunikacyjnej, Policja | 2 komentarze

Zderzenie z szambowozem

 Artur Mezglewski, Piotr Jakubiak

W dniu 16 września 2020 r. w miejscowości Udrycze Wola pijany policjant z zamojskiej drogówki spowodował zdarzenie drogowe, zderzając się czołowo z szambowozem – na skutek czego niestety poniósł śmierć na miejscu. W mediach nie podawano jednak informacji dotyczących potwierdzonego stanu nietrzeźwości sprawcy wypadku i wykonywanego przez niego zawodu. Dbałość zamojskiej  komendy o dobrą pamięć po zmarłym koledze jest zrozumiała, jednak KMP powinna również zadbać o tych, których ów policjant za życia skrzywdził. Miał on bowiem taki zwyczaj, że nakładał mandaty karne za prędkość, którą „mierzył” bez  uruchomiania miernika prędkości…

Pani Anna miała wątpliwą przyjemność spotkania się ze śp. Markiem Prusem, który zatrzymał ją do kontroli drogowej i obwinił o przekroczenie prędkości, chociaż miernika prędkości nawet nie miał w ręku. Odmówiła przyjęcia mandatu karnego, licząc na sprawiedliwy osąd zamojskiego Sądu. Tymczasem spotkanie z Sądem okazało się niczym… zderzenie z szambowozem. Sąd pierwszej instancji posłużył się dyspozycyjnym biegłym, który po półgodzinnym przejrzeniu akt wydał jednoznacznie negatywną opinię ustną. Natomiast Sąd Okręgowy odrzucił wszystkie wnioski obrony i zapowiedział ogłoszenie wyroku skazującego na dzień 3o grudnia 2021 r. na godz. 9.00.

  1. Zdarzenie drogowe

Zdarzenie miało miejsce w dniu 1 kwietnia 2019 r. ok. godz. 9:15 w Zamościu na ul. Legionów (ciąg Drogi Krajowej nr 17).  Ruch na drodze był duży, pani Anna jechała w ciągu kilku pojazdów w kierunku Lublina. Odległości pomiędzy autami były niewielkie.

Niespodziewanie na skraju jezdni pojawił się policjant (st. asp. Marek Prus) – wydając jej  sygnał do zatrzymania. Policjant nie miał w ręku żadnego miernika. Okazało się, że „zmierzona” prędkość  to 76 km/h. Kierująca autem poprosiła o okazanie jej wyniku pomiaru oraz innych parametrów. Aspirant Prus udał się do radiowozu, wyciągnął z niego miernik UltraLyte 20-20 i okazał jej dwa parametry pomiaru: prędkość oraz odległość. Odmówił natomiast okazania parametru upływu czasu od dokonania pomiaru.

Pani Anna odmówiła przyjęcia zaproponowanego mandatu w wysokości 100 zł. Wobec tego aspirant Marek Prus sporządził notatkę urzędową, w której zapisał, że pomiar został wykonany z wnętrza samochodu, z odległości 230 metrów.

Jeszcze tego samego dnia Pani Anna skierowała skargę do Komendanta Wojewódzkiego Policji na działania funkcjonariusza. Podniosła w niej m. in. to, że nie okazano jej wszystkich parametrów pomiaru oraz, że rzekomo wykonano jej pomiar prędkości z wnętrza samochodu.

W związku ze skargą aspirant Marek Prus usunął w notatce urzędowej słowa „z wnętrza samochodu”, nadpisując słowa „z zewnątrz samochodu”. I odtąd już konsekwentnie twierdził, że pomiar wykonał znajdując się poza radiowozem.

Problem jednak w tym, Marek Prus dokonał zatrzymania pojazdu obwinionej nie mając przy sobie urządzenia – i jest to bezsporne. Potwierdził to świadek – kierowca zatrzymanego wcześniej samochodu, który w tym momencie przyjmował mandat wypisywany przez innego policjanta. Potwierdziła to także pani Anna, składając wyjaśnienia. Co ciekawe, nie zaprzeczył temu także asp. Marek Prus, który będąc przesłuchiwany przed Sądem Rejonowym w Zamościu w dniu 21 stycznia 2020 r., zeznał:

„Nie wiem dlaczego podchodząc po raz pierwszy do samochodu obwinionej urządzenie zostawiłem w samochodzie. Nie jest to pierwszy taki przypadek w mojej służbie, jak i innych kolegów. Okazuje się na życzenie kierowcy wynik pomiaru”.

Powyższe zeznanie asp. Marka Prusa nosi oczywiste znamiona mataczenia, bowiem zgodnie z zarządzeniem nr 30 Komendanta Głównego Policji, policjant dokonujący kontroli prędkości urządzeniem laserowym MA OBOWIĄZEK OKAZAĆ kierującemu parametr upływu czasu od dokonania pomiaru. § 26 ust. 2 pkt 2 tegoż zarządzenia stanowi, iż policjant ma obowiązek odnotować w notatniku służbowym czas, jaki upłynął od pomiaru do okazania jego wyniku kierującemu pojazdem. A zatem, skoro parametr ten winien by wpisany w notatniku, to znaczy, że okazanie go kierującemu jest obowiązkowe.

Jeżeli w aktach sprawy nie ma odnotowanego parametru upływu czasu od momentu dokonania pomiaru do momentu okazania pomiaru kierującemu, to wyniku określonego pomiaru w żaden sposób nie można przypisać konkretnemu kierującemu, gdyż parametr ten jest dowodem, że pomiar został wykonany aktualnie, bezpośrednio przed zatrzymaniem pojazdu. Należy bowiem pamiętać, że urządzenie Ultralyte zapamiętuje ostatni wykonany pomiar – a zatem pomiar okazany pani Annie mógł został wykonany nawet poprzedniego dnia, innemu kierującemu.

Aspiranta Marka Prusa – niestety – nie zapytamy już o bliższe wyjaśnienie tej sytuacji, gdyż ten w dniu 16 września 2020 r. będąc w stanie nietrzeźwości, spowodował wypadek drogowy – zderzył się czołowo prowadzonym przez siebie autem osobowym z szambowozem, na skutek doznanych obrażeń poniósł śmierć na miejscu. Oto link do materiału TV Zamość:

https://zamosc.tv/tv/17907-smiertelny-wypadek-w-m-udrycze-kolonia/

Pozostała po nim zatem następująca wersja zdarzenia:

Aspirant wykonał pomiar prędkości w czasie, kiedy znajdował się poza pojazdem służbowym (chociaż wcześniej wydawało mu się, że pomiar był wykonany z wnętrza samochodu). Następnie zaniósł miernik prędkości do wnętrza pojazdu i – już bez miernika – podszedł do krawędzi jezdni, aby zatrzymać pojazd, którego prędkość rzekomo została zmierzona. Zatrzymana do kontroli drogowej kierująca pojazdem zażądała okazania wyniku pomiaru oraz pozostałych parametrów pomiaru. W związku z tym aspirant poszedł po miernik do samochodu i pokazał jej dwa parametry, a trzeciego – z jakiegoś powodu – jej nie okazał.

Z powyższego opisu przedstawionego przez aspiranta wynika, że żadnego pomiaru prędkości pojazdu kierowanego przez panią Annę nie było – a w każdym razie taki stan faktyczny należy przyjąć. Zdegenerowany policjant najzwyczajniej w świecie bawił się swoją robotą. Czuł się na drodze Panem Bogiem, który wszystko może i któremu wszystko wolno. Jest też bardzo prawdopodobne, że był w tym dniu w takiej niedyspozycji, że nie był w stanie wykonać precyzyjnego pomiaru. Wrabiał zatem przypadkowych kierowców w wykroczenia, które sam wymyślał…

To była parodia kontroli drogowej. A teraz nastąpić miała parodia, jaką odstawi Sąd. Bo parodią jest to, że Sąd z całą powagą zaczął zajmować się pomiarem prędkości, którego nie było…

2. Sprawa w sądzie I instancji – dyspozycyjny biegły

Sprawa pani Anny trafiła do Sądu Rejonowego w Zamościu do referatu sędzi Małgorzaty Ziomek-Zabawy. Wydawać by się mogło, że przed panią Sędzią pojawiło się trudne zadanie, gdyż  zadaniem sądu karnego jest dokładne ustalenie okoliczności czynu, a w sprawie pojawiło się mnóstwo wątpliwości związanych z pomiarem, którego nie było:

  • w materiale dowodowym wskazywane są różne odległości pomiaru;
  • w materiale dowodowym wskazywano różne miejsca dokonania rzekomego pomiaru;
  • w notatnikach służbowych nie ma informacji o przeprowadzonych testach miernika przed rozpoczęciem służby;
  • w aktach sprawy nie było informacji o czasie, jaki upłynął od momentu dokonania pomiaru do momentu okazania go kierującej ;
  • policjant Marek Prus nie został przeszkolony w zakresie obsługi laserowych mierników prędkości (co jest obowiązkowe);
  • w czasie dokonywania pomiaru na ul. Legionowej panował duży ruch – istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że rzekomy pomiar mógł zostać zakłócony przez inny poruszający się pojazd.

Pełny tekst ustnej opinii biegłego Michała Bańko

Okazało się jednak, że sędzia Małgorzata Ziomek-Zabawa miała pomysł na „pomyślne” przeprowadzenie procesu i zakończenie go skazaniem obwinionej. Kluczem do tego sukcesu okazał się Michał Bańko – dyspozycyjny biegły. Autorzy niniejszego opracowania naprawdę wiele już widzieli, ale z czymś takim zetknęli się po raz pierwszy. Otóż biegły Michał Bańko został wezwany na termin rozprawy i przed rozprawą otrzymał na chwilę akta sprawy do wglądu. Po półgodzinnym przejrzeniu akt (bo przeanalizować ich w tym czasie nie byłby w stanie) biegły oświadczył, że jest gotowy do opiniowania (sic!!!) – i na rozprawie w dniu 20 września 2020 r. złożył ustną opinie, jednoznacznie obciążającą panią Annę!

Opinię tę można streścić w następujący sposób: laserowy miernik prędkości UltraLyte LTI 20-20 100 LR jest urządzeniem tak doskonałym, że nie ma żadnej możliwości wykonania nim błędnego pomiaru. Można nim mierzyć nawet z odległości 1200 metrów z dowolnej pozycji (także siedzącej) – UltraLyte zawsze wykona prawidłowy pomiar, albo wyświetli błąd. Można nim mierzyć celując nawet w kawałek auta, nawet, gdy samochody jadą „na ciasno” – jeden za drugim. Biegły Michał Bańko stwierdził ponadto, że pomiar byłby prawidłowy także w przypadku, gdyby został wykonany z wnętrza samochodu.

Radiowóz stojący na ul. Legionowej – w miejscu, w którym odbywała się kontrola drogowa w dniu 1 kwietnia 2019 r.

Na szczegółowe roztrząsanie wszystkich absurdów wyartykułowanych przez biegłego Michała Bańko szkoda czasu. Zajmijmy się tylko jednym z nich – a mianowicie stwierdzeniem, że przedmiotowy pomiar mógł być wykonany z wnętrza samochodu (i byłby to na pewno pomiar prawidłowy).  Fotografie znajdujące się obok wykonane zostały przez Komendę Miejską Policji w Zamościu. Radiowóz został ustawiony w tym samym miejscu, w którym stał w dniu 1 IV 2019 r. Samochód obwinionej nadjeżdżał od strony kierowcy. Na siedzeniu kierowcy siedział kolega aspiranta Prusa. Na drodze znajdowało się mnóstwo samochodów. I teraz zobaczcie Państwo, czy jest rzeczą możliwą, aby osoba siedząca na siedzeniu pasażera (a więc bez zachowania pozycji celowniczej), celując przez ramię siedzącego obok kierowcy radiowozu, byłaby w stanie „ustrzelić” pojazd znajdujący się w odległości 200 – 350 metrów, poruszający się w kolumnie kilku samochodów? To zdjęcie wykazuje jasno, że biegły Michał Bańko jest zwyczajnym oszołomem, wpisanym nieopatrznie na listę biegłych, a jego wiedza zaczyna się i kończy na tym, co naopowiadali mu niedouczeni policjanci.

Biegły Michał Bańko zawarł w swoje ustnej opinii kilka stwierdzeń, które świadczą, że nie posiada on podstawowych kwalifikacji do wykonywania swojej funkcji. Oto one:

  • posługiwanie się laserowymi miernikami prędkości nie wymaga wiedzy
    specjalistycznej;
  • „to, skąd wykonuje się pomiar (z samochodu czy z zewnątrz), nie ma żadnego
    znaczenia”;
  • prawidłowy pomiar może być wykonany z pozycji siedzącej;
  • kalibracja (chodziło o test stałej odległości) może zostać dokonana w każdym
    miejscu, nawet w miejscu właściwego pomiaru;
  • pomiar może zostać wykonany „jedną ręką”;
  • „obecność innych pojazdów przed mierzonym nie stanowi przeszkody, pod
    warunkiem, że jest widoczny choćby fragment mierzonego pojazdu – na tyle szeroki, by
    padał na niego promień lasera”.

Warto w tym miejscu tutaj przywołać tezy z orzecznictwa Sądu Najwyższego odnoszące się do cech, jakie winna spełniać każda opinia biegłego.

W wyroku z dnia 13 października 1998 r. (II KN 225/96) Sąd Najwyższy zauważył, że :

„Nie wystarczy, aby biegli przedstawili swoją ostateczną konkluzję, winni bowiem także wskazać drogę, która doprowadziła ich do odpowiedzi na postawione pytanie. Winni więc przedstawić opis metod i sposób przeprowadzonych badań oraz ich wynik. Jest to szczególnie ważne w każdej opinii, a już z całą pewnością w opinii, w której konkluzja prowadzić ma do tak doniosłych konsekwencji prawnych, jak to, czy oskarżony może ponosić odpowiedzialność karną”.

Z kolei w innym wyroku Sąd Najwyższy jeszcze dobitniej akcentuje konieczność zaprezentowania przez biegłego zastosowanych metod badawczych. I jest to wymóg na tyle poważny, że brak jego spełnienia dyskwalifikuje opinię. Sąd Najwyższy stwierdził bowiem, iż:

„Nieujawnienie przez biegłego stosowanych przez niego metod badawczych pozostaje w sprzeczności z istotą dowodu z opinii biegłego, będącej wywodem specjalistycznym, w którym biegły odwołuje się do swoich widomości specjalnych, wskazuje etapy wnioskowania (badanie, ustalone fakty), przedstawia przesłanki, którymi kierował się wydając opinię (koncepcje naukowe przyjęte do interpretacji ustalonych faktów). Brak wiedzy o stosowanych przez biegłego metodach badawczych nie pozwala na pełną weryfikację wyników jego pracy”.

Dowód: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 14 marca 2017 r. II KK 375/16.

W doktrynie prawa karnego mocno akcentuje się konieczność zamieszczenia w opinii rzetelnego sprawozdania z badań. Sprawozdanie to stanowi najistotniejszą część opinii. Podkreśla się też, że biegli nie mogą ograniczyć się jedynie do podania wyników swoich eksperymentów, ale muszą dokonać szczegółowego opisu ich przebiegu. W związku z tym część sprawozdawcza musi zawierać informację o całości zastosowanych metod badawczych i sposobie ich zastosowania oraz jednoznaczne i kategoryczne wnioski stanowiące odpowiedzi na postawione w postanowieniu pytania, zarówno główne, jak i szczegółowe. Jest to ugruntowane stanowisko w literaturze fachowej, np.: Stefański, Zabłocki, Kodeks postępowania karnego, t. 1, 2003, s. 911) czy D. Świecki w Komentarzu do art. 200 Kodeksu postępowania karnego, ak. 5.

Jak ponadto słusznie stwierdził Sąd Apelacyjny w Białymstoku w uzasadnieniu wyroku z dnia 30 maja 2014 r. (II AKa 95/14), sprawozdanie z przeprowadzonych przez biegłego czynności jest warunkiem uznania jego opinii za rzetelną i fachową. Pełna teza tego poglądu wybrzmiała w powołanym wyroku następująco:

„Opinia biegłego powinna zawierać sprawozdanie z przeprowadzonych czynności i spostrzeżeń oraz oparte na nich wnioski. Opinia biegłego nie może ograniczać się wyłącznie do odpowiedzi na pytanie zadane przez organ procesowy. Takiej opinii nie można uznać za rzetelną i fachową, gdyż bez sprawozdania z przeprowadzonych badań i bez zapoznania z materiałami źródłowymi nie jest możliwe dokonanie przez sąd takiej oceny”.

Biegły Michał Bańko nie tylko nie przedstawił w założeniach do swojej opinii  jakiejkolwiek metodologii, ale też nie zawarł w niej sprawozdania z przeprowadzonych badań, bo żadnych badań po prostu nie przeprowadził.

Przedstawiona przez biegłego Michała Bańko „opinia” nie zawiera jakichkolwiek cech opinii jako dowodu w sprawie. Jego wywód zaprezentowany na rozprawie  powinien stanowić  przedmiot postępowania karnego o czyn z art. 233 § 4 Kodeksu karnego.  Nierzetelność jego „opinii” jest oczywista.

Trzeba również zauważyć, iż niewyobrażalnym skandalem jest postawa sędziego, który z góry założył, że biegły Michał Bańko nie przeprowadzi żadnych badań, a jedynie przygotuje podkładkę pod wyrok skazujący. Jakie bowiem badania mógł przeprowadzić biegły w sytuacji, gdy Sąd udostępnił mu akta do wglądu tuż przed rozprawą!? Sędzia Małgorzata Ziomek-Zabawa powinna odpowiedzieć za ten czyn przed sądem dyscyplinarnym. To jest oczywisty, poważny i niebezpieczny delikt. To, co zrobiła Pani Sędzia określić należy mianem „metody iście stalinowskiej”.  W Sądzie Rejonowym w Zamościu wydarzyło się zatem coś, co  nie miało prawa się wydarzyć!

3. Wyrok Sądu I Instancji

Sąd Rejonowy w Zamościu skazał panią Annę za niepopełnione wykroczenie. Całość orzeczenia wklejamy do tekstu. Do niektórych ustaleń Sądu nie omieszkamy się jednak odnieść.

Wyrok Sądu Rejonowego w Zamościu z dnia 28 kwietnia 2020 r., sygn. II W 518/19

Wątpliwości w przedmiocie ustalenia, z jakiej odległości faktycznie został wykonany rzekomy pomiar, Sąd nie rozstrzygnął, gdyż uznał to za nieistotne – Sąd stwierdził, że skoro biegły Michał Bańko zaopiniował, że pomiary urządzeniem Ultralyte mogą być dokonywane  z odległości do 1200 metrów, to nie ma potrzeby rozstrzygania tej wątpliwości… Trudno z takim poglądem polemizować. Zauważamy jedynie, że wynika z niego to, iż Sąd w ogóle nie był zainteresowany ustaleniem przebiegu zdarzenia. Był jedynie zainteresowany skazaniem obwinionej…

Sąd Rejonowy ustalił ponadto, że policjant dokonujący pomiaru miał dobrą widoczność na okolicę, gdyż „pomiędzy zatoczką, w której stał radiowóz, a pojazdami jadącymi od strony Carrefoura, nie było żadnych przeszkód w postaci budynków lub innych obiektów, które mogłaby przesłaniać widoczność … Sąd nie odniósł się natomiast do zagadnienia, że jeden pojazd mógł zasłonić drugi pojazd. Najważniejsze, że na drodze nie było budynków…

Pismo Komendy Miejskiej w Zamościu w sprawie szkolenia Marka Prusa

Sąd ustalił także, że policjant Marek Prus „odbył szkolenie służbowe, nabywając umiejętność obsługi przyrządów służących do pomiaru prędkości. Podstawą tego ustalenia były zdaniem Sądu następujące dowody: znajdujące się w aktach sprawy zaświadczenie o ukończeniu kursu oraz pismo z Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.

Powyższe ustalenie obraża ludzką inteligencję – jest ponadto contra legem, bowiem w aktach sprawy znajduje się zaświadczenie o ukończeniu przez Marka Prusa przeszkolenia specjalistycznego kontrolerów służby ruchu drogowego (a nie w zakresie obsługi mierników prędkości). Problem ponadto w tym, że Marek Prus owo szkolenie odbył na przełomie 1999/2000 roku – a więc w czasie, kiedy polska policja nie korzystała jeszcze z mierników laserowych i nie szkoliła policjantów w zakresie ich obsługi.

Świadectwo ukończenia kursu przez Marka Prusa, znajdujące się w aktach sprawy

Wzór świadectwa potwierdzającego ukończenie szkolenia uprawniającego do dokonywania pomiarów prędkości w ruchu drogowym

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwsze urządzenia laserowe pojawiły się w Polsce dopiero w 2012 roku. W kontekście powyższego niepojęte jest to, że Komenda Miejska Policji w Zamościu w znajdującym się w aktach sprawy piśmie z dnia 7 kwietnia 2019 r. stwierdziła, że „Marek Prus posiada przeszkolenie z zakresu ruchu drogowego, co upoważnia go do użytkowania wszelkiego rodzaju mierników prędkości”. Komenda Policji z Zamościa nie miała prawa takiego stwierdzenia wyartykułować, gdyż Komendant Główny Policji w zarządzeniu z dnia 22 września 2017 r. w sprawie pełnienia służby na drogach (a zarządzenie KGP jest prawem wewnętrznym wiążącym wszystkich policjantów) zaliczył stosowanie przyrządów kontrolno-pomiarowych do pomiaru prędkości do czynności wymagających wiedzy specjalistycznej. Takie szkolenia przeprowadzane są od 2017 roku w Szkole Policji w Katowicach. Marek Prus nie miał zatem prawa znaleźć się na drodze publicznej z laserowym miernikiem prędkości w ręku!

Znamienne jest także to, że zamojski Sąd – zamiast ustalić stan prawny na podstawie obowiązujących przepisów prawnych, oparł na interpretacji tychże przepisów dokonywanej przez niedouczonych policjantów!

4. Postępowanie przed Sądem II Instancji

Wyrok Sądu Rejonowego w Zamościu został zaskarżony. Postępowanie odwoławcze prowadzi SSO Urszula Zwolak. Sędzia Zwolak oddaliła wszystkie wnioski i nie zapoznała się nawet z tym materiałem, który jest w aktach. Zgodziła się jedynie na przeprowadzenie uzupełniającej – tym razem pisemnej – opinii przez Michała Bańko. Poniżej publikujemy przedmiotową opinię w całości, a następnie ją skomentujemy.

A oto tekst opinii pisemnej, którą przedstawił biegły Michał Bańko:

Uwagi do opinii biegłego Michała Bańko
Opinię biegłego Michała Bańko można by skrótowo określić „stekiem bzdur” Nieprzygotowany czytelnik (np. Sąd Okręgowy) może w te bzdury uwierzyć. Dlatego też, przynajmniej do niektórych, bzdur się odniesiemy.

Biegły Bańko – odpowiadając na pytanie dotyczące braku przeprowadzenia testów – napisał, że:

„Jeśli chodzi o kwestię wykonywania testów czy sprawdzeń przez policjantów przed wyjazdem w teren, w ocenie biegłego nie mają one żadnego znaczenia dla eksploatacji tego urządzenia. Tzw. testowanie (przed wyjazdem w teren) jest formalnym wymogiem, nie związanym bezpośrednio z technologią, poprawnością, czy innymi kwestiami technicznymi pomiarów”.

Powyżej wyrażony przez biegłego Bańko pogląd jest przede wszystkim sprzeczny z prawem policyjnym oraz z instrukcją obsługi. Zgodnie z zarządzeniem nr 30 Komendanta Głównego Policji przeprowadzenie  owych testów jest obowiązkowe na początku każdego dnia pomiarowego. O istotności testów wypowiadają się jednoznacznie wszyscy biegli sądowi, zajmujący się technologią pomiarów prędkości. Poniżej wskażemy fragment jednej z opinii sporządzonej przez biegłego Piotra Białobrzyckiego dla Sądu Okręgowego w Zielonej Górze w sprawie VII Ka 770/17. Wybraliśmy – spośród wielu – tę opinię dlatego, iż Piotr Białobrzycki jest osobą, która kilkanaście lat temu sprowadziła z USA i sprzedała polskiej policji pierwsze laserowe mierniki prędkości UltraLyte 20-20. Mało kto zatem zna to urządzenie tak dobrze, jak on. A oto stosowny fragment, odnoszący się do braku przeprowadzenia testów urządzenia:

„Pomiary laserowym przyrządem ULTRALYTE LTI 20-2- można uznać za prawidłowe i miarodajne co do zasady, pod warunkiem, że celowa była zbieżna z wiązką lasera. Niestety, w przedmiotowej sprawie brak jest dowodów na tę okoliczność, w szczególności na przeprowadzone przez któregoś ze świadków, zgodnie z instrukcją obsługi, czynności sprawdzających przyrząd przed jego pierwszym użyciem. Wobec braku powyższych informacji w aktach sprawy (w szczególności testu zbieżności wiązki lasera z celową), nie można stwierdzić, czy przyrząd działał prawidłowo w chwili dokonania pomiaru prędkości motocykla obwinionego”.

Odpowiadając na pytanie dotyczące dywergencji wiązki pomiarowej, biegły Michał Bańko zamieścił tekst dotyczący pomiarów miernikiem TruCam. Dlaczego Bańko pisze w tym punkcie o TruCamie, skoro przedmiotem postępowania jest pomiar urządzeniem UltraLyte 20-20? Wygląda na to, że Bańko wkleił w tym miejscu jakiś fragment z innej opinii, dotyczącej miernika TruCam… Trudno się zatem do tego fragmentu odnosić.

W kolejnym akapicie biegły Michał Bańko raczył wyrazić pogląd, który go dyskwalifikuje jako rzeczoznawcę do pomiarów prędkości, a mianowicie, ze „policjant doświadczony, a nawet taki, który z miernikiem laserowym ma do czynienia np. kilka tygodni, jest w stanie określić, że miernik np. „nie trafia w cel”.  Wypowiadając ów pogląd Bańko nie wskazuje żadnego źródła, skąd pochodzi jego wiedza. W szczególności nie powołuje się na jakąkolwiek literaturę, ani też na jakiekolwiek opublikowane badania, które by można było zweryfikować.

Michał Bańko nie udzielił odpowiedzi na pytanie, dotyczące dokumentów szkoleń, twierdząc, że „to nie jest pytanie do biegłego z zakresu techniki pomiarów prędkości”…  No rewelacja. Biegłego od pomiarów prędkości po prostu nie interesuje to, czy policjanta ktoś nauczył obsługi urządzenia!… No comment.

W kolejnym akapicie opinii znowu pojawia się tajemniczy TruCam. Biegły korzysta tutaj z okazji i chwali się swoimi „strzałami” w kant samochodów jadących w ciasnej kolumnie. Istotnym dowodem na poprawność tych pomiarów – zdaniem biegłego – jest widniejący krzyżyk (punkt celowniczy) na karoseriach poszczególnych pojazdów. Panie Bańko – komu chcesz wcisnąć ten kit? Sędziemu? Sędziego może i nabrałeś, ale tysięcy czytelników tego tekstu nie nabierzesz. Otóż po pierwsze: punkt celowniczy widniejący na fragmentach tych pojazdów jest punktem pozorowanym, a nie rzeczywistym. To urządzenie generuje ten punkt, ale to wcale nie oznacza, że wiązka lasera również pada dokładnie w to miejsce. Po drugie – w pojazd uderza wiązka emitowana przez laser, która ma swoją dywergencję (szerokość), a operator urządzenia jej nie widzi. Celujący policjant nie wie, „o jaki pojazd zaczepia ta wiązka”. To co widzi policjant w wizjerze to w pewnym sensie fikcja. I po trzecie – uwzględnić należy pole celowania – o czym będzie mowa dalej. Teraz jedynie wyjaśnimy, że pomiar trwa 0,3 sekundy – i w tym czasie wiązka laserowa „krąży” nie wiadomo gdzie. Im większa odległość  od mierzonego pojazdu, tym szerokość wiązki jest większa, ale i pole celowania większe. Pan biegły Bańko uchwycił moment, który mu odpowiada i czyni z tego dowód na poprawność pomiaru! I wreszcie po piąte – na jakiej podstawie biegły Bańko twierdzi, że zamieszczone na fotografiach pomiary oddawały rzeczywistą prędkość pojazdu mierzonego? Przecież, aby zbadać poprawność działania danego urządzenia, to trzeba jednocześnie wykonać pomiar tego samego pojazdu (i w tym samym czasie) inną metodą pomiarową, lub nawet wieloma innymi metodami pomiarowymi. Dopiero wtedy zweryfikujemy poprawność działania urządzenia. A jeśli nie można tego zweryfikować i jeśli jest choćby cień wątpliwości, że pomiar nie oddaje rzeczywistej prędkości pojazdu (bo np. w „kadrze” znajdowało się kilka pojazdów), to taki pomiar należy odrzucić!! Poczytaj pan, panie Bańko, trochę literatury, drukowane nie szkodzi. Poczytaj Pan np. publikację wydaną w języku polskim przez S. Janczewksiego pt. Zrozumieć policyjny radar i lidar, którą amerykańscy specjaliści wydali dla takich amatorów, jak pan. Przeczytaj w tej książce pan m. in., że gdy  w USA przeprowadzano eksperymenty z urządzeniem UltraLyte, to dla sprawdzenia poprawności działania tego urządzenia, wykonywano jednocześnie pomiary innymi urządzeniami do pomiaru prędkości, takimi jak: radar K-455, rejestrator PEEK 241, system Compulink III, piąte koło dołączone do pojazdu testowanego. A pan, panie Bańko, jakie metody pomiaru stosował weryfikując poprawność pańskich „strzałów”?…

W bardzo obszernym fragmencie opinii: od strony 17 do strony 29 – biegły „analizuje”, czy urządzenie pomiarowe spełnia wymagania określone przepisami rozporządzenia wykonawczego do ustawy Prawo o miarach. Biegły Michał Bańko jednak nie zorientował się, że z dniem 8 lutego 2018 r. przepisy te uległy zmianie.  Biegły przeprowadził obszerną „analizę” przepisów, które od dawna nie obowiązują!!

Dla przykładu porównamy treść § 9 rozporządzenia i porównamy treść przepisu, który komentuje biegły w swojej opinii z treścią tego samego paragrafu, który aktualnie obowiązuje.

Otóż według biegłego Michała Bańko § 9 rozporządzenia brzmi następująco:

  1. Przyrząd z urządzeniami dodatkowymi rejestrującymi powinien: 1) rejestrować wynik pomiaru prędkości oraz datę i co najmniej godzinę i minutę wykonanego pomiaru; 2) umożliwiać identyfikację pojazdu w sposób określony w instrukcji obsługi
  2. Przyrząd z urządzeniami dodatkowymi rejestrującymi i urządzenia dodatkowe rejestrujące powinny zapewniać zgodność zmierzonych i zarejestrowanych danych
  3. Zarejestrowane dane powinny być zabezpieczone przed dostępem osób nieupoważnionych oraz przed ich zmianą i zniszczeniem.
  4. Wymaganie, o którym mowa w ust. 3, powinno być spełnione także podczas transmisji danych.

Jako komentarz do tego (nieobowiązującego) przepisu Bańko zamieścił jedno słowo „Spełnia”.

Tymczasem § 9 tego rozporządzenia – w aktualnie obowiązującym stanie – brzmi następująco:

  1. Przyrząd powinien rejestrować zmierzoną prędkość, datę i czas dokonania pomiaru oraz obraz lub sekwencję obrazów kontrolowanego pojazdu z jego numerami rejestracyjnymi. Czas dokonania pomiaru prędkości powinien być rejestrowany z rozdzielczością nie mniejszą niż 1 s.
  2. (uchylony).
  3. Zarejestrowane dane powinny być zabezpieczone przed dostępem osób nieupoważnionych oraz przed ich zmianą i zniszczeniem.
  4. Wymaganie, o którym mowa w ust. 3, powinno być spełnione także podczas transmisji zarejestrowanych danych.
  5. Zarejestrowane dane powinny być połączone w sposób uniemożliwiający ich zmianę.
  6. Zarejestrowane dane, jeżeli są transmitowane, powinny zawierać dodatkowo sumy kontrolne lub pieczęcie elektroniczne i mogą zawierać dodatkowo podpisy elektroniczne osób dokonujących pomiaru, umożliwiające potwierdzenie przez przyrząd i przez oprogramowanie zewnętrzne współpracujące z przyrządem niezmienności tych danych po ich transmisji do systemów ogólnodostępnych.
  7. Przyrząd powinien zapewniać transmisję danych za pośrednictwem interfejsów do powszechnie dostępnych urządzeń informatycznych w postaci zaszyfrowanej w sposób zapewniający potwierdzenie poprawności transmisji.
  8. Zarejestrowane dane mogą być usunięte z przyrządu jedynie po uzyskaniu przez przyrząd potwierdzenia poprawnej ich transmisji do systemów ogólnodostępnych, a ich usunięcie powinno być rejestrowane w postaci dziennika zdarzeń zawierającego datę i czas usunięcia danych, zakres tych danych, datę i czas ich utworzenia oraz imię i nazwisko osoby dokonującej transmisji danych.

Dowód: ROZPORZĄDZENIE MINISTRA GOSPODARKI z dnia 17 lutego 2014 r. w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w kontroli ruchu drogowego, oraz szczegółowego zakresu badań i sprawdzeń wykonywanych podczas prawnej kontroli metrologicznej tych przyrządów pomiarowych – link do strony sejmowej: http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20190001081/O/D20191081.pdf

I co, panie Bańko, – spełnia? Czy któreś z tych wymagań UltraLyte spełnia? Czy np. rejestruje zmierzoną prędkość, datę i czas dokonania pomiaru oraz obraz lub sekwencję obrazów kontrolowanego pojazdu z jego numerami rejestracyjnymi? Czy rejestruje czas dokonania pomiaru prędkości z rozdzielczością nie mniejszą niż 1 s.?

Właśnie dlatego padło pytanie do biegłego o wymagania. A pan nawet nie wszedł na stronę sejmową, żeby sprawdzić, jaki jest tekst obowiązującego rozporządzenia! I teraz Sąd nie wie, czy UltraLyte spełnia wymogi obowiązującego prawa, czy nie spełnia….

Jako skandaliczną należy uznać odpowiedź biegłego Michała Bańko na pytanie, czy w przypadku efektu ślizgu wiązki pomiarowej urządzenie wyświetli nieprawidłowy pomiar, czy też kod błędu?

Odpowiedź ta jest następująca:

„Nazwanie tego efektu ześlizgnięciem się wiązki powstało chyba na forach internetowych odwiedzanych przez obwinionych czy ukaranych mandatami za przekroczenie prędkości – światło lasera nie ma cech, które pozwalają mu pełzać czy ześlizgiwać się z obiektu – promień lasera albo trafia w cel albo nie”.

Otóż wbrew temu, co wypisuje biegły Bańko, efekt ześlizgnięcia się wiązki pomiarowej jest znany i jest opisywany w wielu poważnych publikacjach naukowo-technicznych oraz w wielu opiniach doświadczonych biegłych sądowych. Biegły Bańko jednak nie czyta żadnej literatury i nie konsultuje swojej wiedzy z innymi biegłymi, mającym większe doświadczenie. Powołam się w tym miejscu chociażby na opinię biegłego Wojciecha Leśniaka, sporządzoną dla Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ w Warszawie, sygn. IV W 828/20, w której biegły ten bardzo dokładnie opisał zjawisko ślizgu, zamieszczając stosowne obliczenia wartości błędu pomiarowego wywołanego tym efektem. Opinia ta znajduje się w aktach sprawy w Sądzie Okręgowym w Zamościu. Tylko iść, przeczytać – i już się będzie wiedziało….

Biegły Michał Bańko raczył wyartykułować pogląd, że nie ma możliwości, aby urządzenie UltraLyte wykonało błędny pomiar (s. 33 opinii). Jego zdaniem urządzenie albo wyświetli prawidłowy wynik, albo wyświetli kod błędu. Pogląd ten jest tak dalece odosobniony i błędny, że szkoda się nawet na ten temat rozwodzić. Dla przykładu podam tylko, że Sąd Rejonowy w Tarnowie przeprowadził eksperyment procesowy, podczas którego wykazano, że stojący na ulicy pojazd porusza się z prędkością ok. 20 km/h. Szkoda wchodzić w głębszą polemikę z biegłym Bańko w tym temacie, bo to zwyczajny oszust.

Istnym kuriozum jest fragment opinii, znajdujący się na stronie nr 9 – otóż pan Bańko wyraża pogląd, że jeżeli lidar „źle mierzy”, to operator szybko się zorientuje o powstałym problemie, bo „namierzając” pojazd znajdujący się w „szacowanej na 150 czy 200 m odległości” zamiast prędkości pojawi się na wyświetlaczu… odległość! O tej funkcji miernika nie wiedzą nawet chyba jego projektanci z Laser Technology, Inc. w Colorado. Tym bardziej jest to zadziwiająca teoria, gdyż w pozostałej części swoich wypocin pan biegły powtarza marketingowy bełkot importera, że urządzenie dokonuje albo poprawnego pomiaru i wskazuje wartość prędkości, albo wyświetla błąd E-xxx.

Rozbrajająca jest odpowiedź biegłego na pytanie nr 8.4: czy UltraLyte 20-20 posiada funkcję rejestracji obrazu lub sekwencji obrazów kontrolowanego pojazdu z jego numerami rejestracyjnymi. Biegły odpowiedział na nie tak:

Biegły nie odnalazł we wspominanym Rozporządzeniu takiego warunku funkcjonalności, dotyczącej mierników prędkości.

Biegły Bańko zaznaczył ponadto, że „do niniejszego opracowania załączony został wydruk niniejszego rozporządzenia”.

Problem jednak w tym, że biegły Bańko zamieścił wydruk rozporządzenia, które obowiązywało do dnia 7 lutego 2018 r. !!! Biegły Bańko nie posiada bowiem umiejętności korzystania z aktualnie obowiązujących przepisów prawnych!!!!

Wiele można jeszcze pisać o tym steku bzdur podniesionym przez zamojski Sąd do rangi opinii biegłego. Zakończymy jednak nasz komentarz prawdziwym smaczkiem. Otóż biegły został poproszony o to, aby obliczył ile wynosiło pole celowania. A oto odpowiedź na to pytanie:

„Biegły prosi o wyjaśnienie, co obwiniona rozumie pod pojęciem pole celowania, w jakich jednostkach jest wyrażane i o czym ono mówi, na co wskazuje”…

Otóż mamy rewelację najwyższej rangi: biegły sądowy, który zajmuje się przyrządami celowniczymi (do takich należą m. in. laserowe mierniki prędkości) nie wie, co to jest pole celowania i pyta obwinioną, w jakich jednostkach się go mierzy!!! (sic!!!) To jest rzecz niewyobrażalna i niepojęta! To jest po prostu kolejny no comment

Rozprawa w dniu 30 listopada 2020 – obrońca składa wniosek o powołanie innego biegłego

 

Sędzia Urszula Zwolak wysłuchała powyższy wniosek obrońcy oraz przyjęła opinie sporządzone przez innych biegłych w zakresie pomiarów urządzeniem UltraLyte, a także wyroki polskich sądów, wydane na podobnych stanach faktycznych. Sprawiała nawet wrażenie osoby miłej i rzetelnie podchodzącej do sprawy. Sędzia odroczyła rozprawę do dnia 17 grudnia 2021 r. – aby się zastanowić nad wnioskami. Powiedziała, że policja nie będzie informowana o tym terminie. To był jednak podstęp, gdyż Sędzia w tym czasie kontaktowała się z policją i uzyskała z Komendy Miejskiej w Zamościu pismo, z którego  ma rzekomo wynikać, że urządzenie UltraLyte 20-20 było sprawne w dniu zdarzenia, gdyż było sprawne podczas wykonanej po spornym „pomiarze” legalizacji ponownej. Pismo to, jak się domyślamy, ma stanowić podkładkę pod wyrok skazujący.

Rozprawa w dniu 17 grudnia 2021 r.

Sędzia Urszula Zwolak przyszła na rozprawę w dniu 17 grudnia 2021 z zupełnie innym nastawieniem niż poprzednio. Głos miała nieprzyjemny, zmieniony. Nawet nie starała się ukryć swojej niechęci do obwinionej. Tak jakby została przez kogoś negatywnie nastawiona. To najlepszy przykład, że sprawy sądowe nie ważą się na sali rozpraw, ale poza nią…

Kiedy uczestnicy rozprawy weszli na salę, Sędzia powiedziała do wszystkich: „proszę siadać”, a kiedy wszyscy usiedli – niemal jednym tchem – zestrofowała obwinioną, że powinna wstać, gdy Sąd do niej mówi…

Chwilę później obrońca złożyła wniosek o nagrywanie rozprawy przez obwinioną, Sędzia odrzekła nieprzyjemnym głosem:

„Proszę bardzo. Możemy być nagrywani potrójnie. Nic to nie zmieni…”.

Postanowienie Sądu Okręgowego o wypłacie biegłemu Bańko wynagrodzenia za „rzetelną” opinię.

Sędzia Zwolak uznała opinię Michała Bańko za wystarczająco jasną i pełną. Oznajmiła to w następujących słowach:

„Sąd uważa opinię biegłego Michała Bańko za wystarczająco jasną i pełną, a to opinia biegłych ma być dla Sądu wystarczająca. Strony, jeśli są niezadowolone z opinii, to nie znaczy, że będziemy wywoływać opinie aż do skutku, aż strona będzie zadowolona. I to wszystko na ten temat. Koniec dyskusji”

Sędzia Urszula Zwolak nie zaliczyła ponadto w poczet materiału dowodowego licznych opinii innych biegłych oraz opartych na nich wyroków sądowych, z których jasno wynikało, że biegły Michał Bańko „odstaje” od doktryny i tworzy swoją własną, absurdalną fizykę.

Sędzia argumentowała, że opinie z innych spraw oraz wyroki innych sądów nie mogą  stanowić dowodu w sprawie. Powyższy pogląd Sądu jest zupełnie niezrozumiały. Owe opinie i wyroki nie zostały  bowiem złożone do akt sprawy w celu ich przeprowadzenia jako dowodu. Materiały te zostały złożone, jako argumenty uzasadniające uznanie opinii Michała Bańko za nierzetelną i powołanie innego biegłego. Sąd winien te argumenty  i racje rozpatrzeć, a nie traktować je w kategoriach dowodów…

Krótko podsumował to obrońca:

 

Sędzia Urszula Zwolak oddaliła ponadto wszystkie wnioski dowodowe złożone przez obrońcę. Z materiałami dowodowymi załączonymi do wniosków nawet się nie zapoznała. Z  rzetelności dziennikarskiej podajemy, jakie wnioski dowodowe złożyła obrona:

  1. W związku ze stwierdzeniem biegłego, suponującym iż każdy błędny pomiar urządzeniem UltraLyte 20-20 100 LR nie zostanie wyświetlony na wyświetlaczu (według biegłego na wyświetlaczu wyświetli się wówczas słowo „error”) wnoszę o:
    – dopuszczenie i przeprowadzenie na rozprawie odwoławczej dowodu z eksperymentu procesowego, polegającego na dokonaniu na sali rozpraw błędnego pomiaru urządzeniem UltraLyte 20-20 – w celu udowodnienia, że urządzenie UltraLyte 20-20 nie identyfikuje wszystkich kategorii błędów (urządzenie wykona i wyświetli błędny pomiar).
    2. W związku ze stwierdzeniem biegłego, że prawidłowy pomiar urządzeniem UltraLyte 20-20 można wykonać „siedząc w samochodzie na fotelu pasażera”, „nawet z odległości rzędu 200-300 m” i w dodatku „jedną ręką” – wnoszę o:
    – włączenie do materiału dowodowego – stanowiącego załącznik do niniejszej apelacji – nagrania DVD, ilustrującego eksperyment (badanie) laserowego miernika
    prędkości, który przeprowadzony został przez trenera kadry narodowej biathlonistów Krzysztofa Rymskiego z wykorzystaniem trenażera Scatt;
    – przeprowadzenie na rozprawie dowodu z odtworzenia w/w nagrania,
    – przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego z zakresu strzelectwa sportowego i powierzenie tej funkcji ad hoc trenerowi pierwszej klasy Krzysztofowi Rymskiemu –
    byłemu trenerowi strzeleckiemu polskich reprezentacji biathlonowych, który obecnie pełni funkcję Prezesa Zarządu Śląskiego Związku Strzelectwa Sportowego: adres
    siedziby Związku: ul. Kościuszki 191, 40-555 Katowice.

W dniu 3o grudnia 2021 r. Sędzia Urszula Zwolak przyjdzie do Sądu, aby ogłosić wyrok skazujący (numer sali nie został podany). Myślę, że mieszkańcy Zamościa powinni przyjść na to ogłoszenie. Niech wiedzą i niech zobaczą, jakie jest u nich sądów sprawowanie. Nikt, kto to zobaczy i usłyszy, w sądów obronie ze świecą stał nie będzie…

Na koniec taka oto refleksja. Jakiś czas temu w Sądzie Okręgowym w Zamościu rozpatrywany był podobny przypadek – tyle, że obwinioną o przekroczenie prędkości była żona prezesa Sądu Okręgowego – wpływowego PiSowskiego sędziego. Wówczas Sąd Okręgowy w Zamościu zupełnie inaczej podszedł do sprawy. Oto link do materiału:

Złapali na radar żonę prezesa sądu. – I co ? – I figo-fago…

 

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Biegli sądowi, Domniemanie winy, Laserowe mierniki prędkości, Opinie biegłych, Policja, Postępowanie dowodowe | 11 komentarzy

Pod sądem zapanowało prawo (po 7 latach bezprawia)

Będzie o tym, jak pracownicy Sądu Rejonowego Poznań – Stare Miasto oraz Aresztu Śledczego na ulicy Młyńskiej w Poznaniu, latami łamali prawo. I siedem lat torpedowali próby zmiany tego stanu rzeczy….

A było to tak: kiedy bywaliśmy w w/w sądzie to wielokrotnie naszą uwagę przykuwało kilkadziesiąt samochodów osobowych, których kierujący bezczelnie łamiących prawo przez parkowanie niezgodne z przepisami.

A wszystko to pod oknami sądu i aresztu … Jak się okazało, były to pojazdy pracowników sądu i aresztu, a więc instytucji ściśle związanych z przestrzeganiem i egzekwowaniem prawa. Parkowali m.in. na chodniku, często wręcz uniemożliwiając pieszym korzystanie z niego. Na nasze uwagi skierowane do policjantów, aby podjęli odpowiednie działania, nie było żadnej reakcji, oprócz wykrętnych tłumaczeń, że prowadzą właśnie inne działania, których, mimo wnikliwej obserwacji, nie mogliśmy dostrzec – i to od wielu, wielu lat. A żeby było ciekawiej, to okna sal sądowych wychodziły właśnie na ulicę Młyńską.

W tych salach toczyły się i nadal się toczą także sprawy o wykroczenia w ruchu drogowym, i zapadają wyroki skazujące. Pewien obwiniony, w chwili intelektualnej swawoli, zakrzyknął:  „niech sąd wyjrzy przez okno i zobaczy swoje i kolegów identyczne bezeceństwo”. Na co sąd odrzekł, że ta kwestia nie jest tematem obecnej sprawy i że parapet jest wysoki, to i okien nie sięgnie … To stwierdzenie wywołało wybuch niesłychanego entuzjazmu u licznej publiczności. A jednak człek zadeklarował, że on wysoki sąd podniesie. Wysoki sąd nie skorzystał z oferty, co wywołało widoczną konfuzję u obwinionego i publiczności. O czasy, o ludzie… Tyle tylko dopowiemy, że wysoki sąd był również nieco ubawiony cała sytuacją, czego zresztą specjalnie nie ukrywał, bo szczególnie wysoki nie był.

Ale przyszła nieszczęsna wiosna 2021 roku i niecny proceder łamania prawa przez pracowników sądu i aresztu (a może i jeszcze innych instytucji) się skończył. A to dlatego, że zarządca drogi wprowadził zmiany w organizacji ruchu, polegające m. in. na postawieniu metalowych, ozdobnych słupków, przez co uniemożliwił piratom drogowym rajdy po chodniku. Pieszym oddano chodnik i nareszcie jest bezpiecznie.

Jak dokładnie zaś do tego szczęśliwego finału doszło? Długo by o tym mówić, więc pozostawmy sprawę na boku i przyjrzyjmy się ostatnim trzem miesiącom, przypomnijmy jednak, że cała sprawa trwała siedem lat, czyli od 2014 roku.

W dniu 12 lutego 2021 r. do Straży Miejskiej Miasta Poznania oraz do Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu zostały skierowane identyczne pisma, w których wskazano przynajmniej 13 wykroczeń, jakich codziennie dopuszczali się kierowcy.

Odpowiedź z policji przyszła z przyczyn niezależnych po czasie, ale i tak jest niezwykle ciekawa, choćby ze względu na niezwykle wysoki poziom erudycji jej autora, którym jest Naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Przemysław Kusik. Pan Naczelnik wytoczył cały arsenał broni, czyli „dyslokował policjantów”, przesłał do komendanta policji Stare Miasto pismo następującej treści:

„Dostrzegając jednak powagę sytuacji oraz istniejący problem, poza zaangażowaniem sił własnych, przesłane przez Pana pismo zostało również przekazane do właściwego miejscowo Komisariatu Policji Poznań-Stare Miasto w celu podjęcia działań niezbędnych do wyeliminowania zagrożenia”.

Po takim liście, jak mniemamy przesłanym też do dyrekcji sądu i aresztu, musiało tam zapanować niewyobrażalne przerażenie. Z nadzieją obserwowaliśmy wiele razy, co zrobią  tam kierowcy łamiący prawo, bo nadzieja umiera ostatnia… A nie zrobili NIC! Nadal bezczelnie łamali prawo i jakoś policja im w tym nie przeszkadzała. Czyżby niedopełnienie obowiązków? A bezpieczeństwo tzw. NURD także jakby Naczelnika nie obchodziło… Co więcej, ani razu nie widzieliśmy także policjantów egzekwujących prawo, a więc nabraliśmy podejrzeń. Więc wysłaliśmy 28.06.2021 r. pismo, które zawierało 4 pytania:

1. Ile interwencji tamże podjęli pańscy podwładni?
2. Ile wystawili mandatów?
3. Ile pouczeń?
4. Ile wniosków do sądu?

Zakres wnioskowanej informacji obejmował okres od 13 lutego 2021 r. do 25 czerwca 2021 r.  Odpowiedź nadeszła pismem z dnia 09.07.2021r. którego fragment tu przedstawiamy:

„… funkcjonariusze KMP w Poznaniu we wskazanym okresie tj. 13.02.2021 – 25.06.2021 na ul. Młyńskiej w Poznaniu nałożyli 4 mandaty karne.”

Czyli przez około 130 dni 4 mandaty. Czyli około 0,031 mandatu dziennie, przy codziennie kilkudziesięciu kierowcach łamiących przepisy Ustawy Prawo o ruchu drogowym.
Według naszych minimalistycznych obliczeń:
min. 50 kierowców x min. 2 wykroczenia dziennie to 100 wykroczeń. Mnożąc x 5 dni roboczych daje to 500 wykroczeń tygodniowo. I znowu mnożąc x 4 tygodnie, to otrzymujemy 2 000 wykroczeń m-c, a kwartalnie 6 000. Oczywiście są to wyniki przybliżone, bo tych wykroczeń zapewne było znacznie więcej. Od strony materialnej to min 120 000 zł. Ale czy o pieniądze tu chodzi? Nie, policja nie zrobiła de facto nic dla bezpieczeństwa NURD, czyli niechronionych uczestników ruchu drogowego.

A jak podeszła do tematu powiadomiona identycznym pismem, z wyszczególnieniem wykroczeń, Straż Miejska Poznania? Jak odpowiedziała na te same pytania, czyli:
1. Ile wystawiono tamże mandatów i wezwań?
2. Czy zakładano tam blokady i ile?
3. Ile skierowano wniosków do sądu?
4. Ile tamże było interwencji SMMP?

Pismem z dnia 27 lipca 2021 r. Komendant Mariusz Paszczyński pisze m.in.:

  • ukarano 56 kierujących oraz wystawiono 12 wezwań.,
  • dodatkowo zastosowano 14 środków oddziaływania poza karnego w postaci pouczeń,
  • na koła pojazdów założono 46 blokad,
  • do sądu skierowano jeden wniosek o ukaranie,
  • przyjęto 45 zgłoszeń dotyczących tam niezgodnego z przepisami postoju pojazdów.

Podsumowanie
Na początku musimy zauważyć, ze SMMP ma bardzo ograniczone uprawnienia do kontroli ruchu drogowego, ale takowe posiada dla reagowania na nieprawidłowe parkowanie. Natomiast policja ma prawo i obowiązek reagowania na wszystkie przejawy łamania prawa przez obywateli, w tym dotyczących ruchu drogowego. W tym konkretnym przypadku Straż Miejska wykonywała od lat konstruktywne działania w walce z niewyobrażalnie wielką skalą łamania prawa pod oknami sądu i aresztu ul. Młyńska. Takich działań nie ujrzeliśmy ze strony policji ani razu (115:4 dla SMMP). Wstyd policjo, wielki wstyd. A nawet kompromitacja.

Panie Komendancie Policji!

Proponujemy, aby Pana Naczelnika Przemysława Kusika oraz Naczelnika Zbigniewa Paszkiewicza wysłać np. na sześciomiesięczne szkolenie w tym zakresie do SMMP. Najlepiej w patrolach interwencyjnych. Niech się szkolą w zakładaniu blokad i wystawiania mandatów. Umowa o współpracy SMMP i policji przecież nadal obowiązuje. Może zejdą z chmur na ziemię i nie będą pisali kwiecistych pism w miejsce konkretnych zadań. A może wysłać obydwu na zasłużoną emeryturę, aby nie kompromitowali policji?
A strażnikom miejskim życzę, aby nadal nie odpuszczali kierowcom łamiącym przepisy, często wręcz bezczelnym.

Poniżej możemy obejrzeć film, jak to wyglądało:

                                                                                                                                     Jack Bushyhead

Zaszufladkowano do kategorii BRD, Czynności wyjaśniające, Kontrola drogowa, Monitoring sądów powszechnych, Parkowanie, Policja, Postępownaie mandatowe, Straż gminna (miejska), Znaki drogowe | 6 komentarzy

Wideorejestrator PolCam, czyli przekręt stulecia

Artur Mezglewski

Na Pod­kar­pa­ciu gło­śno było w la­tach 80-tych o pen­sjo­na­riu­szu za­kła­du psy­chia­trycz­ne­go, który na  pra­wie jazdy, upraw­nia­ją­cym go do kie­ro­wa­nia mo­to­cy­klem, do­pi­sał dłu­go­pi­sem ” i na auto”. I jeź­dził na tym pra­wie jazdy sa­mo­cho­dem 20 lat. 

Po­dob­ną sy­tu­ację mamy obec­nie z vi­de­ore­je­stra­to­ra­mi Po­lCam. Urzą­dze­nie to uzy­ska­ło  w 2006 r. za­twier­dze­nie typu, ale je­dy­nie dla ręcz­ne­go trybu po­mia­ro­we­go. Pro­du­cent opu­bli­ko­wał jed­nak in­struk­cję ob­słu­gi, w któ­rej do­pi­sał sobie także tryb au­to­ma­tycz­ny.  Po­li­cja od kil­ku­na­stu lat “mie­rzy pręd­kość” po­jaz­dów wła­śnie w tym au­to­ma­tycz­nym try­bie, który nie ma za­twier­dze­nia. Wszyst­kie wy­ro­ki ska­zu­ją­ce wy­da­ne na pod­sta­wie ta­kich po­mia­rów są do uchy­le­nia. Wszyst­kie! I nie pod­le­ga to naj­mniej­szej dys­ku­sji.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Administracyjne zatrzymanie prawa jazdy, Główny Urząd Miar, PolCam, Policja, Wideorejestratory | 9 komentarzy

Policjanci utrzymują się z nawiązek

Artur Mezglewski

Policjanci z Kraśnika utrzymują się z nawiązek. Sposób na biznes jest prosty. Napadają na spokojnych ludzi, bez uprzedzenia pryskają im gazem w oczy z odległości 5 cm, tak  żeby ich otumanić i oślepić. Potem biją ich pałkami, a następnie oskarżają o przeróżne przestępstwa. Gdy zaś sprawa trafia do sądu – żądają wypłacenia na rzecz „pokrzywdzonych” policjantów nawiązek w wysokości od tysiąca do kilkunastu tysięcy zł. Sympatyczne Panie Sędziny z Sądu Rejonowego w Kraśniku zawsze dają wiarę policjantom.

W nocy z 9 na 10 października 2020 r. policjanci mieli jednak pecha. Ich brawurową akcję nagrała kamera.  Na nagraniu wyraźnie widać, że policjant bez powodu gazuje, powala na ziemię, bije pałką, dusi kolanem do nieprzytomności pana Michała, który stał spokojnie i przyglądał się czynnościom, w ogóle nie był agresywny i nie stawiał żadnego oporu. Człowiek ten został później oskarżony o to, że groził policjantowi zabójstwem, usiłował wyciągnąć mu broń służbową, uderzył go oraz złożył mu korupcyujną obietnicę. Policjanci żądają od niego teraz 11 tysięcy zł tytułem nawiązki za doznane krzywdy. 

Pana Michała następnie zatrzymano i wywieziono w okolice Komendy Powiatowej Policji w Kraśniku, gdzie go potwornie pobito. Na zdjęciach z obdukcji widać, iż cała tylna część jego ciała – od szyi po nogi – to jedna wielka rana powstała od zadawania ciosów pałką policyjną. Sierż. Bartłomiej Falkowski przykładał mu pistolet do głowy wywrzaskiwał  nad głową co on z takimi jak on robi, i że on to mógłby nawet strzelać do dzieci w Afganistanie, gdyby go tam wysłali. Ciekawe ilu ludzi zamordował już sierżant Falkowski?…

Wersja zdarzenia podana przez policjantów

Sierżant Falkowski odnośnie zachowania Pana Michała takie sprawozdanie zamieścił w notatce służbowej”

„W trakcie interwencji na miejsce zaczęły przychodzić inne agresywne do nas osoby, pod wpływem alkoholu. W związku z zaistniałą sytuacją wezwano drogą radiową pomoc. Podczas czynności podszedł do nas mężczyzna i powiedział „macie tu chłopaki 200 zł i wypuśćcie chłopaka”. Mężczyzna był wielokrotnie pouczany o zachowanie zgodne z prawem, nie stosował się do wydawanych mu poleceń, a następnie znieważył nas słowami „pierdolone chuje zostawcie chłopaka bo wam wyjebie…” Mężczyznę poinformowano o tym, że jest zatrzymany, a nastepnie, z uwagi na agresję wobec mężczyzny użyto RMP, a następnie chwytów i dźwigni w celu obalenia w trakcie zatrzymania. Michał S. stawiał czynny opór oraz naruszył moją nietykalność cielesną w postaci odpychania za ręce i mundur, następnie przewrócił mnie na ziemię i leżąc na mnie zadawał ciosy, a następnie próbował mi wyrwać broń służbową z kabury umieszczonej na pasie, szarpiąc za nią w trakcie walki. Wobec czego użyto paralizatora TASER X2 X29002K7P z kamerą V21000W89 z przyłożenia w brzuch – bezskutecznie. St. sierżant Damian Szmit użył pałki służbowej uderzając Michała S. w umięśnione części ciała. Ponadto w trakcie obezwładniania st. sierżant Damian Szmit został uderzony przez Michała S. w głowę ręką z założonymi kajdankami, które udało się w trakcie szarpaniny na nią założyć. Michał S. został zatrzymany i założono mu kajdanki na ręce z tyłu w trakcie zatrzymania krzyczał, że jak wyjdzie „to nas zajebie, a potem spierdoli do Anglii, gdzie pracuje na stale”. Sierżant Damian Szmit w trakcie interwencji doznał obrażeń głowy, widoczne otarcie naskórka i krwiak w okolicy czołowej głowy, skarżył się na bóle i zawroty głowy, po badaniu otrzymał zwolnienie lekarskie do 25 października 2020 r.”

Stacja paliw przy ul. Urzędowskiej w Kraśniku, gdzie rozegrało się zdarzenie. Na ścianie budynku kamera, która nagrała zdarzenie

Policjanci zażądali od pana Michała 11 tysięcy zł tytułem nawiązki za doznane krzywdy.

Prokuratura

Prokurator Mirosław Węcławski w dniu 11 październia 2020 r. postawił Panu Michalowi nastepujące zarzuty:

I. w nocy z 9 na 10 października 2020 r. w Kraśniku, podczas interwencji przez funkcjonariuszy Policji Bartlomieja Falkowskiego i Damiana Szmita obiecał im udzielić korzyści majątkowej w postaci pieniędzy w kwocie 200 zł w celu skłonienia ich do naruszenia prawa poprzez zaniechanie zatrzymania Tomasza K., tj. o czyn z art. 229 par. 3 Kodeksu karnego;

II. W czasie i miejscu, jak w punkcie I w celu zmuszenia funkcjonariuszy Bartłomieja Falkowskiego i Damiana Szmita do zaniechania prawnej czynności służbowej zatrzymania Tomasza K., groził im zabójstwem oraz Bartłomieja Falkowskiego szarpał za mundur, odpychał, usiłował wyciągnąć broń z kabury, a ponadto Damiana Szmita uderzył ręką w głowę, powodując obrażenia ciała w postaci otarć naskórka i krwiaka w okolicy czołowej  prawej, skutkujące rozstrojem zdrowia i naruszeniem czynności narządów ciała na czas poniże 7 dni, tj. o czyn z art. 224 par. 2 Kodeksu karnego w zbiegu z art. 157 par. 2 Kodeksu karnego w zw. z art. 11 par. 2 kk.

III. W czasie i miejscu jak w pkt 1 znieważył słowami wulgarnymi powszechnie uznanymi za obelżywe funkcjonariuszy Policji Damiana Szmita i Bartłomieja Falkowskiego, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, tj. o czyn z art. 226 par. 1 Kodeksu karnego;

IV. W czasie i miejscu, jak w pkt 1, znieważył słowami wulgarnymi powszechnie uznanymi za obelżywe funkcjonarisuzy Policji Mateusza Młynarskiego i Karola Tołaszewskiego, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, tj. o czyn z art. 226 par. 1 Kodeksu karnego.

Frontowa część stacji paliw.

Prokurator Węcławski nie widział potrzeby wystąpienia do PKN ORLEN o nagraniem z monitoringu, twierdząc, że „i tak go już nie ma”. Zresztą nagrania faktycznie miało nie być, gdyż policjanci wydali obsłudze stacji dyspozycje zniszczenia nagrań. Nagrania te jednej przechowywała Centrala PKN ORLEN.

Nagrania znalazły się w aktach sprawy dzięki interwencji Pana Michała w sądzie. Nawet jednak, gdy nagranie było już w aktach sprawy – prokurator Mirosław Węcławski twierdził, że nagranie jest nieczytelne i nic na nim nie ma – odwodząc go od kopiowania płyty.

Miejsce kaźni.

Kiedy Pan Michał prosił prokuratora o wydanie – mimo tego – kopii tego nagrania – Węcławskki odmówił z powodu braku wolnych płyt DVD. W końcu Pan Michał przyszedł do Prokuratury z własną płytą, na którą przegrano mu nagranie. Otrzymał to nagranie tylko dlatego, że wszyscy myśleli, że tam nic nie ma. Gdyby było inaczej – policjanci zapewne zniszczyli by to nagranie, jak to zwykle bywa.

Sprawy w Sądzie

W Sądzie toczą się dwie sprawy dotyczące powyżej opisanego stanu faktycznego:

  • jedna  sprawa wpadkowa o niesłuszne zatrzymanie pana Michała, którą prowadzi sędzia Monika Ostrowska;
  • druga sprawa główna przeciwko Panu Michałowi z zarzutami popełnienia czterech przestępstw oraz wnioskami o zasądzenie 11 tysięcy złotych na rzecz czwórki policjantów za doznane przez nich krzywdy. Tę sprawę prowadzi sędzia Marzena Goleń – spiritus mowens.

Sędzia Ostrowska zwleka z wydaniem postanowienia o niesłusznym zatrzymaniu i przekroczeniu uprawnień – czekając zapewne, aż sędzia Goleń wyda wyrok skazujący w sprawie głównej. Wtedy będzie miała podkładkę, że skoro do jakiegoś przestępstwa doszło, to i zatrzymanie było zasadne.

Sędzia Marzena Goleń zapoznała się z nagraniem spod stacji paliw, ale nie wierzy w to, co zobaczyła. Przede wszystkim nie wierzy, że na skutek duszenia nogą szyi pan Michał stracił na ok. 6 minut przytomność. Sędzia ma taki problem, że przecież człowiek nieprzytomny nie mógłby poruszyć nogą, a jak zauważyła na nagraniu noga Pana Michała się delikatnie poruszyła…

Wyrok w sprawie ogłoszony zostanie w październiku. Czy Sędzia Marzena Goleń jak zwykle obdarzy wiarą zeznania policjantów i zasądzi dla nich kilkunastotysięczną nawiązkę – nawet wbrew temu, co widać na nagraniach?…

Nawiązki to stały dochód policjantów z Kraśnika

I tak np. w w dniu 11 września 2017 r. dwaj policjanci (Kozlowski i Kolasa) wjechali samochodem slużbowym na teren posesji prywtanej, bez stosowania żadnych procedur – wykrzykując wulgarne slowa – wciągnęli na siłę młodego człowieka  do radiowozu, aby go wywieść poza posesję, pobić i oskarżyć w celu uzyskania nawiązki. Nie udało się to, gdyż domownicy zamknąli bramę wjazdową i nie wypuścili radiowozu.

Materiał ten był publikowany:

 

Policjanci, których widzimy na filmie (Kozłowski, Kolasa) oskarżycli młodego czlowieka o popełnienie czterech wykroczeń – wszystki zarzuty jednak zostały oddalone, a chłopak został uniewinniony (sprawa na szczęście trafiła do sędziego, który nie współpracuje z policjantami i nie zasądza im nawiązek).

Nie udało się z synem, to oskarzyli matkę o to, że rzekomo uniemożliwiała prowadzenie czynności służbowych z jej synem. A jak ona mogła cokolwiek utrudniać, skoro, gdy tylko podeszła do radiowozu funkcjonariusz Kozłowski spryskał jej oczy gazem z odlehgłości 5 cm?…

Sprawa rzekomej napaści kobiety na podwórku na sierż. Kozlowskiego trafiła do Sądu, a asesor Paulina Wesołowska z Sądu Rejonowego w Kraśniku zasądziła na rzecz funkcjonariusza 1000 zł nawiązki za szkody moralne, jakich doznał od spryskanej gazem kobiety.

Kiedy kończyła się sprawa wykroczeniowa przeciwko synowi, którego chciano porwać, funkcjonariusz Michał Kolasa na sali sądowej (co autor niniejszego materiału widział na własne oczy) robił zdjęcia adwokatowi, aby go wystraszyć, a następnie zaczął grozić bratu podsądnego, że teraz weźmie się za niego.

I rzeczywiście. Do Sądu Rejonowego wpłynął kolejny akt oskarżenia przeciwko temuż bratu o rzekomą napaść na funkcjonariusza Michała Kolasę, która miała mieć miejsce w  przedszkolu…. Sierżant Kolasa ma w tej sprawie status pokrzywdzonego i żąda od młodego czlowieka 10 tysięcy zł nawiązki za rzekomo doznane krzywdy. Prawda jest taka, że Kolasa spotkał młodego człowieka pod przedszkolem i wulgarnie się do niego odnosząc, chciał go sprowokować do bójki. Nic z tych prowokacji nic nie wyszlo, ale i tak go oskarżył…

W tej sprawie miał już w tym tygodniu zapaść wyrok, ale asesor Magdalena Kołtun-Tudorowska, która prowadzi sprawę, powiedziała, że musi się jeszcze zastanowić nad wyrokiem. Pewnie miała rozmowę dyscyplinującą z wiadomo którą Sędzią. Wszak asesor to taka osoba, która jest niezawisła na cztery lata.  I jak będzie przez te cztery lata wykonywała grzecznie wszystkie polecenia, to może dostać dobrą opinię do awansu na sędziego…

Za tydzień się okaże jaki będzie wynik tej walki wewnętrznej, jaką toczy sama ze sobą Pani Asesor Magdalena Kołtun-Tudorowska.

Gorzka prawda

Połowa ludzi broni „wolnych sądów”. Druga połowa uwierzyła, że w tym kraju przeprowadzana jest jakaś reforma sądownictwa. Obie grupy żyją w jakiejś imaginacji. Prawda bowiem jest taka, że sprawstwo czynów  oraz treści orzeczeń ustalane są w grupach interesu. W Kraśniku przedstawiciele tych grup nie muszą nawet nigdzie wychodzić. Sędziowie, prokuratorzy, adwokaci pracują w tym samym budynku – mogą do siebie przychodzić w kapciach. Czasem jednak wyjeżdżają na stadninę koni do sierżanta Michała Kolasy. Tam wesoło spędzają czas.

Piszący te słowa – wraz z grupą społeczników – przygotował kilka lat temu projekt ustawy, w którym m. in. był postulat, aby wszystkich policjantów wyposażyć w kamerki nasobne i aby wszystkie interwencje policji były nagrywane. Projekt poparła cała opozycja, ale głosami posłów Zjednoczonej Prawicy – odrzucono go w pierwszym czytaniu. Projekt nie był polityczny, ale nie był też pisowski, wiec poszedł w kosz. Po jakimś czasie PIS przedstawił jakiś swój projekt. Zakupiono nawet kamerki dla policjantów. Trąbiły o tym wszystkie media głównego nurtu, a Błaszczak chodził dumny jak paw. Kamerek jednak nie ma, a policjantom uchodzi wszysto płazem. Mogą bić kogo chcą, oskarżać kogo chcą i o co chcą – żadnemu włos z głowy nie spadnie.

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Policja, Postępowanie przed sądem, Prokuratura, Sądownictwo, Zatrzymanie | 6 komentarzy

Wyznaczanie stanowisk w strefie płatnego parkowania kostką brukową jest niedopuszczalne

Artur Mezglewski

Zarządcy stref płatnego parkowania zwalniają się z obowiązku wyznaczenia miejsc postojowych poziomymi znakami drogowymi – uważając, że nie jest to konieczne, jeśli rejon płatnej strefy wybrukowany jest kostką. Jest to stanowisko sprzeczne z prawem. Użytkownicy dróg i placów publicznych – zgodnie z art. 5 ust. Prawa o ruchu drogowym – mają obowiązek stosowania się jedynie do znaków i sygnałów drogowych. A kostka brukowa nie jest znakiem drogowym… Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii Inżynieria ruchu, Parkowanie, Postępowanie egzekucyjne, Strefa płatnego parkowania | Otagowano | 20 komentarzy

W Warszawie skazuje się ludzi za skorzystanie z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień!

Artur Mezglewski

Straż Miejska m. st. Warszawy kieruje do sądów wnioski o ukaranie przeciwko osobom, które posiadając status osoby podejrzanej, odmawiają składania wyjaśnień w sprawie o wykroczenie z art. 96 § 3 k.w. (niewskazanie komu został powierzony pojazd). Straż oskarża zatem ludzi o zachowania, które są absolutnie zgodne z prawem i stanowią samą istotę konstytucyjnego prawa do obrony. Stowarzyszenie Prawo ma Drodze posiada informację o trzech takich postępowaniach.

Trudno w to uwierzyć, ale warszawskie sądy wszczynają postępowania w takich sprawach, a nawet wydają wyroki skazujące… Poniżej opiszemy jeden z takich przypadków. Przedmiotowy wyrok wydała Prezes Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ – jednego z największych polskich sądów rejonowych. Jak wiemy, Minister Sprawiedliwości powołuje na stanowiska prezesowskie najlepszych spośród najlepszych. Wieje zatem grozą… Pocieszające jest to, że powyższy wyrok się nie utrzymał.

  1. Korespondencja warszawskiej straży miejskiej z właścicielem pojazdu 

Warszawska Straż Miejska ujawniła, że w dniu 3 lutego 2018 r. ok. godz. 17:55 w Warszawie przy ul. Derby – na odcinku drogi oznaczonym znakiem B-36 stał zaparkowany pojazd. Ustalono w bazie CEPiK dane właściciela pojazdu i skierowano do niego pisemne wezwanie do wskazania komu w tym czasie powierzył swój pojazd. Właściciel odpowiedział na to wezwanie następująco:

Odpowiadając na wezwanie do wskazania użytkownika pojazdu (…), informuję, że żądania będącego przedmiotem wezwania spełnić tą drogą nie jestem w stanie. Samochód, którego jestem właścicielem użytkowany był nie tylko przeze mnie w różnym czasie. Do ustalenia tego faktu zapewne pomocnym byłoby okazanie mi fotografii lub innej dokumentacji wskazującej  miejsce postoju mojego samochodu. Pragnę bowiem zauważyć, że samochód mój nie mógł stać w miejscu wskazanym przez Straż Miejską przy jednoczesnym niezastosowaniu się do znaku drogowego B-36 – „zakaz zatrzymywania się” z tabliczką „nie dotyczy zatok”, bowiem znak ten we wskazanym przez państwa miejscu już nie obowiązuje. Tablica ze znakiem informacyjnym o miejscu końcowym obowiązywania zakazu zatrzymania umieszczona jest przy ulicy Derby v/v Skarbka z Gór 132H, a więc dwa bloki wcześniej. By spełniony był warunek postoju w miejscu ul. Derby v/v Skarbka z Gór 132J jednocześnie w miejscu obowiązywania wskazanego znaku zakazu, pojazd mój musiałby liczyć 20 metrów długości!

Straż miejska nie odniosła się do wątpliwości podnoszonych przez właściciela pojazdu, tj.:

  • nie przesłała mu żadnych fotografii lub innej dokumentacji sprawy,
  • nie zbadała, czy w miejscu zaparkowania pojazdu znak B-36 rzeczywiście obowiązywał.

Skierowała natomiast do właściciela pojazdu pismo z dnia 15 kwietnia 2018 r., w którym poinformowała go, że zostanie przeciwko niemu złożony wniosek o ukaranie do sądu za czyn z art. 96 § 3 k.w. oraz wezwała go do osobistego stawienia się w siedzibie Straży Miejskiej przy ul. Młota (sic!) w celu przeprowadzenia przesłuchania w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia.

Do przedmiotowego pisma załączono pouczenie o prawach i obowiązkach osoby podejrzanej, które w punkcie 3 (in principio) zawiera następującą treść:

„Osoba, w stosunku do której istnieje uzasadniona podstawa do sporządzenia przeciwko niej wniosku o ukaranie ma prawo odmówić wyjaśnień (…)”.

Pouczenie, które otrzymał właściciel pojazdu

Pouczenie to znajduje się w aktach sprawy sądowej.

2. Przesłuchanie w siedzibie Straży Miejskiej

Obwiniony właściciel pojazdu stawił się w siedzibie warszawskiej straży przy ul. Młota w dniu 8 maja 2018 r. Czynności wobec niego prowadziła mł. inspektor Joanna Górecka. Pani Inspektor owe  czynności rozpoczęła od odczytania obwinionemu  zarzutu, który cytujemy poniżej (warto go przeczytać z uwagą):

„W dniu 8 maja 2018 r. ok. godz. 15:05 w Warszawie przy ul. Jana Młota 3, będąc właścicielm pojazdu marki Opel o numerze rejestracyjnym (…) wbrew obowiązkowi nie wskazał komu powierzył w/w pojazd do kierowania lub używania w dniu 3 lutego 2018 r. ok. godz. 17:55”.

Następnie obwiniony złożył poniższe wyjaśnienia:

„Treść zarzutu zrozumiałem. Nie przyznaję się do popełnienia wskazanego wykroczenia. Pismem z dnia 15 kwietnia 2018 r. zostałem wezwany do siedziby Straży Miejskiej w Warszawie przy ul. Jana Młota 3 w celu przesłuchania w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia z art. 96 § 3 k.w. w związku z nieudzieleniem informacji jako właściciel pojazdu na wezwanie z dnia 9 lutego 2018 r. komu powierzyłem swój pojazd marki Opel o numerze rejestracyjnym (…). W dniu dzisiejszym, po stawieniu się w siedzibie Straży Miejskiej przedstawiono mi zarzut popełnienia wykroczenia w postaci odmowy udzielenia informacji komu powierzyłem pojazd, przy czym wskazano, iż odmowę tę udzieliłem w dniu dzisiejszym – co nie jest zgodne z prawdą. Dotychczasowe działania straży miejskiej w mojej sprawie uważam za niezrozumiałe i  niechlujne. Zgodnie z wezwaniem do stawiennictwa, mój status osoby podejrzanej ustanowiony został w sprawie nie później niż 15 kwietnia 2018 r. Zatem będąc przygotowany do złożenia stosownych wyjaśnień – ku mojemu zdziwieniu okazało się, iż zarzut dotyczący czynu zaniechania, który miałem popełnić w dniu dzisiejszym. Mając na względzie zarówno nieprofesjonalne działania Straży Miejskiej w sprawie zaparkowania mojego pojazdu na ul. Derby w dwóch różnych miejscach jednocześnie, jak też bezpodstawne zaniechanie przez Straż Miejską czynności zmierzających do ustalenia sprawcy stwierdzonego przez siebie rzekomego wykroczenia oraz w związku z przedstawieniem mi w dniu dzisiejszym zarzutu niezgodnego ze stanem faktycznym i nieprawdziwego w dniu dzisiejszym nie będę składał dalszych wyjaśnień. Przygotuję je w formie pisemnej w celu dołączenia do akt”.

Młota 3

3. Postępowanie przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ

Pomimo absurdalności postawionego zarzutu sędzia Małgorzata Nowak-Januchta – działając z upoważnienia Prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ wszczęła postępowanie wykroczeniowe w sprawie oraz skierowała wniosek do postępowania nakazowego. Sprawa toczyła się pod sygnaturą IV W 635/19.

W dniu 25 maja 2019 r. wydany został wyrok nakazowy, w którym obwinionego właściciela uznano winnym popełnienia czynu zabronionego, skazano go na karę grzywny w wysokości 200 zł oraz zasądzono 80 zł tytułem kosztów sądowych i opłat (w tym 30 zł dla Straży Miejskiej w Warszawie). W sprawie orzekał sędzia Marcin Krakowiak. Sędzia Krakowiak w sentencji wydanego przez siebie wyroku wskazał oczywiście, iż  „okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości”.

Od powyższego wyroku złożono sprzeciw i sprawa trafiła do postępowania zwyczajnego – do referatu SRR Anny Bojarczuk, która – zarówno wówczas, jak i obecnie – pełniła funkcję Prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ.

Sędzia Bojarczuk przeprowadziła dwie krótkie rozprawy – jedną w terminie 15 lipca 2020 r., drugą w terminie 15 października 2020 r.

Na pierwszą rozprawę został wezwany jednie obwiniony – zapewne w celu zastraszenia go, że jeśli nie cofnie sprzeciwu od wyroku nakazowego, to kara zasądzona w postępowaniu zwyczajnym może być znacznie surowsza (z taką praktyką w warszawskich sądach spotykamy się często). Ponadto Sąd postanowił zwrócić się do Policji o dane dotyczące uprzedniej karalności obwinionego. Obwiniony miał jednak czystą kartotekę.

Drugą rozprawę wywołano w dniu 15 października o godz. 11:15 , a zakończono o 11:25 – zaś o godz. 11:30 został już ogłoszony wyrok. Jedyną czynnością przeprowadzoną na tej rozprawie było przesłuchanie strażnika miejskiego mł. inspektor Joanny Góreckiej, która prowadziła czynności wyjaśniające w sprawie. Strażniczka miejska zeznała:

„Pan stawił się do siedziby straży miejskiej. Strażnicy ujawnili wykroczenie, została sporządzona notatka urzędowa, następnie zostało wystawione wezwanie do wskazania użytkownika pojazdu. Nie pamiętam czy pan coś nadsyłał do siedziby, ale stawił się do siedziby straży miejskiej i odmówił wskazania użytkownika pojazdu”.

Na pytanie Przewodniczącej strażniczka odpowiedziała:

„jest wysłane wezwanie do wskazania użytkownika pojazdu w danym dniu i jest możliwość osobistego stawiennictwa i udzielenia takiej informacji. Jest szansa, że pan mógł przypomnieć sobie kto danego dnia jechał i mógł udzielić tej informacji. Jest możliwość wglądu w akta, osoba ogląda zdjęcia i sobie przypomina. Nie przypominam sobie, żeby pan wskazał osobę użytkującą ten pojazd w tym dniu. Przesłuchując pana pytałam się go, czy wskaże osobę użytkującą pojazd w tym dniu”.

Na pytanie oskarżyciela strażniczka odpowiedziała:

„Pan został pouczony o treści art. 78 ust. 4 w momencie przesłuchania, został poinformowany, że ma obowiązek wskazać komu powierzył pojazd do kierowania lub używania.  To było tożsame pouczenie, jak w wezwaniu pisemnym”.

Po zakończeniu powyższego przesłuchania Przewodnicząca zamknęła przewód sądowy. Oskarżyciel publiczny wniósł o uznanie obwinionego winnym popełnienia zarzucanego mu czynu i wymierzenie mu kary grzywny w wysokości 300 zł. Funkcję oskarżyciela publicznego z ramienia Straży Miejskiej m. st. Warszawy pełnił Dariusz Niegowski .

W wyroku z dnia 15 listopada Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ uznał obwinionego za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i skazał go na karę grzywny w wysokości 300 zł oraz zasądził koszty sądowe i opłaty w wysokosci 130 zł.

W uzasadnieniu wyroku Sąd I instancji stwierdził m. in.:

„Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom obwinionego (…), w których nie przyznał się on do popełnienia zarzuconego mu wykroczenia z art. 96 § 3 k.w. Przeczą temu zarówno zeznania świadka Joanny Góreckiej, jak również nieosobowy materiał dowodowy, zgromadzony w sprawie, w tym protokół przesłuchania jego osoby w charakterze podejrzanego, w świetle których to dowodów wina i sprawstwo obwinionego są oczywiste”.

4. Apelacja

Od powyższego wyroku złożona została apelacja obrońcy (do sprawy przystąpił obrońca zaproponowany przez Stowarzyszenie Prawo na Drodze). W apelacji podniesione zostały następujące zarzuty:

  1. Obrazy przepisów prawa materialnego tj. art. 96 § 3 k.w. w zw. z art. 78 ust. 4 ustawy z dnia z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (dalej: p.r.d.) poprzez ich błędną wykładnię suponującą, że obowiązek określony w ustawie administracyjnej (art 78 ust. 4 p.r.d.), który nakładany jest na właścicieli, posiadaczy lub użytkowników pojazdów ma również zastosowanie w ramach postępowania w sprawach o wkroczenia w stosunku do osoby, co do której istnieje uzasadniona podstawa do sporządzenia przeciwko niej wniosku o ukaranie – przesłuchiwanej w trybie art. 54 § 6 k.p.w.;
  2. Obrazy przepisów prawa materialnego, tj. art. 96 § 3 k.w., w zw. z art. 78 ust. 4 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym w zw. z art. 42 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, poprzez błędną jego wykładnię i konsekwencji przyjęcie, że objęte wykroczeniem jest niewykonanie obowiązku wskazania kierującego w sytuacji, gdy tym kierującym tym mógł być indagowany właściciel pojazdu;
  3. Obrazy przepisów postępowania, tj. art. 4 § 2 k.p.w. w zw. z art. 42 ust. 2 Konstytucji RP w zw. z art. 20 § 3 k.p.w. w zw. z art. 175 k.p.k. w zw. z art. 54 § 6 k.p.w. mającą wpływ na treść zapadłego orzeczenia, poprzez błędne uznanie, że do obowiązków osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia – przesłuchiwanej w trybie art. 54 § 6 k.p.w. należy udzielanie odpowiedzi na pytania zadawane jej przez oskarżyciela – a ewentualna odmowa udzielenia odpowiedzi stanowi wykroczenie a art. 96 § 3 k.w.;
  4. Obrazy przepisów postępowania, tj. 8 k.p.w. w zw. z art. 16 k.p.k. w zw z. art. 45 Konstytucji RP poprzez naruszenie zasady lojalności, a tym samym zasady rzetelnego i sprawiedliwego rozpoznania sprawy, poprzez następujące naruszenie: obwiniony został wezwany przez Straż Miejską m. st. Warszawy na przesłuchanie w charakterze podejrzanego oraz został pisemnie pouczony o prawie do odmowy składania wyjaśnień, a następnie został ukarany przez Sąd za to, że z prawa tego skorzystał;
  5. Obrazy przepisów postępowania, mającą wpływ na treść zapadłego orzeczenia, tj. art. 82 § 2 pkt. 1 k.p.w. poprzez błędny opis czynu, tj. nieuwzględnienie w nim informacji, że odmowa wskazania Straży Miejskiej m st. Warszawy komu został powierzony pojazd miała miejsce w ramach przesłuchania obwinionego w charakterze osoby podejrzanej;
  6. Obrazy przepisów postępowania, mającą wpływ na treść zapadłego orzeczenia, tj. art. 82 § 1 k.p.w. W zw. z art. 410 k.p.k. w zw. z art. 7 k.p.k., w zw. z art. 4 k.p.k. poprzez dowolną i stronniczą ocenę zgromadzonego materiału dowodowego, polegającą na prowadzeniu postępowania dowodowego tylko w kierunku udowodnienia winy obwinionego, a rozstrzyganie wszelkich wątpliwości co do stanu faktycznego sprawy następowało apriorycznie na jego niekorzyść, a zwłaszcza: Sąd „dawał wiarę” tym wypowiedziom obwinionego, które mu pasowały do wyroku skazującego, a „nie dawał wiary” wszystkim tym wypowiedziom, które pod wyro

Podniesione zarzuty rozwinięte zostały w 13. stronicowym uzasadnieniu apelacji.

5. Wyrok Sądu II Instancji

Sąd Okręgowy dla Warszawy-Pragi – wyrokiem z dnia 30 kwietnia 2021 r. (sygn. VI Ka 28/21) zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób , że obwinionego uniewinnił od
popełnienia zarzucanego mu czynu, a wydatkami postępowania w sprawie obciążył Skarb
Państwa.  Powyższe orzeczenie wydała SSO Beata Tymoszów.

W uzasadnieniu w/w wyroku Sąd zauważył m. in.:

„Apelacja była zasadna w stopniu wręcz oczywistym, wobec czego zawarty w niej wniosek zasługiwał na uwzględnienie (…). Zachowanie obwinionego opisane wnioskiem o ukaranie nie stanowiło – w realiach tej sprawy – wykroczenia z art. 96 § 3 k.w., ani nie wyczerpywało znamion innego czynu zabronionego (…). Jak wynika z protokołu przesłuchania (k. 13) obwiniony został przesłuchany w charakterze podejrzanego w dniu 8 maja 2018 r., przy czym treść tego dokumentu sprawia, że jest on nielogiczny, wewnętrznie sprzeczny. Jeszcze bowiem przed przystąpieniem do przesłuchania podejrzanego, przed pouczeniem go o przysługujących mu prawach (m. in. prawie do odmowy złożenia wyjaśnień) przedstawiono mu zarzut zachowania, polegającego na tym, że w dniu 8 maja 2018 r., w Warszawie przy ul. Jana Młota 3 (a więc w siedzibie Straży Miejskiej) nie wskazał komu powierzył pojazd do użytkowania. Innymi słowy, zachowanie obwinionego, polegające na odmowie udzielenia informacji (co w zaistniałej sytuacji było wyłącznie realizacją jego prawa do obrony) zostało opisane w zarzucie, zanim do niego doszło!!! Obwiniony miał popełnić to wykroczenie jeszcze przed przesłuchaniem, choć to podczas przesłuchania nie wskazał kierującego pojazdem w dniu 3 lutego 2018 r. Zatem zarzucono mu w istocie czyn, którego miał się dopuścić w przyszlości (przystępujacy do przesłuchania funkcjonariusz Straży Miejskiej nie mógł przecież z góry zakładać, jakiej treści wyjaśnienia złoży obwiniony, czy też w ogóle ich odmówi). Co więcej – bezzasadne i sprzeczne z prawem było oczekiwanie wówczas podawania jakichkolwiek informacji przez obwinionego, a ich odmowę traktowanie jako niewykonanie obowiązku wynikającego z art. 78 ust 4 Prawa o ruchu drogowym. Wynika to wprost z art. 54 § 5 k.p.w., o którym zresztą obwinionego pouczał na wstępie funkcjonariusz sporządzajacy protokół.

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Czynności wyjaśniające, Domniemanie winy, Niewskazanie kierującego, Parkowanie, Straż gminna (miejska), Wskazanie kierującego (art. 96 par. 3 kw), Znaki drogowe | 5 komentarzy

Na 200 pomiarów 199 przekroczeń prędkości. Mieszkańcy Kazmierza przerażeni

Zaszufladkowano do kategorii BRD, Ręczne mierniki prędkości | 20 komentarzy

Interwencja SPnD skuteczna – zmiana oznakowania w Poznaniu

Zaszufladkowano do kategorii Czynności wyjaśniające, Znaki drogowe | 11 komentarzy