Kto wywołał tę wojnę?

Artur Mezglewski

Do dnia 8 lutego 2017 r. wszyscyśmy żyli w zgodzie. Pomagaliśmy sobie wzajemnie, albo przynajmniej nie przeszkadzali. Co się takiego wydarzyło, że ludzie skoczyli sobie do gardeł  i wyzywają od najgorszych? Dlaczego na forach facebookowych zakrólował rynsztok?

Najczęstszymi przyczynami konfliktów są: pieniądze, władza i sława. Tym razem poszło o sławę…

 

  1. Przed wojną

Przed wojną każdy robił swoje. Tomek Motyliński biegał po telewizjach, Tomek Parol prowadził żwawo swój interes, a Stowarzyszenie Prawo na Drodze po prostu wykonywało swoją pozytywną pracę – od czasu do czasu podając do publicznej wiadomości informacje  o swoich sukcesach, bądź porażkach.

Stowarzyszenie zajmowało się różnymi sprawami związanymi pośrednio lub bezpośrednio z ruchem drogowym: działalnością straży gminnych, policji, zatrzymywaniem praw jazdy, analizami kolizji i wypadków drogowych, badaniami trzeźwości, procedurą wykroczeniową, ochroną danych osobowych uczestników ruchu drogowego, nieprawidłowościami w prowadzeniu czynności wyjaśniających, monitoringiem sądów powszechnych i administracyjnych, zasadami udostępniania informacji publicznej, inżynierią ruchu drogowego, w tym w szczególności nieprawidłowościami w zakresie ustawiania znaków drogowych, nadużyciami w zakresie postępowania mandatowego, systemem identyfikacji pojazdów (ISKIP), nieprawidłowościami w zakresie publikowania wokand sądowych i jawności postępowań, nieprawidłowościami w zakresie legitymowania uczestników ruchu i wielu, wielu innymi sprawami.

Zarzewie konfliktu tliło się w tym, że Stowarzyszenie monitorowało kilkadziesiąt postępowań sądowych w sprawach o przekroczenie prędkości w ruchu drogowym, a niektóre z tych spraw dotyczyły miernika Iskra-1. Poważnym problemem był też fakt, że autor niniejszego tekstu opublikował kilka materiałów na temat Iskry – a przecież nie miał do tego prawa, gdyż wszyscy o tym wiedzą, że najlepszym i jedynym ekspertem od Iskry jest Tomek Motyliński…

Gdybym wiedział, że to dla niego taki problem, to bym w ogóle o tym nie pisał, bo tematów do pisania mi nie brakowało.

W sprawach, które monitoruje Stowarzyszenie Prawo na Drodze bardzo często korzystaliśmy z pomocy innych osób – szczególnie z pomocy w kwestiach technicznych. Autor niniejszego opracowania nie zna się na technice. Jest prawnikiem i koncentruje się na zagadnieniach prawnych – często dotyczących działania urządzeń technicznych.

Szczególnie owocnie układała się współpraca ze Sławkiem Janczewskim, który pomógł nam wygrać kilka spraw, prowadził szkolenia, udzielał rad. Sławek za swoją pracę pobierał symboliczne wynagrodzenie – na poziomie ponoszonych kosztów. Oto jedno z naszych rozliczeń:

Szczególnie trzeba docenić jego pomoc w sprawie „zambrowskiej ośmiornicy”. Była to – jak dotąd – najtrudniejsza sprawa jaką prowadziliśmy. Gdyby nie Sławek, nie dalibyśmy rady. To jego opinia, złożona sądzie, przechyliła sprawę na naszą korzyść.

Sławek Janczewski do dnia 8 lutego br. twardo stał po jasnej stronie mocy. Tego dnia jednak wszystko się zmieniło. Po prostu wpadł w złe towarzystwo i…. oszalał.

2. Okoliczności wybuchu konfliktu

a) Geneza

Nowy Prezes GUM postanowił uporządkować zabagnione sprawy polskiej metrologii. Jednym z istotnych problemów do uporządkowania była kwestia mierników prędkości. W celu uporządkowania tych spraw, Prezes GUM powołał zespół konsultacyjny.

W pierwotnym składzie zespołu nie znalazł się nikt z naszego środowiska, a na jego przewodniczącego wybrany został jeden ze znanych biegłych sądowych.

Jako pierwszy „z naszych” do zespołu trafił Sławek Janczewski. Sławek nie mógł się jednak pogodzić z tym, że na przewodniczącego zespołu wybrano biegłego, o którym on miał jak najgorsze zdanie.

Sławek Janczewski szukał zatem sposobu, jak usunąć biegłego z funkcji przewodniczącego zespołu. Dlatego też zwrócił do Prezesa GUM z prośbą, aby do zespołu włączono piszącego te słowa oraz innych członków SPnD.

Sławek Janczewski – proponując mi udział w pracach Zespołu i oferując swoje poparcie u Prezesa GUM – stawiał sprawę jasno. Mówił, że jemu zależy jedynie na usunięciu pana J.T. z funkcji przewodniczącego – a co do pozostałych spraw pozostawia nam całkowicie wolną rękę. Nie było zatem żadnych uzgodnień pomiędzy Sławomirem Janczewskim a SPnD w sprawie postulatów zgłaszanych na posiedzeniach zespołu.

b) Spotkanie w GUM w dniu 7 grudnia 2016 r.

W dniu 7 grudnia 2016 r. doszło w Warszawie do pierwszego spotkania z władzami GUM w sprawie zmiany przepisów metrologicznych, dotyczących mierników prędkości w ruchu drogowym. W spotkaniu uczestniczyli: ze strony GUM: Prezes Głównego Urzędu Miar dr inż. Włodzimierz Lewandowski oraz Dyrektor Gabinetu Prezesa GUM Jan Landowski. Stronę społeczną reprezentowali: prof. Artur Mezglewski oraz mec. dr Michał Skwarzyński.

Na tymże spotkaniu strona społeczna sformułowała swoje oczekiwania. Oświadczyliśmy, że walczymy o to, aby w nowych przepisach metrologicznych sformułować w sposób wyraźny, jednoznaczny i nie dopuszczający żadnej innej interpretacji, że urządzenia do pomiaru prędkości muszą rejestrować pomiar w sposób umożliwiający jego odtworzenie w warunkach postępowania sądowego oraz, że mierniki prędkości muszą posiadać funkcję identyfikacji pojazdu.

Prezes GUM uznał, że nasze żądania są słuszne i że je popiera. Następnie zaproponował mnie oraz mec. Skwarzyńskiemu uczestnictwo w pracach Zespołu Konsultacyjnego. Obaj propozycję przyjęliśmy.

c) Posiedzenie Zespołu Konsultacyjnego w dniu 18 stycznia 2017 r.

Na dzień 18 stycznia br. wyznaczono posiedzenie Zespołu Konsultacyjnego d/s Regulacji Rynku, któremu przewodniczył biegły J.T. W okresie poprzedzającym spotkanie Sławek Janczewski interweniował u Prezesa GUM, aby ten powiększył grono uczestników Zespołu o kolejnych członków SPnD. Prezes wyraził zgodę na jeszcze jednego „reprezentanta ludu”. Został nim Piotr Jakubiak. Było nas już zatem czterech. Miał więc Sławek cztery głosy za odwołaniem J.T. z funkcji przewodniczącego. Ponieważ bał się, że to nie wystarczy, więc wymógł na władzach GUM, aby na salę obrad wpuszczono jeszcze jedną osobę – Grzegorza Galińskiego, który nie uzyskał statusu członka Zespołu, ale w dniu 18 stycznia rzeczywiście brał udział w obradach oraz w głosowaniach.

Wniosek o odwołanie przewodniczącego złożył jednak nie Sławomir Janczewski (który zwykł ukrywać się za czyimiś plecami), ale nasz człowiek – mec. Michał Skwarzyński. Mecenas wstał, ładnie wniosek zaargumentował, tak, że wynik glosowania był następujący: 16:1 za odwołaniem J.T. z funkcji przewodniczącego. Nikt nie wstrzymał się od głosu.

Sławek był przeszczęśliwy…

Po odwołaniu J.T. z funkcji przewodniczącego zarządzono wybory nowego przewodniczącego. Sławek Janczewski zaproponował moją osobę. Z sali zgłoszono też kandydaturę policjantki z Komendy Głównej Policji. Oboje kandydaci nie zgodzili się jednak na wybór. Innych kandydatów nie zgłoszono, tak wiec sprawę wyboru nowego przewodniczącego odłożono do następnego razu.

W pracach merytorycznych Zespołu Janczewski praktycznie nie uczestniczył. Raz zabrał głos, składając jednozdaniowy wniosek. Znacznie aktywniejszy od niego był Grzegorz Galiński. Natomiast wypowiedzi Jakubiaka, Mezglewskiego i Skwarzyńskiego zajmują w protokole zebrania kilka stron. Walczyliśmy o dobre prawo jak lwy.

d) Okres od 26 stycznia do 6 lutego br. – Tomasz Motyliński wchodzi do gry

Kolejne spotkanie Zespołu wyznaczono na dzień 7 lutego br. Zanim jednak doszło do spotkania zaczęły się dziać dziwne rzeczy, o których dowiedziałem się później.

W dniu 26 stycznia – w tajemnicy przed wszystkimi – Sławek Janczewski umawia się na rozmowę z Prezesem Gum i zabiera ze sobą…. Tomka Motylińskiego. Co było przedmiotem tej rozmowy – nie wiem. W każdym razie – na dwa dni przed zaplanowanym  posiedzeniem Zespołu zadzwonił do mnie  Prezes Głównego Urzędu Miar dr inż. Włodzimierz Lewandowski z zapytaniem, czy zgodzę się na dokoptowanie Tomka Motylińskiego  do składu Zespołu konsultacyjnego. Zgodziłem się...

Powyższa informacja ma m. in. takie znaczenie, że Motyliński publicznie zarzuca mi, że nie uzgodniłem z nim poglądów, jakie prezentowałem na posiedzeniu GUM.

Gdyby mnie Tomasz wcześniej o coś poprosił – z pewnością bym się na to zgodził. Ale też na litość Boską: kto kogo wprowadził do GUM i kto z kim powinien uzgadniać stanowiska? Przecież gdybym się nie zgodził na dokooptowanie Motylińskiego do zespołu, to po prostu by go tam nie było…

Na komisji były już podjęte pewne ustalenia, był pewien tok postępowania. Motylińskiego jednak to interesowało. On-lider miał do zrealizowania swoją misję. Jedynie słuszną.

Należy się też zastanowić, w jakim celu Motyliński pojechał do GUM i dlaczego zabrał ze sobą ukrytą kamerę? Co obiecał Janczewskiemu, że ten w tajemnicy przed nami pojechał z nim do GUM?

Wszystko wygląda na to, że jedynym celem tej wizyty było spreparowanie jakiś materiałów na człowieka, którego on postrzegał jako zagrożenie dla jego medialnej kariery. Motyliński szykował się więc do wojny. I bynajmniej nie do wojny z miernikami prędkości, ale do wojny o przywództwo w stadzie…

 e) Posiedzenie Zespołu Konsultacyjnego w dniu 7 lutego 2017 r.

Przebieg zebrania Zespołu Konstultacyjnego można podzielić na trzy części.

W części pierwszej (zdecydowanie najdłużej) występował Tomasz Motyliński. Swoje wystąpienie rozpoczął od pogróżki pod adresem Prezesa GUM, że on robi program w TVN i on wszystkich w tym programie skompromituje. Później biegał po sali obrad w rozchełstanej koszuli  i z Iskrą w ręce i uczył producentów i importerów urządzeń pomiarowych, jak działa radar Iskra… następnie (już wspólnie z Janczewskim) zażądali, aby wszystkie Iskry zostały natychmiast wycofane i aby uchylono wszystkie mandaty karne nałożone na podstawie pomiarów dokonanych Iskrą.

Po tych ekscytujących wystąpieniach wytłumaczono Motylińskiemu, że GUM nie jest właściwy do uchylania mandatów, a następnie głos oddano radcy prawnemu GUM, który zaprezentował przygotowaną wcześniej ekspertyzę nt. możliwości wycofania Iskry w trybie administracyjno-prawnym. Wnioski tej ekspertyzy były następujące: jakakolwiek interwencja Prezesa GUM dokonana w trybie przepisów postępowania administracyjnego będzie trwała całe lata, a jej skutek będzie niepewny. Prezes GUM nie może bowiem wydać decyzji o uchyleniu decyzji o zatwierdzeniu typu ot tak sobie. Musi najpierw wznowić postępowanie i dać możliwość stronom (producentowi, importerowi)  aktywnego uczestnictwa w postępowaniu. A to sprawi, że sprawa będzie ciągnąc się latami.

Po wystąpieniu radcy prawnego Prezes GUM zwrócił się do zebranych z zapytaniem, co zatem robić? Wszyscy milczeli. Janczewski i Motyliński też. Nie powiedzieli ani słowa! Nie złożyli żadnego wniosku. Za to teraz – w Internecie – wnioski składają niezliczone….

Motyliński ma wszystko nagrane. Niech to opublikuje. Niech opublikuje całość posiedzenia. Wszystko!

Wobec braku lepszych pomysłów jednomyślnie (tak się przynajmniej wydawało, bo nikt nie zgłaszał sprzeciwu), postanowiliśmy, że po prostu zajmiemy się zmianą przepisów prawa – w taki sposób, aby nowe prawo uniemożliwiało dalsze używanie trefnych mierników prędkości. Nowe prawo można uchwalić w 3 miesiące. Może wejść w życie jeszcze w tym roku.

Na koniec przewodnicząca zebrania zwróciła się do wszystkich obecnych, aby przesłali na jej adres pisemne wnioski, co do oczekiwanych zmian. Janczewski i Motyliński żadnych wniosków nie przesłali.

e) 8 lutego 2017 r. – Motyliński publicznie zaatakował Mezglewskiego i Stowarzyszenie Prawo na Drodze. Początek wojny

Dnia 8 lutego 2017 r. Tomasz Motyliński zamieścił taki oto wpis – jednocześnie na dwóch profilach internetowych:

Czasami dochodzę do być może mylnego wniosku, że niektórym nie chodzi o to, aby złapać króliczka, ale aby go gonić, szczególnie po lekcji ze strony szeryfa straży miejskich, gdy po cofnięciu uprawnień im do stosowania fotoradarów, jego kariera medialna zaczęła się – delikatnie mówiąc – sypać. Mi osobiście znudziło się gonienie królika i chcę temu skurw…..i królikowi odstrzelić łeb. Tym czasem na kolejnym spotkaniu „grupy roboczej” w Głównym Urzędzie Miar Stowarzyszenie Prawo na Drodze w osobie samego prezesa w/w stowarzyszenia (którego o zgrozo sami tam ściągnęliśmy) wypowiada pogląd, że nie można „rozbroić z dnia na dzień” Policji z Iskry-1, bo sama informacja medialna o tym spowoduje wzrost liczby piratów na drogach, że należy zrobić to stopniowo. A od kiedy nielegalne, czy wadliwe konstrukcyjnie urządzenia pomiarowe do prędkości w ruchu drogowym wycofuje się stopniowo? Może więc jak Polska Policja będzie chciała zatrzymać komuś prawo jazdy na 3 miesiące na podstawie pomiaru takim miernikiem, niech także zrobi to na raty? Najlepiej tylko na jeden dzień w miesiącu i to niedzielę. I tak oto wydaje się, że świeża obietnica nowego prezesa GUM o wycofaniu tego bubla z użytkowania straciła ważność, choć jeszcze powalczymy o to, aby Policja – nawet w imię szczytnych idei – nie okradała dalej kierowców. Dla osób nie będących w temacie najlepszy materiał o Iskrze, jaki zrobiliśmy https://www.youtube.com/watch?v=p7V4CieaYP4&t=2s

W powyższym tekście jest cały szereg przekłamań: tak co do treści i kontekstu mojej wypowiedzi na posiedzeniu, jak też co do faktu, że Motyliński mnie „ściągnął do GUM”.  Bo przecież było odwrotnie…

W związku z powyższymi oskarżeniami  zapytam tak: A jakim prawem odmawia się człowiekowi wypowiadania określonych poglądów! Albo czy ja mam jakiś obowiązek posiadania określonych poglądów? Cóż to zatem za ostracyzm? Cóż to za terror? Nie uzgadnialiśmy wspólnego stanowiska z Motylińskim, a moja wypowiedź nie miała żadnego znaczenia dla toku posiedzenia. Wypowiedź ta była skierowana do policjantów z Komendy Głównej policji – w sytuacji, gdy rozmawialiśmy o agendzie wycofywania  Iskier z użytku. Motyliński w tym czasie – zamiast skupić się na sensie wypowiedzi – pilnował magnetofonu i sprawdzał, czy się nagrywa.

Po zamieszczeniu przez Motylińskiego powyżej zacytowanej wypowiedzi w Internecie rozpoczął się zbiorowy hejt, który dodatkowo podsycany był na portalach zamkniętych oraz na prywatnych komunikatorach. A później już zaczęło się robić znacznie gorzej. Jeden z internautów wyzwał mnie od oszustów. Do hejtu przyłączył się Janczewski. W dalszym rozwoju wypadków Stowarzyszenie zostało zaatakowane przez Parola, który obwieścił światu, że SPnD się rozpada. Motyliński z Janczewskim nie przebiera w słowach i w oskarżeniach. Oskarżają mnie publicznie o najgorsze rzeczy: że załatwiłem sobie profesurę, że wziąłem łapówkę itp. Do członków SPnD wysyłane są maile z pogróżkami. Ci ludzie chcą zniszczyć SPnD. Motyliński włamał się na stronę Stowarzyszenia…

Mam prawo się bronić. Mam prawo bronić Stowarzyszenia, które zakładałem – jego dobrego imienia.

Wszystkie oszczerstwa i zniesławienia skopiowałem. Myślę, że Motyliński nie będzie się wypierał tego, co napisał. Zatem proces będzie krótki. Nie powinno być też problemów ze ściągnięciem kwoty zadośćuczynienia. Przecież chwalił się, że zarabia 30 tysięcy miesięcznie. Dwie wypłaty już może odłożyć na oddzielną kupkę…

P.S.

Bardzo proszę osoby, które otrzymały od Motylińskiego lub Janczewskiego maile z pogróżkami o zgłaszanie mi tych faktów. Pozew zostanie złożony po Świętach. Sprawa będzie prowadzona przez Sąd Okręgowy w Lublinie – moim mieście.

Osobom, które mi udzieliły wsparcia w tych trudnych dniach – serdeczne dzięki. Nigdy Wam tego nie zapomnę.

 

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.