Dopuszczalne i niedopuszczalne ograniczenia w korzystaniu z dróg publicznych

Artur Mezglewski

Do świadomości zarządców dróg gminnych często nie dociera ta oczywista konstatacja, że drogi publiczne nie są budowane i utrzymane w interesie jednostek samorządu terytorialnego, czy nawet w interesie mieszkańców tych gmin, ale w interesie wszystkich użytkowników dróg. Drogi publiczne winny być ogólnie odstępne, a wszelkie ograniczenia ich dostępności mogą być dokonywane jedynie na zasadzie wyjątku i jedynie w przypadkach uzasadnionych.

Niektórzy wójtowie i burmistrzowie zarządzają drogami publicznymi w sposób nietransparentny, ograniczając ich dostępność według kryteriów podmiotowych, tzn. że jeździć po nich mogą jedynie znajomi i krewni króliczka.

  1.      Dowcipne wprowadzenie w temat

W kultowym obrazie Romana Załuskiego „Galimatias czyli kogel mogel 2”, jest scena, w której babcia Wolańska pyta Solską  o łazienkę i dowiaduje się, że łazienka jest, a jakże, „ale taka jakby nie do użytku” , zepsuta i woda nie dochodzi,  a załatwiać się trzeba do wychodka.

– To po co komu ta łazienka? – pyta Wolańska.

Na to Solska odpowiada:  – A co to ludzie mają gadać że Solska to byle kto? Na łazienkę nas nie stać?

Pewnie wielu nie zdaje sobie sprawy, że powyższa scena obrazuje dość typowy i powszechny  dla lat 70. ubiegłego wieku obyczaj. Pamiętam wiele takich domów, w których na piętrze dywany były poprzykrywane folią, a łazienki nieczynne. A gospodarze mieszkali w małych pomieszczeniach w suterenie.

Obecnie podobny obyczaj kultywują rządcy wielu wiejskich i małomiasteczkowych gmin. Tym razem chodzi jednak nie o domy i łazienki, ale o drogi publiczne.

– Czy drogi asfaltowe u was są? Można zapytać nie jednego burmistrza czy wójta.

– Są, a jakże, tylko takie „jakby nieprzejezdne”. Ogrodzone płotem ze znaków zakazu wjazdu. – Co by nam wojewoda nie gadał, że u nas porządnych dróg nie ma.

2.      Zasada powszechnej dostępności dróg publicznych

Jest zasadą, że drogi publiczne są powszechnie dostępne. Artykuł 1 ustawy o drogach publicznych stanowi, że z drogi publicznej „może korzystać każdy, zgodnie z jej przeznaczeniem, z ograniczeniami i wyjątkami określonymi w tej ustawie lub innych przepisach szczególnych”.

Powszechna dostępność korzystania z drogi publicznej wynika zatem wprost z jej definicji, podstawową bowiem cechą drogi publicznej jest właśnie jej powszechna dostępność. Zasada ta dotyczy wszystkich dróg publicznych: krajowych, wojewódzkich, powiatowych, a także gminnych. Błędnym byłoby takie przekonanie, że drogi gminne służyć mają interesom lokalnej społeczności. Jak trafnie zauważone zostało w judykacie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach:

„Drogi publiczne należące formalnie do jednostek samorządu terytorialnego nie są    budowane i utrzymywane w interesie tych jednostek, czy nawet w interesie mieszkańców tych gmin, czy powiatu, województwa ale w interesie wszystkich użytkowników dróg a więc obywateli danego państwa i nie tylko. Nie można uznawać, że budowa i utrzymanie drogi gminnej, powiatowej, wojewódzkiej służy jedynie interesom danej gminy czy miasta”.

(z uzasadnienia wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach z dnia 16 czerwca 2011 r., II SA/Ke 247/11)

  3.      Wyjątki od zasady powszechnej dostępności dróg publicznych

Ustawodawca w art. 3 pkt 2 ustawy, przewiduje istnienie dróg o ograniczonej dostępności. Ograniczenia te mogą być różnego rodzaju. Korzystanie z dróg lub odcinków dróg może być np. odpłatne. Z korzystania z dróg mogą też być wyłączone określone kategorie pojazdów. Ograniczenia te mogą mieć na celu przeciwdziałanie degradacji dróg.  Mogą one też wynikać z zasady bezpieczeństwa ruchu drogowego. Mogą być również stanowione w celu ochrony zabytków usytuowanych przy tych drogach czy też służyć bezpieczeństwu mieszkańców i budowli.

Jakkolwiek trudno było by ustalić pełną listę przyczyn uzasadniających ograniczenie dostępności dróg publicznych, to jednak nie może być tak, że wprowadza się je bez rzeczywistej przyczyny, jak również nie mogą się zdarzać sytuacje, że ograniczenia dostępności mają charakter podmiotowy (poza wyjątkami wynikającymi z ustaw).

 4.      Znaki drogowe jako narzędzia służące ograniczaniu dostępności dróg

 Ograniczaniu dostępności w korzystaniu z dróg służą znaki zakazu. Za ich pomocą można m. in. zamknąć lub ograniczyć wjazd pojazdów, wprowadzić ruch jednokierunkowy, a także ograniczyć lub zabronić zatrzymywania lub postoju pojazdów.

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach stanowi, iż:

„znaki zakazu jako ograniczające swobodę korzystania z dróg powinny być umieszczane po wnikliwej analizie skutków”.

 5.      Znak B-18   zakaz wjazdu pojazdów o określonej masie (tonażu)

 Znak B-18 oznaczający zakaz wjazdu pojazdów o rzeczywistej masie całkowitej ponad określony tonaż, stanowi jeden z najczęściej sytuowanych znaków ograniczających dostępność drogi.

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury, określające warunki stosowania tego znaku stanowi, iż:

„Stosuje się go przed odcinkami dróg, których nośność jest niewystarczająca dla przejazdu pojazdów dopuszczonych do ruchu bez ograniczeń. Na znaku podaje się wartość wynikającą z rzeczywistej nośności obiektu lub drogi.

W uzasadnionych przypadkach znak ten może być stosowany również w związku z istnieniem przy drodze obiektów zabytkowych lub innych, dla których wstrząsy wynikające z ruchu ciężkich pojazdów są szkodliwe”.

W ogólnych zasadach  umieszczania znaków zakazu prawodawca określił, że jeżeli istnieje potrzeba wyłączenia z zakazu pewnych uczestników ruchu lub rodzaju pojazdów to pod znakiem zakazu umieszcza się tablicę z napisem „Nie dotyczy…” Napis ten powinien konkretnie określać rodzaj pojazdów lub uczestników ruchu.

Wydaje się jednak, iż powyższe wyłączenia nie mają zastosowania do znaku B-18, skoro przesłanką jego umieszczenie jest niewystarczająca nośność drogi. Skoro bowiem nośność drogi jest niewystarczająca dla pojazdów o określonej masie, tzn. że pojazdy o masie przewyższającej tę wartość nie mogą poruszać się po takiej drodze z przyczyn natury technicznej.

 6.      Praktyka

W praktyce zasada powszechnej dostępności dróg publicznych jest często  ograniczana w sposób nieuzasadniony. Zarzut ten dotyczy w szczególności dróg gminnych zarządzanych przez samorządy lokalne. Jednym z motywów tego rodzaju ograniczeń jest z całą pewnością idea oszczędzania wydatków na remonty dróg. Problem jednak w tym, że ograniczenia dostępności dróg  często są dokonywane bez rzeczywistych przyczyn. Mają one ponadto często charakter podmiotowy – zawierają bowiem wyłączenia adresowane do konkretnych osób. Jak nietrudno się domyślić osoby te to znajomi i krewni króliczka….

 7.      Przykład: miasto i gmina Koluszki

Urząd Miasta i Gminy w Koluszkach

 Przejeżdżając przez miasto Koluszki ulicą Brzezińską (czyli główną arterią miasta) zauważamy, iż  po prawej jej stronie (jadąc w kierunku Brzezin) wszystkie drogi łączące się z tą ulicą objęte są znakami zakazu wjazdu pojazdów o masie powyżej 5 ton. Natomiast po lewej stronie wszystkie ulice są ogólnodostępne.W sumie w północnej części miasta zarządca drogi ustawił kilkadziesiąt takich znaków zakazu.

Wjazd z ul Brzezińskiej w ul. Zagajnikową

Natomiast południowa część Koluszek jest od nich zupełnie wolna.

Okazuje się, że owe znaki zakazu pełnią funkcję „płotu”, którym odgrodzony został jeden z przedsiębiorców. Do swego zakładu produkcyjnego nie może dojechać samochodem ciężarowym żadną drogą publiczną. Ze wszystkich stron ustawiono zakazy wjazdu pojazdów do 5 ton.

Zasady umieszczania znaków drogowych w gminie Koluszki nie są transparentne – co do tego nie można mieć wątpliwości. Znaki te ustawiono tylko po to, aby „zagrodzić” przedsiębiorcę. Inni przedsiębiorcy (znajomi i krewni króliczka) mogą wjeżdżać  pomimo zakazu, gdyż pod znakami umieszczono stosowane tablice informujące kogo znak nie dotyczy.

Króliczek ma wielu przyjaciół. Ciekawe kim jest szef centrali nasiennej?.

„Zagrodzony” przedsiębiorca  skierował do Burmistrza Miasta i Gminy Koluszki w dniu 7 grudnia 2012 r. wniosek o wydanie zezwolenia na przejazd pojazdem nienormatywnym na okres 12 miesięcy. Burmistrz – chociaż jest organem właściwym do załatwienia tej sprawy – najpierw odesłał wniosek do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (czyli do organu niewłaściwego), a następnie, gdy po dwóch miesiącach wniosek do niego wrócił, „rozpoznał” go negatywnie , ale nie wydał żadnej decyzji.

Ktos musi doglądąc „płotu”…

Skoro nie wydal decyzji, to przedsiębiorca nie może się odwołać. Może co najwyżej złożyć zażalenie na bezczynność organu. Ale czy jest sens, skoro wniósł on wniosek o zezwolenie na przejazd pojazdem nienormatywnym w okresie od 17 grudnia 2012 r. do 16 grudnia 2013 r.? Przecież już za parę miesięcy wniosek będzie bezprzedmiotowy…

Burmistrz Miasta i Gminy Koluszki winien zapoznać się z Wyrokiem WSA w Krakowie z 9 sierpnia 2012 r., sygn. akt III SA/Kr 1050/10. Oto artykuł na ten temat:

http://www.samorzad.lex.pl/czytaj/-/artykul/starosta-nie-moze-dyskryminowac-uzytkownikow-drogi-publicznej

Ten wpis został opublikowany w kategorii Zarząd dróg, Znaki drogowe i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

47 Responses to Dopuszczalne i niedopuszczalne ograniczenia w korzystaniu z dróg publicznych

  1. Mieszkaniec pisze:

    Problem na drogach lokalnych jest i to bardzo duży. Rozumiem, że bezmyślne ograniczenia nie są dobre ale to co robi bezmózgie bydło za kierownicą ciężarówek często woła o pomstę do nieba. W mojej okolicy kilka lat temu gmina wyremontowała drogę. Asfalt, chodniki odprowadzenia wody – otoczenie domów, posesja przy posesji. W okolicy jest budowana inna droga oraz linia kolejowa. Równolegle do drogi gminnej przebiega droga wojewódzka przystosowana znacznie lepiej do ruchu aut ciężarowych, w przeciwieństwie do gminnej nie biegają po niej dzieci, nie stoją domy przy samej drodze. Niestety bydło – kierowcy – mimo wielokrotnych rozmów nie chce się dostosować i jeździ (jakby na złość) przez całą miejscowość drogą gminną! Miałem dobre serce i nie nie chciałem od razu dzwonić po policję oraz ITD (ich się boją bardziej) bo jeździli bez zakrytej pryzmy wożąc tłuczeń, żwir etc. ja się zachowałem jak człowiek, a to bydło oczywiście teraz zaczęło przykrywać i mają w d. wszystkie rozmowy i ustne ustalenia – rozmowa jak z debilami. Następnym razem nie będę już dobry. Teraz każde wykroczenie które uda mi się zarejestrować natychmiast wysyłam do ITD i na policję i tak już czyniłem. Bo czy taki przygłup nie rozumie że wjeżdżając wielotonową wywrotką na krawężniki po prostu je zniszczy! Jednak tak naprawdę najważniejsze byłoby ograniczenie ale jego postawienie nie jest ani proste ani szybkie.

  2. cieciu pisze:

    W temacie dróg publicznych polecam obejrzenie magazynu „Ekspres reportera” z dnia 15 marca 2016 r. poświeconego m.in. problemowi z drogą wojewódzką nr 161 Lubuskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich.
    Gdziemy żyjemy? W państwie prawa?

    Ps. Materiał filmowy od 15 minuty magazynu…

    http://vod.tvp.pl/9327683/magazyn-ekspresu-reporterow

    • Xxx pisze:

      Witam też mam problem z drogą powiatową polną prowadzącą tylko do mojej posesji . Ja poruszam się tylko osobowka a sąsiedzi rozjezdzaja traktorem cala droga co robi

  3. UMZ pisze:

    Witam serdecznie, zgłaszam się z problemem bardzo istotnym dla naszego miasta. Zaprojektowaliśmy oznakowanie na drodze będącej w naszym zarządzie w postaci znaku B-18 „12T”. Jest to jedyna droga prowadząca pojazdy tranzytowe w kierunku Aleksandrowa Łódzkiego. Znak stawiamy na swojej drodze ponieważ prowadzi w bezpośredniej granicy z zabytkowym kościołem, którego wątłe mury się „sypią” podczas przejazdu drogą pojazdów wysokotonażowych. Na dwóch drogach będących w zarządzie GDDKiA zaprojektowałem tablice F-6 informujące o wcześniejszym zakazie. za tym znakiem na najbliższym skrzyżowaniu jest możliwość skrętu w prawo na Gdańsk i w lewo na Łódź, gdzie można dojechać do ul. Limanowskiego i tamtędy dojechać do Aleksandrowa Łódzkiego. Dla GDDKiA ta informacja jest niewystarczająca i zaopiniowali projekt negatywnie pisząc w uzasadnieniu, iż ruch tranzytowy DK71 w kierunku Aleksandrowa jest prowadzony po tej ulicy (ulicy Gminy Miasta Zgierza). W związku z wprowadzonymi ograniczeniami poszczególnych ulic miasta Zgierza, brak możliwości przekierowania ruchu tranzytowego przenoszonego obecnie przez DK71.
    Poinformowali w uzasadnieniu, iż przy wprowadzeniu zakazów ograniczających dostępność drogi dla pewnych grup pojazdów, koniecznym jest wyznaczenie i wskazanie trasy objazdu dla pojazdów, których ten zakaz dotyczy. Warunkiem jest wyznaczenie i oznakowanie objazdu.
    Proszę o informację czy takie oznaczenie odjazdu należy do nas czy do GDDKiA oraz na jakiej podstawie uważają, iż koniecznym jest wyznaczenie i wskazanie trasy objazdu dla pojazdów, których ten zakaz dotyczy. Czy to jest gdzieś prawnie zapisane?
    W końcu my oznakowujemy nasz odcinek drogi znakiem pionowym B-18, a tablice F-6 chcielibyśmy ustawić celem wyeliminowania późniejszego problemu.
    Informujemy, iż w Zgierzu nie ma możliwości poprowadzenia pojazdów tranzytowych inną drogą. pozostałem dwie ulice (Łukasińskiego i Miroszewska nie spełniają normatyw umożliwiających ruch tranzytowy – mosty, szerokość, ostre zakręty itp.) Objazd należałoby wprowadzić na terenie miasta Łodzi lub Aleksandrowa Łódzkiego. Czy my faktycznie jesteśmy do tego zobligowani wprowadzając na NASZEJ drodze znak B-18 ???
    Proszę o pomoc w rozwiązaniu problemu.
    Dziękuję.

  4. dariusz jagiełło pisze:

    witam,
    ostatnio wracając z nad morza wjechałem w drogę oznakowaną zakaz ruchu / chciałem zrobić skrót / z wyjątkiem tych którzy maja zezwolenie wójta / tak było na białej tabliczce / czyli nie dotyczy tych którzy mają jakieś zezwolenie wójta / Otrzymałem mandat na końcu drogi gdzie oczywiście stali panowie policjanci – piszę do komendanta o wyjaśnienie bo jak się okazało po wypisaniu- przyjęciu mandatu droga dalej wiedzie do ścieżki rowerowej czyli innymi słowy jest ślepa. Ale to inny temat jak się tam dostali policjanci na motorach. Pytanie : Czy wójta ma prawo robić takie wyjątki, gdzie nie ma żadnych domostw przy tym rzec można zamkniętym dla ruchu pojazdów odcinku ?

    pzdr

  5. Krzysiek pisze:

    Pisałem już kiedyś, że czeka nas (kierowców) kolejna fala idiotyzmu polegającego na dalszym ograniczaniu dozwolonej prędkości w obszarach zabudowanych. Szpicą czołową we wdrażaniu „bezpieczeństwa ruchu drogowego” postanowiły zostać władze miasta Katowic i wymyśliły sobie strefę „30” – tak, tak – 30 km/h w mieście:
    http://nczas.com/wiadomosci/polska/30-kmh-po-katowicach/

    W kolejce do roli „ustawodawcy” ustawia się również PKP, które chciałoby też odbierać kierowcom prawa jazdy ! :
    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18516537,pkp-plk-trzeba-odbierac-prawo-jazdy-za-ignorowanie-stopu.html
    Jak widać podział danego molocha PKP na mnóstwo spółeczek spowodował, że ich zarządy nie mają co ze sobą zrobić i najwyraźniej z nudów zaczynają kombinować jak by tu się „wykazać”. Skoro brak im pieniędzy na zainstalowanie automatycznych szlabanów na przejazdach kolejowych (bo wszystkie dochody zżerają ich pensje, nagrody i odprawy), to postanowili dokuczyć kierowcom.
    Tak więc w Polsce jest dobrze, a będzie jeszcze „dobrzej” …..

    • Avadoro pisze:

      „i wymyśliły sobie strefę „30” – tak, tak – 30 km/h w mieście” – no to jest akurat normalna prędkość na mniejszych ulicach. Szansa śmierci pieszego przy zmniejszeniu prędkości z 50 do 30 km spada z ok. 80% do ok. 10%. Strefy tempo-30 są tworzone w miastach prawie całej Europy:
      http://www.motofakty.pl/artykul/tempo-30-km-h-strefa-coraz-popularniejsza.html

      • Tolek pisze:

        Szansa śmierci pieszego spada jeszcze bardziej, jeżeli zacznie się nieco rozglądać przed wejściem na drogę… Obecny trend przerzucania odpowiedzialności z pieszego na kierowcę prowadzi donikąd. Fizyki nie oszukamy.

        • Krzysiek pisze:

          Trend przerzucania odpowiedzialności z pieszego na kierowcę nie prowadzi „donikąd” tylko do zwiększenia ilości ofiar wypadków wśród pieszych.

  6. Krzysiek pisze:

    Stosunkowo mało na łamach SPnD pisze się o polskich autostradach i drogach w sensie ich dostępności dla Obywateli. Teoretycznie każdy polski Obywatel czy też dowolny obcokrajowiec co do zasady ma prawo do korzystania z autostrad, pod warunkiem uiszczenia odpowiedniej opłaty. Nie jest to rzecz niezwykła, gdyż autostrady są płatne w wielu innych krajach i nikt z samego faktu istnienia płatnych autostrad nie robi problemu.
    Problem natomiast zaczyna się, gdy przyjrzymy się tym opłatom.
    I tak nasze „drogie” (sercu kierowcy 🙂 ) Autostrady Wielkopolskie o oszałamiającej długości łącznej aż 255 km kosztują dla zwykłego auta osobowego „drobne” 69 PLN w jedną stronę, czyli „marne” 138 PLN w obie strony.
    https://www.autostrada-a2.pl/payments
    Natomiast w takiej „drogiej” (w kosztach życia) Szwajcarii obowiązuje system winietek kosztujących zaledwie … 40 CHF czyli po dzisiejszym kursie 3,9144 PLN/CHF jakieś … 157 PLN.
    http://podroze.onet.pl/abc/szwajcaria-winiety-i-oplaty-za-autostrady-ceny-winiet-ceny-tuneli/3b9wv
    Tak więc polski kierowca jadąc z Konina do Świecka i nazad pokona łącznie 510 km płacąc 138 PLN myta właścicielowi AW (o tym za chwilę) natomiast szwajcarski kierowca zapłaci nieco więcej, ale za to będzie mógł po szwajcarskich „płatnych” autostradach bujać się do woli przez bite 14 miesięcy !!!! Jak będzie sporo jeździł to może nawet komplet opon zedrzeć za te 40 CHF !
    Jak się mają te opłaty za takie samo w sumie dobro czy usługę do średnich zarobków Polaka i Szwajcara to też jest świetna rozrywka, dla Szwajcara oczywiście, bo dla Polaka to już raczej nie 🙁
    Jeśli wierzyć GUSowi (a przecież tej instytucji wierzą wszyscy, no może poza tam zatrudnionymi …) to Polak zarabia średnio około 4000 PLN brutto czyli te +/- 2600 netto.
    No i może sobie za miesięczny zarobek poszaleć na AW pokonując ją aż prawie 19 razy „w te i nazad” ! Sorry , żadne 19 razy, bo trzeba doliczyć jeszcze chociaż te 141 pln za paliwo (diesel), które nam łaskawie wylicza na swej stronie internetowej AW.
    Czyli rachunek „dla Polaka” jest taki:
    69 PLN przejazd AW w jedną stronę
    141 PLN paliwo w jedną stronę
    razem: 210 PLN w jedną stronę czyli 2600/210 = 12,38 razy w jedną stronę i nieco ponad 6 x w obie.
    No po prostu SZAŁ !!!
    Natomiast Szwajcar przy średnim zarobku około … 6000 CHF miesięcznie
    (źródło: http://szwajcarskie-blabliblu.blog.pl/2015/06/22/srednie-zarobki-w-szwajcarii/) nawet nie zauważy utraty tych drobnych 40 CHF.
    Nawet jeśli zarobi te marne 2700 CHF jak sprzedawca w kiosku, to i tak za 40 CHF będzie szalał po tamtejszych autostradach do woli, czyli do czasu aż mu kasy na paliwo nie zabraknie.

    No i teraz dochodzimy do samego sedna, wręcz istoty istnienia takiego państwa, oczywiście „demokratycznego państwa prawa i galopującej gospodarki” ze znaczkiem PL.
    Jak wszyscy wiemy początek Autostrady Wielkopolskiej był skromny. Pierwszy odcinek między Koninem a Wrześnią wybudowała jeszcze „komuna”. Odcinek ten w swoim „wizjonerskim stylu zgodnie z opatentowanym planem biznesowym” kupił (chociaż słowo „kupił” jest mało adekwatne) pochowany ledwo wczoraj dr Kulczyk, który nie musiał kraść przysłowiowego pierwszego miliona, bo go zwyczajnie dostał od ojca, robiącego „za komuny” interesy w Berlinie Zachodnim. Mając ten pierwszy odcinek AW pobudowała bramki do pobierania opłat i tak zaczęła się świetlana historia tej „drogiej” (sercu) Polaków autostrady, aż dzisiaj ma już te 255 km długości.

    I to jest właśnie NAJLEPSZY przykład oddający całą istotę państwowości polskiej i szwajcarskiej, gdyż widać z tego FAKTU to, że państwo szwajcarskie istnieje dla swoich Obywateli, natomiast państwo polskie dla wybranych „biznesmenów”, którzy za dojenie Rzeczypospolitej są jeszcze obwieszani orderami „za zasługi” dla rozwoju „polskiej przedsiębiorczości” z siedzibami firm w znacznej mierze wyprowadzonymi do rajów podatkowych, w tym także do wspomnianej Szwajcarii.

  7. Patryk pisze:

    Mam pytanie…Jeżdżąc autem ciężarowym po drodze gminnej,gdzie nie ma żadnych zakazów,przyjeżdża straż gminna i mówi ze jeśli dalej będziemy jeździć ta droga to dostaniemy mandat.Moge dalej korzystać z tej drogi? Chciałem dodać ze załadowane auto wazy ok 32 ton droga jest utwardzona ale zakazu nie ma.

    • redakcja pisze:

      Na pewno SM mandatu dać nie może, ale problem jest. Zob. ustawa o drogach
      publicznych.

      • Gwajer pisze:

        A w czym jest problem? W ustawie o drogach publicznych nie pa jakichś specjalnych obwarowań, natomiast istnieje w prawie ograniczenie nacisku na oś, wynoszące 8 ton (przy tej klasie nawierzchni, jaką przeważnie posiadają drogi gminne), co przy pojeździe 4-osiowym daje max 32 tony. To jest właściwie kwestia rozkładu masy.
        Czy jest coś, o czym nie wiem? 😉

        • tt pisze:

          art.41 ust.3-„Drogi wojewódzkie inne niż drogi określone na podstawie ust. 2 pkt 1, drogi powiatowe oraz drogi gminne stanowią sieć dróg, po których mogą poruszać się pojazdy o dopuszczalnym nacisku pojedynczej osi do 8 t.” Mowa tu o dopuszczalnym nacisku na oś , a nie rzeczywistym. Dopuszczalny nacisk na oś masz wpisany w dowodzie rejestracyjnym jeśli przekraczasz to nie możesz jechać i nie ma tu żadnego znaczenia rozłożenie ładunku, bo nawet na pusto nie3 możesz jechać.

  8. ansu pisze:

    Samorząd lokalny na drodze gminnej do mojej posesji i innych mieszkańców (kilkanaście gospodarstw kilka kilometrów) postawił znak B-1 zakaz ruchu. Jest to jedyna droga. Wszyscy ignorują ten znak. Co w przypadku zatrzymania przez POlicję??
    Poszło pismo z pytaniem -kiedy droga będzie dostępna, odpowiedź: -brak zarezerwowanych środków w budżecie na remont oraz wyznaczenie i utrzymani drogi zastępczej.

  9. Stefan pisze:

    Konkretny przykład.
    Mam kamienicę w centrum Starego Miasta. Na ulicy wprowadzono zasadę ograniczonego ruchu. Do mojego zabytkowego budynku (wpisanego de rejestru zabytków) mogę dojechać tylko w godzinach od 6 rano do 11 przed południem.
    W pozostałych 19 godzinach doby mam sobie parkować gdzies w okolicy.
    Budynek ma ponad 120 lat i faktycznie cały czas sie w nim cos psuje. Musze tez przeprowadzać remonty bieżące.
    Policja goni mnie za zaparkowanie na ulicy ( zrobiono z niej tzw. deptak) i karze mandatami. Ja na samochodzie mam narzedzia do pracy przy remoncie ale oni to maja gdzies. Mówią, że mam sobie przyjechać ood 6-11 wyładowac narzedzia i samochód zaparkować gdzieś indziej. Czasmi byłoby to mozliwe ale nie zawsze bo zdarzają się sytuacje awaryjne ale oni tego nie chcą zaakceptować. Mówią, że mam w takim razie iśc do zarządcy dróg miejskich i tam dostać zezwolenie. W ZDM nie chcą wydać zezwolenia bo twierdza, że nie mam prawa parkować pod kamienica bo tam jest teraz deptak i takiego zezwolenia nie dadzą. Nawet na czas remontu. Decyzje jes nieodwołalna i nie podlega zażaleniu.
    Czy w RP mozna właścicielowi zabronić dojazdu do swojej nieruchomości jeżeli nie ma na terenie tej swojej nieruchomości miejsca parkingowego?
    Jakos musze dowozić materiały i narzędzia. Nie moge tego robic tylko w okreslonych godzinach bo tak sie po prostu nie da. Życie pisze inne scenariusze niż te które ustala zarząd dróg miejskich.

    • deV pisze:

      W polsce jeśli 230 reprezentantów narodu (wyłonionych w demokratycznych wyborach i niezwiązanych żadnynmi instrukcjami wyborców) podniesie łapę głosując za ustawą nakazującą Ci chodzić na czworakach to masz chodzić na czworakach. Capisci ?

  10. Krzysiek pisze:

    Chciałbym zainteresować Zarząd i Członków SPnD tematem szkoleń na prawo jazdy w Polsce. Co prawda to państwo zdaniem jego ministra MSW istnieje tylko w teorii, ale mimo to potrafi tak uprzykrzyć życie swoim Obywatelom, jak mało które w świecie.
    Zdobycie prawa jazdy w Polsce ostatnimi czasy przypomina swoisty tor przeszkód, którego celem nie jest wcale nauczenie umiejętności prawidłowej i bezpiecznej jazdy samochodem, ale zadośćuczynienie wszelkim biurokratycznym formalnościom. Niejako „przy okazji” nauczania teorii uczy się kursantów pokonywania prawdopodobnych tras egzaminacyjnych tak, aby jednak udawało się to średnio za którymś tam razem. Cóż bowiem szkole jazdy, instruktorom i egzaminatorom po kursancie, który świetnie opanował odpowiedzi na pytania egzaminacyjne i za pierwszym razem zdał jazdę egzaminacyjną ? Taki kursant to żaden zysk, a wręcz „strata”. Trzeba bowiem „owieczkę strzyc” tak długo, aż mu się wełenka skończy i dopiero wtedy zabrać się za strzyżenie kolejnych owieczek.
    Jak więc widzimy już na etapie szkolenia kierowców stosowany jest swoisty „biznesplan”.
    A teraz ma być jeszcze trudniej:
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/dziennik-gazeta-prawna-jeszcze-trudniej-o-prawo-jazdy/ssx6b
    Tak się zastanawiam, gdzie jest granica tego wprost już OBŁĘDU jaki serwuje nam polski sejm i rząd ?
    Być może policja nie będzie jednak odbierać „pełną gębą” praw jazdy, gdyż autor tego pomysłu sam wkrótce z rządu wyleni „na własną gębę”, ale raz zasiane ziarno chwasta może przynieść chwaści plon.
    Czytając komentarze osób, które zdawały i otrzymały prawo jazdy w USA aż wierzyć się nie chce, że tak prostą w sumie sprawę jak nauka jazdy i egzamin na prawo jazdy można doprowadzić w Polsce aż do absurdu !
    Pozdrawiam i zachęcam do dyskusji
    Krzysiek

  11. Badi pisze:

    Mam pytanie – jeśli na drodze gminnej(w jej pasie) stoją znaki zakazu, lub są zmieniane, czy zarządzający drogą (jakiś tam zarząd dróg) musi robić projekty zmiany organizacji ruchu i czy powinien posiadać takie projekty na istniejące oznakowanie znakami takimi jak B36, B33, B1 itp., a jeśli tak, to kto je zatwierdza, by te znaki stały legalnie?

    Czytałem rozporządzenie Dz. U. z 2003 r. Nr 177, poz. 1729, ale nie znalazłem tego co mnie interesuje.

    • Admin pisze:

      Dyrektywa określonego zachowania w ruchu drogowym wynika z aktu administraycjnego, a nie z faktycznego oznakowania. Taka interpretacja wynika z orzecznictwa. Zatem w każdym przypadku musi istnieć jakaś organizacja ruchu, a istniejącee znaki drogowe muszą odpowiadać tej organizacji. Kwestie proceduralne i dla mnie nie są do końca jasne.

      • Badi pisze:

        No tak, ale fakt, że musi istnieć, to w jakiej formie, – projektu i kto taką właśnie organizację zatwierdza, i mam prośbę, proszę wskazać mi ten akt administracyjny, będę wdzięczny i z góry dziękuję.

        • leszek zakrzewicz pisze:

          „Akt administracyjny” – projekt organizacji ruchu drogowego – przygotowuje zarządca drogi gminnej (wójt, burmistrz, prezydent), a zatwierdza go starosta. Dostepne są zatem w tych urzedach. W postępowaniu administracyjnym można tylko skarżyć „zatwierdzenie” projektu, ale musisz wykazać twój interes prawny, tj. Przepis prawa materialnego, który został naruszony niewłaściwą organizacją ruchu. Warto poczytać wyroki sądów administracyjnych.

  12. Krzysiek-1 pisze:

    Pytanie o znak zakazu ruchu wszelkich pojazdów.
    Znak zakazu ruchu postawiono na końcu drogi gminnej, gruntowej. Końcem drogi jest plac wykorzystywany rekreacyjnie z dostępem do jeziora( boisko sportowe, ławki, miejsce spacerowe nad jeziorem ogólnie dostępne). Czy Gmina ma prawo ograniczenia wjazdu pojazdów na ten teren np. wędkarzy z sprzętem. Przed znakiem zakazu wjazdu jest wydzielony teren „parkingowy”, ale do stanowisk wędkarskich trzeba dojść ( nie można dojechać).

    • Badi pisze:

      A może pójdziemy dalej, dlaczego nie można łapać ryby goniąc ją pojazdem po dnie jeziora? Albo niech miasto zbuduje takie małe mola, jako stanowiska dla wędkarzy zmotoryzowanych, będą łapać wprost z pojazdów. Połączone zostanie przyjemnie z przyjemnych, czyli bezpośrednia bliskość kochanego samochodu oraz hobby -Fish drives car. A śmieciorki po wędkowaniu? Do wody albo niech leżą przy brzegu- przypływ zabierze.
      Należny pamiętać również, że dużymi krokami zbliża się lato, a obecnie zakazuje się wjazdu na plażę – nie wiedzieć czemu! Niech to dobro wspólne udostępnią dla samochodów, by można było kocyk dowieźć, a opalając się jedną rękę będziemy trzymać na pulsie (co najmniej za 0ponę), a w drugiej zimne piwko. Później możemy na podwójnym gazie jadąc na kwaterę, by sie pożywić spowodować parę niewinnych kolizji, a na plaży drzew nie ma ;).

      Mam jedynie nadzieję, że o tym jeziorku i dostępności dla pojazdów to był sarkazm!

      • Krzysiek-1 pisze:

        Niestety. W pewnych latach imię Krzysztof było często nadawane. Nie zamierzałem podszywać się pod nikogo, a zbieżność podpisu była przypadkowa za co bardzo przepraszam Krzyśka.
        Oczywiście Badi doskonale zrozumiał moje intencje, ale bardzo często spotykam się z tym zjawiskiem i z tego powodu , jako laik prawny, zadałem pytanie.

    • Krzysiek pisze:

      Rozumiem, że imię „Krzysiek” jest dość popularne, ale tak ostentacyjne podszywanie się pod nick innego forumowicza jest nieprzyzwoite.

  13. Krzysiek pisze:

    Na kanwie dzisiejszego tragicznego wypadku, w którym zginęło 7 młodych ludzi, dzieci jeszcze, wszyscy zastanawiają się, jak mogło dojść do tak tragicznego w skutkach wypadku ?! Jedni winią rodziców za brak zainteresowania się dziećmi, które w tym wieku po środku nocy gdzieś się wałęsają. Inni rodzica, który pozostawił kluczyki do auta do dyspozycji nieletniego syna bez prawa jazdy, ale już widocznie jeżdżącego tym autem przy zezwoleniu rodzica, bo gdzieżby indziej nauczył się prowadzić ? Policja bada krew młodzieńca, czy czasem nie był „wypity”, a biegli będą zwalać winę na niedoświadczenie i brawurę kierowcy. Może znajdzie się jakiś do tej pory nieujawniony „świadek”, który będzie twierdził, że kierowcy przebiegł drogę pies lub kot, a może nawet lis, bo nocy nie widać zbyt dobrze, i ten chcąc uniknąć kolizji wykonał manewr ominięcia zakończony na ..drzewie !
    Kiedy popatrzymy sobie na te zdjęcia z miejsca wypadku, a szczególnie na slajd nr 5:
    http://wiadomosci.onet.pl/kujawsko-pomorskie/klamry-w-tragicznym-wypadku-zginelo-siedmioro-nastolatkow/p5pdj
    to widać wyraźnie kto, a właściwie CO było EGZEKUTOREM tych siedmiu niewinnych ludzi.
    Popatrzcie sobie na to wyrosłe drzewsko rosnące NA SAMYM SKRAJU WĄSKIEJ DROGI ! Toż to nawet czołg miałby z tym sporo zadyszki, a nawet nie mógł by dać rady !!!
    Ja się pytam: po jakie licho, dla jakiej idei, dla jakiej korzyści na samym skraju większości polskich dróg lokalnych i krajowych rosną NIKOMU NIEPOTRZEBNE DRZEWSKA, które są w istocie MORDERCAMI polskich kierowców ???!!!
    I niech mi żadna biurwa nie opowiada o „ochronie przyrody” czy innych bredniach ! Drzewa niech rosną w lesie, w parkach, na nieużytkach, w ogrodach, ALE NIE PRZY DROGACH !!!!!!!!
    W tym debilnym do granic ludzkiego pojęcia państwie urzędasów wszelakich żaden jełop urzędniczy z zarządu dróg nie wpadnie na pomysł LIKWIDACJI NAJWIĘKSZEGO ZAGROŻENIA jakim są rosnące nikomu do niczego niepotrzebne drzewska prawie na samych drogach. I proszę nie tłumaczyć tego akurat wypadku faktycznym brakiem umiejętności i brawurą tegoż kierowcy. Gdyby tego drzewa tam nie było, to nawet przy tym błędzie wypadek polegałby na ewentualnym dachowaniu i być może tylko na obrażeniach by się skończyło. Ale tu ?! Patrzcie – do tego drzewska aż przylepiły się tylne drzwi „renówki” !!! Kilka lat temu był tragiczny wypadek zwykłego autobusu bodajże gdzieś koło Wejherowa. Nagła „guma” przy niedużej prędkości autobusu sprawiła, że kierowca stracił nie ze swej winy kontrolę nad pojazdem wbił się w dokładnie TAKIE SAMO DRZEWSKO, TAK SAMO ROSNĄCE PRAWIE NA DRODZE ! Efekt – bodajże 20-kilka trupów !!!! Ileż takich „drzew-morderców” znajduje się w całej Polsce ? Tysiące, setki tysięcy, a może nawet miliony. Zarządy Dróg walą gazami w stołki, nawet się nie ruszą w teren zobaczyć, co im na drodze rośnie (a szkoda, bo może jaka biurwa własnym tyłkiem by jakie drzewsko poczuła…), a wszyscy, z policją na czele, winią kierowców.
    Składam oficjalną propozycję złożenia przez Zarząd SPnD zawiadomienia do prokuratury o „winie Zarządu Dróg w zaistnieniu tego wypadku, poprzez świadome lub nieświadome narażenie życia i mienia osób podróżujących tą drogą poprzez NIE USUNIĘCIE BEZPOŚREDNIEGO ZAGROŻENIA dla ruchu drogowego w postaci drzewa rosnącego ZBYT BLISKO SKRAJU DROGI”.
    Uważam, że za stan dróg odpowiada państwo czyli odpowiednie urzędy. I w tym konkretnym przypadku BEZPOŚREDNIĄ PRZYCZYNĄ ŚMIERCI było zderzenie z drzewem, które NIGDY nie powinno znajdować się w miejscu, w którym stoi”.
    Dodam tylko, że każdy uczciwy biegły bez najmniejszego trudu wyliczy, że to konkretne drzewo stanowi ŚMIERTELNE NIEBEZPIECZEŃSTWO dla każdego kierowcy, nawet trzeźwego i jadącego przepisowo, kiedy nagła „guma” czy konieczność wykonania np manewru obronnego przed zderzeniem czołowym z jadącym z naprzeciwka autem doprowadzi do kontaktu z tą ZAWALIDROGĄ !
    W tym kompletnie chorym państwie urzędnicze bandy terroryzują Obywateli debilnymi przepisami, jak chociażby ten, że właściciel posesji nie może bez zezwolenia wyciąć nawet przez samego siebie posadzonego drzewa starszego niż 5 lat, bo inaczej zapłaci absurdalną karę ! Bo w tym parszywym państwie TYLKO I WYŁĄCZNIE O KARANIE Obywateli chodzi, kompletnie o nic więcej !
    Proszę Zarząd SPnD o podjęcie działań w celu zawiadomienia o przestępstwie przez polskie zarządy dróg.
    A wszystkim modlącym się teraz za dusze poległych radzę tak : zaśpiewajcie Rotę, weźcie siekiery i piły motorowe w ręce , wyjdźcie na drogi i tnijcie w pioruny te drzewska nie oglądając się na nikogo, ani na leśników, ani na policjantów, ani na strażaków, ani na wojsko – rąbcie i tnijcie do ostatniej sztuki. A jak przybiegnie jaki urzędas ratować te drzewska, to tnijcie i urzędasa ! Wtedy będziecie mieć w razie nawet popełnienia błędu czy bez waszej winy szansę, że uniknięcie śmierci. Te dzieci TEJ SZANSY NIE MIAŁY , bo debile, a właściwie PRZESTĘPCY za biurkami zarządów dróg nie robią nic, aby usunąć PODSTAWOWE zagrożenie na polskich drogach.

  14. Leszek Zakrzewicz pisze:

    Rozumiem intencję Redakcji i uważam, że artykuł jest trafny. Dotyczy on jednak dróg już wybudowanych.

    W wielu gminach „drogi” widnieją, od wielu lat, tylko w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, zatem, przepis Art. 1. Ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych nie ma w tych przypadkach zastosowania, gdyż „drogi” te nie są jeszcze wybudowane.

    Czy Redakcja mogłaby doradzić, w jaki sposób przeprowadzić postępowanie administracyjne, jeżeli organy gminy z różnych przyczyn odmawiają wszczęcia budowy takich „dróg”?

  15. Leśnik pisze:

    Czy sołtys ma prawo ustawiać znaki B-18 (oczywiście z dopiskiem „nie dot. poj. rolniczych”) samowolnie, czy musi mieć na to zgodę zarządcy (drogami gminnymi zarządza starosta)?

    • jan pisze:

      W żadnym wypadku ani sołtys ani nikt inny nie ma prawa ustawiać samowolnie znaków na drodze publicznej. Znaki może ustawiać tylko zarządca drogi po wcześniejszym uzgodnieniu projektu organizacji ruchu.

    • Tom2 pisze:

      Leśnik drogami gminnymi zarządza wójt, burmistrz natomiast starosta zarządza drogami powiatowymi a marszałek województwa wojewódzkimi a GDDKiA krajowymi

  16. TomQuad pisze:

    Jeszcze ogólnie autor komentarzy nie zaznaczył ograniczenia tonażu ogólnie czy też osiowo. Zatem zaznaczyłem, że osiowo!

  17. TomQuaD pisze:

    Czyżby literówka „15t”? Czy nie czasem „1,5T”? gdyż na drogach publicznych dopuszczalny nacisk wynosi max 11,5T. Zatem przy 15T mamy podniesienie tonażu 🙂 co jest niezgodne z ustawą o drogach publicznych. Ja bym na wszelki wypadek, w imieniu jakiegoś dobrego znajomego (by Ciebie nie skojarzyli ze sprawą) wysłał zapytanie o informację publiczną związku z czym jest wprowadzona taka zmiana organizacji ruchu, co jest powodem obniżenia tonażu do 1,5T. Ciekawy jestem co ciekawego by napisali. Wyjaśnienie może się przydać. Przy okazji ksero badań nośności rzeczywistej. Powinni owe mieć, ale nie kojarzę z jakich przepisów to wynika. Coś mi świta m.in. Prawo Budowlane art. 62 pkt. 2.

    • Jancio pisze:

      11,5 T to dopuszczalny nacisk na oś auta, a znak 15T dotyczy całkowitej wagi pojazdu

      • TomQuad pisze:

        Masz i nie masz racji. Wypowiadam się tu dość teoretycznie. Nie wiem jakiego rodzaju jest zakaz tonażu, czy ogólny czy na osie itp! (a ty wiesz jaki?). Jak by nie patrzeć 15T ogólnie to rzadko spotykany znak a mały sprzęt budowlany dojedzie (chyba że buduje się blok), natomiast 1,5T to cholernie mało jak na ogólny chyba że na oś. Ogólnie drogi są projektowane na min 80kN na oś (dot. to głównie dróg powiatowych, a tu mamy gminną). Droga przeszła remont tzn odzyskała projektowany tonaż. Pytanie powstaje … dlaczego go zaniżono po stanie faktycznym – remontowanym … w końcu powinno iść wyżej. Tutaj odpowiedzią mogą być tylko badania nośności rzeczywistej drogi. Takie badania są podstawą obniżenia poprzez znaki tonażu wjazdu na taką drogę. Jeśli nie pozostajemy w punkcie teoretycznym czyli 80kN na oś. Na zmianę tonażu mogą mieć wpływ jak pisałem gdzieś na początku np. przepusty które mogą pękać pod wpływem wysokiego obciążenia. Tu kwestia rozmowy z zarządcą, że sprzęt dojedzie z tej strony, a nie z tamtej i biorę odpowiedzialność za to. Takie sprawy w mojej miejscowości przechodzą bez problemu.

  18. Paweł pisze:

    Najpierw otrzymałem pozwolenie na budowę, zrobili remont drogi, a następnie postwili znak do 15t. Tydzień temu formalnie rozpocząłem budowę. Zgodze się z tym ,ze co to za remont, który uniemożliwia wjazd pojazdom, które wcześniej mogły tą drogą jeździć. Nie ma przepustów ani niczego w tym rodzaju, poprostu na 100m na dziury położyli nowy asfalt-cały remont. Napisałem oficjalne pismo do zarządcy drogi gdzie wyjaśniłem jaki sprzęt będzie jeździł, że mam prawomocne pozwolenie na budowę, że alternatywnej drogi nie ma. Czekam na decyzje na piśmie. Jeśli będzie odmowna skieruję sprawę do SKO.

  19. Paweł pisze:

    Witam,
    mam problem. Do osiedla gdzie już powstało dość sporo domków jednorodzinnych prowadzi droga gmina. Około miesiąca temu droga została częściowo naprawiona i od tego czasu jest zakaz poruszania się po niej pojazdami ciężarowymi. Udałem się więc do powiatowej służby drogowej aby uzyskać odpowiednie zezwolenie na dojazd do budowy mojego domu aut ciężarowych z transportami-na co pani urzednik odpowiedziała mi, że da rade wybudować dom bez ciężarówek i kiedyś sobie radzono bez pompogruszek…. Nie będę nawet tego komentował. Mam tylko pytanie, czy mają prawo odmówić mi dojazdu do placu budowy aut ciężarowych skoro mam pozwolenie na budowę?
    pozdrawiam

    • TomQuaD pisze:

      W pierwszej kolejności nim wystąpiłeś o pozwolenie budowy, należało wystąpić o dojazd, ale pytanie brzmi czy najpierw wyremontowali, a potem uzyskałeś pozwolenie na budowę?. Co było pierwsze gdyż występując o pozwolenie na budowę mogłeś nie wiedzieć, że nastąpi zmiana organizacji ruchu. Wiec zarządca drogi nie powinien robić tu jakiś problemów, a raczej pomóc go rozwiązać. Wiadomo, że wiaderkami nie będziesz nosił betonu :). Najlepiej mieć przygotowany coś w rodzaju planu dojazdu na budowę np. pod znakiem np zakazu „x t” umieścić tabliczkę „NIE DOTYCZY BUDOWY”. Musisz określić jaki sprzęt będzie wjeżdżał. Wówczas po uzyskaniu pozwolenia na wjazd robi się zdjęcia drogi – stan sprzed, jeśli ją sprzęt zniszczy każą Ci ją przywrócić do stanu sprzed.
      Z innej strony nurtuje mnie jedna rzecz. Piszesz, że był to remont, a z Prawa Budowlanego to przywrócenie budowli do stanu pierwotnego. Zatem jeśli jej nośność wcześniej była większa, jaki to remont skoro nośność jej spadła (usunęli warstwy nośne) gorsza. Może była to budowa? lub może powstał gdzieś przepust który może nie wytrzymać dużego nacisku?

      • TomQuaD pisze:

        A no i zapomniałem. Jeśli był pierwszej kolejności remont, a potem dopiero wystąpiłeś o pozwolenie na budowę to TAK, mogą odmówić przejazdu tonażu ponadnormatywnego.

  20. Ania pisze:

    Witam
    prowadzę działalność na terenie gminy X. w której mieszkam wprowadzono znaki zakazu ograniczające tonaż pojazdów na drogach, czy w takim przypadku przejeżdżając drogami gminnymi muszę wystąpić do Wójta o wydanie zezwolenia na przejazd pojazdów nienormatywnych?Przecież opłacam podatek od środków transportowych, a za wydanie zezwolenia jest opłata, taka procedura znacznie utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej. Ponadto mieszkam przy drodze powiatowej gdzie również jest ograniczenie tonażu muszę zwrócić się do Starosty o zezwolenie?

  21. Leon pisze:

    A co w przypadku gdy mamy parking wzdłuż drogi publicznej i wydzielonych parę miejsc dla pojazdów np urzędu, albo dla firmy posiadającej siedzibę na tej ulicy?
    Czy takie ograniczanie dostępności jest legalne?

    • TomQuaD pisze:

      Parkingi z rzadka są w pasie drogowym (są czasami wyjątki), co tym samym nie stanowią drogę publiczną w rozumieniu ustawy o drogach publicznych, tylko czy w Twoim pytaniu bardziej nie chodziło o zatoki postojowe?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *