Przedwczesne (?) klimakterium sędziego Krzysztofa Mikołajczaka z Poznania

Chester Nimitz

Od początku tego roku trwa w Sądzie Rejonowym Poznań Grunwald – Jeżyce sprawa przeniesiona jakby żywcem z horroru. A więc rozpoczniemy od lekkiego trzęsienia ziemi, a potem stopniowo będziemy podnosili napięcie…

Pewien kierowca zaparkował samochód osobowy w Poznaniu przy ul. Grunwaldzkiej w ciągu innych samochodów (w tym dostawczaków). Poszedł załatwiać sprawy zawodowe – co trwało jakiś czas. Wrócił, a tu za wycieraczką wezwanie do Straży Miejskiej.

Poszedł, pyta w czym rzecz, a tam, że zaparkował na postoju taksówek! A strasznik chce mandat 100 zł, jakiś punkt – i na tym zakończą sprawę. Kierowca nie był przekonany do zarzutu i mandatu nie przyjął. No to strasznik skierował sprawę do sądu. I się zaczęło.

Na pierwszą sprawę w dniu 24 stycznia br. kierowca stawił się z tzw. zatwierdzonym planem stałej organizacji ruchu otrzymanym od zarządcy drogi, czyli Zarządu Dróg Miejskich w Poznaniu. A na tym planie NIE MA postoju taksówek, na którym rzekomo zaparkował nasz kierowca! Za to jest postój taksówek, ale jakieś 200 metrów dalej, w stronę centrum. Zresztą innych znaków, w tym zakazu, na tym planie też nie ma, ale za to są w terenie. Deliberowali obwiniony i sędzia nad tym planem, oj deliberowali..: Sędzia zauważył, że coś się nie zgadza, bo sam, jak stwierdził, widział tam znak, który nie istnieje w przepisach ! No masz babo zakalca… Zeznający na tej rozprawie strasznik miejski, który tam wtedy harcował, zeznał, że on nie jest od znaków, nie ma dostępu do planu obowiązującego oznakowania i tylko wykonywał polecenia dyżurnego, porobił zdjęcia i oddał kierownikowi. Jakby mało rozgarnięty, ale bystry!

A więc postanowił sąd wezwać wysokiego urzędnika z ZDM, aby te rażące niezgodności wyjaśnił. Stawił się na kolejną, już drugą, rozprawę dyrektor i na pytania sądu nijak nie umiał odpowiedzieć, zasłaniając się mgliście, że dopiero od niedawna jest dyrektorem, a w ogóle to nie on… No to sędzia zapytał wprost w jaki sposób może on ocenić zgodność czy niezgodność oznakowania w terenie z obowiązującym planem stałej organizacji ruchu. Na to tenże odpowiada, że musiałby wysłać pracownika na miejsce, żeby tenże zobaczył i zdał jemu sprawozdanie. Ale jak tych znaków nie ma na planie, to chyba nie są jego (czytaj ZDM) znaki i on nie wie skąd tam się wzięły… Sędzia zaczerwienił się, spocił i już więcej o nic nie pytał….

Cała ta operetka, czyli druga rozprawa, działa się na oczach przynajmniej 5 osób w tym 2 dziennikarzy, którym sędzia… zabronił utrwalania przebiegu rozprawy w formie audio-video! Mimo, że na pierwszej rozprawie nic przeciw nagrywaniu nie miał, a dziennikarze powołali się na obecnie obowiązujący art. 357 kpk. (sprawę sprawnym piórem opisał Norbert Kowalski w „Głosie Wielkopolskim” z dnia 13 marca 2017r. w art. pt. „Mandat za parkowanie na postoju który nie istnieje?”).

A teraz zagadka: jaki wyrok wydał w tej oczywistej sprawie sędzia Krzysztof Mikołajczak? W dniu 17 marca 2017 r., czyli w dniu wydania wyroku, sędzia znów zakazał dziennikarzom rejestracji… i walnął jak z haubicy, że kierowca jest winnym wykroczenia bo…. powinien upewnić się co do obowiązującego oznakowania!!! I skazał go na 200 zł …

Ale dlaczego przedwczesne klimakterium sędziego Mikołajczaka? Ano dlatego, że pierwszą rozprawę prowadził wzorowo. Natomiast jego zachowanie na drugiej i podczas ogłoszenia wyroku – wręcz odwrotnie: widoczne napady gorąca, wzmożoną potliwość, nadmierną wrażliwość, częste zmiany nastroju, a nawet pewną agresję… Czyli klasyczne objawy andropauzy u ok. 40-45 sędziego. A może tylko salę za mocno nagrzali? Albo to tylko hemoroidy? Albo syndrom pieszczocha? Kto wie…

Co się naprawdę stało w okresie między pierwszą, a drugą rozprawą? Skąd taka diametralna zmiana? Czyżby dopadł go wirus sędziego Piotrowskiego ze Szczecina?

Ps.

Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że kierowca wystąpił o pisemne uzasadnienie wyroku i będzie apelacja. Natomiast o bezprawnym zakazie rejestracji rozprawy i ogłoszenia wyroku został powiadomiony Prokurator Generalny.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Domniemanie winy, Organizacja ruchu, Postępowanie dowodowe, Postępowanie przed sądem, Znaki drogowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Przedwczesne (?) klimakterium sędziego Krzysztofa Mikołajczaka z Poznania

  1. Lubuszanin pisze:

    Mnie te postacie w togach przypominają sądy inkwizycyjne. Och gdyby oni mogli tak żelazem gorącym tudzież kołem łamiącym… A tu cholera, nagrywają psia mać i piszą po internetach. Co za niegodziwość.

  2. 31wB pisze:

    Głos Wlkp z dnia 11.12.2015 o sądzie Poznań Grunwald-Jeżyce : „A,pracownicy sądu mówią o swoim złym samopoczuciu. Obawiają się że pomieszczenia po fabryce lamp mogą być naszpikowane szkodliwymi związkami chemicznymi”. Może to jest przyczyna lawiny dziwacznych wyrokow i sędziowskich zachowań? Rak toczy to towarzystwo?31

  3. deV pisze:

    Działając w ten sposób kasta umacnia ludzi w przekonaniu, że trzeba ich zaorać.

    Czy to bolało by sędziego gdyby po prostu uniewinnił człowieka i opieprzył zarząd dróg? Obywatelom wróciła by wiara w sprawiedliwość a urzędasy by się wzięli do roboty.

    Niestety w sądach rzadko spotyka się sprawiedliwość. W sprawach z zakresu ruchu drogowego obowiązuje zasada: funkcjonariusz nie musi się do prawa stosować ale barany (tj. poddani) mają i morda w kubeł.

  4. Tomasz pisze:

    200 zł i tak nie najgorzej, niejaki sędzia Marcin Grabowski dowaliłby mu za to samo 2000 zł.

  5. 31wB pisze:

    To ich choroba zawodowa.31

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *