Sąd odmówił Policji wszczęcia postępowania przeciwko kierowcy! Pierwsza jaskółka?

Artur Mezglewski

Z reguły prezesi sądów nie przeprowadzają żadnej kontroli wniosków o ukaranie, kierowanych przez Policję. Co Policja podeśle – to sądy procedują. W wyniku tej bezmyślności  Skarb Państwa traci milionów złotych na niepotrzebne procesy. Jako skrajne (negatywne) przykłady można wskazać Prezesów Sądów Rejonowych  w Kościanie i Gryficach. Kościańska policja wytoczyła już kilkanaście postępowań przeciwko jednemu człowiekowi. Bo go nie lubi. I wszystkie przegrywa. Dziesiątki rozpraw, dziesiątki przesłuchanych świadków, biegli, eksperymenty, stosy pism. I wszystko na koszt podatnika!

Jest jednak pierwsza jaskółka. Sąd Rejonowy w Gostyniu odmówił Policji wszczęcia postępowania. Ot po prostu. Bo nie było sensu, ani powodu prowadzenia procesu. A było to tak:

  1. Zdarzenie

W dniu 19 października 2016 r. nasz kolega Marek Walczak przejeżdżał samochodem osobowym przez miejscowość Bruczków (wielkopolskie). W tym czasie i miejscu służbę patrolową pełniła sierż. Edyta Ratajczak z Komendy Powiatowej Policji w Gostyniu. Dowódcą patrolu był sierż. sztab. Marcin Niezgódka – z tej samej Komendy. Pani sierżant dysponowała w tym dniu urządzeniem pomiarowym TruSpeed LTI 20-20. Jak wynika z dokumentacji, którą pozyskało Stowarzyszenie Prawo na Drodze, funkcjonariuszka nie przeszła żadnych szkleń w zakresie obsługi tego urządzenia, jednakże w dniu 7 grudnia 2015 r. podpisała kartę zapoznania się z instrukcją obsługi…

Sierż. Edyta, gdy zobaczyła nadjeżdżający pojazd, postanowiła użyć swojego TruuSpeeda. Wyczarowany przez Truspeeda pomiar był na tyle satysfakcjonujący, że pan Marek został zatrzymany w celu poddania go procedurze mandatowej. Procedura ta zakończyła się odmową przyjęcia mandatu karnego przez domniemanego sprawcę.

2. Czynności wyjaśniające i wniosek o ukaranie do sądu

W związku z odmową przyjęcia mandatu karnego, Komenda Powiatowa Policji w Gostyniu wszczęła żmudne czynności wyjaśniające, które zakończyły się skierowaniem przeciwko Markowi Walczakowi wniosku o ukaranie do Sądu Rejonowego w Gostyniu.

3. Zonk – Sąd odmawia wszczęcia postępowania

Sąd Rejonowy w Gostyniu

Sąd Rejonowy w Gostyniu – postanowieniem z dnia 12 stycznia 2017 r. (sygn. akt II W 398/16/2) – odmówił wszczęcia postępowania w sprawie, a to z tego powodu, że znak drogowy D-42 (obszar zabudowany) w Bruczkowie został skradziony, wiec kierowcy nie byli niczym obligowani do ograniczania prędkości  do 50 km/h…

W związku z powyższym nasuwa się kilka pytań retorycznych:

  1. Jak to się stało, że patrol Policji z sierż. szt. Niezgódką na czele nie zauważył, że w Bruczkowie zniknął znak drogowy? Czyżby patrol jeździł „na pamięć”, i co gorsza „mierzył na pamięć”?
  2. Ilu jeleni zapłaciło patrolowi bezpodstawne mandaty?
  3. Na czym polegały żmudne czynności wyjaśniające prowadzone przez KPP Policji w Gostyniu, skoro nie ustalono nawet tego, że w Bruczkowie nie było znaku, za naruszenie którego ukarano wielu kierowców?

Panu Markowi Walczakowi gratulujemy, że nie jest jeleniem. To już jego dziesiąte zwycięstwo z Organami Ścigania Kierowców w przeciągu ostatnich 3 lat – przez co wynik konfrontacji wynosi obecnie 10-0. Lepszy jest tylko Emil, chociaż Patryk Tomaszewski ma duże szanse powalczyć o drugie miejsce.

Pani sierżant Edycie Ratajczak życzymy natomiast wielu nieudanych łowów oraz wielu rzekomo przeczytanych instrukcji…

Zaszufladkowano do kategorii Laserowe mierniki prędkości, Postępowanie przed sądem, Wniosek o ukaranie, Znaki drogowe | 49 komentarzy

Kto wywołał tę wojnę?

Artur Mezglewski

Do dnia 8 lutego 2017 r. wszyscyśmy żyli w zgodzie. Pomagaliśmy sobie wzajemnie, albo przynajmniej nie przeszkadzali. Co się takiego wydarzyło, że ludzie skoczyli sobie do gardeł  i wyzywają od najgorszych? Dlaczego na forach facebookowych zakrólował rynsztok?

Najczęstszymi przyczynami konfliktów są: pieniądze, władza i sława. Tym razem poszło o sławę…

 

  1. Przed wojną

Przed wojną każdy robił swoje. Tomek Motyliński biegał po telewizjach, Tomek Parol prowadził żwawo swój interes, a Stowarzyszenie Prawo na Drodze po prostu wykonywało swoją pozytywną pracę – od czasu do czasu podając do publicznej wiadomości informacje  o swoich sukcesach, bądź porażkach.

Stowarzyszenie zajmowało się różnymi sprawami związanymi pośrednio lub bezpośrednio z ruchem drogowym: działalnością straży gminnych, policji, zatrzymywaniem praw jazdy, analizami kolizji i wypadków drogowych, badaniami trzeźwości, procedurą wykroczeniową, ochroną danych osobowych uczestników ruchu drogowego, nieprawidłowościami w prowadzeniu czynności wyjaśniających, monitoringiem sądów powszechnych i administracyjnych, zasadami udostępniania informacji publicznej, inżynierią ruchu drogowego, w tym w szczególności nieprawidłowościami w zakresie ustawiania znaków drogowych, nadużyciami w zakresie postępowania mandatowego, systemem identyfikacji pojazdów (ISKIP), nieprawidłowościami w zakresie publikowania wokand sądowych i jawności postępowań, nieprawidłowościami w zakresie legitymowania uczestników ruchu i wielu, wielu innymi sprawami.

Zarzewie konfliktu tliło się w tym, że Stowarzyszenie monitorowało kilkadziesiąt postępowań sądowych w sprawach o przekroczenie prędkości w ruchu drogowym, a niektóre z tych spraw dotyczyły miernika Iskra-1. Poważnym problemem był też fakt, że autor niniejszego tekstu opublikował kilka materiałów na temat Iskry – a przecież nie miał do tego prawa, gdyż wszyscy o tym wiedzą, że najlepszym i jedynym ekspertem od Iskry jest Tomek Motyliński…

Gdybym wiedział, że to dla niego taki problem, to bym w ogóle o tym nie pisał, bo tematów do pisania mi nie brakowało.

W sprawach, które monitoruje Stowarzyszenie Prawo na Drodze bardzo często korzystaliśmy z pomocy innych osób – szczególnie z pomocy w kwestiach technicznych. Autor niniejszego opracowania nie zna się na technice. Jest prawnikiem i koncentruje się na zagadnieniach prawnych – często dotyczących działania urządzeń technicznych.

Szczególnie owocnie układała się współpraca ze Sławkiem Janczewskim, który pomógł nam wygrać kilka spraw, prowadził szkolenia, udzielał rad. Sławek za swoją pracę pobierał symboliczne wynagrodzenie – na poziomie ponoszonych kosztów. Oto jedno z naszych rozliczeń:

Szczególnie trzeba docenić jego pomoc w sprawie „zambrowskiej ośmiornicy”. Była to – jak dotąd – najtrudniejsza sprawa jaką prowadziliśmy. Gdyby nie Sławek, nie dalibyśmy rady. To jego opinia, złożona sądzie, przechyliła sprawę na naszą korzyść.

Sławek Janczewski do dnia 8 lutego br. twardo stał po jasnej stronie mocy. Tego dnia jednak wszystko się zmieniło. Po prostu wpadł w złe towarzystwo i…. oszalał.

2. Okoliczności wybuchu konfliktu

a) Geneza

Nowy Prezes GUM postanowił uporządkować zabagnione sprawy polskiej metrologii. Jednym z istotnych problemów do uporządkowania była kwestia mierników prędkości. W celu uporządkowania tych spraw, Prezes GUM powołał zespół konsultacyjny.

W pierwotnym składzie zespołu nie znalazł się nikt z naszego środowiska, a na jego przewodniczącego wybrany został jeden ze znanych biegłych sądowych.

Jako pierwszy „z naszych” do zespołu trafił Sławek Janczewski. Sławek nie mógł się jednak pogodzić z tym, że na przewodniczącego zespołu wybrano biegłego, o którym on miał jak najgorsze zdanie.

Sławek Janczewski szukał zatem sposobu, jak usunąć biegłego z funkcji przewodniczącego zespołu. Dlatego też zwrócił do Prezesa GUM z prośbą, aby do zespołu włączono piszącego te słowa oraz innych członków SPnD.

Sławek Janczewski – proponując mi udział w pracach Zespołu i oferując swoje poparcie u Prezesa GUM – stawiał sprawę jasno. Mówił, że jemu zależy jedynie na usunięciu pana J.T. z funkcji przewodniczącego – a co do pozostałych spraw pozostawia nam całkowicie wolną rękę. Nie było zatem żadnych uzgodnień pomiędzy Sławomirem Janczewskim a SPnD w sprawie postulatów zgłaszanych na posiedzeniach zespołu.

b) Spotkanie w GUM w dniu 7 grudnia 2016 r.

W dniu 7 grudnia 2016 r. doszło w Warszawie do pierwszego spotkania z władzami GUM w sprawie zmiany przepisów metrologicznych, dotyczących mierników prędkości w ruchu drogowym. W spotkaniu uczestniczyli: ze strony GUM: Prezes Głównego Urzędu Miar dr inż. Włodzimierz Lewandowski oraz Dyrektor Gabinetu Prezesa GUM Jan Landowski. Stronę społeczną reprezentowali: prof. Artur Mezglewski oraz mec. dr Michał Skwarzyński.

Na tymże spotkaniu strona społeczna sformułowała swoje oczekiwania. Oświadczyliśmy, że walczymy o to, aby w nowych przepisach metrologicznych sformułować w sposób wyraźny, jednoznaczny i nie dopuszczający żadnej innej interpretacji, że urządzenia do pomiaru prędkości muszą rejestrować pomiar w sposób umożliwiający jego odtworzenie w warunkach postępowania sądowego oraz, że mierniki prędkości muszą posiadać funkcję identyfikacji pojazdu.

Prezes GUM uznał, że nasze żądania są słuszne i że je popiera. Następnie zaproponował mnie oraz mec. Skwarzyńskiemu uczestnictwo w pracach Zespołu Konsultacyjnego. Obaj propozycję przyjęliśmy.

c) Posiedzenie Zespołu Konsultacyjnego w dniu 18 stycznia 2017 r.

Na dzień 18 stycznia br. wyznaczono posiedzenie Zespołu Konsultacyjnego d/s Regulacji Rynku, któremu przewodniczył biegły J.T. W okresie poprzedzającym spotkanie Sławek Janczewski interweniował u Prezesa GUM, aby ten powiększył grono uczestników Zespołu o kolejnych członków SPnD. Prezes wyraził zgodę na jeszcze jednego „reprezentanta ludu”. Został nim Piotr Jakubiak. Było nas już zatem czterech. Miał więc Sławek cztery głosy za odwołaniem J.T. z funkcji przewodniczącego. Ponieważ bał się, że to nie wystarczy, więc wymógł na władzach GUM, aby na salę obrad wpuszczono jeszcze jedną osobę – Grzegorza Galińskiego, który nie uzyskał statusu członka Zespołu, ale w dniu 18 stycznia rzeczywiście brał udział w obradach oraz w głosowaniach.

Wniosek o odwołanie przewodniczącego złożył jednak nie Sławomir Janczewski (który zwykł ukrywać się za czyimiś plecami), ale nasz człowiek – mec. Michał Skwarzyński. Mecenas wstał, ładnie wniosek zaargumentował, tak, że wynik glosowania był następujący: 16:1 za odwołaniem J.T. z funkcji przewodniczącego. Nikt nie wstrzymał się od głosu.

Sławek był przeszczęśliwy…

Po odwołaniu J.T. z funkcji przewodniczącego zarządzono wybory nowego przewodniczącego. Sławek Janczewski zaproponował moją osobę. Z sali zgłoszono też kandydaturę policjantki z Komendy Głównej Policji. Oboje kandydaci nie zgodzili się jednak na wybór. Innych kandydatów nie zgłoszono, tak wiec sprawę wyboru nowego przewodniczącego odłożono do następnego razu.

W pracach merytorycznych Zespołu Janczewski praktycznie nie uczestniczył. Raz zabrał głos, składając jednozdaniowy wniosek. Znacznie aktywniejszy od niego był Grzegorz Galiński. Natomiast wypowiedzi Jakubiaka, Mezglewskiego i Skwarzyńskiego zajmują w protokole zebrania kilka stron. Walczyliśmy o dobre prawo jak lwy.

d) Okres od 26 stycznia do 6 lutego br. – Tomasz Motyliński wchodzi do gry

Kolejne spotkanie Zespołu wyznaczono na dzień 7 lutego br. Zanim jednak doszło do spotkania zaczęły się dziać dziwne rzeczy, o których dowiedziałem się później.

W dniu 26 stycznia – w tajemnicy przed wszystkimi – Sławek Janczewski umawia się na rozmowę z Prezesem Gum i zabiera ze sobą…. Tomka Motylińskiego. Co było przedmiotem tej rozmowy – nie wiem. W każdym razie – na dwa dni przed zaplanowanym  posiedzeniem Zespołu zadzwonił do mnie  Prezes Głównego Urzędu Miar dr inż. Włodzimierz Lewandowski z zapytaniem, czy zgodzę się na dokoptowanie Tomka Motylińskiego  do składu Zespołu konsultacyjnego. Zgodziłem się...

Powyższa informacja ma m. in. takie znaczenie, że Motyliński publicznie zarzuca mi, że nie uzgodniłem z nim poglądów, jakie prezentowałem na posiedzeniu GUM.

Gdyby mnie Tomasz wcześniej o coś poprosił – z pewnością bym się na to zgodził. Ale też na litość Boską: kto kogo wprowadził do GUM i kto z kim powinien uzgadniać stanowiska? Przecież gdybym się nie zgodził na dokooptowanie Motylińskiego do zespołu, to po prostu by go tam nie było…

Na komisji były już podjęte pewne ustalenia, był pewien tok postępowania. Motylińskiego jednak to interesowało. On-lider miał do zrealizowania swoją misję. Jedynie słuszną.

Należy się też zastanowić, w jakim celu Motyliński pojechał do GUM i dlaczego zabrał ze sobą ukrytą kamerę? Co obiecał Janczewskiemu, że ten w tajemnicy przed nami pojechał z nim do GUM?

Wszystko wygląda na to, że jedynym celem tej wizyty było spreparowanie jakiś materiałów na człowieka, którego on postrzegał jako zagrożenie dla jego medialnej kariery. Motyliński szykował się więc do wojny. I bynajmniej nie do wojny z miernikami prędkości, ale do wojny o przywództwo w stadzie…

 e) Posiedzenie Zespołu Konsultacyjnego w dniu 7 lutego 2017 r.

Przebieg zebrania Zespołu Konstultacyjnego można podzielić na trzy części.

W części pierwszej (zdecydowanie najdłużej) występował Tomasz Motyliński. Swoje wystąpienie rozpoczął od pogróżki pod adresem Prezesa GUM, że on robi program w TVN i on wszystkich w tym programie skompromituje. Później biegał po sali obrad w rozchełstanej koszuli  i z Iskrą w ręce i uczył producentów i importerów urządzeń pomiarowych, jak działa radar Iskra… następnie (już wspólnie z Janczewskim) zażądali, aby wszystkie Iskry zostały natychmiast wycofane i aby uchylono wszystkie mandaty karne nałożone na podstawie pomiarów dokonanych Iskrą.

Po tych ekscytujących wystąpieniach wytłumaczono Motylińskiemu, że GUM nie jest właściwy do uchylania mandatów, a następnie głos oddano radcy prawnemu GUM, który zaprezentował przygotowaną wcześniej ekspertyzę nt. możliwości wycofania Iskry w trybie administracyjno-prawnym. Wnioski tej ekspertyzy były następujące: jakakolwiek interwencja Prezesa GUM dokonana w trybie przepisów postępowania administracyjnego będzie trwała całe lata, a jej skutek będzie niepewny. Prezes GUM nie może bowiem wydać decyzji o uchyleniu decyzji o zatwierdzeniu typu ot tak sobie. Musi najpierw wznowić postępowanie i dać możliwość stronom (producentowi, importerowi)  aktywnego uczestnictwa w postępowaniu. A to sprawi, że sprawa będzie ciągnąc się latami.

Po wystąpieniu radcy prawnego Prezes GUM zwrócił się do zebranych z zapytaniem, co zatem robić? Wszyscy milczeli. Janczewski i Motyliński też. Nie powiedzieli ani słowa! Nie złożyli żadnego wniosku. Za to teraz – w Internecie – wnioski składają niezliczone….

Motyliński ma wszystko nagrane. Niech to opublikuje. Niech opublikuje całość posiedzenia. Wszystko!

Wobec braku lepszych pomysłów jednomyślnie (tak się przynajmniej wydawało, bo nikt nie zgłaszał sprzeciwu), postanowiliśmy, że po prostu zajmiemy się zmianą przepisów prawa – w taki sposób, aby nowe prawo uniemożliwiało dalsze używanie trefnych mierników prędkości. Nowe prawo można uchwalić w 3 miesiące. Może wejść w życie jeszcze w tym roku.

Na koniec przewodnicząca zebrania zwróciła się do wszystkich obecnych, aby przesłali na jej adres pisemne wnioski, co do oczekiwanych zmian. Janczewski i Motyliński żadnych wniosków nie przesłali.

e) 8 lutego 2017 r. – Motyliński publicznie zaatakował Mezglewskiego i Stowarzyszenie Prawo na Drodze. Początek wojny

Dnia 8 lutego 2017 r. Tomasz Motyliński zamieścił taki oto wpis – jednocześnie na dwóch profilach internetowych:

Czasami dochodzę do być może mylnego wniosku, że niektórym nie chodzi o to, aby złapać króliczka, ale aby go gonić, szczególnie po lekcji ze strony szeryfa straży miejskich, gdy po cofnięciu uprawnień im do stosowania fotoradarów, jego kariera medialna zaczęła się – delikatnie mówiąc – sypać. Mi osobiście znudziło się gonienie królika i chcę temu skurw…..i królikowi odstrzelić łeb. Tym czasem na kolejnym spotkaniu „grupy roboczej” w Głównym Urzędzie Miar Stowarzyszenie Prawo na Drodze w osobie samego prezesa w/w stowarzyszenia (którego o zgrozo sami tam ściągnęliśmy) wypowiada pogląd, że nie można „rozbroić z dnia na dzień” Policji z Iskry-1, bo sama informacja medialna o tym spowoduje wzrost liczby piratów na drogach, że należy zrobić to stopniowo. A od kiedy nielegalne, czy wadliwe konstrukcyjnie urządzenia pomiarowe do prędkości w ruchu drogowym wycofuje się stopniowo? Może więc jak Polska Policja będzie chciała zatrzymać komuś prawo jazdy na 3 miesiące na podstawie pomiaru takim miernikiem, niech także zrobi to na raty? Najlepiej tylko na jeden dzień w miesiącu i to niedzielę. I tak oto wydaje się, że świeża obietnica nowego prezesa GUM o wycofaniu tego bubla z użytkowania straciła ważność, choć jeszcze powalczymy o to, aby Policja – nawet w imię szczytnych idei – nie okradała dalej kierowców. Dla osób nie będących w temacie najlepszy materiał o Iskrze, jaki zrobiliśmy https://www.youtube.com/watch?v=p7V4CieaYP4&t=2s

W powyższym tekście jest cały szereg przekłamań: tak co do treści i kontekstu mojej wypowiedzi na posiedzeniu, jak też co do faktu, że Motyliński mnie „ściągnął do GUM”.  Bo przecież było odwrotnie…

W związku z powyższymi oskarżeniami  zapytam tak: A jakim prawem odmawia się człowiekowi wypowiadania określonych poglądów! Albo czy ja mam jakiś obowiązek posiadania określonych poglądów? Cóż to zatem za ostracyzm? Cóż to za terror? Nie uzgadnialiśmy wspólnego stanowiska z Motylińskim, a moja wypowiedź nie miała żadnego znaczenia dla toku posiedzenia. Wypowiedź ta była skierowana do policjantów z Komendy Głównej policji – w sytuacji, gdy rozmawialiśmy o agendzie wycofywania  Iskier z użytku. Motyliński w tym czasie – zamiast skupić się na sensie wypowiedzi – pilnował magnetofonu i sprawdzał, czy się nagrywa.

Po zamieszczeniu przez Motylińskiego powyżej zacytowanej wypowiedzi w Internecie rozpoczął się zbiorowy hejt, który dodatkowo podsycany był na portalach zamkniętych oraz na prywatnych komunikatorach. A później już zaczęło się robić znacznie gorzej. Jeden z internautów wyzwał mnie od oszustów. Do hejtu przyłączył się Janczewski. W dalszym rozwoju wypadków Stowarzyszenie zostało zaatakowane przez Parola, który obwieścił światu, że SPnD się rozpada. Motyliński z Janczewskim nie przebiera w słowach i w oskarżeniach. Oskarżają mnie publicznie o najgorsze rzeczy: że załatwiłem sobie profesurę, że wziąłem łapówkę itp. Do członków SPnD wysyłane są maile z pogróżkami. Ci ludzie chcą zniszczyć SPnD. Motyliński włamał się na stronę Stowarzyszenia…

Mam prawo się bronić. Mam prawo bronić Stowarzyszenia, które zakładałem – jego dobrego imienia.

Wszystkie oszczerstwa i zniesławienia skopiowałem. Myślę, że Motyliński nie będzie się wypierał tego, co napisał. Zatem proces będzie krótki. Nie powinno być też problemów ze ściągnięciem kwoty zadośćuczynienia. Przecież chwalił się, że zarabia 30 tysięcy miesięcznie. Dwie wypłaty już może odłożyć na oddzielną kupkę…

P.S.

Bardzo proszę osoby, które otrzymały od Motylińskiego lub Janczewskiego maile z pogróżkami o zgłaszanie mi tych faktów. Pozew zostanie złożony po Świętach. Sprawa będzie prowadzona przez Sąd Okręgowy w Lublinie – moim mieście.

Osobom, które mi udzieliły wsparcia w tych trudnych dniach – serdeczne dzięki. Nigdy Wam tego nie zapomnę.

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Możliwość komentowania Kto wywołał tę wojnę? została wyłączona

Finansowanie organizacji społecznych. Dwie strony Mocy

Artur Mezglewski

Jest oczywiste, że na sprawach o wykroczenia drogowe uczciwie zarobić się nie da się. Przecież sprawy o drobne czyny mogą być bardzo skomplikowane dowodowo. Żeby wygrać drobną sprawę „o 100 złotowy mandat” trzeba nieraz zainwestować w środki osobowe i techniczne warte kilka tysięcy złotych. Kogo na to stać?

Jedyną szansę na wygranie takich spraw dają organizacje społeczne. A społeczników „ruchodrogowców” nam się ostatnio namnożyło. Może już czas ujawnić, po której stronie mocy działają?…

I. Jasna strona Mocy

  1. Emil Rau

Po jasnej stronie mocy na pierwszym miejscu sytuuje się niewątpliwie Emil Rau. Ludzie znają go głównie z programów telewizyjnych. Większość jednak nie wie, że Emil nie tylko upublicznia medialne absurdy związane z ruchem drogowym, ale niemal codziennie wyrusza w Polskę, aby pomagać ludziom prześladowanym przez system. Wielu nieszczęśników nie miało by najmniejszych szans w nierównej walce ze strażami gminnymi, policją i „niezawisłymi” sędziami, gdyby nie Emil.

Emil nigdy od nikogo nie wziął ani grosza za swoją pomoc. Ba! Nigdy nie wziął grosza nawet za zwrot kosztów przejazdu! A mówimy o kwotach rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie…

2. Marek Walczak

Nie sposób ocenić, ani obliczyć ilu ludzi uratowało oko kamery Marka Walczaka. Stawia się na każdej rozprawie i w każdym miejscu na mapie Polski, kiedy potrzeba i kiedy tylko może. Dzięki jego nagraniom rozpraw wiele sfałszowanych protokołów musiało zostać sprostowanych, wiele sędziowskich postaw – niegodnych i szemranych – zostało utrwalonych na wieki.

Marek Walczak nie jest biznesmenem. Jeździ za swoje. Nigdy nie wziął ani grosza. Pomaga, bo chce.

3. Patryk Tomaszewski

Patryk Tomaszewski od kilku lat jest zwyczajnie prześladowany przez kościańską policję, która wytoczyła mu mściwe kilkanaście spraw o wykroczenia. Kościańscy policjanci figlują za publiczne pieniądze, angażując wymiar sprawiedliwości i narażając Skarb Państwa na straty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Patryk wszystkie te sprawy wygrywa – mimo, że w kościańskim sądzie przyjaciół nie ma.

Dzięki zaprawie, jaką mu zgotowała kościańska policja i kościański sąd, Patryk nauczył się pisać pisma procesowe. Robi to lepiej niż niejeden adwokat. Większość z jego apelacji odnosi skutek w postaci wyroków uniewinniających lub uchylających skazania. Patryk za swoją pomoc od nikogo nie wziął nigdy ani grosza.

4. Piotr Jakubiak

Piotr Jakubiak zmienia oblicze Polski Północno-Zachodniej. Trudno zliczyć miasta, które musiały skorygować błędnie oznaczone strefy płatnego parkowania. Trudno zliczyć ilu osobom Pan Piotr napisał pisma procesowe, pomagając wygrać sprawę o niesłusznie naliczoną opłatę, o bezzasadne oskarżenia w sprawach wykroczeniowych.

Piotr Jakubiak nigdy od nikogo nie wziął ani grosza, choć radziłem mu, żeby za stracony czas potrącał sobie, choćby drobne kwoty.

5. Jerzy Lelonkiewicz

Od kiedy Jurek Lelonkiewicz zaczął interesować się ruchem drogowym – w mieście Poznaniu zmieniło się wiele. Policjanci już nie chowają się za drzewami i przestali używać Iskier, a straż miejska zanim nałoży mandat dwa razy się zastanowi. Sam widziałem, że gdy przejeżdża przez miasto policjanci pierwsi mu się kłaniają.

Pan Jerzy w imieniu SPnD oraz gdy proszą o to podsądni, monitoruje pracę poznańskich sądów. W ostatnim roku był na 120 rozprawach. Za darmo. A dodajmy, że jest człowiekiem niepełnosprawnym…

6. Alex Puszkarewicz

Alex Puszkarewicz został kiedyś bezzasadnie oskarżony przez zachodniopomorską policję o przekroczenie prędkości w ruchu drogowym. Po ciężkich bojach sądowych nie tylko wygrał swoją sprawę, ale udowodnił, że policjanci używali do pomiarów niezalegalizowanego sprzętu. Teraz to Alex oskarża, a Policja się broni. Pewnie by nie dał sobie rady, ale niespodziewanie otrzymał wsparcie z Prokuratury Krajowej. Wygląda na to, że nieuczciwy policjanci poniosą odpowiedzialność.

Alex – podobnie jak inni członkowie SPnD – nauczył się prowadzenia procesu karnego. Teraz pomaga innym. Uczestniczy w rozprawach, pomaga pisać pisma procesowe. Zawsze za darmo.

***********************

Wymieniłem sześciu członków SPnD – przykładowo. Takich ludzi mamy w Stowarzyszeniu kilkudziesięciu. Niech wybaczą ci, których pominąłem. Wszystko musi mieć jakieś granice.

W kontekście działalności, jaką prowadzą członkowie SPnD na obszarze całej Polski, jakże żałośnie zabrzmiały słowa wypowiedziane przez właściciela największej w Polsce firmy  żerującej na uczestnikach ruchu drogowego (który traktuje SPnD jak konkurencję), że Stowarzyszenia Prawo na Drodze się rozpada… Czy ten człowiek nie jest w stanie pojąć, że nie może upaść organizacja, która nie jest nastawiona na zysk? Bo niby z jakiego powodu miała by upaść?…

 

II. Ciemna stroma Mocy

Ciemna strona Mocy podsuwa proste, skuteczne rozwiązania problemów, prowadząc przez to jednak do zamknięcia się na dobro innych, demoralizacji, zaniku altruizmu”    (źródło: http://www.ossus.pl/)

  1. Człowiek Ćma

Człowiek Ćma sam o sobie mówi, że pomógł tysiącom ludzi i że wygrał wszystkie procesy – a było ich dziesiątki, a może setki. Konkretów żadnych. Jest postacią medialną. Potrafi się wcisnąć do każdego programu: gdzie kamery lub mikrofony – tam on. Za obecność w mediach odda wszystko.

Pomysłem Człowieka Ćmy na sfinansowanie swojej działalności było zorganizowanie zbiórki pieniężnej na portalu internetowym zrzutka.pl

Czy zbiórka pieniężna na określony społecznie cel jest dobrym pomysłem na sfinansowanie działalności społecznej? Co na to polskie prawo?

Otóż mamy dwa rodzaje zbiórek: zbiórki prywatne i zbiórki publiczne.

Zbiórki prywatne nie są regulowane przepisami prawa. Każdy może zwrócić się do swoich przyjaciół, a za ich pośrednictwem do przyjaciół ich przyjaciół z prośbą o dokonanie finansowego wsparcie. Zbiórkę taką można przeprowadzić m. in. przy wykorzystaniu portalu zrzutka.pl Do takiej zrzutki mają zastosowanie poniższe przepisy punktu VII Regulaminu:

” (2.) Zrzutka może być dostępna jedynie dla określonego kręgu osób. Organizator we własnym zakresie winien zapraszać wybranych użytkowników lub inne osoby do uczestnictwa w zrzutce przesyłając indywidualny link do zrzutki poprzez wiadomość SMS lub e-mail oraz inne kanały komunikacyjne”.

” (3.) Wspierający udostępniając informację o swojej wpłacie na Zrzutkę prywatną w mediach społecznościowych powinni udostępniać ją tylko osobom znajomym w celu zachowania prywatnego charakteru Zrzutki„.

Zbiórki publiczne podlegają rygorom ustawy z dnia 14 marca 2014 r. o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych oraz wydanych na jej podstawie przepisach wykonawczych. Do obowiązków organizatora zbiorki publicznej należy m. in.:

  1. Powołanie aktem założycielskim komitetu społecznego, składającego się co najmniej z trzech osób fizycznych, posiadających pełną zdolność do czynności prawnych oraz niekarane za popełnienie przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi lub za przestępstwo skarbowe.  W kacie założycielskim zamieszcza się następujące dane: określenie celu, w jakim komitet społeczny został powołany, dane osób powołujących komitet społeczny:  imię, nazwisko, adres zamieszkania, numer PESEL; adres do korespondencji; dane osoby uprawnionej do reprezentowania komitetu społecznego;
     oświadczenie o niekaralności za przestępstwa, o których mowa powyżej;
  2. Zgłoszenie zbiórki publicznej na urzędowym formularzu do właściwego ministra;

  3. Złożenie sprawozdania z przeprowadzonej zbiórki;

  4. Złożenie sprawozdania ze sposobu rozdysponowania zebranych ofiar.

Człowiek Ćma zamieścił dniu w dniu 20 marca o godzinie 20.00 na dwóch profilach fecebookowych ogłoszenie, do których ma dostęp nieograniczona liczba użytkowników, że organizuje „zrzutkę” na „walkę z nielegalnymi radarami policyjnymi”. Zostało ono następnie skopiowane na kolejnych 28 portalach internetowych – również publicznie dostępnych.

W tym miejscu należało by przypomnieć o brzmieniu art. 56 Kodeksu wykroczeń:

§ 1. Kto bez wymaganego zgłoszenia zbiórki publicznej lub niezgodnie ze zgłoszeniem zbiórki publicznej organizuje lub przeprowadza publiczną zbiórkę ofiar,podlega karze grzywny.
§ 2. Podżeganie i pomocnictwo są karalne.
§ 3. Można orzec przepadek przedmiotów uzyskanych ze zbiórki publicznej przeprowadzonej niezgodnie ze zgłoszeniem, orzeka się zaś ich przepadek, gdy zbiórkę publiczną przeprowadzono bez zgłoszenia.
§ 4. Można orzec przepadek przedmiotów uzyskanych z czynu określonego w § 1 także wtedy, gdy zostały one przekazane przez sprawcę innej osobie lub instytucji, jak i przepadek pieniędzy uzyskanych za zebrane ofiary w naturze i rzeczy nabytych za uzyskane ze zbiórki publicznej pieniądze.
§ 5. Przedmioty, co do których orzeczono przepadek, należy przekazać instytucji pomocy społecznej lub instytucji kultury.

2. Czołowy Bajerant Rzeczypospolitej

Czołowy Bajerant Rzeczypospolitej (w skrócie: CBR) jest człowiekiem inteligentnym i błyskotliwym. Nic zatem dziwnego, że taki gość byle czego nie wymyślił. Podszedł do sprawy inteligentnie i metodycznie. Jeszcze w czasach apogeum rozwoju gminnych straży fotoradarowych świetnie zdiagnozował marzenia tysięcy kierowców, który marzyli o tym, żeby uwolnić się od – często bezprawnych – żądań mandatowych straży gminnych. CBR wymyślił więc fantastyczną formułę „Anuluj mandat” – i pod tym szyldem zaczął sprzedawać pismo zatytułowane „Wniosek o umorzenie postępowania”. Schodziło z szablonu, jak świeże bułeczki.

Każdy średnio rozgarnięty człowiek powinien wiedzieć, że mandatu nie da się anulować – ale marketing to marketing . Bełkotliwy wniosek o umorzenie postępowania nie mógł nigdy i nikomu pomóc, ale jak mawiał serialowy doktor  Wezół „nie pomoże, ale i nie zaszkodzi…”

Czasy fotoradarowych straży gminnych minęły, ale w sprzedaży pojawiły się inne wnioski, na inne marzenia. Interes jakoś idzie. Twórca tego przedsięwzięcia mawia, że klientów ma więcej niż uczestników marszów KOD-u….

Czy sprzedawanie bezużytecznych, sztampowych, jednobrzmiących pism jest w Polsce zabronione? Absolutnie nie. Ludzie chcą kupować marzenia i je kupują. Jedno mnie tylko zastanawia – czy działalność prawnicza może być nieopodatkowana? Czy można tak sprzedawać ludziom pisma – bez faktur, paragonów i rachunków? Pewnie można. Pewnie za mało wiem…

3. Guru

Guru założył „sektę” ruchodrogowców. Swoim wyznawcom właściwie nic nie obiecuje. Mówi do nich codziennie za pośrednictwem komunikatora, pokazuje im filmiki ze swoim bohaterskim udziałem, a oni ślą mu pieniądze. Taka całkowicie legalna piramida. Guru zapowiada, że przyłączą się do niego tysiące ludzi. Tysiące ludzi, a każdy przynosi po stówie… Doskonały (i chyba legalny) interes. Ciekawi mnie tylko ciąg dalszy. Czy członkowie „sekty” będą wierni swojemu Guru na lata całe i na wieczność, czy może jednak powstanie jakiś bunt? Bo Guru niechybnie przytuli ich pieniądze i…. zniknie?

 

Zaszufladkowano do kategorii Organizacje społeczne, Stowarzyszenie Prawo na Drodze | 46 komentarzy

Opinia prawna w sprawie prawnej kontroli metrologicznej mierników typu Rapid-1A

Zaszufladkowano do kategorii Główny Urząd Miar, Rapid-1A, Ręczne mierniki prędkości | 6 komentarzy

Ogłoszenie

 
W sierpniu 2013 roku, jadąc motocyklem, na ulicy Dolnej w Warszawie zderzyłem się z samochodem osobowym, który zajechał mi drogę. Decyzją Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów postępowanie zostało umorzone, a ja uznany w całości winnym zaistniałego wypadku na podstawie opinii, którą wydał biegły sądowy z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych mgr inż. Jacek Złotorzyński. Po długotrwałej i kosztownej ścieżce odwoławczej, której podstawę stanowiły wątpliwości co do opinii biegłego Jacka Złotorzyńskiego, Sąd Okręgowy w Warszawie X Wydział Karny – Odwoławczy uchylił postanowienie prokuratury o umorzeniu postępowania, co umożliwiło rozpoczęcie sprawy karnej przeciwko kierującemu samochodem osobowym przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa. W dotychczasowym toku postępowania dwóch innych, niezależnie powołanych biegłych sądowych, zaopiniowało ten sam wypadek zupełnie inaczej, wskazując jako jego bezpośrednią przyczynę zajechanie drogi motocykliście przez kierującego samochodem.
 
Biegły Jacek Złotorzyński opiniuje w Warszawie, w zakresie rekonstrukcji wypadków drogowych, od około 30 lat. Poszukuję osób (w szczególności motocyklistów), które na podstawie opinii wydanych przez Jacka Złotorzyńskiego mogły się znaleźć w sytuacji podobnej do mojej.
 
Zainteresowanych sprawą o kontakt telefoniczny pod numerem: 602-404-411.
  
Pozdrawiam,
Marcin
Redakcja:
Ogłoszenie zamieszczono bezpłatnie.
Zaszufladkowano do kategorii BRD, Postępowanie dowodowe, wypadki drogowe | 1 komentarz

Wszystkie pomiary prędkości będą rejestrowane. Nadchodzi nowa epoka

Artur Mezglewski

W Głównym Urzędzie Miar są już na ukończeniu prace nad nowym rozporządzeniem wykonawczym, dotyczącym mierników prędkości w ruchu drogowym. Wiadomo już, że nowe urządzenia będą wykonywały serię zdjęć, których jakość wystarczy do dokonania identyfikacji pojazdu, a także weryfikacji poprawności pomiaru. Z duchem czasu podąża także Komendant Główny Policji, który podjął decyzję o przywróceniu szkoleń dla policjantów ruchu drogowego w zakresie obsługi mierników prędkości. Szkolenia będą prowadzone w Legionowie oraz Katowicach.

Tymczasem, gdy wszystko zmierza do normalności, a organy państwowe zaczęły w końcu robić to, co do nich należy, dwóch cwaniaków zorganizowało zbiórkę publiczną „na walkę z nielegalnymi radarami policyjnymi” – wyznaczając kwotę do zebrania w wysokości 100 000 zł. Z kolei inny cwaniak zakłada piramidę finansową, w ramach której zamierza przytulić kilkaset tysięcy złotych – również w imię walki z „nielegalnymi radarami”…

  1. Zespół d/s regulacji rynku

Siedziba Głównego Urzędu Miar

Prace nad zmianami w zakresie przepisów metrologicznych, dotyczących m. in. pomiarów prędkości w ruchu drogowym trwają od września 2016 r. W pracach Zespołu d/s regulacji rynku uczestniczą pracownicy GUM, inżynierowie spoza GUM, przedstawiciele producentów i eksporterów urządzeń pomiarowych, eksperci oraz czterech przedstawicieli Stowarzyszenia Prawo na Drodze.

2. Oczekiwania społeczne a realia prawne

Oczekiwania strony społecznej były duże i daleko idące.  Na posiedzeniu Zespołu podniesiono m. in. postulat, aby Prezes GUM zdelegalizował urządzenia pomiarowe (w tym w szczególności miernik Iskra-1), które są na wyposażeniu Policji – tzn. aby uchylił decyzje o zatwierdzeniu typu dla tych urządzeń.

W związku z powyższym postulatem, Prezes GUM zlecił wykonanie ekspertyzy prawnej, której celem miała być ocena możliwości prawnych podjęcia takiej decyzji. Okazało się, że droga administracyjnoprawna byłaby zbyt długa i niepewna. Przede wszystkim, aby uchylić decyzje swoich poprzedników, Prezes GUM musiałby wpierw wznowić postępowania administracyjne w przedmiocie zatwierdzenia typu. Musiałby przy tym zawiadomić strony i wszcząć postępowanie dowodowe. Takie postępowania trwały by całe lata – zważywszy, że strony miałyby możliwość zaskarżania decyzji Prezesa GUM, a postępowanie administracyjne (uwzględniając etap sądowy) jest czteroinstancyjne…

W związku z  powyższym, wszyscy uczestnicy Zespołu uznali, że droga administracyjna nie ma sensu i należy po prostu wziąć się za zmianę przepisów prawa metrologicznego. Przecież w krótkim czasie można przygotować nowe rozporządzenie i zmienić złe prawo na takie, w którym prawa uczestników ruchu drogowego zostaną zagwarantowane.

Przyjęcie takiego rozwiązania – z punktu widzenia interesu kierowców – ma pewne wady. Otóż, wprowadzając nowe prawo, prawodawca musi przewidzieć vacatio legis, jak również musi uwzględnić przepisy przejściowe, tzn. musi wyznaczyć dla użytkowników tych urządzeń czas na dostosowanie do tego nowego prawa. Oznacza to, że jeszcze przez jakiś czas urządzenia niespełniające nowych wymagań prawnych będą wykorzystywane przez policję.

3. Stan prac nad nowym rozporządzeniem

Od momentu, kiedy podjęto decyzję o konieczności przygotowania nowego rozporządzenia, tj. od dnia 18 stycznia br. uczestnicy Zespołu sporządzali wnioski dotyczące nowej regulacji. Wnioski te zostały zebrane i są w końcowym stadium opracowywania. Istnieje już robocza wersja dokumentu. Zanim pod dokumentem złoży swój podpis minister – upłynie zapewne jeszcze ponad miesiąc. Jednak decyzje polityczne już są podjęte. Urządzenia pomiarowe, które będę legalizowane pod rządami nowego rozporządzenia będą wykonywały serię zdjęć, których jakość wystarczy do dokonania identyfikacji pojazdu, a także weryfikacji poprawności pomiaru. Zakończy się zatem proceder skazywania kierowców za przekroczenia prędkości jedynie na podstawie zeznań policjantów. Stare urządzenia – w tym Iskry-1 – będą stopniowo wycofywane, a po wyznaczonym okresie przejściowym, zostaną „wyrzucone do kosza”.

4. I ujawniły się zamiary ich serc (1 Kor 4,5)…

To, że dzisiaj wszyscy już dowiedzieli się o nadużyciach i nieprawidłowościach w zakresie pomiarów prędkości oraz, że organy państwa podejmują odpowiednie działania naprawcze – jest zasługą wielu ludzi. Jednym z pierwszych był Emil Rau (obecnie członek SPnD), który od lipca 2010 r. nieprzerwanie obnaża i upublicznia metrologiczne przekręty „władzy”. W 2011 roku powstało Stowarzyszenie Prawo na Drodze, które postawiło sobie za cel podejmowanie działań na rzecz ochrony uczestniów ruchu drogowego. Zaczęły powstawać także inne mniej lub bardziej sformalizowane przedsięwzięcia, takie jak: Nielegalne Radary do Kosza, Polskie Towarzystwo Kierowców itp. Jak grzyby po deszczu  tworzone były też profile na YouTube, które w sposób demaskatorski ukazywały działania straży gminnych, policji, ITD itp. Wspomnę chociażby o: ZPeFeR, mo do, Ponad Prawem, Carvideo.pl. Bardzo rzadko do inicjatyw obywatelskich włączali się przedstawiciele władz. Do wyjątków należy zaliczyć kilku posłów, którzy na poważnie zajęli się tą tematyką (Maciej Banaszak, Paweł Szramka, Piotr Liroy Marzec).

Dzięki wymienionym powyżej, a także wielu bezimiennym – dzisiaj każdy już wie, że to, co od lat wyczynia z kierowcami Policja, to jeden wielki przekręt. Wiedza ta dotarła także do świadomości władzy.

Skoro zatem już wszystko zostało powiedziane i wyjaśnione, skoro władza podjęła zdecydowane działania naprawcze, skoro wszystko zmierza do normalności – to dlaczego właśnie teraz powstają dziwne inicjatywy finansowe – pod hasłami „walki z nielegalnymi radarami”?

Góra pieniędzy, jaką można zarobić na „walce z nielegalnymi radarami”

Ktoś widać na koniec tej społecznej kampanii koniecznie chce jeszcze coś zarobić na chwytliwym temacie. Tylko czy uczciwie.

Oświadczenie Prezesa Zarządu Stowarzyszenia Prawo na Drodze

Oświadczam, że Stowarzyszenie Prawo na Drodze nie ma nic wspólnego z tzw. „zrzutką na walkę z nielegalnymi radarami policyjnymi”. Uważam, że środki zebrane w ramach tej zbiórki publicznej nie przyczynią się w najmniejszym stopniu do „walki z nielegalnymi radarami policyjnymi”, a sama akcja jest totalnym nadużyciem zaufania publicznego. Wyrażam też obawy, czy przedmiotowa zbiórka publiczna dokonuje się zgodnie z przepisami ustawy z dnia 14 marca 2014 r. o zasadach prowadzenia zbiorek publicznych. Według mojej wiedzy:

  • nie został zgłoszony komitet społeczny powołany w celu przeprowadzenia zbiórki publicznej
  • zbiórka nie została zgłoszona do właściwego ministra,
  • nie został określony precyzyjnie cel zbiórki.
  • nie zostały spełnione pozostałe wymogi określone w art. 4 ustawy.

Uważam, że organizatorzy zbiórki narażają się na odpowiedzialność określoną w art. 56 Prawa wykroczeń oraz na odpowiedzialność karnoskarbową.

Oświadczam też, że Stowarzyszenie Prawo na Drodze nie ma nic wspólnego z piramidą finansową, tworzoną pod właściwością Prezydenta  Miasta Zielona Góra przez jednego z byłych członków SPnD.

                                                                                                Artur Mezglewski

Prezes Zarządu Stowarzyszenia Prawo na Drodze

Lublin, dnia 4 kwietnia 2017 r.

Zaszufladkowano do kategorii Główny Urząd Miar, Iskra-1, Laserowe mierniki prędkości, Policja, Ręczne mierniki prędkości, Stowarzyszenie Prawo na Drodze, Wideorejestratory | 53 komentarze

Przedwczesne (?) klimakterium sędziego Krzysztofa Mikołajczaka z Poznania

Chester Nimitz

Od początku tego roku trwa w Sądzie Rejonowym Poznań Grunwald – Jeżyce sprawa przeniesiona jakby żywcem z horroru. A więc rozpoczniemy od lekkiego trzęsienia ziemi, a potem stopniowo będziemy podnosili napięcie…

Pewien kierowca zaparkował samochód osobowy w Poznaniu przy ul. Grunwaldzkiej w ciągu innych samochodów (w tym dostawczaków). Poszedł załatwiać sprawy zawodowe – co trwało jakiś czas. Wrócił, a tu za wycieraczką wezwanie do Straży Miejskiej.

Poszedł, pyta w czym rzecz, a tam, że zaparkował na postoju taksówek! A strasznik chce mandat 100 zł, jakiś punkt – i na tym zakończą sprawę. Kierowca nie był przekonany do zarzutu i mandatu nie przyjął. No to strasznik skierował sprawę do sądu. I się zaczęło.

Na pierwszą sprawę w dniu 24 stycznia br. kierowca stawił się z tzw. zatwierdzonym planem stałej organizacji ruchu otrzymanym od zarządcy drogi, czyli Zarządu Dróg Miejskich w Poznaniu. A na tym planie NIE MA postoju taksówek, na którym rzekomo zaparkował nasz kierowca! Za to jest postój taksówek, ale jakieś 200 metrów dalej, w stronę centrum. Zresztą innych znaków, w tym zakazu, na tym planie też nie ma, ale za to są w terenie. Deliberowali obwiniony i sędzia nad tym planem, oj deliberowali..: Sędzia zauważył, że coś się nie zgadza, bo sam, jak stwierdził, widział tam znak, który nie istnieje w przepisach ! No masz babo zakalca… Zeznający na tej rozprawie strasznik miejski, który tam wtedy harcował, zeznał, że on nie jest od znaków, nie ma dostępu do planu obowiązującego oznakowania i tylko wykonywał polecenia dyżurnego, porobił zdjęcia i oddał kierownikowi. Jakby mało rozgarnięty, ale bystry!

A więc postanowił sąd wezwać wysokiego urzędnika z ZDM, aby te rażące niezgodności wyjaśnił. Stawił się na kolejną, już drugą, rozprawę dyrektor i na pytania sądu nijak nie umiał odpowiedzieć, zasłaniając się mgliście, że dopiero od niedawna jest dyrektorem, a w ogóle to nie on… No to sędzia zapytał wprost w jaki sposób może on ocenić zgodność czy niezgodność oznakowania w terenie z obowiązującym planem stałej organizacji ruchu. Na to tenże odpowiada, że musiałby wysłać pracownika na miejsce, żeby tenże zobaczył i zdał jemu sprawozdanie. Ale jak tych znaków nie ma na planie, to chyba nie są jego (czytaj ZDM) znaki i on nie wie skąd tam się wzięły… Sędzia zaczerwienił się, spocił i już więcej o nic nie pytał….

Cała ta operetka, czyli druga rozprawa, działa się na oczach przynajmniej 5 osób w tym 2 dziennikarzy, którym sędzia… zabronił utrwalania przebiegu rozprawy w formie audio-video! Mimo, że na pierwszej rozprawie nic przeciw nagrywaniu nie miał, a dziennikarze powołali się na obecnie obowiązujący art. 357 kpk. (sprawę sprawnym piórem opisał Norbert Kowalski w „Głosie Wielkopolskim” z dnia 13 marca 2017r. w art. pt. „Mandat za parkowanie na postoju który nie istnieje?”).

A teraz zagadka: jaki wyrok wydał w tej oczywistej sprawie sędzia Krzysztof Mikołajczak? W dniu 17 marca 2017 r., czyli w dniu wydania wyroku, sędzia znów zakazał dziennikarzom rejestracji… i walnął jak z haubicy, że kierowca jest winnym wykroczenia bo…. powinien upewnić się co do obowiązującego oznakowania!!! I skazał go na 200 zł …

Ale dlaczego przedwczesne klimakterium sędziego Mikołajczaka? Ano dlatego, że pierwszą rozprawę prowadził wzorowo. Natomiast jego zachowanie na drugiej i podczas ogłoszenia wyroku – wręcz odwrotnie: widoczne napady gorąca, wzmożoną potliwość, nadmierną wrażliwość, częste zmiany nastroju, a nawet pewną agresję… Czyli klasyczne objawy andropauzy u ok. 40-45 sędziego. A może tylko salę za mocno nagrzali? Albo to tylko hemoroidy? Albo syndrom pieszczocha? Kto wie…

Co się naprawdę stało w okresie między pierwszą, a drugą rozprawą? Skąd taka diametralna zmiana? Czyżby dopadł go wirus sędziego Piotrowskiego ze Szczecina?

Ps.

Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że kierowca wystąpił o pisemne uzasadnienie wyroku i będzie apelacja. Natomiast o bezprawnym zakazie rejestracji rozprawy i ogłoszenia wyroku został powiadomiony Prokurator Generalny.

 

Zaszufladkowano do kategorii Domniemanie winy, Organizacja ruchu, Postępowanie dowodowe, Postępowanie przed sądem, Znaki drogowe | 7 komentarzy

Historia Pawła

Alex

Paweł to postawny, wysoki mężczyzna o ujmującym uśmiechu. Jednak w jego oczach widać smutek i rodzaj żalu do losu. Nie rozumie, czemu po wielu latach matni, jaką zgotowała mu jego rodzona matka ze swoim partnerem – który dla Pawła był ojczymem – jego oprawcy niszczą jego nową, wymarzoną drogę życia, wolną od patologii, w której wyrastał, przemocy psychicznej i fizycznej, wiecznego upokarzania…
Paweł, po latach walki o normalne życie odnalazł azyl u boku swej przyszłej żony. Jednak środowisko w którym się wychował, jego patologiczna rodzina upomina się o Pawła, nie pozwalając mu zerwać z przeszłością.

Po jednym z najść na azyl Pawła, został on przez ojczyma – potwora po raz kolejny fałszywie oskarżony. Na Policję wpłynęło zawiadomienie – podobnie jak wiele wcześniej umorzonych – fałszywe oskarżenie poparte absolutnie fikcyjnymi przesłankami. Pech chciał, że sprawa z niezrozumiałych powodów została podjęta przez Prokuraturę i w konsekwencji trafiła do sędziego Macieja Piotrowskiego z Sądu Rejonowego Szczecin Prawobrzeże i Zachód.

W początkowej fazie Paweł sądził, że miałkość dowodów mających potwierdzić jego sprawstwo jest w sposób oczywisty czytelna dla składu orzekającego. I w czasie pierwszej rozprawy sprawa zmierzała do ustalenia stanu faktycznego, korzystnego dla Oskarżonego Pawła.

Przełom nastąpił w czasie drugiej rozprawy. W czasie przerwy – według relacji Pawła – do sędziego Piotrowskiego podeszli na korytarzu matka Pawła z ojczymem i przez dłuższą chwilę rozmawiali. I po tym zdarzeniu – jak twierdzi Paweł – nastąpiła przemiana: sędzia – wcześniej spokojny i obiektywny wobec stron – stał się apodyktyczny wobec Oskarżonego i prowadząc dalsze rozprawy zmierzał – nie mając ku temu podstaw – do przypisania Pawłowi wizerunku osobowości psychopatycznego i zdemoralizowanego kryminalisty.

Wyraz swemu negatywnemu nastawieniu wobec Pawła sędzia Piotrowski dał uzasadniając kuriozalny wyrok, który z 7000 zł grzywny – o co wnioskowała Prokuratura – zamienił z własnej inicjatywy na 20 miesięcy bezwzględnego więzienia. Odczytując wyrok, Sędzia Piotrowski wygłosił swój manifest: „Pan jest zwykłym bandytą i nie nadaje się pan do życia w społeczeństwie” … O sprawie pisaliśmy tutaj:

Kultura sędziego

Co usłyszał sędzia Piotrowski od matki Pawła i jego ojczyma na sądowym korytarzu – z pewnością się nie dowiemy.

Jedynym potwierdzeniem takiego zdarzenia mogą być słowa Oskarżonego i jego Adwokata, lecz z oczywistych powodów ich wyjaśnienia mogą zostać uznane na niewiarygodne.
Ja Pawłowi wierzę. Rozmawiałem z nim wiele razy. Widziałem dokumenty, które w sposób oczywisty potwierdzają wyjaśnienia Pawła i fakt, że jest wrabiany w wizerunek bandyty i przestępstwa, których nie popełnił.

Paweł ze swoją przyszłą Żoną podjęli decyzję, że po zakończeniu sprawy i ewentualnym odbyciu przez Pawła kary, zerwą wszelkie więzi z obecnym środowiskiem i wyjadą jak najdalej, by nie pozostawić pola do dalszych ataków na Rodzinę, którą 1 maja formalnie założą.

Aktualnie, Paweł oczekuje na uzasadnienie wyroku i podejmuje wszelkie wysiłki by walczyć o swoje życie i dowieść niewinności na drodze apelacji w Sądzie Okręgowym w Szczecinie. Faktycznie walczy o swoje życie na dwóch frontach, bo parę miesięcy temu został pozytywnie zdiagnozowany po badaniu onkologicznym w kierunku czerniaka !
Zdecydowałem się pomóc Pawłowi w walce o ŻYCIE w każdym wymiarze, widząc jego upór i determinację.
Czytając tę tragiczną historię przekażmy Pawłowi pozytywne myśli, może ofiarujmy modlitwę, pamiętając że CUDA SIĘ ZDARZAJĄ !

Zaszufladkowano do kategorii Bezstronność sądu, Postępowanie dowodowe, Postępowanie przed sądem | 5 komentarzy

Policyjny Przystanek Woodstock, czyli na ile mogą sobie pozwolić pieszczochy ministra Błaszczaka?

Artur Mezglewski

W dniu 20 marca 2017 r. dwójka policjantów z Kostrzna nad Odrą dokonała brutalnego zatrzymania spokojnie zachowującego się mężczyzny, stojącego pod sklepem. Policjanci nie podali powodu zatrzymania i nie przedstawili się. Używając siły fizycznej zakuli zatrzymanego w kajdanki, a po przewiezieniu do komisariatu umieścili w aresztanckiej celi. Mężczyźnie odmówiono wydania protokołu zatrzymania, jak również protokołu badania trzeźwości. Zarekwirowano mu telefon i skasowano nagranie zatrzymania.

Policjanci dokonujący interwencji nie zabezpieczyli roweru, którym zatrzymany przyjechał do sklepu, a który wart był ok. 10 000 zł. W czasie jego pobytu w komisariacie rower został skradziony.

Teraz świadkowie zdarzenia otrzymują pogróżki od anonimowego internauty…

http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2017-03-23/policja-myslala-ze-jest-pijany-teraz-szuka-roweru-za-10-tys-zl/

  1. Okoliczności zatrzymania

Pan Rafał – ja co dzień o tej samej porze – wybrał się na trening kondycyjny rowerem marki Scot. Po treningu podjechał pod lokal przy ul. Mickiewicza, aby zakupić wodę. Odstawił rower pod ścianę, podszedł do drzwi lokalu i oczekiwał na jego otwarcie. W tym czasie na parking pod lokalem zajechał radiowóz. Jeden z funkcjonariuszy zawołał z wnętrza pojazdu: „prosimy na dmuchanko”. Pan Rafał poprosił policjantkę, która wyszła z pojazdu o podanie przyczyny kontroli oraz o przedstawienie się. W tym czasie wyciągnął telefon komórkowy i zaczął nagrywać. Policjantka nie przedstawiła się. Powiedziała, że jechał rowerem i musi poddać się badaniu. Następnie drugi policjant wykręcił mi rękę i wsadził do radiowozu.

2. Na komisariacie

Po przywiezieniu na komisariat nakazano zatrzymanemu opróżnienie kieszeni, a potem  siłą wepchnięto go do celi. W czasie, gdy przebywał w celi któryś z policjantów skasował nagranie zatrzymania w jego telefonie. Na komisariacie przeprowadzono dwa badania trzeźwości, na dwóch różnych urządzeniach pomiarowych. Oba wyniki były negatywne. W związku z powyższym dyżurny nakazał zwolnienie zatrzymanego. Wcześniej sporządzono jakąś notatkę, której Pan Rafał nie podpisał. Pomimo kilkukrotnych próśb odmówiono mu wydania protokołu zatrzymania, jak również protokołu badania trzeźwości.

3. Nie chcieli go odwieść

Po sporządzeniu notatki policjanci oświadczyli, że to wszystko i że może odejść. Pan Rafał zażądał jednak odwiezienia do miejsca zatrzymania, gdzie pozostał jego rower. Policjanci oświadczyli, że zakończyli postępowanie i tyle. Na skutek interwencji dyżurnego zaprosili go do radiowozu, jednakże wysadzili go 200 metrów przed miejscem, skąd go zabrano (chociaż sami podjechali w to miejsce). Pan Rafał ostatni odcinek drogi pokonał pieszo, ale tylko po to, by przekonać się, że rower został skradziony…

4. Pogróżki

Po zgłoszeniu kradzieży roweru Pan Rafał otrzymał pogróżki od anonimowego internauty. Maile z pogróżkami otrzymał także świadek zdarzenia oraz członek SPnD, który zorganizował Panu Rafałowi pomoc prawną. Teksty tych pogróżek były wyjątkowo niewybredne.

5. Pomoc

Przez tydzień czasu nikt nie pomógł Panu Rafałowi w podjęciu działań prawnych związanych z bezprawnym zatrzymaniem oraz odpowiedzialnością Policji za niezabezpieczone mienie. Policjanci odradzali Panu Rafałowi zgłaszanie tej kradzieży Miejscowy prawnik zażyczył sobie 3,5 tysiąca zł za interwencję…

Na szczęście sprawą zainteresował się jeden z członków SPnD z Kostrzyna. Zaangażował adwokata z Lublina, który (w ostatnim dniu terminu) przygotował profesjonalne pisma – w tym zażalenie na zatrzymanie. Zawiadomił też Redakcję Interwencji. Dziennikarze Telewizji Polsat podjęli temat i przeprowadził dziennikarskie dochodzenie. Emisja programu w dniu dzisiejszym.

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Badanie trzeźwości, Jawnośc postępowań, Policja, Stowarzyszenie Prawo na Drodze, Zatrzymanie | 18 komentarzy

Wiedza biegłego sądowego – tajna i nieodgadniona

Artur Mezglewski

Sędzia nie może samodzielnie orzekać w zakresie wiedzy specjalnej. Musi powołać biegłego. O tym kto posiada wiedzę specjalną w danej specjalności decyduje prezes sądu okręgowego – bo to on wpisuje kandydatów na listę biegłych.  A skąd prezes sądu ma wiedzę specjalną, aby ocenić, czy dany kandydat ma wiedzę specjalną? Ano znikąd…

Mgr inż Karol Szymański jest rzeczoznawcą majątkowym od wyceny maszyn oraz samochodów. Na zapytanie, czy biegły Szymański może opiniować w zakresie urządzeń metrologicznych, Prezes Sądu Okręgowego odpowiedział, że może, gdyż „urządzenia metrologiczne do pomiaru prędkości mieszczą się w kategorii urządzeń technicznych”…

A zatem biegły Szymański może opiniować w zakresie wszelkiej kategorii „urządzeń technicznych”: samolotów, łodzi podwodnych, jak i Wielkiego Zderzacza Hadronów. Bo prezes sądu tak uznał…

  1. Procedura wpisu na listę biegłych sądowych

Przepisy regulujące procedurę wpisu na listę biegłych sądowych określa Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 24 stycznia 2005 r. w sprawie biegłych sądowych, które wydane zostało na podstawie ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych.

Zgodnie z powyższymi przepisami biegłych sądowych ustanawia przy sądzie okręgowym prezes tego sądu.

Wniosek o wpis na listę biegłych składa sam zainteresowany. Do wniosku załącza dokumenty potwierdzające posiadanie wiadomości specjalnych. O dokonaniu wpisu – w sposób całkowicie uznaniowy – decyduje prezes sądu okręgowego.

Dlaczego polski prawodawca (Minister Sprawiedliwości) zdecydował, aby o wpisie na listę biegłych decydował podmiot, który nie jest w stanie samodzielnie ocenić predyspozycji i wiedzy kandydata? Nie wiadomo. Faktem jest natomiast, że merytoryczny poziom biegłych, którzy opiniują w sądach powszechnych jest zatrważający.

2. Problem jawności dokumentacji postępowania o wpis na listę biegłych

Prezesi sądów okręgowych konsekwentnie odmawiają udostępniania dokumentów, które stanowiły podstawę dokonania wpisu danego kandydata na listę biegłych. Także Stowarzyszenie Prawo na Drodze zawsze spotykało się z takimi odmowami. Mówimy jednak: koniec z tym. Wchodzimy w spór z Prezesem Sądu Okręgowego w Szczecinie w przedmiocie odmowy udostępnienia dokumentów, na podstawie których wpisano na listę biegłych mgra inż Karola Szymańskiego z Goleniowa. O tym, kto ma rację, zadecyduje Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie lub Naczelny Sąd Administracyjny. Trzymajcie kciuki.

Wniosek o udostępnienie informacji publicznej

Poniżej upubliczniam całą dokumentację sprawy – w celu wyrobienia sobie zdania o problemie przez osoby zainteresowane.

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii jawność postępowania, Opinie biegłych | 9 komentarzy