Obowiązywalność znaków drogowych w małych miastach powiatowych – takich jak Pisz

Artur Mezglewski

W Piszu Policja wyrabia plany mandatowe, nakładając mandaty za niezastosowanie się do przycmentarnego znaku, który stoi na drodze wewnętrznej – a więc za czyny nie będące wykroczeniami. A najlepsze jest to, że nikt w Piszu nie wie, kto ten znak postawił, i na jakiej podstawie.

Jeden z ukaranych złożył do tamtejszego Sądu wniosek o uchylenie bezprawnego mandatu, ale Prezes Sądu wydał postanowienie o utrzymaniu go w mocy. Oznacza to, że w Piszu obowiązuje nie prawo „ogólnopolskie”, lecz „prawo piskie”, które stanowione jest przez Komendanta Policji i Prezesa Sądu Rejonowego.

Przy tej okazji rodzi się pytanie o sens utrzymywania sądów w takich mieścinach jak Pisz, Zambrów, Wejherowo itp. Czy w takim Sądzie, gdzie Prezes Sądu z Komendantem wspólnie i zgodnie sprawiedliwość urzeczywistniają, obywatel może liczyć na bezstronne rozstrzygnięcie jego indywidualnej sprawy ? …

  1. Podstawowe warunki odpowiedzialności za wykroczenie z art. 92 § 1 k.w.

Artykuł 1 ustęp 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym stanowi, że reguluje ona zasady ruchu na drogach publicznych oraz w strefach ruchu i strefach  zamieszkania. Jego treść nie ma zatem zastosowania do dróg wewnętrznych. Odpowiedzialność z art. 92 § 1 Kodeksu wykroczeń za niestosowanie się do znaku drogowego może mieć zatem miejsce pod dwoma warunkami:

a) znak drogowy ustawiony został na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub w strefie ruchu;

b) znak został ustawiony przez podmiot uprawniony (zarządcę drogi) – co stwierdza się w zatwierdzonym planie organizacji ruchu.

Powyższe zasady potwierdza jednomyślnie orzecznictwo Sądu Najwyższego, sądów administracyjnych oraz doktryna. Zob. m.n. Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 kwietnia 2008 r., III KK 445/07; R.A. Stefański: Wykroczenia drogowe. Komentarz, Kraków 2005, s. 397, teza 23 do art. 92).

Nie stanowi zatem wykroczenia z art. 92 § 1 k.w. niepodporządkowanie się dyrektywie płynącej ze znaku ustawionego przez podmiot nieuprawniony. Tym bardziej nie stanowi wykroczenia nie zastosowanie się do znaku ustawionego przez właściciela na drodze wewnętrznej.

Takie zasady odpowiedzialności obowiązują na terenie III RP. Nie obowiązują jednak na terenie małych miast – takich jak Pisz, gdzie Prezes Sądu i Komendant Powiatowy Policji oddziaływują  wychowawczo na ciemny i durnowaty lud, w celu ukształtowania pożądanej cechy karności i posłuszeństwa wobec władzy.

2. Zasady obowiązywanie znaków drogowych w Piszu – ustalone przez miejscową Policję i Prezesa Sądu Rejonowego

W Piszu, przy cmentarzu, na ulicy Spokojnej, ktoś postawił znak, swoim wyglądem przypominający znak drogowy B-36 z tabliczką T-25. Znak ten nie jest znakiem drogowym, gdyż droga, na której stoi, jest drogą wewnętrzną, a na drogach wewnętrznych znaków drogowych się nie stawia. Wprawdzie właściciel drogi (zarządca) może sobie przy takiej drodze stawiać różnorakie znaki, ale tego rodzaju oznakowanie jest jedynie oznakowaniem właścicielskim i nie nie mają do niego zastosowania reguły określone prawem publicznym – w tym w szczególności sankcje karne (wykroczeniowe), przewidziane za niezastosowanie się do znaku drogowego.

Z powyższym znakiem sytuacja jest jeszcze ciekawsza, bowiem zarządca drogi, czyli Burmistrz Pisza, nie posiada żadnej dokumentacji technicznej tego znaku, jak też nie istnieje żadna obowiązuąca organizacja ruchu na tej ulicy. Nikt też w Urzędzie Miasta nie jest sobie w stanie przypomnieć, kto, kiedy i dlaczego znak ten postawił.

Znak ten jednak spełnia bardzo pożyteczną rolę. Otóż w czasie większych pogrzebów Komendant Powiatowy Policji w Piszu dzięki temu znakowi jest w stanie wyrobić tygodniowy plan mandatowy. I tak np. na pogrzebie Ojca Dyrektora Szpitala dzielni policjanci nałożyli aż 50 mandatów karnych za niezastosowanie się do tego znaku.

Policjanci nakładając mandaty za czyn nie będący wykroczeniem narażają się na odpowiedzialność karną – i to z kilku artykułów Kodeksu Karnego na raz (przekroczenie uprawnień, bezpodstawne oskarżenie, tworzenie fałszywych dowodów). Nie musi się jednak martwić o odpowiedzialność ten, kto ma dobry układ z Sądem. A któż ma mieć lepszy układ z Sądem w Piszu, jak nie Komendant Policji z Pisza? Dlatego biznes mandatowy kwitnie, a ludzie płaczą i płacą. Lud bowiem w Piszu jest karny i władzy posłuszny.

Ale jeden śmiałek po zapłaceniu mandatu zreflektował się, że dał się Komendantowi naciągnąć i poszedł do Sądu z wnioskiem o uchylenie prawomocnego mandatu.

Nad rozpatrzeniem jego wniosku pochylił się sam Prezes Sądu Rejonowego SSR Grzegorz Siwik. Do sprawy zabrał się z werwą, zebrał pełną dokumentację w sprawie:

  • otrzymał pismo od Burmistrza, że ulica Spokojna nie ma statusu drogi publicznej;
  • otrzymał informację, że w Urzędzie nie ma żadnej dokumentacji dotyczącej znaku, i nawet nie wiadomo, kto ten znak postawił.

Sędzia Siwik – postanowieniem z dnia 10 lutego 2016 r. (sygn. akt II Ko 938/15) – odmówił jednak uwzględnienia wniosku o uchylenie prawomocnego mandatu, podając w uzasadnieniu następującą argumentację:

„O uznaniu znaku za drogowy decyduje jego zgodność ze wzorem wskazanym w przepisach rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych. Kierowca nie może się zastanawiać, czy znak, który właśnie mija, jest zgodny z rozporządzeniem, czy nie, i wybierać sobie te, do których się zastosuje. Idąc więc tokiem myślenia ukaranego np. widząc znak oparty na ziemi o słupek, kierujący nie powinien się do niego zastosować chociaż nie ma pewności, czy znak ten nie spadł tuż przed przejazdem”.

Powyższą działalnością prawodawczą Sądu Rejonowego w Piszu niestety nie jest zainteresowana ani Komisja Europejska, ani Rząd Stanów Zjednoczonych ani Komitet Obrony Demokracji (o ministrze Ziobrze nie wspominając)…  Szkoda, bo demokracja w Piszu jest łamana jak jasny gwint!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bezstronność sądu, Policja, Znaki drogowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

31 odpowiedzi na „Obowiązywalność znaków drogowych w małych miastach powiatowych – takich jak Pisz

  1. deV pisze:

    tyle o naszych niektórych sędziach:
    https://www.youtube.com/watch?v=2zJFhdZ6Ox4

  2. janus pisze:

    A co z dalszą treścią art. 1 ust. 2 prd ? tam przecież jest mowa o znakach drogowych poza drogami publicznymi, strefą ruchu, strefą zamieszkania.

    • Krzysiek pisze:

      Proszę zaznajomić się z tym tekstem:
      http://edroga.pl/prawo/drogi-wewnetrzne-i-definicja-04031685

      następnie zrobić sobie wirtualny spacer ul. Spokojną i DK63 w Piszu (również przy tej ostatniej obejrzeć sobie gmach Sądu Rejonowego)
      https://www.google.pl/maps/@53.6172419,21.8135055,3a,75y,39.02h,84.04t/data=!3m6!1e1!3m4!1sCOwP9QJVX1CHle44eaSqeA!2e0!7i13312!8i6656

      a na koniec zastanowić się nad „geniuszem” jaki spowodował postawienie znaku B-36 w tym konkretnym miejscu.
      Dodam jeszcze, że przy końcu cmentarza jest jeszcze znak ograniczenia prędkości do … 30 km/h zapewne z uwagi na „ostry zakręt”, którego pokonanie z prędkością większą niż na znaku mogłoby się zakończyć powrotem na ul. Spokojną a raczej „kwaterę cmentarną”. Aż dziw bierze, że nie postawiono tam fotoradaru stacjonarnego ! Cóż za niedopatrzenie 🙁
      Tak osobiście zastanawiam się czy osobnik (osobnicy), którzy postanowili ten znak w tym konkretnym miejscu postawić:
      – doznali w dzieciństwie kopnięcia przez konia w ich niedojrzały łeb przez co ich szare komórki doznały przemieszczenia do kiszki stolcowej, czy też
      – postanowili w ramach „grupy przestępczej o charakterze zbrojnym” dokonywać rabunków na Obywatelach parkujących swe samochody przy terenie cmentarza wykorzystując w tym celu Rzeczpospolitą Polską i jej ustawowe władze.
      Burmistrz Pisza udaje głupa i nie wie co się dzieje na jego terenie – pewnie te znaki „krasnoludki” postawiły, ewentualnie ‚duchy” z pobliskiego cmentarza.
      Ciekawe czy jak będą chowali „Ojca Sędziego Siwika” to komediant z Pisza też będzie kasował sędziów i innych żałobników ?

      • Karol pisze:

        Podhorodecki Wiesław
        komentarz praktyczny LEX stan prawny po nowelizacji ustawy w dniu 22.07.2010 r.

        Drogi wewnętrzne, w odróżnieniu od dróg publicznych, charakteryzują się pewną specyfiką pod względem organizacji ruchu. Generalnie bowiem ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym – dalej p.r.d. – określa zasady ruchu na drogach publicznych, w strefach zamieszkania oraz w strefach ruchu, jednak przepisy prawa o ruchu drogowym stosuje się również do ruchu odbywającego się poza miejscami wymienionymi wyżej w zakresie: 1) koniecznym dla uniknięcia zagrożenia bezpieczeństwa osób, 2) wynikającym ze znaków i sygnałów drogowych. To sformułowanie „poza miejscami” należy odczytywać w ten sposób, że ustawodawca wskazuje inne miejsca (tereny), w których odbywa się ruch drogowy i gdzie stosuje się zasady ruchu drogowego. Do takich miejsc należą niewątpliwie drogi wewnętrzne, które nie znajdują się w strefie zamieszkania lub w strefie ruchu.
        Pomijam ewentualną zasadność ustawionego znaku, prawidłowość itp. Ale co do zasady, to nie Redakcja się doszkoli. Od ponad 5 lat reagowanie służb w stosunku do znaków drogowych np. B-36 na drogach wewnętrznych jest tzw oczywista oczywistość.

        • Krzysiek pisze:

          Nikt nie kwestionuje znaków drogowych jako takich lecz zasadność ich ustawienia.
          Znaki zasadnie ustawione ułatwiają ruch i zwiększają bezpieczeństwo ruchu. Natomiast znaki ustawione z premedytacją (i to wyjątkowo podłą …) w celu wyłudzania mandatów utrudniają ruch, zmniejszają bezpieczeństwo ruchu i powodują, że społeczność kierowców ma takie a nie inne zdanie o „władzy” i jej funkcjonariuszach używając w ich odniesieniu słów uznanych powszechnie za wulgarne i obraźliwe. Ale widocznie sobie na to zasłużyli ….
          Ja powiem krótko : władza i jej funkcjonariusze, którzy działają na szkodę interesu społecznego – a w tym konkretnym przypadku uważam, że na tę szkodę działają – zasługują jedynie na pogardę i porządnego kopa w 4 litery. I tak w normalnym demokratycznym społeczeństwie się odbywa. Gdyby w USA w jakimś miasteczku burmistrz poustawiał znaki zakazu w podobnym miejscu, a jego szeryf je egzekwował, to po najbliższych wyborach burmistrz przestałby być burmistrzem, a szeryf szeryfem.
          Natomiast polskie społeczeństwo potulnie podkula pod siebie ogon i „godzi się” na wszelkie bezprawie ponoć „demokratycznie wybranej władzy”. A jest tak dlatego, ponieważ w „niezawisłych sądach” siedzą takie „Siwiki” czy inne „Rzeplińskie”, które uważają siebie za wyrocznię we wszelkich sprawach i mylą władzę sądowniczą z władzą wykonawczą i ustawodawczą. Mogą tak robić, gdyż są poza jakąkolwiek kontrolą społeczną, a nawet Konstytucję mają w „głębokim poważaniu”.
          Zgodnie ze znanym powiedzeniem, że „władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie” stan polskiej praworządności reprezentowany przez ww instytucje „zaufania publicznego” jest więcej niż tragiczny.
          Dlatego zadaję pytanie: niech ktokolwiek spróbuje wykazać ZASADNOŚĆ postawienia tego konkretnego znaku w tym konkretnym miejscu i jego wpływ na wzrost bezpieczeństwa ruchu i jego organizację na ul. Spokojnej w Piszu.
          Życzę powodzenia 🙂

        • 31węzłowy Burke pisze:

          Tak właśnie brzmi zapis w art. tzw.kodeksu drogowego. Jednak, w mojej ocenie, ogólnikowość tego zapisu tenże zapis dyskwalifikuje. Taka ogólnikowość, zapewne zamierzona, może doprowadzić do całkowitej dowolności interpretacyjnej . W skrajnym wypadku może spowodować np. próbę ingerencji policji na moim prywatnym polu. Bo coś tam…Albo ingerencję w sprawy np. terenu prywatnej wspólnoty mieszkaniowej. Nie ma na to zgody . Dlatego te ogólne zapisy ustawy jako oczywista pomyłka prawna i nie mogą , nie powinny być stosowane bo doprowadzi to do kolejnego łamania np.prawa własności albo naruszenia miru domowego. 31

          • Karol pisze:

            Właśnie o tym wspomniałem. Przepisy ruchu drogowego obowiązują także na drogach wewnętrznych, ale tylko w 2 przypadkach:
            1) koniecznym dla uniknięcia zagrożenia bezpieczeństwa osób,
            2) wynikającym ze znaków i sygnałów drogowych.
            W przypadku do znaków drogowych to zarządca takiej drogi decyduje, czy ustawić określony znak zgodnie oczywiście z przepisami. Nie odnosiłem się do sytuacji w Piszu, nie znam okoliczności i nie chcę się wypowiadać. Jeśli wspólnota mieszkaniowa na swoich drogach nie wprowadziła strefy ruchu lub zamieszkania, ale z jakiś przyczyn wprowadzi na pewnym odcinku (zgodnie z przepisami) np, znak B-36 – zakaz zatrzymania i postoju to każdy kto tam pozostawi pojazd popełni wykroczenie. I tyle w temacie. Natomiast w artykule jest, że przepisy ruchu drogowego na drogach wewnętrznych nie obowiązują. Redakcja zacytowała tylko art 1 ust. 1, natomiast pominęła ust.2 – pomyłka, czy celowo?

        • pioter pisze:

          Panie Karolu – proszę nie tracić z pola widzenia faktu, że tylko LEGALNIE ustawiony znak drogowy, tzn. przez uprawniony podmiot, zgodnie z zatwierdzoną organizacją ruchu i spełniający prawne wymogi co do „konstrukcji”, rodzi odpowiedzialność wykroczeniową. A tu nie wiadomo, kto go ustawił, organizacji brak ….

          • Krzysiek pisze:

            Zastanówmy się wspólnie chwilę nad najważniejszą „mądrością” wygłoszona przez SSR Siwka:
            „O uznaniu znaku za drogowy decyduje jego zgodność ze wzorem wskazanym w przepisach rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych. Kierowca nie może się zastanawiać, czy znak, który właśnie mija, jest zgodny z rozporządzeniem, czy nie, i wybierać sobie te, do których się zastosuje. Idąc więc tokiem myślenia ukaranego np. widząc znak oparty na ziemi o słupek, kierujący nie powinien się do niego zastosować chociaż nie ma pewności, czy znak ten nie spadł tuż przed przejazdem”.
            „Głębia mądrości prawniczej” płynąca z tego uzasadnienia wyroku dosłownie zwala z nóg, a ręce i „jaja” same opadają. Jest to ponadto uzasadnienie mające status „casusu” oraz będące de facto normą ustawodawczą, co oznacza, że sędziemu Siwkowi podobnie jak Rzeplińskiemu wszystko się we łbie pokiełbasiło.
            Idąc tokiem tego „nowego prawa” ustanowionego przez sędziego Siwka praktycznie każda rzecz, która spełnia warunek „zgodności z wzorcem jakiegokolwiek rozporządzenia” staje się „z mocy prawa siwkowego” obowiązującym prawem (bo znak drogowy reprezentuje sobą określone prawo). I tak przykładowo doskonale podrobiony banknot „spełniający wzorzec zatwierdzony w Mennicy Państwowej mocą prawa siwkowego nabiera mocy obowiązujących środków płatniczych, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby sędziemu Siwkowi wypłacić uposażenie takimi właśnie „środkami płatniczymi”.

  3. Krzysiek pisze:

    Już dobre ponad 30 lat temu świeżo upieczony absolwent wydziału prawa jednego z polskich uniwersytetów, a mój dobry kumpel, który dostał właśnie posadę w prokuraturze jako prokurator powiedział całkiem szczerze i z całkowitą pewnością siebie, że cytuję:
    „Prawo stanowimy MY” (w domyśle „My” oznacza: prokuratorów, sędziów, milicjantów (wtedy jeszcze) , ormowców i tym podobnej menażerii.
    Potem nastąpił „upadek komuny”, zawitała „demokracja” i „rządy prawa” potwierdzone Grubą Kreską zaklepaną i opitą oraz zakąszoną w Magdalence.
    Dzisiaj ten SSR Siwik oraz jego kumpel Komendant Policji w Piszu, zapewne wychowani jeszcze na „starej dobrej bolszewickiej szkole sędziów, prokuratorów i milicjantów” w „demokratycznym państwie prawa” – „stanowią prawo”.
    I co tu pomyśleć o takim „preziu wszystkich sędziowskich preziów” niejakim Rzeplińskim, który również wyhodowany w tamtej „jedynie słusznej rzeczywistości” usiłuje sam „po swojemu” zmieniać Konstytucję, stanowić „prawo” oraz ustawiać posłów i ministrów oraz premiera i prezydenta po przysłowiowych kątach.
    Oto cała Rzeczpospolita Polska Bandycka bandytyzmem swoich przedstawicieli „prawa i sprawiedliwości” (bynajmniej nie partii PiS) w całej krasie.
    Tak więc moja autorska teza, że Rzeczpospolita Polska to jest państwo przestępcze wobec własnych Obywateli znajduje CAŁKOWITE POTWIERDZENIE W FAKTACH.
    Dziękuję za uwagę.

    • 31węzłowy Burke pisze:

      Prawda, niestety. Strasznik, polucjant, sendzia, prokurwator itd. to symbole imperium zła; ale nie wszyscy, na szczęście. Tak się zastanawiam czy może papiery w kopertę i do Ziobry ? Pomysł stąd że jeden ze stróżów prawa na hasło : przekażemy sprawę do…. odrzekł : napisz skargę do Ziobry. I sobie poszedł. Może tędy droga ? 31

    • atest pisze:

      Są również tacy, co to wychowani, a następnie wyszkoleni przez tych samych bolszewickich wykładowców (kumple prokuratorów), różniący się zaledwie miejscem pracy uzurpują sobie prawo do oceniania, wyrokowania, a co gorsza obrażania. Nie ma co się dziwić. Polak przede wszystkim jest prawnikiem z zamiłowania, lekarzem z obowiązku, a nader wszystko wie lepiej. Nawet wtedy, kiedy jego wykształcenie i kariera zawodowa z prawem niewiem ma wspólnego. Cóż począć widać kolejne zawody zasługują na uwolnienie. Przecież rzeźnik i każdy inny pragnie tej władczej decyzyjności. Tu postanowienie, tam wyrok i wszystko rzecz jasna sprawiedliwie nie to co sędziowie i prokuratorzy.

      • Krzysiek pisze:

        Akurat „kumple prokuratorów” nie zostali „wychowani” ani „wyszkoleni przez tych samych bolszewickich wykładowców”. I tym bardziej nie „uzurpują sobie” ale mają pełne prawo wyrażać swoją opinię o osobach i służbach, które de facto utrzymują. Natomiast ci co się akurat o tę opinię (i prawdę) „obrażają” widocznie nie mają nic więcej na swoją obronę poza kiepskim żartem, jakoby ich „wykształcenie prawnicze i kariera zawodowa” były więcej warte niż wykształcenie i kariera zawodowa takiego chociażby rzeźnika.
        Doskonały przykład:
        „Przecież rzeźnik i każdy inny pragnie tej władczej decyzyjności. Tu postanowienie, tam wyrok i wszystko rzecz jasna sprawiedliwie nie to co sędziowie i prokuratorzy.”
        Takim rzeźnikiem, w odróżnieniu od prawnika, nie może zostać byle kto, bo po pierwsze trzeba wiedzieć gdzie i jak ciąć mięso, aby towar był taki jak oczekuje klient. A po drugie – nie obciąć sobie samemu paluchów.
        Natomiast jak wygląda rzeczywistość prawnicza ( w tym sędziowska i prokuratorska) to pokazuje każdy kolejny dzień. A to w tej samej sprawie jeden prokurator oskarża, a drugi umarza, jeden sędzia skazuje, a drugi uniewinnia.
        Jest nawet takie powiedzenie, że idąc do sądu trzeba być mądrzejszy od prokuratora, sędziego i adwokata razem wziętych. No i tam gdzie prawników dwóch to aż trzy różne opinie.
        Ciekawe, że w innych zawodach, czy to technicznych, czy medycznych lub zwykłych rzemieślniczych w rozwiązywaniu większości problemów zdania są zbieżne, natomiast wśród prawników to już ta „mania wielkości” nie pozwala na trzeźwe rozpatrywanie dowolnych spraw. Ot taka ustawa o TK oraz Konstytucja – napisane jasno i zwięźle, a cały polski grajdołek prawniczy „beble” się w tym jak świnki w kałuży obrzucając się nawzajem błotem aż obrzydzenie publiki bierze.
        Tak więc więcej szacunku dla „rzeźników” i innych nieprawniczych zawodów, bo to właśnie ci ludzie UTRZYMUJĄ was, a nie wy nas.
        No, może jeszcze prawnikom dorównują w megalomanii ekonomiści – ci również twierdzą, że utrzymują innych i tak samo jak prawnicy głoszą teorie „jedna głupszą od drugiej.”

      • wwm pisze:

        Z obfitości serca usta mówią. W tym wypadku przemówił „atest”. Tenże „atest” najwyraźniej uważa się za coś lepszego niż jakiś tam „Polak” – „rzeźnik i każdy inny”. A dlaczego uważa się za coś lepszego? A dlatego, że „jego (tzn. rzeźnika) wykształcenie i kariera zawodowa z prawem niewiem (?) ma wspólnego”. Zgaduję, że „atest” jest jurystą (sędzią? prokuratorem?) – stąd to poczucie wyższości. Od razu napiszmy: to poczucie nie ma żadnego uzasadnienia. Ów „rzeźnik” doskonale sobie da sobie radę bez sędziego i prokuratora – ale w drugą stronę to nie działa. Sędzia i prokurator bez „rzeźnika” nie przetrwa – zajmuje miejsce na samym szczycie łańcucha pokarmowego. Sam niczego materialnego nie wytwarza, nie dostarcza też żadnej pożytecznej usługi – on konsumuje. W dodatku za nic realnie nie odpowiada – to jest owa sławetna „niezawisłość” (czy jakoś tak). W każdy innym zawodzie jest jakaś (mniejsza lub większa) odpowiedzialność za skutki własnych poczynań, „rzeźnik i każdy inny” każdego dnia konfrontuje się z rzeczywistością. Sędzia i prokurator – cokolwiek uczyni – za nic nie odpowiada.
        „Przecież rzeźnik i każdy inny pragnie tej władczej decyzyjności. Tu postanowienie, tam wyrok i wszystko rzecz jasna sprawiedliwie nie to co sędziowie i prokuratorzy”.
        „atest” bredzi. Nikt normalny nie pragnie – jak to „atest” nazywa – „władczej decyzyjności” (?) – bo niby do czego? Natomiast każdy, kto płaci podatki (a tym samym żywi sędziów i prokuratorów), może i powinien żądać sprawiedliwości – tak, jak ją zdefiniował Domitius Ulpianus. Do tego, żeby odróżnić sprawiedliwość od niesprawiedliwości wystarczy zdrowe myślenie. Prawnicze „wykształcenie i kariera zawodowa” (zwłaszcza „kariera zawodowa”) – wbrew temu, co się „atestowi” zdaje – tylko to utrudnia.

        • Krzysiek pisze:

          Dodać należy, że oczywiście nie wszyscy prawnicy, nie wszyscy sędziowie, nie wszyscy prokuratorzy, komornicy czy adwokaci są „tacy czy owacy” – są wśród nich również prawnicy przez duże „P”. Zresztą jak w każdej profesji.
          Miałem już takie dwa przypadki, że zwykłe, standardowe umowy o współpracy między firmami „spłodzone w trudzie prawniczego potu” przez „wykształconych prawników” nie dało się wprowadzić w życie. Były po prostu tak jednostronnie skonstruowane, że druga strona takiej umowy musiałaby się chyba „z ch… na łby pozamieniać” aby taką umowę podpisać. Ja wiem, że ci prawnicy „chcieli bardzo dobrze” dla swoich pracodawców ale zwyczajnie „przedobrzyli”…
          Dopiero umowy napisane przeze mnie i traktujące obie strony jednakowo po partnersku szybko zostały podpisane i wdrożone.
          I to właśnie potwierdza tezę, że „żeby odróżnić sprawiedliwość od niesprawiedliwości wystarczy zdrowe myślenie.” Oraz dodajmy – ELEMENTARNA PRZYZWOITOŚĆ.
          Natomiast jeśli ktoś wykorzystując autorytet PRAWA usiłuje drugą stronę zwyczajnie OKRAŚĆ, zdeptać jego PRAWA OBYWATELSKIE, doprowadzić do niekorzystnego ROZPORZĄDZENIA MIENIEM nakłaniając do podpisania niekorzystnej umowy – ten jest POSPOLITYM ZŁODZIEJEM, OSZUSTEM, KŁAMCĄ i w skrajnych przypadkach BANDYTĄ.
          Jest jeszcze jedna, bardzo szczególna różnica pomiędzy wszystkimi zawodami a profesją prawniczą. O ile taki rzeźnik, operator maszyn, kierowca, rolnik, inżynier, lekarz, pielęgniarka, górnik – ba , nawet policjant, żołnierz, muzyk czy poeta może wykonywać swą pracę w dowolnym miejscu Kuli Ziemskiej o tyle polski prokurator , sędzia czy komornik w innym kraju może być co najwyżej … podsądnym lub „konserwatorem powierzchni płaskich”. Bo tylko „tu i teraz” może nadużywając swoich uprawnień wykazywać swoją „wyższość” nad pozostałymi Obywatelami korzystając z „niezawisłości” jaką obdarzyło go „państwo przestępcze wobec własnych Obywateli”.
          I tak oto wszystko się układa w jedną spójną i logiczną całość 🙁

        • atest pisze:

          ” …Tenże „atest” najwyraźniej uważa się za coś lepszego niż jakiś tam „Polak” …”
          Nie ma Pan pewności, że „najwyraźniej”?
          Daleko mi jednak do @wwm.

      • wwm pisze:

        Jedna poprawka do poprzedniego wpisu. Ma być oczywiście tak:

        Ów „rzeźnik” doskonale da sobie radę bez sędziego i prokuratora – ale w drugą stronę to nie działa.

  4. Lubuszanin pisze:

    Po pierwsze primo, nie przyjmowac mandatow. Po drugie primo, nie placic mandatow. Po trzecie primo pojsc tam i wywalic ten znak i problem z glowy.

    • Krzysiek pisze:

      „Po trzecie primo pojsc tam i wywalic ten znak i problem z glowy.”
      To będzie „niszczenie” bądź „kradzież” MIENIA NICZYJEGO 🙂
      Nikt się bowiem nie przyznaje do tego znaku – ani burmistrz, ani GDDA, ani wojewoda, ani nawet komediant, tym bardziej prezio sądu.
      To ciekawa sprawa, bo taki komediant z Kościana, co to sobie nielegalnie naustawiał ma podwórku znaków szybciutko je zdemontował.
      A może tak „po czwarte primo” – pójść tam i tabliczkę T-25a pod znakiem B-36 „przekręcić” na tabliczkę T-25c ? 🙂

      • 31węzłowy Burke pisze:

        Komediant milicji z Kościana 7 razy je montował i demontował zanim ustalił wersję ostateczną…31

        • Krzysiek pisze:

          Wychodzi na to, że sam wielokrotnie musiał te swoje własne oznakowanie naruszyć (i pewnie samemu sobie mandat wystawić 🙂 ) , bo przecież aż 7 razy by się nie fatygował.
          Mimo wszystko należy komediantowi milicji z Kościana dać te kilka „Idiotenpunkte” za wytrwałość 🙂

  5. egon pisze:

    Do grona miast śmiało można dołączyć Garwolin .Wieść niesie że w sprawie o kradzież gdzie obwinioną jest policjantka sam prezes raczy sondować .
    http://www.kuriergarwolinski.pl/garwolin_10705_19_maja_kolejna_rozprawa_przeciwko_policjantce_podejrzanej_o_kradziez,2.html W komentarzach ktoś pisze że nawet termin przesunięto ,cichcem jakoś .

  6. pioter pisze:

    Pan eSeSeR Siwik nie raczył zauważyć, że kierowca zachował się właściwie – nie oceniał ustawionego znaku, dopiero post factum ustalił co i jak, po czym się odwoływał. Brawo, panie eSeSeR prezesie eSeR. A pan komendant i jego chwaty tez swojaki, w sumie mogli przecież kierowcę oskarżyć o jeszcze kilka fajnych rzeczy, np. o wysiadanie z auta lewą nogą – przecież kierujący nie może przy wysiadaniu rozważać, która noga ma być pierwsza. I całe szczęście kierującego że nie przyczepiono się do nóg, bo i to zapewne Grzegorz eSeSeR Siwik by przyklepał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *