Bezzasadny regres ubezpieczyciela za oddalenie się z miejsca zdarzenia

 Artur Mezglewski

Sprawcy drobnych stłuczek parkingowych oraz kolizji drogowych nie powinni ponosić dodatkowej odpowiedzialności wykroczeniowej za oddalenie się z miejsca zdarzenia, gdyż Prawo o ruchu drogowym nie nakłada na nich obowiązku pozostania na miejscu zdarzenia, a Kodeks wykroczeń nie penalizuje takiego zachowania. Obowiązek pozostania na miejscu zdarzenia wynika jedynie z przepisów cywilnych, t.j. z ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. W przypadku ucieczki sprawcy z miejsca zdarzenia ubezpieczycielowi przysługuje prawo regresu, czyli zwrotu odszkodowania z tytułu OC.

W praktyce Policja z lubością oskarża uczestników zdarzeń o oddalenie się z miejsca zdarzenia – nawet wówczas gdy sprawca nie zauważył, że wyrządził komuś szkodę. Przyjrzeliśmy się jednej z takich spraw, która miała swój finał w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód i doszliśmy do wniosku, że jedynym logicznym powodem tego rodzaju nadużyć mogą być nietransparentne powiązania policjantów z poszczególnymi ubezpieczycielami..

 

  1. Zdarzenie

W dniu 26 lipca 2017 r.  o godz. 17:13 w Lublinie na ul. Sierpińskiego Pan Jacek wyjeżdżał  na wstecznym biegu z warsztatu samochodowego.  Pod koniec manewru cofania usłyszał odgłos lekkiego uderzenia, ale był przekonany, że zawadził rurą wydechową lub innym elementem podwozia o krawężnik.  W następnym tygodniu, gdy ponownie  przyjechał do warsztatu, zaczepił go zamieszkały naprzeciwko Pan Maciej i poinformował, że tydzień  temu został uszkodzony jego samochód (ledwo zauważalne wgięcie  na błotniku oraz uszkodzony zaczep holownika). Po dokonaniu oględzin uszkodzonego samochodu oraz po obejrzeniu nagrania z monitoringu Pan Jacek  uznał swoją winę i podpisał odpowiednie oświadczenie. Następnie z kopią tego oświadczenia udał się na Komendę Miejską Policji  w Lublinie z misją samodenuncjacji – licząc na pouczenie lub niewysoki mandat.

2. Czynności Policji

Prowadzący sprawę asp. Grzegorz Kochaniec nie zakończył sprawy mandatem karnym. Posadził Pana Jacka na krześle, wypytał go szczegółowo o wszystkie dane osobopoznawcze, poinformował, że zostanie skierowany wniosek o ukaranie do Sądu, a następnie przedstawił mu taki oto zarzut:

„W dniu 26 lipca 2017 r. ok. godz. 17:13 w Lublinie na ul. Sierpińskiego, kierując po drodze publicznej pojazdem marki Opel, w wyniku nieprawidłowo wykonanego manewru cofania uszkodził zaparkowany pojazd marki Honda, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia”.

Następnie Pan Jacek złożył wyjaśnienia, które zostały zaprotokołowane. W wyjaśnieniach podkreślił, że był skupiony na obserwacji drogi (duży ruch) i że nie był świadomy tego, że uszkodził czyjeś mienie.

Na ten moment rodzi się pytania: dlaczego asp. Kochaniec nie zakończył sprawy mandatem i dlaczego w tak drobnej i oczywistej sprawie postanowił angażować Sąd – sam  również tracąc kilka godzin na nikomu niepotrzebne czynności?

Na koniec asp. Kochaniec podstępnie podsunął Panu Jackowi do podpisania wniosek o skazanie bez rozprawy na karę grzywny 300 zł. Pan Jacek nie zauważył, że pomimo złożonych wyjaśnień asp. Grzegorz Kochaniec nie usunął z opisu czynu „oddalenie się z miejsca zdarzenia”.

Wniosek o ukaranie do Sądu podpisał asp. Grzegorz Kochaniec oraz podinsp. Marzanna Mandziuk pełniąca funkcję Naczelnika Wydziału d/s Wykroczeń i Przestępstw w Ruchu Drogowym.

3. Postępowanie nakazowe

Sprawa Pana Jacka trafiła do postępowania nakazowego. W dniu 29 września 2017 r. Sąd wydał wyrok nakazowy i skazał go za czyn opisany przez Policję w zarzucie (a więc także za oddalenie się z miejsca zdarzenia), zasądzając grzywnę w wysokości 300 zł. i podając jako kwalifikację  prawną art. 97 k.w.W sprawie orzekał sędzia Bernard Domaradzki. Sygnatura akt III W 1325/17)

Sędzia Domaradzki jest bardzo dobrym sędzią, ale w tym przypadku nie dostrzegł podstępu zgotowanego przez Komendę Miejską Policji. Pewnie zobaczył, że sprawca się przyznał się do czynu i poddał karze – i dlatego podpisał wyrok. Gdyby przeczytał z uwagą wyjaśnienia obwinionego – dostrzegł by, że do żadnej ucieczki z miejsca zdarzenia obwiniony się nie przyznał i że policyjny wniosek o skazanie bez rozprawy za zgodą sprawcy, to zwyczajny szwindel.

4. Regres ubezpieczyciela

Tymczasem do Pana Jacka zwróciło się Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji AXA z żądaniem  zapłaty regresu za zrealizowaną szkodę (714 zł), a to na tej podstawie, że Pan Jacek zbiegł z miejsca zdarzenia… AXA negatywnie zareagowało na odwołanie Pana Jacka i skierowało do niego przedsądowe wezwanie do zapłaty.

W tym miejscu warto podkreślić, że – zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego ( np. z dnia 18 listopada 1998 r., sygn. akt II CKN 40/98) nie każde oddalenie się z miejsca zdarzenia jest równoznaczne z ucieczką i to ubezpieczyciel powinien udowodnić, że sprawca zbiegł z miejsca wypadku, a nie oddalił się nieświadomie.

Tymczasem AXA nie przedstawiła żadnych dowodów potwierdzających okoliczność, że Pan Jacek świadomie oddalił się z miejsca zdarzenia.  AXA w swoich pismach zwyczajnie zastrasza Pana Jacka, grożąc postępowaniem sądowym oraz egzekucyjnym.

Na tym etapie sprawy Pan Jacek zwrócił się o pomoc do Stowarzyszenia Prawo na Drodze.

5. Sprzeciw od wyroku i postępowanie zwyczajne

Kierując się naszą radą, Pan Jacek złożył sprzeciw od wyroku nakazowego (chociaż wcześniej, nieświadomie, poddał się karze) – tak wiec sprawa trafiła do postępowania zwyczajnego. Rozprawy w postępowaniu zwyczajnym były monitorowane przez członków SPnD, a na ostatni termin ustanowiony został obrońca (mec. Michal Skwarzyński).

Sąd przesłuchał obwinionego oraz pokrzywdzonego, a następnie – z urzędu – wezwał naocznego świadka zdarzenia (którego Policja nie raczyła przesłuchać na okoliczność ucieczki obwinionego z miejsca zdarzenia).

Świadek ten na rozprawie zeznał:

„Zauważyłem, że samochód wyjeżdżający z podjazdu uderzył w samochód stojący po drugiej stronie podjazdu. Zapisałem numery rejestracyjne, bo zobaczyłem, że sprawca odjechał. Ja stałem na podjeździe, byłem około 30 metrów od zdarzenia. Widziałem tylną stronę tego samochodu, który został uszkodzony. Obwiniony wykonywał manewr cofania i z tego co mi się wydaje to środkową częścią swojego zderzaka uderzył w tylną lewą część pojazdu pokrzywdzonego. Nie mogę potwierdzić, że słyszałem oddźwięk kolizji, widziałem poruszające się auto pokrzywdzonego, kołyszący się samochód. Zdarzenie miało miejsce przy prędkości 2-3 km/h. Na samochodzie pokrzywdzonego zostały ślady po tej kolizji, reflektory nie były zbite. Ja nie zauważyłem co się stało z pojazdem obwinionego, to nie było mocne uderzenie. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie czy obwiniony mógł nie zauważyć, że uderzył”.

Po złożeniu zeznań, ale jeszcze w obecności świadka, Sąd (również z urzędu) przeprowadził  dowód z projekcji nagrania z monitoringu, który zarejestrował zdarzenie.

Na filmie widać było wyraźnie, jak samochód kierowany przez Pana Jacka powoli wycofywał w kierunku wjazdu do posesji, aby następnie włączyć się do ruchu, skręcając w prawo w ruchliwą ulicę. Kiedy wycofywał swój pojazd widać było, że samochód pokrzywdzonego lekko się poruszył – nie było jednak słychać żadnego odgłosu.

Po przeprowadzeniu tego dowodu Sąd zamknął przewód i oddał głos stronom. Oskarżyciel publiczny podtrzymał swój zarzut i zażądał grzywny w wysokości 400 zł, a także  zasądzenie na Skarb Państwa stosowanych kosztów. Obrońca wniósł o zmianę opisu czynu poprzez wyeliminowanie słów „a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia”, o zwolnienie obwinionego z kosztów sądowych oraz o ukaranie obwinionego stosowaną grzywną. Adwokat podniósł argument, że obwiniony nie powinien ponosić kosztów postępowania sądowego, gdyż postępowanie to w ogóle nie było potrzebne. Skoro obwiniony przyznał się do winy, sprawa winna była się zakończyć w postępowaniu mandatowym.

6. Wyrok

W wyroku z dnia 13 grudnia 2017 r. Sąd skazał obwinionego za czyn, z którego opisu usunięte zostały słowa „a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia” i ukarał go karą grzywny w wysokości 150 zł. Sąd zwolnił obwinionego z kosztów sądowych – zgodnie z wnioskiem adwokata. Sprawę prowadził sędzia mjr Piotr Chwedończuk.

Warto na koniec wspomnieć, iż sędzia Chwedończuk wpisał do sentencji  wyroku prawidłową kwalifikację prawną czynu, tj. art. 23 ust. l pkt 3 lit. b Ustawy z dnia 20 czerwca 1997r. Prawo o ruchu drogowym w zw. z z art. 97 k.w. Oskarżyciel publiczny nie uważał tego za konieczne. Zależało mu jedynie na tym, aby do opisu czynu przemycić okoliczność „oddalenia się z miejsca zdarzenia”…

Wnioski

 Istnieje uzasadnione podejrzenie, iż jedynym powodem, dla którego lubelska policja w oczywistej, drobnej sprawie wszczęła postępowanie przedsądowe i skierowała wniosek o ukaranie do Sądu były nietransparentne powiązania decydetnych funkcjonariuszy z ubezpieczycielem.

Policji nie zależało ani na szybkim zakończeniu sprawy (nie nałożono mandatu), ani na jej rzetelnym przeprowadzeniu (nie przesłuchano naocznego świadka). Nie skupiono się nawet na tym, aby w prawidłowy sposób skonstruować kwalifikację prawną zarzutu. Liczyło się tylko to, aby w opisie czynu znalazły się słowa o „oddaleniu się z miejsca zdarzenia” – pomimo, iż oddalenie się z miejsca zdarzenia nie jest czynem objętym jakąkolwiek kryminalizacją.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kolizja drogowa, Likwidacja szkody komunikacyjnej, Policja, Ubezpieczenie OC, Zbiegnięcie z miejsca zdarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 odpowiedzi na „Bezzasadny regres ubezpieczyciela za oddalenie się z miejsca zdarzenia

  1. emik pisze:

    Każdy się dziwi, że policjant zaangażował Sąd przez co stracił pieniądze podatników i czas pracowników Sądu. A jak miał postąpić innaczej? Artykuł 97 KPW zabrania mu nałożenia mandatu m. in. w takich okolicznościach jak w tym artykule (policjant nie ujawnił tego wykroczenia ani nie był jego świadkiem). Analogincznie odnosi się to do zastosowania pouczenia. Nie można kogoś pouczyć jeżeli nie stwierdzi się jego winy, nawet jeżeli ta osoba wręcz bije się w pierś i przyznaje bo za chwilę powie, że się rozmyślił i jednak się nie przyznaje. A jeżeli nie można pouczyć i nałożyć mandatu to zostaje Sąd.

    • redakcja pisze:

      Biedny policjant. I złożył wniosek o nałożenie 400 zł grzywny… Bo nie wiedział co robić. Biedaczyna…

      • emik pisze:

        Biedny nie biedny ale zrobił tylko tak jak mógł. Skoro mądry Pan przyszedł powiedzieć sam na siebie co zrobił to trzeba postąpić zgodnie z prawem. A to że 400 zł, owszem mógł wpisać każdą inną kwotę ale z jakiegoś powodu wybrał 400 zl.

        • Krzysiek pisze:

          Świetną „teologię represji” Pan tutaj prezentuje. Faktycznie obwiniony nie tylko „uciekł z miejsca kolizji” ale również poszedł sam siebie „zakapować” i wystawił na odstrzał. Z banalnie prostej sprawy funkcjonariusz publiczny „demokratycznego państwa prawa” zrobił swoisty cyrk, a raczej wykorzystał w niecny sposób. Ja myślę, że „obwiniony” nie będzie już ślepym „patriotą”.

        • Andrzej pisze:

          Policjant nie potrafił nawet poprawnie sformułować zarzutu, ale poczuł się w obowiązku na wszelki wypadek dodać „oddalenie z miejsca zdarzenia,” choć nie ma takiego wykroczenia, żeby ubezpieczyciel nie poczuł się pokrzywdzony.

  2. Mirek pisze:

    A ja nie życzę żadnych dobrych świąt milicjantom od kiedy stali się poborcami podatkowymi !!! Obecnie milicjant jest maszynką do zarabiania pieniędzy.

  3. egon pisze:

    Tak , policja jak to policja patrzy jak zarobić a się nie narobić . Co tu się dziwić przecież to AXA .To norma u nich a dziwne że tylko do tego się posunęli . Tak jak kiedyś TUW też odmówili wypłaty odszkodowania bo sprawca co prawda mandat przyjął ale stwierdził że zrobił to nie z poczucia winy a dla spokoju aby nie chodzić po sądach .

  4. egon pisze:

    Kierowca który na dżwięk stuknięcia przy cofaniu wychodzi i biega wokół auta to nie kierowca a zwykła p…a .Tak robią panienki po 50 i pomimo ostrożności kwestia dwóch tygodni jest następne takie zdarzenie . Winien tego zdarzenia równie dobrze mógł odjechać (nie chwali się ) i rżnąć głupa albo argumentować to że każdy ma prawo realizować swoje prawo do obrony w dowolny sposób nawet poprzez oddalenie się . Tak jednak nie było . Inna sprawa że dochodzi do absurdów gdzie auta dotkną się i już jest oglądanie pod światło zarysowań . Kiedyś pamiętam chyba w Częstochowie jechaliśmy jakimś objazdem z racji remontu ulicy i raz że zima dwa że droga przez jakieś garaże trzy że oblodzenie ,4 pod górkę . Kierowca kombinuje jak ruszyć ale zjeza po trochu w dół w końcu cyk , wysiadamy a gość z tyłu w audi woła aby jechać i nie patrzeć na szkody bo zderzak i tak ma połamany . Fakt jakimś drutem naprawiany . Jak widać są tacy co z igły widły potrafią zrobić .

    • Kryzys męskości pisze:

      Uczciwość nakazuje naprawić wyrządzoną szkodę… a nie „realizować prawo do obrony” przecież uszkodzone auto mogło być sułżbowe i pracownik musiałby oddać te kilkaset złotych z pensji…mężczyzna ma się przyznać! Obszczumurek ucieknie…

      Po to jest oc! Inna sprawa, że w Polsce nie jest normalnie, bo rola policji powinna sprowadzać się do protokołu przyznania, pouczenia i przekazania danych sprawcy szkody i danych jego ubezpieczyciela do pokrzywdzonego! Tyle.

      Liczy się jednak statystyka.

      Pozatym proszę pamiętać, że w ruchu są samochody w leasingu, a bank w umówie żąda policji, bo inaczej szkodą może obciążyć leasingobiorcę, ja mam tak w firmie… wiem też, że ubezpieczyciele potrafią zapisać obowiązek wezwania policji w umowach . Wynika to z chęci przeżucenia badania sprawstwa na policję…

      Facet zachował się jak trzeba, tu jest konkretny pokrzywdzony, proszę nie mylić tej sytuacji z walką z policyjnym łupiestwem tj. Przekroczeniami prędkości! Jakby wam ktoś przywalił i uciekł a mielibyście nagranie to czy Kalemu ukradli krowę i pójdzie na policję.

  5. Krzysiek pisze:

    Ta sprawa to kolejny dowód z pierdyliona jej podobnych, że bycie normalnym i uczciwym człowiekiem w tym kompletnie niepoczytalnym państwie jest całkowicie nieopłacalne. Ba, oznacza nawet pewne upośledzenie społeczne 🙁
    Co zrobić z tym „demokratycznym państwem prawa” to już wielokrotnie pisałem, więc nie będę się powtarzał.
    A Pan Jacek zapewne „kocha swoje państwo” jeszcze bardziej.

  6. wwm pisze:

    Moim zdaniem SPnD niepotrzebnie pomagało „Panu Jackowi”. „Pan Jacek” „udał się na Komendę Miejską Policji w Lublinie z misją samodenuncjacji” (innymi słowy: sam zapragnął bliskiego kontaktu z milicją), na dodatek „w (…) drobnej i oczywistej sprawie” – więc sam sobie jest winien. „Pan Jacek” – jak rozumiem – jest osobą pełnoletnią i powinien umieć przewidywać skutki własnych czynów.
    „Pan Jacek” „udał się na Komendę Miejską Policji w Lublinie (…) licząc na pouczenie”. Skoro „Pan Jacek” sam siebie uważa za małego Jacusia, który potrzebuje „pouczeń” ze strony dobrego pana milicjanta, to nie należało się w ten układ (mały Jacuś – dobry pan milicjant) wtrącać.

    • 31wB pisze:

      Tak sobie myślę że dużo w tym racji co piszesz. Myślą Prezesa chyba było pokazanie istnienia układu. 31

      • Paweł D pisze:

        Facet chciał się zachować fair! Uszkodził pojazd zgłosił się, aby pokrzywdzony mógł bez problemu uzyskać odszkodowanie i zamiast docenić i sprawę umorzyć pouczeniem to wniosek do sądu… SKANDAL! Ubezpieczyciel też szkoda gadać!Dobrze, że Sąd rozsądny poprawił i zniósł koszty

        • wwm pisze:

          Do tego, żeby poszkodowany „mógł bez problemu uzyskać odszkodowanie” wystarczy oświadczenie sprawcy kolizji. Milicja nie jest do niczego potrzebna.

          • Jacek pisze:

            Do tego, żeby sprawca złożył oświadczenie potrzebna jest jego świadomość i obecność. Oświadczenie zostało sporządzone natychmiast, kiedy te dwa warunki zostały spełnione, ale już po zgłoszeniu zdarzenia na policję.

            Dotarło?

          • redakcja pisze:

            Nie jesteście po przeciwnych stronach barykady.

    • Jacek pisze:

      Sprawa została zgłoszona na policję przez właściciela uszkodzonego pojazdu, więc postępowanie było w toku. W tych okolicznościach unikanie bycia zidentyfikowanym jako sprawca byłoby bezskuteczne i dawałoby pełne przesłanki do zakwalifikowania czynu z art. 43 ust. 4. ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, poparte zresztą orzecznictwem.

      Ze względów moralno-społecznych przyznanie się do sprawstwa było co najmniej właściwe, a ze względu na okoliczności wręcz znosi możliwość powoływania się przez ubezpieczyciela na wskazany przepis.

      Natomiast ubezpieczyciel w piśmie twierdził, że „wykazał” iż „mimo pełnej świadomości” sprawca zaniedbał swoich obowiązków.

      Mniej zatem szyderstw, @wwm, a więcej rozsądku używaj w osądach i wypowiedziach.

      Miłego dnia.

      • wwm pisze:

        @Jacek

        „Mniej zatem szyderstw, @wwm, a więcej rozsądku używaj w osądach i wypowiedziach”.

        Czytamy jeszcze raz:

        „W następnym tygodniu, gdy ponownie przyjechał do warsztatu, zaczepił go zamieszkały naprzeciwko Pan Maciej i poinformował, że tydzień temu został uszkodzony jego samochód (ledwo zauważalne wgięcie na błotniku oraz uszkodzony zaczep holownika). Po dokonaniu oględzin uszkodzonego samochodu oraz po obejrzeniu nagrania z monitoringu Pan Jacek uznał swoją winę i podpisał odpowiednie oświadczenie. Następnie z kopią tego oświadczenia udał się na Komendę Miejską Policji w Lublinie z misją samodenuncjacji – licząc na pouczenie lub niewysoki mandat”.

        Z powyższego nie wynika, że ów „Pan Maciej” pobiegł truchtem na milicję. Jeśli w rzeczy samej to uczynił, to ewentualne reklamacje na okoliczność moich „szyderstw” proszę zgłaszać do autora tekstu, nie do mnie (przy okazji: do czego miało służyć „oświadczenie” – na dodatek „odpowiednie” – skoro już zaangażowano milicję; oświadczenie piszemy po to, żeby uniknąć niepotrzebnego i kosztownego kontaktu z milicją).

        Co się tyczy dobrej rady, której mi Pan udziela („więcej rozsądku”). Mogę się Panu zrewanżować: więcej ostrożności w kontaktach z milicją (nie podpisujemy w ciemno kwitów podsuwanych przez dobrego pana milicjanta).

        • redakcja pisze:

          Opisując zdarzenie przyjąłem relację obwinionego. Nie chciałem nic zmieniać. W każdym razie charakterystyczne jest to, że obwiniony, gdy tylko dowiedział się o szkodzie, NATYCHMIAST udał się na Policję.
          A mógł np. siedzieć cicho i udawać, że nie pamięta komu pożyczył tego dnia samochód… Mógł?…

          • wwm pisze:

            Nie jesteśmy po przeciwnych stronach barykady.

            Na pytanie co „mógł” zrobić „obwiniony” odpowiem tak: nie musiał niczego „udawać” (ani tym bardziej „udawać się”). Jeśli podczas „manewru cofania usłyszał odgłos lekkiego uderzenia” to powinien był wysiąść z samochodu i sprawdzić co się stało – także wtedy, gdy „był (…) przekonany, że zawadził rurą wydechową lub innym elementem podwozia o krawężnik”. Jest to oczywisty i naturalny odruch każdego kierowcy. Najwyraźniej „obwiniony” jest kierowcą nietypowym. Na dodatek nieroztropnym (nie podpisujemy bez czytania kwitów podsuniętych przez milicjanta).

        • Jacek pisze:

          Oświadczenie miało służyć przyspieszeniu postępowania odszkodowawczego, które przy jego braku nie rozpoczęłoby się aż do zakończenia postępowania o wykroczenie.

          Jasne, panie „emocjonalny cudzysłów”?

          W sprawie oczywistości postępowania w przypadku lekkiego uderzenia, obwiniony miał wcześniej sytuację, kiedy usłyszał identyczny odgłos z identycznego kierunku, zatrzymał się, sprawdził i okazało się — co?

          Że uderzył rurą wydechową w wysoki krawężnik. Stąd — niewątpliwie błędne — założenie, jak w artykule. Oczywiście dla osób we własnym mniemaniu nieomylnych takie postępowanie jest niezrozumiałe, ale „niech pierwszy rzuci kamieniem”…

          O ile wiem, w Polsce wciąż mamy organizację zwaną policją, więc używanie nazwy „milicja” nie świadczy rzeczowości, w której piórka stroi się @wwm.

          Nie będę wnikał, z czego wynika potrzeba przelewania na forum publiczne infantylnych fochów, ale serdecznie życzę @wwm z okazji nadchodzących świąt więcej spokoju i życzliwości zarówno od, jak i do otoczenia.

          Pozdrawiam.

          • wwm pisze:

            Drogi Panie

            Przez swoją niefrasobliwość nadobił Pan sobie i bliźnim kłopotu (nie chodzi mi przy tym o milicję, która na siłę szuka sobie zajęcia – wykonuje narzuconą z góry normę), naraził Pan polskiego podatnika na koszty („sąd zwolnił obwinionego z kosztów sądowych” co oznacza, że koszty poniósł polski podatnik, czyli my wszyscy) – i z tym wszystkim uważa Pan, że ja stroję „fochy”? Jeśli Pan uderza o coś (choćby lekko) samochodem to Pan – drogi Panie – nie „zakłada”, tylko sprawdza – a jeśli Pan nie sprawdza (a na dodatek podpisuje bez czytania kwity podsunięte przez jakiegoś krawężnika) to niech Pan bierze na klatę skutki swojej głupoty i nie zawraca bliźnim głowy.
            Co się tyczy „życzliwości”, to nie mam z tym problemu. Życzliwie Panu radzę, że gdy następnym razem w coś Pan stuknie, to niech Pan nie „zakłada”, tylko sprawdza – i niech Pan unika milicji (może się zdarzyć, że znowu Pan coś nieopatrznie podpisze, narobi sobie kłopotu – i nie znajdzie się nikt, kto zechce Pana z tego kłopotu wyciągać).

          • Jacek pisze:

            Nieomylny Panie.

            Gdyby sąd był zdania, ze kłopoty i koszty wynikały z mojej niefrasobliwości, to obciążyłby mnie kosztami. Najwidoczniej uznał, podobnie jak ja, że przedłużanie postępowania jest wynikiem działań policji.

            Nie przeczyłem nigdzie, że błędem było założenie, że nie zaistniałą szkoda na cudzym mieniu i jest to dla mnie nauczką (na szczęście umiem z błędów wyciągać wnioski).

            Głupi nie jestem (zauważyłem, że życzliwy pan raczył był mnie poczęstować obelgą) i na każdym etapie i w każdym piśmie podkreślałem, że nie byłem świadomy wstąpienia szkody, znając różnicę między zbiegnięciem a oddaleniem się przed podpisaniem PO PRZECZYTANIU treść ugody.

            Ubezpieczyciel jednak nadinterpretował sytuację (na swoją materialną korzyść), dlatego konieczne było ustalenie stanu faktycznego w postępowaniu sądowym, by usunąć wątpliwości.

            Nieomylny Pan najwidoczniej zna jakąś egzotyczną definicję pojęcia „życzliwość”, skoro prezentując postawę, jak wyżej, łaskaw jest sobie tą cechą schlebiać.

            Pozdrawiam.

  7. egon pisze:

    HMMM axa , niedawno widziałem przesłany druk do opłaty ubezpieczenia i stwierdzam że tą firmę trzeba natychmiast albo jeszcze szybciej zwyczajnie zlikwidować .To banda oszustów i manipulatorów . Osoba ma 11 lat ubezpieczenie ,żadnych szkód nie było i dotychczas zniżka wynosiła 60 proc ale axa twierdzi że 20 proc . Jak ich przycisnąć wychodzi że wszystko jest ok i przeliczą ponownie i tak oc z 20 proc zniżką to 560 zł a z zniżką 60 proc 540 zł . K…. PRZECIEŻ TO STRZELAĆ BEZ OSTRZEŻENIA . Jest pewne że będą udawać że wypowiedzenia nie dostali . To dobrze bo wyślą kiedyś windykatora i wówczas sobie ulżę , pięścią w drzwiach bez słowa .

Odpowiedz na „KrzysiekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *