Policja chroni pijanego traktorzystę. Cz. II

Artur Mezglewski

Policjanci celowo przyjeżdżają na miejsce kolizji bez żadnego sprzętu technicznego, który mógłby posłużyć do zabezpieczenia śladów zdarzenia. Nie mają przy sobie nawet aparatów fotograficznych. Chodzi przede wszystkim o to, aby jedynym dowodem w sądzie były ich zeznania. Sędziowie przecież nie są szkoleni w zakresie rekonstrukcji zdarzeń drogowych – przyjmą zatem za dobrą monetę każdy policyjny kit.

Sierżant Fiszczuk z Komisariatu w Annopolu, który jako członek patrolu interwencyjnego przyjechał do Wymysłowa na miejsce zdarzenia, aby ratować pijanego traktorzystę (a prywatne ojca swojego kolegi), nie tylko nie zabezpieczył żadnych śladów zdarzenia, ale wręcz zamazywał te ślady butem. Obciążył winą za zdarzenie niewinnego kierowcę i straszył go, że jeśli sprawa pójdzie do sądu, to sąd odbierze mu prawo jazdy…

  1. Opis i dokumentacja zdarzenia drogowego

Zdarzenie miało miejsce w dniu 17 stycznia 2018 r. w miejscowości Wymysłów, na drodze powiatowej łączącej miejscowość Maziarka z drogą wojewódzką nr 854 (województwo lubelskie, powiat Kraśnik, gmina Annopol). Niestety, mapy Googla tego obszaru nie są dostępne (nowa droga), możemy jedynie posiłkować się amatorskimi fotografiami, wykonanymi „telefonami komórkowymi”.

Łukasz Wędka jechał wraz ze swoim bratem samochodem osobowym marki Opel od strony Borowa. Gdy przejeżdżał obok posesji Józefa Robotnika, nagle, zza płotu, wyjechał mu na drogę ciągnik rolniczy. Ciągnik ten skręcał w lewo, skracając sobie wyjazd lewym pasem. Kierowca ciągnika zatrzymał pojazd w momencie, gdy przód ciągnika znajdował się już na osi jezdni, natomiast jego lewe tylne koło było jeszcze poza obszarem jezdni.

Ponieważ ciągnik wyjechał niemal pod nadjeżdżający samochód – nie było możliwości wyhamowania pojazdu. Jedynym możliwym manewrem obronnym był gwałtowny skręt w lewo. I tak też uczynił Łukasz Wędka. W warunkach letnich być może udało by mu się wyjść z tej sytuacji cało, jednakże była zima, a droga była oblodzona. Samochód wpadł w poślizg i kierowca uderzył najpierw w jeden płot, a potem w drugi – zatrzymując się na kamieniu znajdującym się w ogródku jednej z posesji (na zdjęciu). Dzięki temu, że uderzenie było od tyłu (samochód obrócił się i jechał tyłem), podróżujący Oplem nie doznali żadnych obrażeń. Natomiast samochód osobowy uległ poważnym uszkodzeniom. Całe zdarzenie rozegrało się zatem na odcinku kilkudziesięciu metrów, pomiędzy posesjami Józefa Robotnika i Agaty Maciejewskiej. Miejsce zdarzenia ilustrują poniższe fotografie:

2. Próba ucieczki z miejsca zdarzenia

Kierowca ciągnika rolniczego stał na środku drogi do momentu, gdy pasażerowie rozbitego Opla wyszli z pojazdu. Następnie zaczął się oddalać w przeciwnym kierunku. Ujechał drogą powiatową jakieś 150 m i skręcił w prawo, w drogę gruntową prowadzącą do drogi wojewódzkiej 854. Jeden z braci Wędków puścił się w pogoń za uciekinierami i dogonił ich, kiedy ci już byli na wspomnianej drodze gruntowej. „Jak się na szosę wyjeżdża?” – krzyknął Wędka do traktorzysty. „A jak się jedzie przez wieś” – odkrzyknął traktorzysta”. Takie słowa usłyszał Józef Robotnik, gdy wyszedł przed dom zobaczyć, co się dzieje.

3. Interwencja policji

Najpierw na miejsce zdarzenia przyjechał patrol z Komisariatu w Annopolu. Sierżant sztabowy Sylwester Fiszczuk – dowódca tego patrolu-  przebieg zdarzenia drogowego ustalał jedynie z traktorzystami. Do Łukasza Wędki podszedł, ale już z gotową propozycją mandatu karnego za spowodowanie kolizji.

Potem odbyło się słynne badanie trzeźwości, którego przebieg opisany został w odrębnym materiale.

Policja chroni pijanego traktorzystę. Cz. I

Bracia Wędkowie zaprowadzili sierżanta Fiszczuka do miejsca, z którego wyjechał im na drogę traktor i pokazali mu ślady kół traktora na śniegu. Wówczas sierżant Fiszczuk, zamazując nogą owe ślady powiedział, że żadnych śladów nie widzi. A oto ślady, których Fiszczuk nie widział:

 

 

 

 

 

 

 

Na skutek telefonicznej interwencji na miejsce zdarzenia przyjechali policjanci z kraśnickiej „drogówki” w składzie: sierż. Sylwia Goleń oraz sierż. Łukasz Rosa. Policjanci ci sporządzili protokół oględzin uszkodzonego samochodu, jednakże śladów na drodze nie zabezpieczyli, gdyż „całe zdarzenie obsługiwał patrol [z Annopola]”. A oto ich zeznania:

Łukasz Rosa zeznał:

„Na miejscu obaj kierujący wskazywali nam miejsce, z którego wyjechał ciągnik rolniczy. Była to droga gruntowa. Taki wyjazd z pola na drogę publiczną. Dokonywaliśmy sprawdzenia tego miejsca. Były tam ślady kół ciągnika, z którego, z którego miejsca ciągnik ruszał. Te ślady według mnie nie wskazywały na to, aby ten ciągnik wyjechał na drogę publiczną i uczestniczył w kolizji, nie doszło do kontaktu pomiędzy pojazdami. Tego dnia jezdnia w tym miejscu była oblodzona. Była tzw. szklanka. My tego dnia robiliśmy oględziny pojazdu Opel Astra. Według mnie wina była po stronie kierującego pojazdem Opel Astra. On nie dostosował prędkości do panujących na drodze warunków atmosferycznych. Miejsce zdarzenia był to prosty odcinek drogi”.

Sylwia Goleń zeznała:

„Kierujący tym Oplem powiedział nam, że z prawej strony wyjechał mu ciągnik i żeby nie doszło do zderzenia on odbił w lewo i zarzuciło go i poleciał na ogrodzenie dwóch posesji. Ciągnika nie było na miejscu, ale był jego kierujący. Kierujący ten mówił, że próbował wyjechać z drogi gruntowej na drogę publiczną, ale nie zdążył wyjechać, kiedy zobaczył nadjeżdżający pojazd marki Opel. Mężczyzna z Opla nie przyznawał się do winy kolizji i twierdził, że kierujący ciągnikiem zmusił go do manewru i mówił, że poruszał się z prędkością 50 km/h. Na miejscu obaj kierujący wskazali nam miejsce, z którego wyjechał ciągnik rolniczy. Była to droga gruntowa, taki wyjazd z posesji, nawierzchnia była z ziemi. Dokonywaliśmy sprawdzenia tego miejsca. Były tam ślady ciągnika, z którego miejsca ciągnik ruszał. Te ślady nie wskazywały na to, aby ten ciągnik wyjechał na drogę publiczną i uczestniczył w kolizji, nie doszło do kontaktu między dwoma pojazdami. Tego dnia jezdnia w tym miejscu była oblodzona, była tak zwana lodówka. My robiliśmy oględziny tylko Opla Astry. Miejsce zdarzenia był to prosty odcinek drogi.  My robiliśmy oględziny, cale zdarzenie obsługiwał patrol”.

4. Interwencja Stowarzyszenia Prawo na Drodze u Komendanta Powiatowego Policji w Kraśniku

W dniu 26 marca 2018 r. Prezes Stowarzyszenia Prawo na Drodze pojechał do Komendy Powiatowej w Kraśniku w celu złożenia zawiadomienia o nieprawidłowościach w wyjaśnianiu przyczyn kolizji, jaka miała miejsce w dniu 17 stycznia 2018 r. Został on przyjęty przez Komendanta Powiatowego Policji w Kraśniku – podinsp. Marka Tchórza. Komendant obiecał, że zainteresuje się sprawą.

W trakcie rozmowy Prezes zapytał Komendanta, jakie procedury stosowane są na terenie KPP w Kraśniku w przypadku badań na zawartość alkoholu w organizmie uczestników zdarzeń drogowych. Komendant wyjaśnił, iż w każdym przypadku osoby te badane są analizatorami wydechu – czyli urządzeniami dowodowymi.

Wobec powyższego Prezes SPnD złożył na biurze podawczym komendy wniosek o udostępnienie wydruków badań na zawartość alkoholu uczestników przedmiotowej kolizji: kierowcy ciągnika T-25 oraz samochodu Opel Astra. Na ów wniosek Komendant przysłał pismo z dnia 6 kwietnia 2018 r. (N-952/18), w którym poinformował, że żadnych wydruków nie ma, a w/w kierowcy byli badani urządzeniem przesiewowym typu AlcoBlow…

Komendant Marek Tchórz nie wywiązał się także z obietnicy, że wyjaśni sprawę sprawstwa kolizji w Wymysłowie. Otóż czynności wyjaśniające w związku z zawiadomieniem złożonym w dniu 26 marca 2018 r. dostał do prowadzenia asp. sztabowy Jerzy Kot – ten sam Jerzy Kot, który już raz prowadził tę sprawę i pozamiatał pod dywan dowody świadczące o winie traktorzysty, kierując do sądu wniosek o ukaranie kierowcy Opla. Mało tego, aspirant Kot otrzymał od komendanta dyspozycję, aby sprawę prowadzić tak długo, aby wykroczenie traktorzysty uległo przedawnieniu. Świadczy o tym następująca sytuacja. Dwa tygodnie temu ociec Łukasza Wędki, który ma status pokrzywdzonego, udał się do komisariatu w Annopolu aby zapoznać się z aktami sprawy. Kot nie chciał mu ich udostępnić, ale Pan Wędka – senior był bardzo stanowczy i w końcu akta dostał. Z akt wynikało, że w sprawie zrobiono niewiele, i – pomimo upływu 1,5 miesiąca od dnia zgłoszenia – żadnej decyzji nie podjęto. Wówczas aspirant Kot powiedział, że nie ma jeszcze przesłuchanych wszystkich świadków i że w ogóle ma jeszcze rok na dokończenie tej sprawy, a w najbliższym czasie wybiera się na urlop…

Policja jest instytucją zhierarchizowaną i aspirant Kot nie ma nic do gadania. Skoro powiedział, że będzie prowadzić sprawę jeszcze przez rok, to oznacza, że takie polecenie ma od komendanta. Nasuwa się tylko pytanie, skąd oni wzięli ten termin jednego roku? Przecież czynności wyjaśniające – zgodnie z art. 54 par. 1 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia – powinny zostać zakończone w ciągu miesiąca, zaś termin jednego roku to termin przedawnienia wykroczenia. A zatem komendant kazał mu sprawę przedawnić?!…

5. Rozprawa

W dniu 23 maja 2018 r. odbyła się w Sądzie Rejonowym w Kraśniku pierwsza rozprawa.

Obwiniony Łukasz Wędka złożył obszerne wyjaśnienia, a samo zdarzenie opisał w ten sposób:

„17.01.2018 r. wracałem z bratem ze sklepu. Był prosty odcinek drogi, nagle pojawił się traktor, żeby nie uderzyć w traktor odbiłem w lewo, potem odbiłem w prawą stronę i złapałem pobocza. Hamując próbowałem wyprowadzić samochód z poślizgu, otarłem się o plot, obróciło mnie i się zatrzymałem. Po zatrzymaniu wyleciała pani i zapytała, czy bratu nic się nie stało. Obejrzałem się w lewo i zobaczyłem jak traktor się rusza i ucieka z miejsca zdarzenia. Wtedy brat pobiegł za traktorem, żeby go zatrzymać”.

Natomiast obaj traktorzyści  nie mieli ochoty składać zeznań. Kierujący traktorem Ryszard Misiek poprosił, aby Sąd odczytał mu treść jego zeznań, jakie wcześniej złożył na policji, zaś pasażer ciągnika Marek Galilea głównie milczał lub bełkotał coś bez sensu. Jedyne, co można było zrozumieć, to to, że jego zdaniem traktor nie wyjechał na drogę, tylko zatrzymał się przed poboczem i przepuścił nadjeżdżającego Opla, a potem zjechał na pobocze, aby nie tarasować drogi.

Marek Galilea nie potrafił jednak wyjaśnić Przewodniczącemu i obrońcy, dlaczego traktor musiał zjechać na pobocze, skoro przepuścił nadjeżdżającego Opla i w ogóle nie wyjechał na drogę?…

Ryszard Misiek w końcu jednak rozgadał się i opisał zdarzenie nieco inaczej, niż podczas zeznań na policji.

Będą przesłuchiwany na komisariacie przez aspiranta Kota zeznał:

„Po dojechaniu do drogi publicznej ja zatrzymałem kierowany pojazd w odległości ok. 80-90 cm przed krawędzią jezdni, aby ustąpić pierwszeństwa przejazdu innym drogi i aby bezpiecznie włączyć się do ruchu na drodze publicznej. Na pewno przód ciągnika nie wystawał na jezdnię. W momencie gdy zatrzymałem ciągnik od strony Borowa bardzo szybko przejechał samochód osobowy, ja nawet nie zdążyłem zauważyć jaki to był samochód i jakie posiadał numery rejestracyjne. Kierujący tym samochodem na pewno jechał ok. 80 km/h. Następnie, gdy on przejechał to ja już miałem drogę wolną i wtenczas włączyłem się do ruchu, gdy wyjechałem na jezdnię to zaraz zauważyłem jak kierujący tym pojazdem stracił panowanie nad pojazdem, tym samochodem zaczęło dookoła kręcić , a następnie uderzył w ogrodzenie jakiejś posesji. Jak ja to zauważyłem, to natychmiast zjechałem z drogi publicznej na prawą stronę na drogę gruntową i zatrzymałem ciągnik, gdyż chciałem udzielić pierwszej pomocy osobom, które poruszały się tym pojazdem. Następnie wspólnie z pasażerem Markiem Galileą wyszliśmy z ciągnika i szliśmy w kierunku tego pojazdu, jednak z tego pojazdu wyszedł do nas młody, ja ho nie znam, on od razu zaczął na nas krzyczeć, że jak ja jechałem, że jestem pijany, mówił słowami „ja was skurwysyny nauczę jeździć”. Następnie ten mężczyzna zadzwonił na Policję”.

Natomiast na rozprawie w dniu 23 maja 2018 r. Ryszard Misiek zeznał:

„Wyjeżdżaliśmy, dojechałem do głównej drogi. Przejechał samochód, droga była wolna i ruszyłem. Mi nie podobało się, bo jechał za szybko. Drogę miałem wolną i ruszyłem. Szybko jechał i powiedziałem „daleko on nie pojedzie”. Obejrzałem się, to już wpadł w poślizg. Zatrzymałem się na głównej drodze, ten samochód uderzył w plot, jeszcze raz zatańcował. Ja pomyślałem, żeby się nie wybili. Staliśmy na bocznej drodze po naszemu to ugór. (…)

Na pytanie obrońcy zeznał:

„Podczas zdarzenia zatrzymałem się raz. Dojechałem pół metra przed krawędzią jezdni. jak bym wyjechał na drogę to on by uderzył w ciągnik i zarysował sobie samochód”.

Na pytanie Przewodniczącego zeznał:

„Jak stałem przed krawędzią jezdni, to nie wiedziałem jeszcze co się stało. Jak wpadł w poślizg to ja już stałem, wyjechałem na drogę to on wpadł w poślizg i ja się zatrzymałem. Ujechaliśmy 15 m zanim zobaczyłem co się stało”.

Na pytanie obrońcy zeznał:

„Do momentu zanim przyjechała policja raz stanąłem na szosie i drugi raz zjechałem z szosy. Ja na szosie nie stawałem żadnymi kołami bo gdybym stanął na szosie to byłaby katastrofa. Na szosę wyjechałem jak była wolna droga. Zobaczyłem, że samochód wpadł w poślizg, stanąłem i patrzyłem co będzie dalej. Stanąłem raz przy krawędzi szosy, potem na szosie i raz na poboczu”.

Na pytanie Przewodniczącego zeznał:

„Byłem badany na trzeźwość, dmuchałem raz tak jak wszyscy. Od drogi, z której wyjeżdżaliśmy zatrzymałem się ostatni raz przed przyjazdem policji. Od 30 m do 40 m od tego miejsca zatrzymałem się ciągnikiem ostatecznie, czekając na przyjazd policji”.

Pozostali świadkowie – w tym obca dla stron właścicielka posesji, na której zatrzymał się samochód – jednoznacznie stwierdzili, że ciągnik oddalał się z miejsca zdarzenia i że został zatrzymany przez Kamila Wędkę w odległości ok. 200 metrów od miejsca, w którym znajdował się rozbity pojazd.

6. Wnioski

I. Oceniając zeznania Ryszarda Miśka (kierowcy ciągnika) należy zwrócić uwagę na następujące „czasoprzestrzenne nieścisłości”:

  • kierowca ciągnika na wyjechanie na drogę i przejechanie 15 metrów – uwzględniając czas reakcji –  potrzebował ok. 12-15 sekund. W tym czasie samochód jadący z prędkością 80 km/h przejechał by odcinek drogi ok. 264 – 330 m, a faktycznie ujechał tylko 50 metrów….
  • jeśli rzeczywiście samochód jechał by z prędkością 80 km/h, to skutki kolizji były by znacznie większe, a pasażerowie Opla nie uniknęli by ciężkich obrażeń,
  • od momentu minięcia ciągnika przez samochód osobowy do momentu zatrzymania samochodu – mogło upłynąć maksymalnie 5 – 6 sekund (uwzględniając czas reakcji). Nie jest zatem możliwe, aby kierowca ciągnika wyjechał z drogi gruntowej, zanim samochód osobowy wpadł w poślizg.

II. Przyjęta przez Policję wersja zdarzenia, że jedyną, samoistną przyczyną kolizji była nadmierna prędkość, jest całkowicie bezsensowna i nietrafna. Maksymalną prędkością, z jaką mógł się poruszać samochód w tych warunkach było 60 km/h. Z powodu samej prędkości samochód nie wypadłby z drogi.

Możliwe są jedynie dwa warianty zdarzenia:

A. Ciągnik wyjechał pod nadjeżdżający samochód,

B. Ciągnik zbliżył się do skraju drogi i wystraszył kierowcę osobówki, który podjął reakcje obronne, w tym hamowanie.

Jeśli jednak przyjąć wersję, że ciągnik nie wyjechał na drogę, a jedynie gwałtownie zbliżył się do krawędzi jezdni, a następnie się zatrzymał, to dlaczego traktorzyści chcieli uciec z miejsca zdarzenia?…

III. Jeśli komukolwiek zależy na tym, aby dowiedzieć się, jak przebiegała interwencja Policji w opisanym przypadku, powinien zabezpieczyć bilingi z telefonów traktorzysty, jego syna oraz sierżanta Fiszczuka. Zresztą wszelkie interwencje Policji winny być nagrywane – o co Stowarzyszenie Prawo na Drodze walczy od lat. Tymczasem Policja zamiast monitorować interwencje swoich funkcjonariuszy zakłada podsłuchy telefoniczne tym, którzy ujawniają nadużycia policjantów. Telefony członków SPnD od lat są na podsłuchach…

IV. Obecna władza buduje nowe komisariaty i reaktywuje te, które zostały zlikwidowane, a zupełnie nie jest zainteresowana odbudową policyjnego morale. Poprzez budowanie nowych komisariatów i zatrudnianie nowych Fiszczuków nasze bezpieczeństwo nie wzrośnie. Wręcz przeciwnie, policjanci, którzy motywują się kumoterstwem, kolesiostwem i korupcyjnymi zachętami, stanowią największe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Badanie trzeźwości, Kolizja drogowa, Likwidacja szkody komunikacyjnej, Organizacje społeczne, Policja, Postępowanie przed sądem, Stowarzyszenie Prawo na Drodze. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Policja chroni pijanego traktorzystę. Cz. II

  1. Starszy policjant pisze:

    Nie wiadomo komu ufać, prawda leży pośrodku

    • redakcja pisze:

      Jeżeli nie wiadomo komu ufać, to zabezpieczyć ślady i oskarżyć obu – niech sądy rozpatrzy. A nie kombinować i zamykać drogę do procesu procesu jednemu z uczestników.

  2. Krzysiek pisze:

    Traktorzyści w Polsce to element folkloru tego nieszczęśliwego kraju. Za PRL trudno byłoby znaleźć wśród nich trzeźwego, chyba, że choruje i ma „wstręt na alkohol”.
    Tutaj najnowsze doniesienie o wypadku, w którym brał udział traktorzysta:
    http://czestochowa.wyborcza.pl/czestochowa/7,48725,23619370,wypadek-w-zawadzie-dwie-osoby-nie-zyja.html#BoxLokCzeLink
    Jak widać to śp chłopakom na motorze się spieszyło, polucja zbadała alkomatem kierowcę Seata, który był Bogu ducha winien, a traktorzysta ? – „w siną dal, w siną dal, na traktorze pyr-pyr-pyr w siną dal …”

  3. citizen pisze:

    kamera w Oplu wyjaśniła by sprawę

    • Krzysiek pisze:

      Dokładnie – i dlatego już od jakiegoś czasu mam taką kamerkę, która powinna filmować nawet podczas krótkich przejazdów, bo już raz ją wyłączyłem i akurat była sytuacja „filmowa” 🙁
      Z drugiej strony nie zawsze najbardziej optymalnym manewrem jest unikanie kolizji za wszelką cenę. Często ta cena jest zdecydowanie wyższa niż gdyby jednak do kolizji doszło. Przynajmniej wiadomo byłoby kto co faktycznie zrobił.

    • skazany pisze:

      Film z jakiejś „kamery” nie jest dowodem, i na pewno nie utrudni pracy policji ani wymiaru sprawiedliwości.
      Lokalną naszą tradycją jest odrzucanie przez sądy pierwszej instancji wszelkich wniosków dowodowych zgłaszanych przez obronę ogólnie, a „filmików z kamerek” w szczególności (*).
      Ewentualne przyjęcie takiego wniosku dowodowego przez instancje wyższe jest zawsze obwarowane koniecznością sporządzenia stosownego opisu przez odpowiedniego biegłego. A tenże biegły już się postara żeby wnioski były zgodne z linią oskarżenia. Sąd rzeczonych filmów zwykle nie ogląda, ponieważ nie posiada ani wyposażenia technicznego po temu (w sensie: sprawnego) ani kwalifikacji potrzebnych do badania materiałów cyfrowych. Zresztą opinia biegłego będzie zawierać wszystko, z gotowymi wnioskami które spokojnie można wkleić do uzasadnienia wyroku skazującego włącznie. Wysoki sąd się nie przemęczy, biegły swoje zarobi, wszyscy zadowoleni.

      Unikanie kolizji „za wszelką cenę” przeważnie jest złym wyborem, ponieważ automatycznie powoduje że z ofiary/poszkodowanego stajemy się sprawcą.
      ALE
      To jest najczęściej wybór pomiędzy dżumą a cholerą, żadna z opcji nam nie odpowiada a którąś trzeba wybrać.
      Trzeba naprawdę dużego doświadczenia żeby ocenić czy nasze działanie (unikanie kolizji) nie spowoduje zagrożenia dużo większego niż sama kolizja. Zresztą tego tak naprawdę nie da się przewidzieć, bo czynnik losowy jest nieprzewidywalny. (**)

      (*) – wszystkie działania obrony (w tym wnioski dowodowe) zdaniem większości Wysokich Sądów służą wyłącznie przedłużeniu postępowania w sprawach gdzie kwestia winy w sposób oczywisty nie podlega dyskusji. Jest akt oskarżenia, są zeznania (policjantów), trzeba tylko przepisać papier od prokuratury (w formie lekko zmodyfikowanej) do dokumentu pt „Wyrok” i sprawa zakończona.
      (**) – jedziemy z pasażerem który ma niezdiagnozowanego tętniaka. Uciekając „w pole” czy uderzając w pojazd wyjeżdżający z podporządkowanej spowodujemy pęknięcie tętniaka (duże prawdopodobieństwo w obu przypadkach). Tylko „w polu” prawdopodobnie nie trzeba go będzie wycinać z wraku, i BYĆ MOŻE dojedzie do szpitala na czas (co się stanie w szpitalu pomijam, nie ten temat). Sytuacja czysto hipotetyczna? Nie, to się zdarzyło …
      Pasażer przeżył pomimo konieczności cięcia wraku, tym razem udało się bo śmigłowiec LPR był dostępny i miał gdzie wylądować.
      Ale przy płocie (z artykułu) mogła stać babcia z wnuczką, i co wtedy zrobić?!

      Co by nie mówić widzę potrzebę dalszej dyskusji na temat „unikać wypadku czy nie”, szczególnie w kontekście filmów prezentowanych na niektórych popularnych kanałach YouTube („Polskie Drogi” „Stop Cham” itp) oraz znanych wszystkim (mam nadzieję) przepisów PoRD. A przy okazji można by też wspomnieć o „twórczej interpretacji” przepisów PoRD przez zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym (tzw. „policja”). Bo czemu nie, pogadać jeszcze można. Na razie można …

      • Krzysiek pisze:

        Skoro „pogadać ” jeszcze można to pogadajmy, ale musimy tak gadać, aby członkowie zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym oraz nadzwyczajnej kasty nie mieli podstaw do przerwania „pogaduszki”.
        Co do materiału dowodowego w postaci nagrania „z jakiejś kamerki samocghodowej” to obecny system prawny doszedł już całkowicie do ściany, bo jeśli ten sam materiał dokumentujący wykroczenie lub przestępstwo na drodze wyślemy na odpowiedni adres w „policji”, to wtedy bardzo chętnie z niego skorzystają i wystawia odpowiedni „kwitek” sprtawcy.
        Kiedy jednak ten sam materiał dowodowy zostanie przekazany w sądzie jako dowód obrony, to oczywiście sąd natychmiast podejmie próbę odzrucenia tego wniosku argumentując jak już opisano ewentualnie uznając ten wniosek jako „manipulację dowodami”. Niemniej z dwojga złego lepiej już jednak nagranie zdarzenia mieć niż nie mieć, bo zawsze jest szansa, że jednak zostanie ono wzięte pod uwagę. W ostateczności jest jeszcze tzw „opnia publiczna”, która może ocenić to co widzi jeśli sąd jest ślepy na wszystkie argumenty.
        Co do kwestii „unikania kolizji za wszelką cenę” to mam na myśli sytuacje, gdy próba uniknięcia kolizji prowadzi (prowadzić może) do skutków gorszych niż gdyby do tej kolizji doszło. W szczególności wszelkie gwałtowne manewry spowodowane wtargnięciem na jezdnię mniejszych zwierząt bardzo często kończą się tragicznymi w skutkach wypadkami ze śmiercią osób jadących autem włącznie. Kiedy jednak naprzeciwko nas pędzi olbrzymia ciężarówka to wtedy my jestesmy „tym zającem” i lepeij dla nas już wylecieć w pole niż pocałować się z TIRem.
        Pomiędzy tymi dwoma skrajnymi przypadkami jest całe spektrum sytuacji, do których trzeba się jednak umieć dostosować.

  4. kwiatul pisze:

    Co to za psiarnia, ktora na szefa zorganizowanej grupy przestepczej o charakterze zbrojnym , dzialajacej w zmowie i porozumieniu stawia jakiegos tchorza???
    Co oni tam wachaja albo pija? zaraz,zaraz.. moze dlatego maja takie gowniane alkomaty, bo sami je rozkalibrowuja???? a Tchorz sie poprostu wystraszyl… ciekawe co na to jego zona, kochanka i dzieci? Starzy Tchorze napewno pekaja z dumy , ze maja takiego syna:)

  5. 31węzłowy Burke pisze:

    Tak. Podsłuchują na potęgę. Nawet za komuny nie odpierdalali takiego chamstwa. 31

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *