Policjant jako świadek – jaka jest wartość jego zeznań?

Artur Mezglewski

Nie jest prawnie uzasadniona praktyka, przypisująca zeznaniom składanym przez funkcjonariuszy Policji jakiegoś szczególnego waloru. Zeznania składane przez policjantów winny być poddawane takiej samej ocenie kryminalistycznej, jak i inne osobowe środki dowodowe. Nie ma żadnego uzasadnienia założenie, że policjanci zeznający w charakterze świadków są osobami niezainteresowanymi przebiegiem i efektem toczącego się postępowania, a przez to ich zeznania z założenia traktować należy jako obiektywne i szczere. Należy mieć na uwadze, że policjanci zeznający w charakterze świadków w sprawach o wykroczenia i przestępstwa popełniane w ruchu drogowym, wpierw wypełniali funkcje organu mandatowego, czy też organu prowadzącego postępowanie przygotowawcze (czynności wyjaśniające). Postępowanie sądowe jest efektem ich decyzji w przedmiocie przypisania winy określonemu (domniemanemu) sprawcy. Świadkowie-policjanci zeznający w sprawie są rzecznikami swoich racji i swoich wcześniejszych decyzji.

Zeznania policjantów powinny być weryfikowane przez odpowiednie urządzenia techniczne, umożliwiające określenie miejsca zdarzenia (np. GPS) oraz okoliczności zdarzenia (np. videorejestrator). W przypadku zarzutów dotyczących przekroczenia prędkości, jako dowód obligatoryjny, winny być dołączane do akt sprawy kopie nośnika elekronicznego zawierające zapis zdarzenia.

Zeznania świadków to najczęściej wykorzystywany środek dowodowy przez polskie sądy. W roli świadków najczęściej występują funkcjonariusze Policji. W sprawach o drobne wykroczenia drogowe,  sądy bardzo rzadko korzystają z jakichkolwiek innych dowodów. Stan faktyczny ustalany jest z reguły na podstawie policyjnych notatek służbowych oraz zeznań funkcjonariuszy. Taka sytuacja w szczególności ma miejsce wtedy, gdy kierowca odmawia przyjęcia mandatu karnego, a sprawa trafia na drogę postępowania sądowego.
Kierowcy, którzy odmawiają przyjęcia mandatu karnego, nie godząc się z werdyktem wydanym przez funkcjonariusza, liczą na to, że sprawą zajmie się obiektywny sąd, który wnikliwie zbada wszystkie okoliczności zdarzenia. Otóż w praktyce nic takiego się nie dzieje. W praktyce – jeśli sprawa trafia do postępowania zwyczajnego – sąd wzywa policjantów, którzy teraz będą występować w roli świadków (z reguły jest ich w patrolu dwóch) i na rozprawie konfrontuje wersję kierowcy z wersją, która przedstawią policjanci.
Przepisy polskiego prawa karnego, jak również polskiego prawa wykroczeń nie zawierają jakichkolwiek zasad hierarchizujących dowody. Sąd wszystkie dowody ocenia w sposób swobodny. Teoretycznie więc zeznania policjantów „ważą” tyle samo co wyjaśnienia obwinionego kierowcy oraz zawnioskowanych przez niego świadków. Teoretycznie – w razie sprzeczności zachodzących pomiędzy zeznaniami policjantów i wyjaśnieniami kierowcy – sąd może dać wiarę obwinionemu. W praktyce jednak tak się nie zdarza. W praktyce polskie sądy z reguły „obdarzają wiarą” zeznania funkcjonariuszy Policji, uznając je za spójne, logiczne, wiarygodne. Sądy podkreślają w uzasadnieniach wyroków skazujących, iż funkcjonariusze nie znali wcześniej obwinionego kierowcy, że nie mają interesu w tym, aby doprowadzić go do skazania.
Cały zatem polski proces sądowy w sprawach prowadzony na skutek odmowy przyjęcia mandatu karnego opiera się na słowie policjanta… Skoro tak się rzeczy mają, warto wiedzieć, ile warte jest to słowo?

1. Policjant nie przyzna się do niczego
Pod pewnym względem zeznania policjantów są podobne do zeznań recydywistów. Policjanci, podobnie jak recydywiści, z zasady nie przyznają się do popełnienia jakichkolwiek nieprawidłowości.
Dla policjantów zeznających w sprawie, rzeczą najważniejszą jest, aby nie zeznać niczego na swoją niekorzyść. To jest główny motyw funkcjonariuszy zeznających w charakterze świadków. I właściwie tylko to się liczy. Gdyby chcieć, na podstawie lektury zeznań policjantów, jakie ci składają w polskich sądach, opisać ich służbę, to wyszłoby na to, że polscy policjanci są doskonali. Są zawsze bardzo mili, wykonują wszystkie postanowienia obowiązujących regulaminów itd., itp.
Bardzo często zdarza się, że policjanci nie dokonują właściwych pouczeń kierowców o przysługujących im prawach oraz skutkach odmowy przyjęcia mandatu, albo też pouczenia te są wadliwe. Nie zdarzyło się, aby którykolwiek z nich w sądzie się do tego przyznał.

2. Policjant zawsze chroni swojego kolegę z patrolu
Jest zasadą, że jeśli policjant przeprowadzający kontrolę drogową dopuści się jakichkolwiek uchybień – zawsze może liczyć na kolegę, który zezna, że wszystko było w porządku. Dochodzę do przekonania, że właśnie z tego powodu policjanci patrolują nasze drogi w dwuosobowych patrolach. Nie trzeba chyba uzasadniać, że nie ma w tym żadnej ekonomii. Gdyby policjanci patrolowali w pojedynkę, byłoby o połowę taniej…
Ktoś może uważać taką postawę za zdrowy objaw i przejaw zawodowej solidarności: kolega chroni kolegę. Można byłoby tak uważać, jeśli w grę nie wchodziłaby niejednokrotnie czyjaś krzywda. Krzywda jakiegoś niepolicjanta…

3. Policjanci zeznają zawsze zgodnie
Zeznania policjantów występujących w charakterze świadków w tych samych sprawach są zawsze zgodne. Niemal identyczne. Uzgadnianie zeznań przez policjantów pomiędzy sobą ułatwia fakt, iż komendy Policji, które prowadzą postępowania przygotowawcze (czynności wyjaśniające), nie przesłuchują świadków z tej samej sprawy w jednym czasie. Policjantów nie wzywa się nie jednocześnie, ale pomiędzy przesłuchaniem jednego i drugiego upływa kilka lub nawet więcej dni. Świadkowie-policjanci mogą w tym czasie bez żadnych przeszkód kontaktować się ze sobą i informować jeden drugiego na temat treści złożonych zeznań.
W trakcie postępowania sądowego policjanci przesłuchiwaniu są ponownie. Wówczas powtarzają treść złożonych wcześniej zeznań, albo twierdzą, że już nic nie pamiętają…

4. Stosunek świadków-policjantów do prawdy materialnej
Na podstawie doświadczeń i wiedzy, jaką posiadam, z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, iż prawda materialna dla większości policjantów zeznających w postępowaniach w sprawach o wykroczenia drogowe w charakterze świadków, nie jest tą wartością, dla której poświęciliby cokolwiek. Zdaję sobie sprawę, że zarzut, który formułuję jest poważny.
Na przestrzeni 12 lat zetknąłem się osobiście z zeznaniami dziesięciu policjantów – świadków w sprawach o wykroczenia drogowe. Policjanci ci zeznawali co do faktów i okoliczności, które są mi znane bezpośrednio. Jeszcze nigdy nie przytrafiło mi się, aby jakikolwiek policjant zeznający w sprawie o wykroczenie w charakterze świadka, zeznał całą prawdę co do okoliczności zdarzenia. W dwóch przypadkach (dotyczy to w sumie pięciu policjantów) nieprawdziwość zeznań funkcjonariuszy Policji została udowodniona w sposób niepodważalny za pomocą twardych dowodów (eksperymenty procesowe, ekspertyza kryminalistyczna, opinie biegłych). W jednym  przypadku funkcjonariusz Policji nie tylko złożył fałszywe zeznania, ale dodatkowo sfałszował protokół przesłuchania (potwierdziła ten fakt opinia biegłego grafologa). Żaden z policjantów – nawet w sytuacjach, gdy nieprawdziwość ich zeznań została w sposób bezsprzeczny dowiedziona – nie poniósł żadnej odpowiedzialności karnej ani też dyscyplinarnej.
Żeby nie być gołosłownym opiszę poniżej dwa spektakularne przypadki, dotyczące w sumie pięciu policjantów.

a) Sprawa policjantów z Bełżyc
W latach 1999-2000 trzech policjantów z Komisariatu Policji w Bełżycach (w tym ówczesny zastępca komendanta) zeznawało w charakterze świadków w sprawie o wykroczenie polegające na wykonaniu manewru wyprzedzania na podwójnej linii ciągłej. Ich zeznania były jedynymi dowodami obciążającymi kierowcę, który odmówił przyjęcia mandatu, twierdząc, że manewr wyprzedzania rozpoczął w miejscu dozwolonym (na linii przerywanej).
W trakcie czynności wyjaśniających (wówczas nazywały się one czynnościami sprawdzającymi) policjanci zostali przesłuchani na terenie własnego komisariatu i zeznali, że kierowca jadąc przez miejscowość Niedrzwica Kościelna wykonał manewr wyprzedzania na linii ciągłej. Ich zdaniem uczynił to w ten sposób, że manewr ten rozpoczął oraz zakończył na tej samej podwójnej linii ciągłej (RSOW 257/99).
Kiedy okazało się, że linia ciągła w Niedrzwicy Kościelnej ma tylko 25 metrów i rzeczą technicznie niemożliwą byłoby wykonanie całego manewru wyprzedzania (przy prędkości rzędu 90 km/h) na tej linii (co podważyłoby ich zeznania), zeznając po raz kolejny na rozprawie przed Kolegium ds. Wykroczeń przy Sądzie Rejonowym w Kraśniku (KW 839/99), policjanci wskazali jako miejsce zdarzenia inną podwójną linię ciągł, znajdującą się… w miejscowości Załucze, w miejscu odległym o ok. 2 km od miejsca, w którym  zdarzenie rzeczywiście miało miejsce. Wybór przez policjantów tej właśnie linii ciągłej nie był przypadkowy. Była to bowiem najdłuższa podwójna linia ciągła w okolicy (ok. 100 metrowa). A przecież musieli oni „udowodnić”, że kierowca rozpoczął i zakończył manewr wyprzedzania na tej samej linii.
Dla organów orzekających w sprawie,  te „nieścisłości” w zeznaniach policjantów nie miały żadnego znaczenia. Bez przeprowadzenia jakichkolwiek dowodów rzeczowych, bez przeprowadzenia oględzin miejsca zdarzenia i dając wiarę policjantom, skazano kierowcę na karę grzywny za wykroczenie drogowe. Kolegium nie widziało potrzeby dokonania oględzin miejsca zdarzenia, czy też powołania biegłego, który wyjaśniłby wątpliwości. W uzasadnieniu do orzeczenia skazującego (orzeczenie z dn. 17.XI.1999 r., sygn. KW 1217/99)  Kolegium stwierdziło:
„Kolegium nie ma wątpliwości co do tego, że obwiniony rozpoczął manewr wyprzedzania na linii ciągłej, a powołanie biegłego do wydania opinii odnośnie hipotetycznej sytuacji nie mającej potwierdzenia w faktach jest zbędne. Podobnie jak sugerowane przez sąd oględziny miejsca”.
Kolegium orzekało w składzie: Gawlik Barbara (przewodniczący), Garbacz Stanisław, Jarosz Marian.
Także Sąd Rejonowy w Kraśniku – działając jako instancja odwoławcza – nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości w zakresie ustaleń faktycznych  i utrzymał w mocy orzeczenie Kolegium. W  wyroku z dnia 28 lutego 2000 r. (Kws 3/00) sędzia Marzena Goleń – orzekająca jednoosobowo w niniejszej sprawie, stwierdziła, że „świadkowie zgodnie i logicznie wytłumaczyli owe rozbieżności i w sposób niesprzeczny i uzupełniający dokładnie wskazali miejsce popełnienia przedmiotowego czynu”  (sędzia M. Goleń awansowała ostanio na stanowisko Prezesa Sądu Rejonowego w Kraśniku).
Pomimo tego, że wyrok był prawomocny, a karę wykonano, kierowca nie pogodził się z tym stanem. Udało mu się doprowadzić do wszczęcia postępowania karnego przeciwko policjantom (o składanie fałszywych zeznań). W ramach tego postępowaniu przeprowadzone zostały oględziny miejsca zdarzenia i eksperyment procesowy. Wywołana została także opinia biegłego. Na skutek tych czynności zostało wykazane w sposób niezbity, że zeznania policjantów były niezgodne z prawdą.  Uzyskane w tym postępowaniu nowe dowody stanowiły podstawę dla wznowienia postępowania o popełnienie wykroczenia przez kierowcę.
Sąd Okręgowy w Lublinie wznowił to postępowanie i uchylił  wyrok Sądu Rejonowego w Kraśniku z 28 lutego 2000 r. podtrzymujący w mocy orzeczenie Kolegium z dnia 17 listopada 1999 r. oraz uniewinnił kierowcę. W wyroku uniewinniającym który wydany został w dniu 11 października 2001 r. (V Ko. 79/01) Sąd Okręgowy stwierdził, że „opisywany przez świadków manewr wyprzedzania nie mógł być dokonany na wskazanym przez nich odcinku jezdni” oraz, że kierowca „nie dopuścił się czynu przypisanego orzeczeniem z dnia 17 listopada 1999 r.
Sąd Okręgowy w Lublinie orzekał w składzie: E. Brzozowska (przewodniczący), M. Sobolewska-Micek, W Zaręba (sprawozdawca).

b) Sprawa policjantów z Niska i Stalowej Woli
W  ubiegłym roku Sąd Rejonowy w Nisku (orzekał sędzia Krzysztof Dembowski) skazał kierowcę na wysoką karę grzywny za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym (wyrok z dnia 30 kwietnia 2009 r., sygn. II W 282/09). Sprawa znalazła się w sądzie, gdyż kierowca odmówił przyjęcia mandatu, twierdząc, że żaden pomiar prędkości pojazdu, którym kierował, nie został wykonany, lecz przypisano mu prawdopodobnie prędkość innego pojazdu, którego pomiar został wykonany wcześniej. Kierowca zwracał się wielokrotnie, osobiście i pisemnie, do jednostek Policji o sprawdzenie wyniku pomiaru oraz o niekierowanie wniosku o ukaranie do sądu. Nikt nie reagował na jego prośby. Nikt też nie starał się nawet wyjaśnić, jakim radarem zmierzona została prędkość samochodu. W aktach sprawy mowa jest o dwóch różnych radarach…
Jedynymi dowodami w sprawie były zeznania dwójki policjantów. Policjantka z KP Policji w Stalowej Woli zeznała, że stojąc przy radiowozie zmierzyła radarem ręcznym prędkość samochodu, która wynosiła 110 km/h (teren zabudowany). Jej zeznania potwierdził policjant z KP Policji w Nisku. Problem w tym, że owa policjantka nawet nie dotknęła ręką urządzenia pomiarowego i nawet nie wyszła z radiowozu… Wiem to na pewno, bo całe zdarzenie uważnie obserwowałem.
Wyrok Sądu Rejonowego w Nisku z dnia 30 kwietnia 2009 r. został uchylony wyrokiem Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu z dnia 6 września 2010 r. Kierując sprawę do ponownego rozpoznania Sąd Okręgowy polecił Sądowi Rejonowemu w Nisku przede wszystkim „ustalenie jakiego miernika prędkości użyto w krytycznym czasie, jakie ma właściwości, gdzie to urządzenie aktualnie się znajduje i czy możliwe jest jego szczegółowe badanie”.
Apelację rozpoznawał Sędzia Sądu Okręgowego Adam Bąk.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Policja, Postępowanie dowodowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

46 odpowiedzi na Policjant jako świadek – jaka jest wartość jego zeznań?

  1. toja pisze:

    „sąd dał wiarę” zeznania świadków policjantów” są spójne i logiczne” I nieważne ze pierwszy policjant nie był w stanie przypomnieć sobie wykroczenia z którym kojarzy moją osobę a drugi w ogóle nic nie pamiętał) kurcze jakbym czytała uzasadnienie mojego wyroku Ale żeby nie było standardowo i nudno dorzucę kilka perełek: „sąd uznał zeznania obwinionej jako niewiarygodne gdyż sa niezgodne z zeznaniami świadka – policjanta” Rozbieżności w notatce służbowej i zeznaniach policjanta świadczą że policjant zeznawał swobodnie i nie był ograniczony wcześniejszą notatką służbowa – piszę sędzia SR Warszawa Żoliborz A Berezowska którą przerasta prosta interpretacja mapy

  2. Julek pisze:

    Witam szedłem sobie i zachciało mi się sikać tak po prostu naturalna potrzeba fizjologiczna z tego względu że w pobliżu albo w ogóle nie było WC. do załatwiania takich spraw szybko udałem się w ustronne miejsce żeby załatwić potrzebę fizjologiczną i tym samym nie zlać się w majtki. Podszedłem od strony łąk pod betonowy blok gdzie nie było ludzi których mógł bym zgorszyć takim czynem..nagle się obracam a tutaj Panowie policjanci wypisują mi mandat za sikanie w wysokości 150 zł na którym było napisane „Zanieczyszczanie w miejscu Publicznym” art 145 k.w…..co zrobić żeby się uchylić od tego mandatu ??

    • hmm pisze:

      postaw w sądzie pytanie co bardziej zgorszy ludzi, zlane i cuchnące moczem pory, czy widok sikającego w ustronnym miejscu człowieka; przytocz też przykład lejących gdzie popadnie psów idących na sznurku z właścicielem

      • Krzysiek pisze:

        Zły kierunek 🙁
        Trzeba wykazać, że sikanie było spowodowane potrzebą fizjologiczną, której spełnienie w danym miejscu i czasie nie było możliwe w inny sposób ze względu na brak toalety publicznej oraz mogło grozić konsekwencjami zdrowotnymi. A to każdy nefrolog potwierdzi.
        Poza tym „sikanie” nie jest żadnym „zanieczyszczeniem” gdyż mocz to jest cenny nawóz i jeśli mocz oddawany jest na teren zielony to burmistrz lub nawet prezydent miasta, czy też wójt lub sołtys powinien zapłacić za „podlewanie i nawożenie terenów zielonych”. No, ale „takie rzeczy tylko w Polsce” – „najbardziej przyjaznym inaczej państwie świata, a nawet całej Galaktyki” …..

  3. Piotrek pisze:

    Rewelacyjny artykuł. Takie są właśnie fakty, tak właśnie działają policjanci w zmowie z prokuratorami i sędziami. Bez znaczenia jak było naprawdę – liczy się to co policjant powie. Choćby, że wylądowało ufo i go zielone ludziki zaatakowały laserami. To i tak sąd stwierdzi, że tak właśnie było, bo policjant tak zeznał! I to ma być demokracja??

  4. Darek pisze:

    Proszę o opinię do artykułu: http://www.radekbaszuk.pl/2017/02/dostep-do-adwokata-2-doktryna-salduz.html
    Czy w swietle powyższego nie należy zmienić całą procedurę prawną i w przypadku gdy stajemy sie podejrzanymi o popełnienie wykroczenia z cała stanowczoscią żądać swoich praw??

  5. chwalawszystkimdzielnym pisze:

    https://www.youtube.com/watch?v=pUnBrNZqF3A

    Polucja w akcji.
    Czy nie ma szans na zmianę tej policyjnej praktyki nakładania mandatów na ludzi leżących w szpitalu na oddziale ratunkowym? Mało mają stresów?

    • redakcja pisze:

      Z każdego zdarzenia muszą wycisną maksymalnie najwięcej możliwych mandatów, aktyw oskarżenia itp. Taka praca. Taka policja.

      • Krzysiek pisze:

        Państwo bandyckie wobec własnych Obywateli = mundurowe zbóje.
        Teraz policja powoła swojego „biegłego sądowego”, tak jak w moim przypadku, który „udowodni”, że Passat jechał przepisowe 50 km/h i miał pierwszeństwo a rowerzysta jechał 'zygzakiem”.
        Jak to mówił B31w ? – porucznik jak mu tam i karabin maszynowy …

        • chwalawszystkimdzielnym pisze:

          Operujecie tu ciętym językiem muszę przyznać. Wchodzę w celach rozrywkowych w każdym razie 🙂 Lubię czytać o przebiegłych wchodzących do zawodu od zakrystii, klepiących polucyjne farmazony w ramach solidarności zawodowej krzywo rozumianej przed sondem choć zdecydowanie nie chciałbym ich spotkać. Ani polucji, ani przebiegłych nigdy więcej. Pozdrawiam.

        • 31wB pisze:

          Porucznik Jack Bushyhead po wejściu do Dachau zebrał SS-manów , postawił pod murem i wystrzelał na oczach więźniów. Za co mu podziękowali. Wpierw jednak więżniowie sami zatłukli swoich kapo. Tych SS – manów było ok. 400. Ale Bushyhead był Indianinem i miał jaja…31

      • chwalawszystkimdzielnym pisze:

        Nie rozumiem.
        Im więcej nałożonych mandatów tym lepiej? Dla kogo? Policji? Co to ma być miara skuteczności działania? Cygun zawinił kowala powiesili, ale grunt, że jest jakiś winny(nie obchodzi policję jaki) i się zastraszony, splątany, otumaniony – na lekach, po uderzeniu w głowę w szpitalu lub na miejscu zdarzenia przyznał?
        W przypadku uniewinnienia z oskarżenia publicznego komendanci nie wyciągają żadnych konsekwencji wobec prowadzących postępowanie tzn. czynności wyjaśniające w ramach kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia? Dlaczego policjanci jeszcze nie odpowiadają chociaż pośrednio z OC w ramach odpowiedzialności zawodowej za przegrane sprawy?
        Mogę prosić o jakieś linki opisujące tryb wnoszenia skargi bezpośrednio do komendanta. Czy jest na stronie Stowarzyszenia jakiś poradnik? Dziękuję za nakierowanie.
        Czy redakcja dysponuje szczegółowymi wytycznymi np. Komendanta Głównego jakie czynności mają być wykonane na miejscu zdarzenia oraz w trakcie czynności wyjaśniających? Czy istnieją takie dokumenty z komentarzem?

        Przestaje mnie to bawić. Pisanie do posłów średnio pomaga. Niby są jakieś interpelacje, ale prawo i przede wszystkim praktyka policyjna stoi w miejscu.

        • redakcja pisze:

          Kolego, o czym ty piszesz? Przecież oskarżyciel publiczny wykonuje polecenia komendanta. To jak ty go chcesz skarżyć do komendanta? Skup się.

          • chwalawszystkimdzielnym pisze:

            Zostawmy skargę w takim razie. Jak mogę komedianta zapytać czy mu nie wstyd podpisywać urojenia swoich ludzi, którzy reprezentują go potem przez sądem?
            To może komendant powinien mieć OC i zwracać za utracone korzyści również skoro się pod tym podpisuje?

            1.Jakie są wewnętrzne przepisy, prawo, do którego ma się stosować organ prowadzący – czymkolwiek fizycznie on jest w ramach struktur policji – wykonując czynności wyjaśniające na etapie przed sporządzeniem wniosku o ukaranie?
            2.Wytyczne, przepisy dot. postępowania na miejscu zdarzenia – wypadku/kolizji. Dokumenty do sporządzenia na miejscu zdarzenia.
            3.Czynności „wyjaśniające” do wykonania, czas trwania etc. w okresie przed sporządzeniem wniosku o ukaranie.

            Czy jest już poprawiona treść przepisów kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia w związku z
            TK K 19/11 z 2013r.

          • redakcja pisze:

            Czynności wyjaśniające polegają na tym, że zbiera się dane o obwinionym do wniosku o ukaranie, a mianowicie: gdzie obwiniony pracuje, ile zarabia, ile zarabia jego zona, czy jest zdrowy, ile ma dzieci na wychowaniu itd. O jakich wytycznych zatem mowa? Wytyczne są takie, żeby to zebrać i wysłac wniosek do sądu.

          • chwalawszystkimdzielnym pisze:

            Coś znalazłem.
            http://csp.edu.pl/download/6/20409/Policjantjakooskarzycielpublicznywsprawachowykroczenianr128SrubkaMKorolczukDPrzy.pdf

            Czy w ramach dostępu do informacji publicznej można uzyskać dane – imiona,nazwiska stopień osób upoważnionych w imieniu komendanta do podpisywania wniosków o ukaranie oraz występowania w charakterze oskarżyciela publicznego przed sądem?

  6. Piotrek pisze:

    To może i ja dodam swoją sprawę:

    http://bezkarnoscpolicji.info/wydarzenia/policjasmsw/zary-pobili-policjanci/

    bezkarnoscpolicji.info/wydarzenia/policjasmsw/zary-napastnicy-kopia-lezacego-podjezdza-policja-i-zatrzymuje-pobitego/

    http://niewygodnefakty.salon24.pl/749198,jak-stac-sie-nietykalnym-i-nie-ponosic-za-nic-odpowiedzialnosci-to-proste-nalezy-zostac-policjantem

  7. doradca pisze:

    Potwierdzenie zeznania przez „świadka” będącego kumplem z pracy (w policji) powinno mieć znikoma wartość dowodową a nawet żadną. Zarówno w sprawach wykroczeń jak i w innych, najczęściej w sprawach nieistniejącego „znieważenia” policjanta.

    • Krzysiek pisze:

      System represji został dopięty na ostatni guzik i jego skutkiem jest fakt, że zeznania funkcjonariusza dla sondu są wiarygodne nawet wtedy, gdy funkcjonariusz sam nie wierzy w to co zeznaje. Dlatego zeznanie kumpla (lub „kumpelki”) z patrolu ma podwójne znaczenie. Po pierwsze wzmacnia i tak już nie budzącą najmniejszej wątpliwości wiarygodność zeznań jednego z funkcjonariuszy, a po drugie zeznanie pierwszego potwierdza zeznanie drugiego i vice versa.
      Sond zatem nie ma żadnego innego wyjścia jak tylko „w sposób nie budzący najmniejszych wątpliwości” uznać zeznania funkcjonariuszy za w pełni wiarygodne, gdyż składane są szczerze, bez wyrachowania,a przede wszystkim ponieważ funkcjonariusze „nie mają interesu, aby kłamać”. A skoro nie mają interesu aby kłamać, no to mówią prawdę, świętą prawdę (i g…o prawdę).
      Tak więc wszyscy widzimy, że bycie sendzią to mały pryszcz – wystarczy raz wyuczyć się „logiki sendziowskiej” w „szkole sendziów i prokurwatorów” i „szafa gra” !
      Tam przechodzą pranie mózgów tak jak adepci „Scientology” i stają się rzeczywiście wyizolowaną ze Społeczeństwa sektą wierzącą w swoje „wybitne i nadprzyrodzone zdolności i umiejętności”. A przede wszystkim nabierają przekonania bezkarności i bycia ponad prawem.
      Ot i cała tajemnica została wytłumaczona ….

  8. 31węzłowy Burke pisze:

    Nie „świadek” ale ” światek’. Przestępczy oczywiście. 31

  9. 31węzłowy Burke pisze:

    I znów w Sądzie Okręgowym w Poznaniu byliśmy świadkami żenującej hucpy jaką zafundowała licznej publiczności i prasie niejaka sendzia (tak) Ewa Taberska. Przypomnijmy że chodzi o sprawę Pana Krzysztofa oskarżonego przez milicjantów Piotra Porzyckiego i Michała Kubaszewskiego oraz aspiranta Zbigniewa Szymańskiego o rzekome przejście na czerwonym świetle ( cała trójka z poznańskiej MO zwanej , ku uciesze gawiedzi, policją ). Sendzia poprzedni wyrok Sądu Rejonowego ( sendzia Parnowski) zmieniła na korzyść Pana Krzysztofa . Cudowne jest jednak uzasadnienie : otóż nie sposób aby aby sędzia rejonowy znał się na wszystkim więc Parnowski zlecił ekspertyzę biegłemu z listy sądowej. Niepotrzebną do niczego ekspertyzę bo, wobec usunięcia danych przez milicjantów z nośników, biegły się poddał i orzekł że możliwa jest wersja Pana Krzysztofa albo milicjantów. W tym momencie Parnowski , zgodnie z zasadą rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego, powinien sprawę zakończyć uniewinnieniem. Ale nie towarzysz Parnowski : wlepił bezlitosny wyrok + różne koszty , w tym koszt nikomu niepotrzebnej ekspertyzy ( ok. 1100 zł). Dureń czy wręcz odwrotnie ? Natomiast Ewa Taberska obniżyła tę kwotę o połowę a resztą zasądziła od państwa. Ale dlaczego ta łaskawość ? Ano Taberska stwierdziła że wprawdzie biegły nie wskazał winnego, nie żadnych dowodów to jednak sąd rejonowy sprawę rozpoznał prawidłowo bo tak orzekli milicjanci i napisali a to znaczy że Pan Krzysztof jest jednak winien choć się nie przyznaje. W pewnym momencie chyba się wszyscy pogubili w pokrętnej logice , a raczej jej braku, i Taberska to zauważyła. A więc głęboko westchnęła i ciągnie te brednie mniej więcej tak : ja wiem że wszyscy na widowni (ok. 10 osób, może 12) nie zgadzacie się z tym i uważacie że obwiniony jest niewinny. Coś tam sobie jeszcze mamrotała w tym stylu pod nosem a na końcu sakramentalne : Czy obwiniony ( ew. oskarżony? zrozumiał wyrok ? Na to Pan Krzysztof wstał i odrzekł dumnie :Nie. Nie zrozumiałem. Na to Taberska : dostanie pan sporządzone z urzędu uzasadnienie pisemne. I dla tego słowa ” Nie” warto żyć Panie Krzysztofie; bo tym „nie” napluł Pan im w gęby. I dobrze, zasłużyli sobie na to jak mało kto. 31

    • deV pisze:

      http://biznes.onet.pl/koniec-z-anulowaniem-mandatow,18494,5657209,1,news-detal

      Jeśli to prawda to te „umiłowane syny naszego Narodu” uchwalą wkrótce przepisy, że właściciel pojazdu odpowiada za jego grzechy.

      Trzeba przyuważyć, kto głosować będzie „za”.

      • 31węzłowy Burke pisze:

        To następny krok reżimu ciemniaków do dyktatury made in III Rzesza. Dlaczego ? Ano „państwo prawa” niejakiego Adolfa było tu prekursorem i za przechowanie partyzantów, uciekinierów , Żydów itd. odpowiedzialny był sołtys, wójt, wraz z rodziną . Jeśli nie zadenuncjowali to pierwszych karano czyli zabijano a potem palili Niemcy całą wieś i najczęściej wszystkich mordowali. Tak więc nie-rząd NSDA-PO idzie dokładnie w kierunku ustaw norymberskich. Powracając do wczorajszej sprawy sendzia(tak) Taberska próbowała się jakby usprawiedliwić ze swego szaleńczego wyroku ale jej się to nie udało ; więcej – panowała wyraźna pogarda i dla Parnowskiego i Taberskiej. I ONA o tym doskonale wie …I dobrze. 31

      • pioter pisze:

        Chore, i ta argumentacja z użyciem broni. Idąc tym tropem, jeśli wpadnie sąsiad, pożyczy siekierę, bo będzie chciał porąbać drzewo do kominka, a w czasie tej pracy wkurzy go żona i ją „zaciuka”, to ja, jako właściciel narzędzia, mam odpowiadać za zabójstwo?

        • Lubuszanin pisze:

          Muszą najpierw zmienić Konstytucję.

        • Krzysiek pisze:

          Można jedynie oskarżyć o „współudział” – tak mi się „na chłopski rozum” wydaje…
          Ale w naszym „ukochanym państwie prawa inaczej” wszystko jest możliwe, nawet to, że ta „żona sąsiada” popełniła samobójstwo „poprzez celowe podstawienie mężowi łba pod topór, który „bez swojej wiedzy i woli” ściął jej łeb, bo już wziął zamach, aby rozwalić pieniek, a tu „pech” – zamiast pieńka szyja „żony-samobójczyni”.
          Oczywiście na taki wyrok może zasłużyć jedynie taki „mąż”, który ma układy we „władzy”, albo sam do niej należy.
          I wszystko na ten temat….

        • deV pisze:

          Owszem, że to chore z perspektywy praw obywatelskich.
          Ale to dla bezpieczeństwa. Tak. Z troski o nas.

      • BB pisze:

        To jest logiczne i spójne z obecną jedyną słuszną linią. Mnie to wcale nie dziwi.
        Nie jest ważne co jest na taśmach ale ważne jest kto je nagrał. Tak samo nie jest ważne kto popełnia wykroczenie ale ważne jest czyj to był samochód.

      • Nielot pisze:

        Szykuje się kolejna patologia.

        Bo zwykły Kowalski jak jego auto popełni wykroczenie to zapłaci.

        A ludzie z KASĄ będą jeździć firmowymi autami i wtedy punkty im niegroźne, a mandaty zaliczą do kosztów firmy.
        A jak ktoś ma kasę a nie ma firmy? No cóż, firmy leasingowe i wypożyczalnie aut zanotują wzrost klientów.

        Jest takie powiedzenie , bodaj rosyjskie:
        „Chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze….”

  10. Kris pisze:

    U mnie akurat temat na czasie. Niedziela, idę sobie spokojnie chodnikiem, w odległości 120-130 metrach od przejścia dla pieszych przechodzę na drugą stronę pustej jezdni (pośrodku linia przerywana). Nagle zatrzymuje mnie sygnałem nieoznakowany radiowóz. Każą wejść do środka, stwierdzają przekroczenie jezdni w miejscu nieprawidłowym, nie przedstawiając się każą podać dane personalne, zaczyna się długie moralizowanie na temat przechodzenia przez ulicę, pytania, komentarze. Że przechodzę przez „taką” ulicę, „w takim” miejscu, „i to przed radiowozem”, że „jesteśmy ludźmi dorosłymi” „a dlaczego nie po pasach?”. Nie przedstawili mi nagrania z policyjnego rejestratora wideo umieszczonego w samochodzie, całkowicie zignorowali moje wyjaśnienie, że miejsce przekroczenia jezdni znajduje się w odległości większej niż przepisowe 100 m od przejścia dla pieszych, nie byli w stanie odpowiedzieć na moje kilkakrotne pytania jaka odległość dzieliła mnie od przejścia dla pieszych, nie potrafili wskazać miejsca znajdującego się w odległości 100 m od tego przejścia. Po dłuższym indagowaniu jeden odpowiedział niechętnie, że „100 m jest na pewno tam gdzie ten budynek”, wskazując zabudowanie odległe blisko 200 m od przedmiotowego przejścia. Mandatu nie było, tylko pouczenie. Pouczenie, że ciągle tkwimy w PRL-owskiej rzeczywistości, w której milicja może wszystko, że polska policja niczym nie różni się od swoich kolegów z krajów byłego ZSRR, a kolejne rządy czy z lewa, czy z prawa szambo to skrupulatnie omijają.

  11. krzysiek pisze:

    w moim uzasadnieniu wyroku kielecki sędzia napisał, że wjechałem w dom który wyburzyli rok wcześniej, może miał starą mapę z Internetu. Cztery zespoły sędziowskie nie zgodziły się na opinię innego biegłego, a na zdjęciach policji widać uderzenie w inny dom! W tej samej sprawie biegły odznaczył odległość za pomocą komórki(!) i po mojej uwadze co do poprawności pomiaru, po rozprawie sfałszował dowód rzeczowy i naniósł nową krótszą odległość i napisał 22m. Mimo, że po przyłożeniu linijki do mapy można odczytać 26,5m a według MZDP w Kielcach było 30m, cztery zespoły sędziowskie nie wyraziły zgody na powołanie nowego biegłego. Podałem biegłego do prokuratury o fałszowanie dowodów rzeczowych, prokuratura nawet nie wszczęła śledztwa, bo biegły w rozmowie z policjantem powiedział, że ja się na niego uwziąłem, a on przecież naniósł odległość na mapie za pomocą komórki! Nawet linijki nie miał. Dałem zadanie uczniom w 6 klasie szkoły podstawowej, aby wyliczyły odległość, tą nową, naniesioną po rozprawie. 80% dzieci wyliczyło 25,5m. Biegłemu wyszło 22m. No można zrozumieć, że biegły idzie w zaparte, bo to forsa, ale żeby sędzia nie umiał odczytać odległości na mapie! Nawet te 3,5m odległości to prawie długość samochodu, pewnie by zdążył przejechać. Jak biegły napisał że jechałem laguną I diesel, bez ABS, opony 15 a ja miałem lagunę II z ABS i opony 16 to sędzia w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że moje twierdzenia są bezpodstawne! Podobnie biegły wymyślił sobie, że ściąłem zakręt, chociaż na szkicu policji widać że to nieprawda. Podałem sąd kielecki o odszkodowanie 1 zł bo sędzia zanotował zeznania strony przeciwnej które były na moją korzyść dokładnie na odwrót(świadek zeznał, że zatrzymałem się przed zakrętem, sędzia zapisał, że nie, a biegły wyliczył prędkość 30km/h ), o czym niestety, zorientowałem się po wyroku (dowodem było nagranie z rozprawy). Zgadnijcie kto sądził(oczywiście sędzia tego sądu) i jaki był wyrok. Taka mała rada. Nagrywać każdą rozprawę, a po niej szybciutko do czytelni i sprawdzamy radosną twórczość naszych sędziów. ponieważ w wyroku znalazła się opinia sędziego, że jestem zdrowy psychicznie, to chciałem wiedzieć, czy osoba która to stwierdziła, również zdrowa jest(czyżby miała drugi fakultet z medycyny upoważniający do takich ocen, znam przecież mgr inż. który jest sędzią obecnie) wysłałem zapytanie do kieleckiego sądu w trybie udostępnienia informacji publicznej, czy sędziowie Sądu Rejonowego w Kielcach mają robione okresowe badania psychiatryczne, co wynikałoby z ustawy(stanowisko wymagające podejmowania decyzji ). Niestety, Prezes odmówił udzielenia odpowiedzi (czyżby miał coś do ukrycia!). Natomiast Sąd Apelacyjny w Kielcach i Krakowie bez zbędnej zwłoki przesłali odpowiedź. No cóż. Ale skoro można być sędzią w swojej sprawie

    • "Endju" pisze:

      A wjechałeś i o odległość idzie, czy co?

      • krzysiek pisze:

        Kobieta wyprzedzała na podwójnej ciągłej, skrzyżowaniu, pasach, ja najpierw skręciłem w prawo, 30m prosto i w lewo, ale musiałem przepuścić więc przed skrętem zatrzymałem. Zarzut, wymuszenie pierwszeństwa na pierwszym skrzyżowaniu. Nawet biegły wyliczyły, że gdyby zaczęła hamować, to by się zatrzymała kilka metrów za moim samochodem.

    • 31węzłowy Burke pisze:

      Widzisz, Krzysztofie, gdyby było normalnie w tym kraju to nie byłoby SPnD. To tzw. ONI sami wywołali opór części społeczeństwa przeciw temu imperium zła lub reżimowi ciemniaków , jak inni mawiają. I to wojna ciemniaków z Narodem (czego wybitnym przykładem jest bulwanizacja SM,SG, ITD, polucji ) powoduje opór, na razie może nieduży ale już widoczny. I dzięki ONYM mamy tu okazję poznać wielu zacnych ludzi. Tak więc niekoniecznie bulwanizacja jest do końca zła. Pozdrawiam . 31

  12. Bob pisze:

    Szedłem sobie od moich rodziców prowadząc rower do swojej chaty – jakieś 100m… Gdy już kierowałem się w stronę furtki mej posesji – brakowało jakieś 2 metry, zajechał mi drogę radiowóz. Wyskoczył z niego policjant krzycząc nie uciekaj !! Ja na to że nie uciekam tylko tu mieszkam. Odrazu miał w rękach alkomat którym prawie mi szczęki nie przestawił. Gość niski ogolony na łyso wyglądał jak po chemii albo jak kibic angielski z lat 70tych,dobry materiał na skina, no mundurowy fryz to nie był… Nawet się skubańce nie przedstawili. Odrazu przyznałem się że przed chwilą wypiłem 3 piwka i napewno wykarze alkotext.no i było rosnące.. Na to wszystko wyskoczyła moja żona która w ogródku przed domem była i akcje widziała – zresztą wpisali ją na świadka no i moją mamę która szła trochę za mną… Gdy juź byłem w radiowozie to pytam tego z włosami i białej czapce co wy robicie,przecież ja szedłem z tym rowerem a on mi na tego łysego mówi :..młody policjant to się chce wykazać…” żóna na ich żądanie przyniosła moje dokumenty i łysy(piszę łysy bo się nie przedstawili) skubnął mi prawko. Ja znowu mówie że prowadziłem przecież rower w sensie że pieszo,a oni na to że ich jest dwóch to lepiej widzieli… Byłó trochę obelg w moją stronę. A nalepsze było to – przyznaj się że jechałeś bo zaraz inaczej pogadamy… Nie mogłem się przyznać do tego czego nie zrobiłem – nie torturowali na szczęście. Po chwili jak już z textami zaczęłli przesadzać włączyłem kam.w telefonie ale szybko się z orientowali i trochę grzeczniejsi byli.. Ale fajnie nagrało się to co mi grozi za prowadzenie roweru (wtedy wszyscy mieliśmy na myśli prowadzenie w kontekście prawa o ruchu drogowym,czyli że pieszo) jakoś wogóle głupio brzmi „ciągnąć czy pchac”rower… Zabrali prawko i odjechali. Więc, ja oświadczenie szybko napisałem do prokuratury że nie jechałem rowerem tylko prowadziłem i krótko opisałem sytuacje. Takie samo oświadczenie wysłałem do właściwego komisariatu… Pani prokurator nakazała policji oddać mi prawo jazdy. No i zaczęło się dochodzenie. Do mnie zadzwonił dochodzeniowiec kiedy mam się wstawić. Wstawiłem się ,ale jako swoje wyjaśninie podałem treść wcześniejszego oświadczenia,które już mieli.więcej pytań nie zadawał. Potem moją żonę tak przesłuchał że nawet jej nie wylegitymowalł. A do mojej matki pojechali we trzech,chyba w ramamach wywiadu środowiskowego i odrazu nastraszyli że będzie musiała jeździć zeznawać do sądu – a ona schorowana,serce itd.już raz widziała”zielone łąki..” więc jej szybko podsunęli odmowę składania zeznań do podpisania… Ale nie poinformowali jej że w jej stanie może być przesłuchana w miejscu pobytu…potem był experyment procesowy z udziałem mojej żony,czy napewno wszystko widziała…No kurde to drogówka ją podała na świadka nie ja więc co tu experymentować? No i kolejne jaja,panowie przyjechali,pożartowali połazili po ulicy,zapytali czy mogą sobie zrobić z nią zdjęcie,pomachali gapiom i pojechali… Potem jeszcze 2 razy byłem dmuchany – raz koło domu a raz ok 400m od niego – tym razem jechałem autem… Jeszcze potem miało być zakończenie procesu przygotowawczego na którym wypadało być żeby se akta obejrzeć za nim trafią do prokuratury. Moja żona choruje na anemie i jej powikłania ma orzeczony stopień nie pełnosprawności i osobiście poinformowała pana dochodzeniowca że jedziemy na turnus rehabilitacyjny do zakopanego – ten na to że oczywiście że się dostosuje… No i się dostosował-zamknął dochodzenie jak my w Zakopcu… Okres urlopowy w prokuraturze wolny tylko pan asesor…Coś próbowałem jeszcze wskórać.ale pan asesor poinformował mnie że już po terminach i źe ja odmówiłem składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania… No to może i dobrze że tak napisali, pomyślałem, przynajmniej panowie świadkowie policjanci w sądzie będą mniej przygotowani… A tu następna niespodzianka- otrzymałem odpis aktu oskarżenia z pouczeniem że mogę się do niego odnieść pisemnie z datą 22 sierpnia,tylko że wraz z nim otrzymałem odpiś wyroku nakazowego który zapadł na niejawnym już 20 sierpnia…(prawo jazdy na 2lata i obfita grzywna) Napisałem sprzeciw i czekam. Nie stać mnie na adwokata bo kasa idzie na leczenie żony i widykacje do okien zaglądają. W akcie oskarżenia nie pojawiło się moje oświadczenie… Będzie gorąco… Szkoda tylko że nikt nie zwrócił uwagi na to że łańcuch w rowerze był „spadnięty” ja też dopiero zauważyłem jak się na grzyby wybierałem – on tak ma bo luźny a przerzuty w piaście, przeważnie spada przy prowadzeniu… Co śmieszniej wyrok wydała pani sędzia która kiedyś była moją sąsiadką a jej pies tak mi zmiażdżył mięśnie uda że miesiąc łazić nie mogłem,u lekarza oczywiście musiałem być,ale nic z tą sprawą nie robiłem bó to sąsiedzi… Nawet przepraszam nie powiedzieli… A tu o ironio losu…. Jak wiarę dadzą policji to po pracy mam no i po leczeniu żony,której debil chirurg tak leczył wrzoda dwunastnicy że wyciął jej źełądka większą część, średniowieczną metodą,ot taka tam pomyłka… Oto nasze służby…

  13. Bob pisze:

    Oni wszystkich swoją miarą mierzą… I im wychodzi że wszyscy to przestępcy…

  14. Bob pisze:

    Oczywiście – jak już funkcjonariusze zaczną czynności zmierzające do ukarania,czy to mandatem czy wniosek sporządzą za przestępstwo,to zrobią wszystko by nie poddać się żadnemu sprzeciwowi, skardze itp. Bo albo będą mieli „wynik”,albo dostaną po tyłku od prokuratora i przełożonych… A to wpływa na ocene ich pracy,awansów itd. Więc zarówno zacieranie jak i „dodawanie”dowodów,obniżanie wartości- co by z przestępstwa,w którym nie dadzą rady wykryć sprawcy, zrobić tylko wykroczenie, gdy już mają”ciepło”to normalne.

    • Krzysiek pisze:

      Mało tego. Ich kolesie, którzy dalej prowadzą „dochodzenie” robią to tak, aby wersja przyjęta w notatce służbowej, czyli głównie chodzi wytypowanie sprawcy kolizji czy wypadku, była już tą „ostateczną”. Nawet, gdy zeznania świadków są sprzeczne, to nie robi się dosłownie NIC, aby je wyjaśnić.
      Proszę sobie poczytać jakąkolwiek informację w portalach internetowych dotyczącą jakiegokolwiek wypadku.
      Jeszcze dokładnie nie wiadomo jaki był rzeczywisty przebieg zdarzenia, ale już od razu wytypowany został sprawca ! Bo w ich dochodzeniach nie chodzi wcale o ustalenie prawdy, lecz o to, aby był WINNY.

  15. Bob pisze:

    Siedziałem z tyłu radiowozu…jeden z p.patrolu dyskutował ze świadkami poza autem…ten który został ze mną w radiowozie krytykował poczynania swojego kolegi i przyznawał mi rację (szkoda że dyktafonu nie włączyłem) ale gdy w środku pojawił się”ten drugi”…to już mieli wspólną racje i jechali po mnie równo…”

  16. Paweł pisze:

    Policjanci to najgorsi łgaże na świecie.!

    • bozena pisze:

      Potwierdzam. Dzisiaj miałam okazję przekonać się jak bezczelnie kłamie policjant jako świadek a sąd nie dopuścił do tego żeby to udowodnić. Dlatego kiedy adwokat chciał zestaw wezwań interwencji to zrozumiałam, że albo tego nie mają albo wymazali i będą kłamać mimo, że dowody są jiż w tym samym sądzie. Był tak ustawiony, że aż było to śmieszne jak bronił patologii.

      • bozena s pisze:

        policjanci kłamią- jak to powiedziałam, to zostałam upomniana, że używam twardych słów, powinnam delikatniej… policjanci pominęli się z prawdą… tak poradziła mi pani, do której udałam się po poradę w mojej sprawie. A policjanci kłamią pomimo dowodów w postaci monitoringu, a prokuratorka broni ich: nie pamiętają, bo mają tyle pracy… żałosne… a ja… jak mam się bronić przed policjantami, którzy działają na prywatne zlecenie

        • Krzysiek pisze:

          Oczywiste jest, że policjanci „nie kłamią” – oni „mówią prawdę inaczej” lub „nieumyślnie mijają się z prawdą” oczywiście „działając w dobrej woli i sprawie ku chwale Ojczyzny”.
          Tego wymaga od nich „służba Państwu i Społeczeństwu”, przy czym przez „społeczeństwo” należy rozumieć oczywiście … społeczność policjantów i pozostałych funkcjonariuszy państwowych.
          Dlatego też pospolity Obywatel-kierowca to jest dla nich zwyczajna … zwierzyna łowna oraz potencjalny „przestępca wiozący śmierć”.
          Jest również oczywistym, że żaden policjant drogówki prowadząc radiowóz (szczególnie nieoznakowany) nie wiezie żadnej „śmierci” lecz swojego kolesia lub „kolesię” równie jak on sam „prawdomównego i uczciwego”.
          Dopiero taki „tandem” jawi się polskim kierowcom właśnie jako śmierć, gdy tylko stanie na ich drodze.
          Z kolei dla polskiego sendziego (pisownia celowa) dowodem jest to, co sendzia uzna za dowód.
          Dowodem zatem może być zeznanie świadka, który „widział na własne oczy i słyszał na własne uszy to czy tamto” , ale ważne jest by te zeznania pomogły sendziemu wydać wyrok skazujący.
          Natomiast dowody oskarżonego czy jego obrony „są z oczywistych i nie budzących najmniejszych wątpliwości względów niewiarygodne, gdyż stanowią jego linię obrony” (idę o zakład, że to jest najczęściej występujący frazes w uzasadnieniach wyroków stosowany przez polskich sendziów).
          Jeśli zatem oskarżony przedstawi nawet dowód w postaci nagrania audio-video to sendzia może ten dowód dopuścić, ale też odrzucić jeśli „burzy jego poczucie niezawisłości sendziowskiej”.
          Tak więc dowód z zeznań świadka policjanta jest przed polskim sondem (pisownia celowa) najcenniejszym dowodem, bo sond z góry zakłada, że policjant jak „żołnierz dziewczynie nie skłamie, tylko nie zawsze prawdę jej powie”…
          A nawet wtedy, kiedy oskarżony udowodni, że policjant kłamie, pardon „mija się z prawdą” to sond orzeknie, że „policjant ma prawo wszystkiego nie widzieć (lub słyszeć) dokładnie, ale jego zeznania są szczere, niewyrachowane, składane spontanicznie i jako składane przez osobę zaufania publicznego WIARYGODNE” !
          Kluczowe jest to ostatnie słowo: WIARYGODNE !
          Polskie sondy i sendziowie nie orzekają bowiem na podstawie stanu faktycznego opartego na prawdzie materialnej lecz na podstawie zeznań świadków oskarżenia.
          Tym samym znajdują się na etapie średniowiecznej Inkwizycji, która też skazywała nieszczęsne niewiasty na śmierć na stosie na podstawie pomówień o „spółkowanie z Diabłem”.
          Nie dziwmy się zatem, że polska policja ani sondy nie są zainteresowane posiadaniem dowodów wykonanych za pomocą WIARYGODNYCH radarowych mierników prędkości identyfikujących właściwy pojazd czy też WIARYGODNYCH alkomatów. Przecież w takim przypadku PODSTAWOWY , KORONNY wręcz dowód z zeznania świadka -policjanta były nawet funta kłaków nie wart i sond musiałby – O ZGROZO ! – uniewinniać niewinnych Ludzi !!!!

        • chwalawszystkimdzielnym pisze:

          Rozmawiałem z prokuratorem w sprawie policji dokładnie 10minut. Wystarczyły mi 3 aby stwierdzić, że to nie ma sensu. Napisałbym z 231kk tylko szkoda było nawet tej jednej kartki. I tak im nic nie zrobią.

  17. Zaoszczędziłeś mi sporo czasu tym artykułem! Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *