Apel o wsparcie w przygotowaniu apelacji

Poniżej publikujemy apel jednego z mieszkańców Elbląga, oskarżonego o spowodowanie wypadku drogowego.

Redakcja nie wnosiła żadnych poprawek do treści tego apelu.

Polski wymiar sprawiedliwości toczy poważna choroba, wręcz zapaść. Coraz częściej dochodzi do łamania zasad praworządności i demokracji.
Nie obowiązują:
art.11 ust 1 Powszechna Deklaracja Praw Człowieka,
art.14 ust 2 Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych
art. 6 ust 2 Europejska Konwencja Praw Człowieka

W polskich sądach nie ma co liczyć na :
-stosowanie zasady domniemania niewinności,
-prawa do rzetelnego bezstronnego procesu,
-prawa do obrony,
-prawa do swobodnego wypowiadania się,
– prawo „oskarżony nie ma obowiązku dowodzenia swojej niewinności” to fikcja.

W moim przypadku nawet udowodnienie mojej niewinności nie przyniosło spodziewanego rezultatu – uniewinnienia.

Podczas procesu wielokrotnie protestowałem, również w pismach składanych do akt sadowych,
że łamane są moje prawa – te wyżej wymienione międzynarodowe, a ponadto krajowe Art 42 ust 3, Konstytucji RP i najistotniejsze prawa zawarte w kpk – Art 2, Art 4, Art 5 §1, Art5< § 2, Art 6,
Art 74, Art 148, Art 168, Art 171, Art 196 § 2.

W Polsce obowiązują generalnie 3 zasady ( Stowarzyszenie Prawo Na Drodze).
– zasada domniemania winy oskarżonego,
– zasada stronniczości,
– zasada „anty Trojana” czyli lepiej skazać 100 niewinnych, niż uniewinnić jednego oskarżonego.

Piszą dziennikarze – np. Gazeta Wyborcza „Biegły mało biegły” .
Niepokoją się politycy- Paweł Kowal – „W kwestii sądów nie możemy pomóc Ukrainie. W Polsce brak elementarnego poczucia sprawiedliwości, ludziom należy zagwarantować, że nawet jak ich źle potraktuje prokuratura, czy służby specjalne, to w końcu znajdą gdzieś sprawiedliwość.”

Los chciał, że dane jest mi doświadczać tego wszystkiego na własnej skórze.

Zostałem bezpodstawnie oskarżony o spowodowanie wypadku drogowego i surowo, bardzo surowo potraktowany i skazany. Po tym, co już doświadczyłem, po tym co piszą inni, wątpię, czy bez Waszego moralnego wsparcia się obronię.
Nie mam obrońcy, zgłosiłem ten fakt Sądowi na początku pierwszej rozprawy.
Nie było reakcji.
Po zapoznaniu się z aktem oskarżenia sceptycznie na wygraną patrzą adwokaci, unikają podjęcia się obrony. Naciskani proponują stawki nie do przyjęcia, niczego nie gwarantując.
A sąd mógł w tym wypadku zareagować. W tamtym momencie nie wiedziałem, że Trybunał Konstytucyjny zakwestionował konstytucyjność art 117 § 1 kpc, w wyniku czego znowelizowane zostały zasady udzielania pomocy prawnej z urzędu. Nie wiedziałem, nie wystąpiłem.

A oto mój przypadek:
W dniu 28.04.2014 wykonałem manewr zawracania na spokojnej, pustej i cichej ul. Wiejskiej
w Elblągu. Była idealna słoneczna pogoda, prawie południe.
W celu zawrócenia stanąłem w zatoczce parkingowej, wzrokiem obejmowałem całą ulice, nic nie zasłaniało widoku, nie była żadnego ruchu. Ten fakt potwierdzają w zeznaniach świadkowie. Nigdzie i po nic się nie spieszyłem.
Przepuściłem jedyny nadjeżdżający samochód późniejszych świadków. Po jego przejechaniu wykonałem, wykonywane od ponad 40 lat, takie same w takim przypadku czynności – spojrzenia w prawo, spojrzenie w lewo ( w kierunku nawrotu), włączenie kierunkowskazów, wyciśnięcie pedału sprzęgła, włączenie biegu i rozpoczęcie nawrotu.
Nawrót wykonałem z zatoczki na podjazd do budynku znajdującego się po przeciwnej stronie ulicy.
Uderzenie motocyklisty nastąpiło w momencie wyjeżdżania z podjazdu do budynku na ul. Wiejską, rozpoczęcie jazdy do przodu i prostowania samochodu, a więc z kierunku przeciwnego do kierunku jazdy pędzącego i oślepionego słońcem motocyklisty. W tym czasie motocyklista miał prawie całą ulicę Wiejską do swojej dyspozycji. Uderzeniu towarzyszył ogromny huk. Siła uderzenia uniosła samochód i ponownie wbiła go w głąb podjazdu.
Sytuację w miejscu zdarzenia dokumentuje szkic nr 1, oraz zdjęcia pokazujące powypadkową pozycję samochodu, motocykla i rannego motocyklisty, oraz miejsce i sposób uderzenia
w samochód.
Podane miejsce uderzenia motocykla w samochód w tym, a nie w innym miejscu jest niepodważalne. Nie znajdzie się żadne inne miejsce, do którego będą pasowały ślady na jezdni ujawnione w protokole z oględzin miejsca wypadku. Jest to jedyne miejsce, które potwierdzają prawa fizyki, w tym zasady Izaaka Newtona, będące od 1687 roku podstawą mechaniki klasycznej , podstawą podboju kosmosu i dzisiejszego rozwoju cywilizacji.
Udowadniałem przez cały proces, że policja i prokuratura nie maja podstaw, by mnie oskarżać,
a sąd, by wydać wyrok skazujący.

Nie przebiłem się.

Policję, prokuraturę i sąd obowiązują inne zasady i standardy.
Proces toczył się już zasygnalizowanym torem.
Jeszcze w dniu wypadku policjant sier. szt. W. Czech w pierwszym zdaniu notatki urzędowej
z przeprowadzonych czynności na miejscu wypadku napisał ” Kierujący samochodem osobowym wykonał nieprawidłowy manewr włączania się do ruchu, w wyniku czego lewym bokiem zderzył się z prawidłowo jadącym motocyklem.”
Ta notatka otwiera sądową teczkę sprawy i ta notatka rozpoczyna się właśnie od tego zdania. Jak pokazał cały proces już tylko to było czytane i znane.

I już w tym momencie zostałem oskarżony, osądzony i skazany.

O istnieniu tej notatki nie miałem „zielonego” pojęcia. Mając ograniczaną możliwość wypowiedzi
wnioskowałem, by przygotowane wystąpienia dołączać do akt sprawy.
Po drugiej rozprawie w dniu 12.11.2014 postanowiłem zajrzeć do akt sądowych, by się przekonać, co się z moimi wnioskami dzieje. Znalazłem jeszcze drugi ważny dokument. Pięknie opakowaną , nieotwieraną paczkę ostemplowaną pieczątkami biegłego z napisem Symulacja biomechaniczna.
Nie miałem pojęcia, że są różne akta sądowe – inne dla sądu, inne dla oskarżonego.
Zdanie z notatki posłużyło nadkom. KMP S.Siedlińskiemu do przygotowania ” postanowienia
o wszczęciu dochodzenia”, dokument w aktach sądowych.
Tego samego zdania użyła prokurator B.Iskrzyńska w Postanowieniu o zasięgnięciu opinii -powołaniu biegłego.
Narzucony przez Prokurator sposób myślenia przytacza biegły (ekspert) już na wstępie swojej ekspertyzy.
Pierwsze i w zasadzie jedyne spotkanie z panią prokurator w dniu 04.08.2014.
Odczytanie postanowienia o przedstawieniu zarzutów, podpisanie pouczenia o przysługujących mi prawach, przygotowanie wniosków – o wgląd w akta sprawy, zgoda na wykonanie kopii.
Ksero części dokumentacji odbierałem w prokuraturze 08.08.2014, pozostałe odbitki akt odebrałem po ich przekazaniu na policję, w Komendzie Policji w dniu 15.08.2014.
Zamiast spodziewanego przesłuchania otrzymałem od komisarza S.Siedlińskiego propozycję uzyskania łagodniejszego wyroku, jeżeli tylko wpłacę stosowne zabezpieczenie majątkowe.
Zaniemówiłem! Obiecałem, wziąłem stosowny blankiet i nr konta, odbitki, wyszedłem z policji.

Byłem w szoku. Jeszcze śledztwo na początku, a po raz drugi osądzony i skazany.
Natychmiast odmówiłem. Uzasadnienie odmowy przygotowałem na piśmie.
Kończy się ono słowami – „póki co wyjaśnień ode mnie nikt nie chce i nie oczekuje, niech sprawę rozstrzygnie sąd.”
Nikt więcej z prokuratury ze mną nie rozmawiał. Dwukrotnie próbowałem. Odwołanie złożyłem
w sekretariacie.

Na kolejne rozprawy przychodzili inni prokuratorzy. Na pierwszą rozprawę prokurator
Jan Mieczkowski, na drugą Agata Złotowska, na trzecią Beata Iskrzyńska.
W sumie sprawą zajmowało się 5 prokuratorów.
Nie mogli znać przebiegu rozpraw, o składanych przeze mnie do akt sprawy dokumentach nigdzie nie była żadnej wzmianki.
Do wniosków nie odnosił się sędzia.
Protokoły z przebiegu rozpraw zapisane w archaiczny sposób są niezrozumiałe.
Nic nie przeszkodziło jednak prokurator B.Iskrzyńskiej podtrzymać oskarżenie, żądać surowej kary, stwierdzić, że „zeznania świadków i biegłego w pełni potwierdzają oskarżenie, a wyjaśnienia wyżej wymienionego w jakim zakresie nie przyznaje się on do jego popełnienia należy uznać za niewiarygodne i stanowiące jedynie przyjętą przez niego linie obrony.”

Na ostatniej rozprawie w dniu 28.11.2014 z udziałem prokurator Iskrzyńskiej po raz kolejny podważyłem wiarygodność opinii biegłego. Przypomniałem, że biegły nie wskazał miejsca zderzenia. Podał błędnie odległość motocykla od miejsca zderzenia. Przypomniałem, że jego wyjaśnienia i próby ratowania opinii to kompletna kompromitacja i desperacja.
Jego interpretacja miejsca i przebiegu zdarzenia szokuje. ” Po uderzeniu motocykl został na miejscu, a samochód został odrzucony”. „Pojazdy przemieszczają się na pozycje określone przez policjantów na szkicu”, ” Dokładnego miejsca zdarzenia nie ma, oskarżony był na miejscu, policjanci nie potrafili określić gdzie był kontakt pojazdów”. ” szkła były blokowane przez pojazd”.
Przypomniałem: Trzy zasady Newtona opisują ruch i wzajemne oddziaływanie ciał.
I zasada – zasada bezwładności – na każde ciało będące w ruchu działa siła bezwładności. Wartość tej siły jest wprost proporcjonalna do masy i przyspieszenia ciała, jej kierunek jest zgodny,
a zwrot przeciwny sile usiłującej zmienić warunki ruchu ciała.
II zasada – jeżeli siły działające na ciało nie równoważą się, to ciało porusza się z przyspieszeniem wprost proporcjonalnym do siły wypadkowej, a odwrotnie proporcjonalnym do masy ciała. Współczynnik proporcjonalności jest równy odwrotności masy ciała.
III zasada- Jeżeli ciało A działa na ciało B z siłą Fab to ciało B działa na ciało A z siłą Fba o takiej samej wartości i kierunku, ale przeciwnym zwrocie.
Z tego wynika, że dla samochodu i motocykla otrzymamy ms· x as = mm x am , mm= 212kg
ms = 1100kg. współczynnik proporcjonalności wynosi 5,188
Przyspieszenie motocykla jest 5,188 raza większe od powypadkowego przyspieszenia samochodu.
To znaczy, że motocykl nie zostanie na miejscu, jak chce biegły. To motocykl „odfrunie”, a nie samochód, jak chce biegły!
Ten fakt tłumaczy słynne stwierdzenie instruktora do uczestników kursu dla kierowców tirów „chcesz mieć wolny przejazd wal w osobówkę”.

Gdyby było inaczej, to na wiosnę każdego roku chrabąszcze zdemolowałyby wszystkie jeżdżące tiry i inne pojazdy, czyli rozwaliłyby w Polsce całą cywilizację.

Przed sądem należy zapomnieć o równym traktowaniu stron.
Na rozprawach mówiłem o braku prawidłowych oględzin pojazdów. Nikt nie zwrócił uwagi na wewnętrzne uszkodzenia samochodu. Siła uderzenia musiała być duża, bo zniszczeniu uległo wszystko do kolumny kierowniczej, a nawet radio po przeciwnej stronie kolumny.
Biegły napisał : „w samochodzie wystrzeliły obie poduszki kierowcy i pasażera”.
Samochód posiada tylko poduszkę kierowcy – nie wystrzeliła.
Tłumaczenie biegłego, że musiał pomylić podkłady innego wykonywanego w tym czasie opracowania zostało przez sąd przyjęte bez zastrzeżeń.
Biegły uparcie twierdzi, że odległość motocykla od samochodu w momencie jego wyjazdu na jezdnie wynosi 24,62 m, a prędkość jazdy motocykla 49km/h.
Już wiemy, że to niemożliwe, ale sprawdźmy to.
Gdyby tak było, jak chce biegły,
to 49 km/h = 13,6 m/sek więc czas przejazdu 24,62 m wynosi 24,62 / 13,6 = 1,8 sek.
W tak krótkim czasie przepuszczenie samochodu świadka Skarżyńskiej ,
spojrzenie w prawo, spojrzenie w lewo, wciśnięcie sprzęgła, włączenie biegu , wyjechanie na jezdnię, zajmie min. 4 sekundy wg standardów przyjętych w sądownictwie.
W takiej sytuacji motocykl zdąży przejechać zanim ruszy samochód .
W żadnym wypadku prokuratura nie miała podstaw, aby na podstawie opinii biegłego oskarżać, a sąd karać.
Prokuratura i sąd uznały zeznania świadków za wiarygodne, ale to nie jest podstawa do oskarżania.
To dobra wiadomość dla oskarżonego.
W dokumencie Ocenie zasadności aktu oskarżenia na podstawie zeznań świadków. Obliczenia i wnioski z 24.10.2014 (w aktach sądowych) udowodniłem, że jestem niewinny.
Pokazałem, że przy szybkości jazdy motocyklisty 49 km/h = 13,61 m/sek w czasie, w którym świadek Skarżyńska od znaku STOP dojedzie do miejsca zdarzenia motocyklista przejedzie drogę ponad 190 m, a więc minie strefę wypadku o ponad 37 m. Samochód nie wykona jeszcze żadnego ruchu.
W każdym innym przypadku, gdy motocyklista będzie o X metrów bliżej miejsca wypadku, tym
o X metrów dalej znajdzie się od miejsca wypadku, zanim do miejsca zdarzenia dojedzie świadek Skarżyńska.
Zeznania świadków świadczą o niewinności, a nie winie oskarżonego. I w tym wypadku prokuratura nie miała podstaw, by oskarżać, a sąd skazać.
Czekam na Wasze komentarze i wsparcie! Spróbujmy wspólnie odpowiedzieć na cisnące się na usta pytania: Czy nie najwyższy czas na zmiany? Na stosowną kurację? Jak przy tak licznej bierności społeczeństwa można tego dokonać? Jak znaleźć w społeczeństwie ludzi i siły, które wymuszą pożądane zmiany? Jak spowodować, by już dziś nie rosła liczba sterroryzowanych, skrzywdzony,
przegranych?
Gdzie i jak szukać wsparcia, pomocy obrony przed niesłusznym posądzeniem, osądzeniem, karaniem? Skąd się bierze bezskuteczność istniejących instytucji pomocy i kontroli?
Dlaczego My społeczeństwo jesteśmy tak obojętni, nieczuli na los innych, nie reagujemy?
Jeżeli nie my to kto, jeżeli nie teraz to kiedy? Co dają dzisiejsze utyskiwania np. Gazety Prawnej, Rzeczypospolitej?
Co na to Senatorowie i Posłowie ? Czy i tutaj nie czas na zmiany przy najbliższych wyborach?
Bez Waszego wsparcia od nowego roku czeka mnie smutny los. Tracę podstawy egzystencji za to, że się postawiłem, za to że nie mam zamiaru się poddać, ale niestety od wiosny będę musiał przejść na ostrą dietę: rabarbar, szczaw i lebioda, a potem czekam na jesień, na ulęgałki.
Władzy w Polsce ubędzie jeszcze jeden hardy, niewygodny krytyk i darmozjad.

Wesołych Świąt . Czy dla mnie Nowy Rok też będzie szczęśliwy?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bezstronność sądu, Kolizja drogowa, Opinie biegłych, Postępowanie dowodowe, Prokuratura. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

60 odpowiedzi na „Apel o wsparcie w przygotowaniu apelacji

  1. Mieczysław pisze:

    Metody działania polskiego wymiaru sprawiedliwości na podstawie Sądu w Elblągu – cz II.
    Odpowiedź uczestnikom forum Stowarzyszenia Prawo na Drodze domagających się dalszych szczegółów.
    Wszystko co piszecie jest dla mnie bezcenne. Pomoże opracować najlepszy tekst, sprawdzić jak jestem rozumiany, co winno trafić do sądu odwoławczego, co warto podkreślić, a czego nie warto napisać. Piszę to też dlatego, by inni nie musieli zdobywać takich doświadczeń na własnej skórze. Przedstawiony poniżej tekst będzie podstawą przygotowywanego tekstu Apelacji. Przywołane w tekście zdjęcia, szkice i inne dowody prześlę indywidualnie na życzenie czytelników.

    Odwołanie od wyroku Sądu z dnia 5 grudnia2014 wraz z uzasadnieniem.
    Zaskarżam wydany w dniu 5 grudnia 2014 roku
    wyrok w sprawie IIK 598/14 w całości. Proszę o uniewinnienia.
    Stanowczo podkreślam: Nie naruszyłem przepisów art 17 ust.1 i ust2 prawa o ruchu drogowym. Nie jest prawdą, że złamałem przepisy włączania się do ruchu, że nie zachowałem szczególnej ostrożności, oraz nie ustąpiłem pierwszeństwa przejazdu motocykliście.
    Prokuratura nie przedstawiła żadnego dowodu, by swoje oskarżenie udokumentować. Sąd w toku procesu nie ustalił, a w uzasadnieniu nie podał żadnego dowodu uzasadniającego wydanie wyroku skazującego. Jestem niewinny, nie ja spowodowałem wypadek, jestem ofiarą nie sprawcą.

    W uzasadnieniu udowodnię, że:
    – Opinia biegłego Tyszewicza nie odpowiada stanowi faktycznemu.
    – Motocyklisty przekroczył dozwoloną prędkość o ok. 50%.
    – Stan techniczny motocykla (brak ABS), technika jazdy i nadmierna prędkość miały zasadniczy wpływ na zaistnienie wypadku.
    – Nie było wysokiego prawdopodobieństwa braku sygnalizacji zamiaru wykonania manewru.
    – To, że biegły Tyszewicz szczegółowo omówił fazy wypadku i uwzględnił prawa fizyki zasługujące na walor wiarygodności to nieprawda.
    – Zarzut, że oskarżony kwestionuje obrażenia motocyklisty, to pomówienie.
    – Zarzut, że oskarżony nie odnosi się do zeznań świadków, temu przeczy dokumentacja sprawy, jest to nieprawda. Z wszystkich przedstawionych mi zarzutów nie istnieją dowody na żaden! Oskarżenie mnie o to, że kwestionowałem obrażenia motocyklisty to insynuacje, to dowód jak byłem traktowany na policji, w prokuraturze i na rozprawie. To dowód, że próbowano ze mnie zrobić kozła ofiarnego, a na koniec jeszcze nierozgarniętego staruszka i idiotę. Te słowa to nie tylko żal i niesmak, który mnie ogarnia na temat tego procesu, ale i protest na traktowanie w ten sam sposób tysięcy innych Polaków. Stowarzyszenie Prawo na Drodze, które mnie wspiera, niezależne czasopismo internetowe Afery Prawa, i inne, które istnieją nie powstają tak sobie z niczego. Dziękuję losowi za to doświadczenie. Za dodatkową naukę i możliwość poznania innego świata. Do tego poznałem to, co w życiu jest najcenniejsze – życzliwych i bezinteresownych przyjaciół, takich jak ja bezprawnie skrzywdzonych. Ludzie, którzy o tym wiedzą, ludzie którzy mogą wpływać na to by to zmieniać, ludzie, którzy zasiadają w ławach sejmowych, instytucjach kontrolnych, milczą. Zbliżają się kolejne wybory,czy nie czas by rozliczać ? Czy znów pójdziemy do urn wybierać mniejsze zło?
    Uzasadnienie odwołania
    Od początku śledztwa dokumentowałem i udowadniałem wszystkim, którzy chcieli słuchać, że jestem niewinny, że policja i prokuratura nie mają podstaw, by oskarżać, a sąd by wydać skazujący wyrok. Mam na to niezbite dowody. Prezentowałem je bezpośrednio na sali sądowej. Widząc, że to nie dociera przygotowywałem również swoje wystąpienia na piśmie i wnioskowałem o dołączenie ich do akt sprawy. Były to:
    -wniosek o odrzucenie ekspertyzy biegłego z 04.10.2014
    -wniosek o powołanie drugiego biegłego z 12.10.2014
    -wniosek o wprowadzenie zmian w protokole rozprawy z 06.10.2014
    -wniosek o włączenie do akt sprawy pytań do biegłego z zakresu medycyny sadowej z 24.10.2014
    -ocena zeznań świadków jako materiału dowodowego aktu oskarżenia z 24.10.2014
    -ocena zasadności oskarżenia na podstawie zeznań świadków, obliczenia i wnioski z24.10.2014
    – ocena aktu oskarżenia z 29.10.2014
    Udowadniałem swoje racje na policji i w prokuraturze przed rozpoczęciem przewodu sądowego w piśmie do prokuratury w sprawie 1 DS 618/14 z 17.08.2014
    Uzasadnienie oparto o dowody jak niżej:
    W procesie karnym tej rozprawy obowiązywały dwa rodzaje akt:
    -akta dla sądu
    -akta dla oskarżonego
    O istnieniu innych dokumentów jak te, które dostałem do wglądu i które mi skserowano nie miałem zielonego pojęcia. Chcąc sprawdzić co się z moimi procesowymi wnioskami dzieje zajrzałem do akt sądowych. Nie działo się nic. Nikt tego nie czytał, parafkę znalazłem wyłącznie przy Wniosku o wprowadzenie zmian w protokole z rozprawy. Dla mnie był to jeden z pierwszych wniosków, więc spytałem Sądu co się z tym dzieje. Usłyszałem ” Nie ważna treść, ważna spontaniczność”.
    Wgląd do akt sądowych był szokiem. Co znalazłem?
    1.Protokół sierż. szt. Wojciecha Czecha z 28.04.2014 (z dnia wypadku), w którym prowadzący czynności na miejscu wypadku dokonał oceny i ustalił przyczyny wypadku pisząc: „kierujący samochodem wykonał nieprawidłowy manewr włączania się do ruchu w wyniku czego lewym bokiem zderzył się z prawidłowo jadącym motocyklem.”
    Ten zapis istnieje na samym początku sprawozdania, protokół jest pierwszym dokumentem widocznym po otwarciu teczki akt sądowych. Zrozumiałem, że w tym momencie zostałem po raz pierwszy oskarżony, osądzony i skazany.
    2. To samo zdanie przepisała prokurator Beata Iskrzyńska w dniu 06.06.2014 w Postanowieniu o zasięgnięciu opinii – powołaniu biegłego, a więc w dniu w którym trwały przesłuchania świadków na policji.
    3. Te same słowa wpisuje prokurator Marcin Rost w Postanowieniu o postawieniu zarzutów z dnia 17lipca 2014, a więc w dniu w który jeszcze nie dotarła do sądu ekspertyza biegłego. Tym sposobem zostałem po raz drugi i trzeci oskarżony, osądzony i skazany.
    4. Dowiedziałem się, że w dniu 06.06.2014, kiedy trwały na policji przesłuchania świadków prokurator Beata Iskrzyńska wydała zarządzenie o powierzeniu śledztwa w całości policji z zastrzeżeniem, iż powierzenie nie dotyczy czynności związanych z przedstawieniem zarzutów lub uzupełnieniem postanowienia o przedstawieniu zarzutów, oraz zamknięciem śledztwa. Teraz zrozumiałem dlaczego prok. Iskrzyńska po przedstawieniu mi zarzutów w dniu 5.08.2104 nie chciała ze mną rozmawiać, wiedziała co postanowiła i nie miała takiego zamiaru. Zrozumiałem dlaczego w tym samym dniu 06.06.2014, gdy zostałem wezwany w charakterze świadka na policję, nie było mowy o oskarżaniu, dokumentach oskarżenia, przecież zarzuty postawiono mi dopiero w dniu 05.08.2014, a ostatecznie w dniu 15.08.2014 odbierałem na policji ostatnią część skserowanej dla mnie dokumentacji oskarżenia. Nie miałem pojęcia, że dokumentacja jest niepełna i brak w niej najistotniejszego dowodu oskarżenia – płyty z nagraniem przebiegu wypadku z ekspertyzy biegłego. W dniu, w którym odbierałem dokumentację z policji dalej nie miałem pojęcia kto prowadzi śledztwo, bo niby skąd? Próbowałem rozmawiać z nadkomisarzem Sławomirem Siedlińskim. Zamiast tego dostałem propozycje niskiego wyroku w zamian za wniesienie opłaty zabezpieczenia majątkowego. Przeżyłem kolejny szok. Tego było za wiele. Zaniemówiłem, obiecałem, wziąłem kartkę z nr konta, druk przekazu pocztowego i wyszedłem. Napisałem protest. Wróciłem do prokuratury. Usiadłem na krzesełku przed gabinetem prokuratorki. Czekałem. Wychodziła, wracała, przechodząc odwracała wzrok. Następnego dnia też się nie dostałem. Protest złożyłem w sekretariacie. Nr konta i przekaz zatrzymałem na pamiątkę.
    5. Największym dla mnie zaskoczeniem było znalezienie w aktach sprawy przesyłki od biegłego Henryka Tyszewicza. Domyśliłem się, że jest to prezentowana we fragmencie na pierwszej rozprawie symulacja biomechaniczna, na którą powoływał się biegły. Stało się dla mnie w tym momencie jasne, że nikt nie czyta nie tylko moich, ale żadnych akt sądowych, nawet dowodów oskarżenia. Pismo o wydanie płyty lub umożliwienie wglądu do nagrania w sądzie przekazałem dnia 11.12.2014. Kopię otrzymałem 14.01.2015. Niestety, główne nagranie jest zakodowane i nie da się odtworzyć. Biegły nie udostępnił sądowi rozkodowanego nagrania. Odtworzenie nagrania z akt sądowych też jest niemożliwe. Informatyk sądowy to potwierdził. Prawdopodobnym jest, że sąd nie dysponuje drugą częścią nagrania. Na mojej płycie zapisane są dwie pozycje, na płycie w aktach sądowych tylko ta którą i ja zdołałem odtworzyć. Sąd nawet nie zapoznał się z całością, dowodów, którymi dysponuje, a wydaje wyrok. To kompromitacja.
    Na sali sądowej biegły prezentował przebieg wypadku na pasie motocyklisty.
    Uderzenie według biegłego następuje teraz po drugiej stronie ulicy, kilka metrów poniżej zatoczki na której po wypadku rzuciło samochód. Motocykl uderza w samochód, motocyklista nie dotykając samochodu, upada na jezdnię przed samochodem, w locie obraca się, upada na jezdnie prawie na brzuch, bezwładny sunie po jezdni, bezwładne ciało pokonuje wysoki krawężnik, zatrzymuje się na trawniku w innym miejscu i pozycji, jak opisuje to na rozprawie biegły. W załączeniu nagranie omawianej symulacji. Wg nagrania prędkość motocykla w momencie uderzenia wynosiła 12km/h, nie 49km/h jak ustalił biegły, a samochód po uderzeniu zamiast zwolnić w wyniku siły uderzenia dalej zawracał i przyspieszał. W momencie przejazdu przez krawężnik samochód miał już prędkość do 20 km/h. Cały zmierzony czas od momentu uderzenia do zatrzymania samochodu na podjeździe równał się w symulacji 4,1 sek. a średnia prędkość w tym czasie to 10 km/h, to tyle ile mogła wynosić prędkość nawrotu samochodu. Samochód nie reaguje, spokojnie kontynuuje zawracanie.
    Motocyklista przemieszcza się szybciej jak jedzie samochód i ucieka spod kół. Samochód będąc dalej w skręcie w lewo pokonuje najpierw przednimi kołami, a następnie tylnymi krawężnik, kontynuuje jazdę na skos przez trawnik na źle wybrane miejsce postoju. Właściwą pozycję samochodu po uderzeniu pokazuje zdjęcie nr1.Dowód : Do porównania -zdjęcie i policyjny szkic -w załączeniu.
    Pomyłka w ustaleniu przez policję właściwej pokolizyjnej pozycji samochodu powtórzona przez biegłego nie pozwala prawidłowo ustalić siłę uderzenia, a więc i prędkości motocykla w momencie uderzenia. Z fizyki wiemy, że energia rośnie wraz z kwadratem prędkości. E =1/2 m x v2. Nawet ten fragment oceny wystarcza, by udowodnić, że fizyka jest dla biegłego tajemnicza i nieznana. Wiedzieć jak, to wiedzieć czego szukać i co analizować.
    Twierdzenie Sądu w uzasadnieniu wyroku, że oparł się na wiarygodnych dokumentach z ustaleń policji i biegłego nie jest oparte na prawdzie. Czy w świetle powyższego, to co napisał Wysoki Sąd w uzasadnieniu wyroku „Ekspertyza biegłego zasługuje na walor wiarygodności, jak i wskazane opinie są jasne, pełne i szczegółowe” ? Opis wypadku przedstawiony przez Sąd w uzasadnieniu wyroku jest sprzeczny z ujawnioną w aktach sądowych opracowaną przez biegłego symulacją wypadku.
    Sąd nie ujawnił i sam nie przeczytał wszystkich dowodów na których się oparł
    wydając skazujący wyrok.
    Powaga Sądu legła w gruzach
    .
    Po raz pierwszy w życiu miałem do czynienia z policją, prokuraturą i sądem. Z zaciekawieniem obserwowałem co się dzieje na pierwszej rozprawie. Ktoś otworzył drzwi sali sądowej, weszło kilka osób. Po przedstawieniu aktu oskarżenia przyszła moja kolej. Ocenę aktu oskarżenia rozpocząłem od zwrócenia uwagi na błędy w ekspertyzie biegłego. W połowie Sąd przerwał: „Proszę uważać, obok pana siedzi biegły”. Zrozumiałem – biegły nie jest świadkiem, ale najważniejszym członem zespołu oskarżycielskiego, i jak się później okazało i zespołu orzekającego.
    Po zamknięciu rozprawy Sąd poprosił o opuszczenie sali. Wyszedłem. Na sali pozostali Sąd, biegły, prokurator, pełnomocnicy poszkodowanego. Poczekałem z ciekawości co będzie dalej. Wyszedł biegły. Podszedł na moment i usłyszałem: „Może pan, panie inżynierze w fizyce i dobry, ale nie podskakuj, nie masz szans.” Pomyślałem sobie, że pewnie nie było to spotkanie towarzyskie. O czym można po rozprawie rozmawiać?Zastanowiło mnie to, zacząłem szperać w internecie, zrozumiałem – biegły to osoba bezkarna, pewna siebie, wiedząca, że nikt jego opracowań nie czyta, a ja to przypadek odosobniony.
    Dla mnie jest jasne, że prokurator B.Iskrzyńska pisząc akt oskarżenia i podtrzymując akt oskarżenia na rozprawie o wypadku wiedziała niewiele. Z przesłuchania zrezygnowała, bo nie miała zamiaru sprawy prowadzić, nie znała opinii biegłego, o moich wnioskach do akt sprawy nie miała pojęcia, były składane podczas rozpraw, niektóre po rozprawach przez biuro podawcze, nikt nigdzie o tym nie informował. Nie bywała na rozprawach. Na pierwszą przyszedł prokurator Jan Mieczkowski, na drugą prok. Agata Złotowska. Postanowienie o postawieniu zarzutów opracował Marcin Rost, nie słyszała przesłuchania świadków i przesłuchania biegłego, oraz moich z nim utarczek, ale pisała „Oceniając całokształt zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego w postaci zeznań świadków, dokumentacji sporządzonej na miejscu zderzenia, opinii biegłego, które jednoznacznie wskazują iż oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu, wyjaśnienia w.w w zakresie w jakim nie przyznaje się on do jego popełnienia należy uznać za niewiarygodne i stanowiące jedynie przyjętą przez niego linię obrony.” Wymienione fakty wraz z ujawnionymi w pkt 4 dowodzą, że prokurator Beata Iskrzyńska o sprawie nie wiedziała nic, nie miała dowodów, by oskarżać.
    Podczas procesu nie można było liczyć na stosowanie zasady domniemania niewinności, prawa do rzetelnego, bezstronnego procesu, prawa do obrony, prawa do swobodnego wypowiadania się. Prawo ” oskarżony nie ma obowiązku dochodzenia swojej niewinności” to fikcja.
    Rozczarowany postawą policji i prokuratury w proteście dot. postępowania w sprawie 1 DS618/14 napisałem : ” Puki co wyjaśnień ode mnie nikt nie chce i nie oczekuje, niech sprawę rozstrzygnie sąd.” Przewód sądowy zainicjowałem wnioskiem o powołanie drugiego biegłego ( w dniu, tuż przed rozprawą), drugi wniosek o powołanie drugiego biegłego w dniu 12.10.2014. Tłumaczyłem, że opracowanie biegłego Henryka Tyszewicza powołanego przez sąd to był zły wybór. Pisałem co powinna zawierać ekspertyza, przywoływałem powszechnie uznany wzorzec ekspertyzy Pokazałem, że ta ekspertyza to tak naprawdę przepisane wszystkie dokumenty akt z policji i prokuratury, wytknąłem błędy formalne związane z brakiem wiedzy biegłego niezbędnej do wykonania ekspertyzy.
    Dowód nr 1 Materiały szkoleniowe WAT i Politechniki Warszawskiej. Tłumaczyłem, że pierwszym co należało zrobić w przypadku analizy przestrzenno- czasowej zdarzenia drogowego to ustalić miejsce kolizji. Biegły tego nie ustalił!
    Tłumaczyłem, że jeżeli nie znamy miejsca wypadku, to tak jakbyśmy szli, lub jechali nie widząc dokąd. Jak nie wiemy dokąd, to nie jesteśmy w stanie określić długości drogi. Jak nie znamy długości drogi i nie wiemy dokąd dojechaliśmy, to nie ustalimy ani czasu, ani prędkości przejazdu, bo to nie jest możliwe. Interpretacja szukania miejsca i przebiegu zderzenia to czysta desperacja biegłego. Twierdzenia „po uderzeniu motocykl pozostał na miejscu, a samochód został odrzucony”, „dokładnego miejsca zderzenia nie ma, oskarżony był na miejscu, policjanci nie potrafili określić, gdzie był kontakt pojazdu” , ” szkła były blokowane przez pojazd” zadziwiają!
    Tłumaczyłem przed sądem, że jeżeli motocykl ma masę 212 kg a samochód 1100kg , a siła wzajemnego oddziaływania w trakcie zderzenia jest taka sama ( słynne powiedzenie akcja=reakcji ) a siła bezwładności F = m x a ( masa razy przyspieszenie) stąd:
    dla samochodu F= ms x as , dla motocykla F= mm x am to ms/mm = am/as
    1100/212= am/as = 5,188 am/as więc am = 5,188 as
    czyli przyspieszenie (opóźnienie) jakie uzyska motocykl będzie 5,188 razy przewyższało przyspieszenie (opóźnienie) samochodu. To znaczy, że po zderzeniu nie motocykl pozostanie na miejscu, jak chce biegły, to motocykl „odfrunie”, nie samochód.
    Nie pomogło. Sąd był po stronie biegłego.
    Tego nie znajdziemy w protokołach z przebiegu rozprawy. Teksty naszpikowane matematyką i fizyką nie sposób utrwalić tak archaicznym sposobem zapisu wypowiedzi.
    W innym miejscu uzasadnienia wyroku napisano: ” Niestety oskarżony nie opisuje przedmiotowego zdarzenia – od fazy zderzenia się pojazdów – tak, jak to w jego ocenie ono wyglądało.”
    Jest to nieprawda. Na początku, w pismach, tak. Jeszcze byłem idealistą. Jeszcze wierzyłem w art. 74 kpk „Oskarżony nie ma obowiązku udowadniania swojej niewinności”.
    Szybko zmieniłem zdanie. Świadczą o tym moje wnioski (analizy) w aktach sprawy, wystąpienia sądowe, w szczególności ostatnia rozprawa z 28.11.2014 na której, na dużej planszy prezentowałem analizę wypadku wraz obliczeniami na tle ustaleń biegłego.
    Oto ta analiza ze zmianą dużej planszy na : dowód nr 2 (szkic Nr 1), dowód Nr 3(szkic Nr2),
    1. Analiza stwierdzeń biegłego
    a) Prędkość jazdy motocykla w/g biegłego -49km/h=13,6 m/s
    b) odległość motocykla od miejsca postoju samochodu w chwili jego wyjazdu na jezdnię-26,6m
    c) czas dojazdu motocykla do miejsca zderzenia t = 24,6/13,6=1,8sek
    kierowca by ruszyć musi wykonać:
    -upewnić się, że nadjeżdżający samochód świadka Skarżyńskiej go minął -1 sekunda.
    -spojrzenie w lewo – 0,5 sekundy
    -włączenie kierunkowskazu, wyciśnięcie sprzęgła, włączenie biegu – 0,6 sek.
    -kasowanie luzów układu ruchu, wyjazd – 0,5 sek.
    d) razem czas startu t s = 2 ,6 sekundy
    Wniosek: Zanim samochód ruszy motocyklista minie miejsce postoju kierowcy.
    2. Analiza jazdy świadka Skarżyńskiej przy założeniu, że jechała 50km/h = 13,9m /sek
    Czas pokonania skrętu i zatrzymanie przed znakiem STOP – 1 sek.
    spojrzenie w lewo – zasłonięte – 1 sek.
    spojrzenie w prawo – 1 sek.
    wyciśnięcie sprzęgła,wrzucenie biegu 0,5
    kasowanie luzu układu ruchu, wyjazd 0,5
    razem czas łączny na skrzyżowaniu = 4 sek
    t p= 140m/13,9m/s =10 sek czas w jakim świadek pokonała drogę od skrzyżowania z Podgórną do miejsca kolizji. Dowód nr 3 szkic nr 2.
    łączny czas dojazdu do miejsca zderzenia 10 +4 = 14 sek. Razem czas t c = 14 sek
    3. Ile w tym czasie przejedzie motocyklista jadący z prędkością wg biegłego 50km/h = 13,9m/sek. a)Droga przejazdu motocyklisty S m = 13,9 m/sek x 14 = 194, 6 m
    b) Motocyklista miał do pokonania do miejsca zderzenia 153 m od miejsca, które wskazała świadek Skarżyńska do miejsca kolizji ( postoju Citroena). Różnica wynosi 194,6 – 153 = 41,5m
    Wnioski:
    – Gdyby motocyklista był w miejscu wskazanym przez świadka Skarzyńską, to minie miejsce zderzenia zanim do tego miejsca dojedzie świadek, będzie dalej min. o 41,5 m ,
    – Kierowca Citroena jeszcze nie wyjedzie, bo czeka na przejazd świadka Skarżyńskiej.
    – Każde bliższe położenie motocyklisty, (jak podała świadek Skarżyńska ) o X metrów będzie oddalało motocyklistę również o dalsze X metrów od miejsca zderzenia, co jest oczywiste.
    – Zeznania świadków w tym zakresie nie sprawdzają się.

    Dołóżmy więc przejazd samochodu oskarżonego i sprawdźmy, co otrzymamy:
    minimalna średnica zawracania samochodu wg katalogu
    D min = 11,45m ( dowód karta katalogowa zał. nr 4)
    Czas startu do zawracania t s =2 ,6 sek . (patrz pkt 1.d)
    Ob z (obwód zawracania ) = Pi x D min = 3,14 x 11,45 = 35,953m
    Dz (droga zawracania ) = 1/2 Ob z = 17, 98 m
    Prędkość jazdy Citroena 10km/h = 2,8 m/sek.
    Czas czystego nawrotu t c = 17, 98 / 2,8 = 6,4 sek.
    czas wyjazdu z nawrotu 0,8sek
    czas prostowania 0,5sek
    Razem czas nawrotu 7,7 sek
    Wniosek:
    Nie wybiera miejsca nawrotu, nie przygotowuje się tak starannie do nawrotu, nie skręca wcześniej kół ten, kto nie zachowuje szczególnej ostrożności. Czas nawrotu jest optymalny. Mieszczę się w fabrycznej średnicy zawracania. Jazda szybciej będzie po łuku, a nie po obwodzie, nie nawrócę, wjadę na krawężnik wolniej, zgaśnie silnik. To absurd, by twierdzić, że jechałem za wolno i niewłaściwie.

    Miejsce nawrotu, położenie samochodu, kierunek uderzenia zaznaczono w – dowód nr 2 szkic nr 1 Z obliczeń wiemy, że gdyby motocyklista jechał 50 km/h i był na ul. Wiejskiej w momencie jazdy świadka Skarżyńskiej nie doszłoby do wypadku, bo oskarżony nie dostałby szansy nawrotu.
    Przy prędkości 50km/h = 13.9 m/sek , czas jakim dysponuje motocyklista by dojechać do miejsca zderzenia
    wynosi td= +7,7+ 14 = 21,7sek
    S = 13,9 m/sek x 21,7 sek = 301m Motocyklista miał do pokonania 293m
    Motocyklista dopiero wjeżdżał na ulicę wiejską!
    Wnioski
    1.Motocyklisty nie było na Wiejskiej w momencie rozpoczęcia nawrotu przez samochód,
    2. Zarzut zawracania bez prowadzenia prawidłowej obserwacji drogi – nie trafiony.
    3.Motocyklista miał do pokonania 183m, spokojnie by przejechał, bo oskarżony jeszcze nie wyjechał na jezdnię.
    4.Nie można więc mówić, że oskarżony nie zachował szczególnej ostrożności,wymuszenie pierwszeństwa i zajechanie nie miało miejsca.

    Biegły w ekspertyzie napisał, a sąd powtórzył w uzasadnieniu wyroku, że brak jest metody do obliczenia prędkości jazdy motocyklisty. Oto dowód że to nieprawda!Tyko biegły jej nie znał !
    Jaka więc była prędkość motocyklisty? Obliczmy. Jeżeli motocyklista dopiero wjeżdżał na Wiejską, gdy nawrót rozpoczynał samochód, to drogę 183 m musiał pokonać w czasie dojazdu na miejsce zderzenia samochodu Citroen tzn.7,7+2,6= 10,3 sek. (czas oczekiwania na nawrót + czas czystego nawrotu).

    Prędkość musiała wynosić : V = S/t = 183 m : 10,3 sek = 17,77 m/sek = 64 km/h
    Wnioski
    Wyliczona prędkość to prędkość średnia. Wjazd na ul. Wiejską z ul. Odrodzenia jest pod kątem prostym. Od strony Biedronki z prawego pasa łagodniejszy, od strony Mazurskiej krótki i ostry. Prędkość wjazdu musiała być znacznie mniejsza, więc prędkość jazdy dalej na prostej musiała być większa o min 15%. Motocyklista jechał z prędkością około 74 km/h. Już przy takiej prędkości możliwa jest przy nieodpowiednim, nawet nie zbyt silnym przyhamowaniu utrata stabilności jazdy, motocyklista traci panowanie nad motocyklem, skręca w lewo. Miejsce uderzenia, kierunek jazdy samochodu, kierunek uderzenia motocyklisty pokazano na szkicu nr 1 dowód nr2. Ślady uderzenia motocyklisty pokazuje zdjęcie nr 1. Na zdjęciu też widać, że samochód odrzuciło znacznie dalej, jak pokazała policja i przyjął biegły – zał. przy zdjęciu nr1.
    Należy zwrócić uwagę, że w momencie uderzenia samochód był poza jezdnią, powracał na nią, kierunek uderzenia był przeciwny do dotychczasowego kierunku jazdy motocykla.
    Wniosek: zajechanie drogi i wymuszenie pierwszeństwa nie miało miejsca .
    Siła odśrodkowa wyrzuca motocyklistę na bok samochodu, na samochodzie widać wyraźne ślady uderzenia ciała oraz ślad od kasku. Skośne położenie samochodu przy wyjeżdżaniu już na jezdnię spowodowało łagodną zmianę ruchu motocyklisty w kierunku trawnika. Motocykl uwolniony od kierowcy siłą odśrodkową prostuje się, zawrócony uderza w samochód z kierunku przeciwnego do dotychczasowego kierunku jazdy. Był huk, samochód uniosło, wrzuciło głęboko na podjazd. Dowód zdjęcie nr 1. Samochód nie ptak – nie fruwa. Nie pokonywał krawężnika, nie miał szans przez niego przejechać. Siła uderzenia była ogromna, na to wskazują uszkodzenia samochodu, głównie sposób jego przemieszczenia w głąb podjazdu, więc i prędkość uderzenia mogła być jeszcze większa. Należy zauważyć, że samochód przyjął ogromną siłę, ale w kierunku jazdy (dzięki temu można powiedzieć, że nie stawiał oporu).
    Stąd ja żyję, motoru nie odrzuciło daleko, to dzięki temu żyje również motocyklista.
    Aby mieć dowód zatrzymałem samochód na zamkniętym strzeżonym parkingu z monitoringiem. Niestety kask motocyklisty można zobaczyć jedynie na zdjęciu. Dowód zdj. nr 2. Zaginął na policyjnym parkingu.
    Miejsca uderzenia motocyklisty nie da się podważyć. Tylko to miejsce odpowiada śladom na jezdni. Samochód nie przejechał przez krawężniki, nie ma żadnych śladów takiego przejazdu, innych możliwości znalezienia się na podjeździe nie było. To samo dotyczy kierunku, z którego nastąpiło uderzenie prezentowane na planszy w sądzie, tu na szkicu Nr 1 – dowód Nr 2.
    By to zrozumieć trzeba sporo wiedzieć o motocyklach i technice jazdy motocyklem.
    Wszyscy śledczy problem motocykla i motocyklisty pominęli. Żadnej ekspertyzy uszkodzeń pojazdów nie było. Samochód po wypadku ma złamane podwozie, rozbitą tablice bezpieczników (zniszczona instalacje elektryczna, silnik nie pracował, nigdzie tego nie odnotowano, nie brano pod uwagę.
    Przy masie 212 kg motocykl ma 105 kM ; odpowiednio samochód 1100 kg i 75kM.
    „Nasycenie” mocą jednostki masy odpowiednio wynosi: motocykla 0,495 kM / kg, samochodu 0,068 kM/kg. Motocykl pod tym względem przewyższa samochód aż 7,3 razy. Pamiętajmy też, że energia uderzenia wynosi E = mv2 /2 , a więc rośnie w kwadracie prędkości. Samochód ma 4 koła, przy hamowaniu lepiej, lub gorzej hamują wszystkie. Motocykl ma 2 i najczęściej hamuje jedno, lub wcale. Przy jeździe motocyklem możliwe jest przyspieszenie rzędu przyspieszenia ziemskiego tj.9,81m/sek2 i złapanie stanu nieważkości. Przy złej regulacji hamulców, bez dobrze wyregulowanego ABS hamowanie kończy się zwykle jednym(przednim, albo tylnym) kołem.
    Gdy przednim – natychmiast traci się panowanie nad motocyklem.
    Ten motocykl nie miał ABS . Biegły tego nie zauważył.

    Nigdy nie atakowałem świadków, jak twierdzi Sąd w uzasadnieniu wyroku.
    W praktyce sądowej ocena świadków jest jednoznaczna, głos biegłego jest decydujący, świadek to osoba drugorzędna. Zgodnie z Art2 § 2 kpk podstawą wszystkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne. I tego się trzymam.
    Małgorzata Skarżyńska prowadziła cały czas samochód, wjechała na trudne skrzyżowanie, łuk drogi w prawo i dopiero znak STOP, utrudniony był widok w lewo przez samochody mieszkańców z pobliskiego bloku. Ruszając ze stopu widziała z odległości 300 m jadącego motocyklistę, oceniła jego prędkość na 50km/ h, zauważyła w oknie świadka Stefana Grabowskiego „Widziałam pana w oknie w bloku i to ten pan, który siedzi na korytarzu”. W lusterku wstecznym widziała szczegółowo wypadek „Motocyklista przeleciał przez ten samochód fikołkiem”. Oceniła czas jaki minął od minięcia samochodu do momentu uderzenia „to były ułamki sekundy, może dwie”, „Ja zobaczyłam w lusterku wstecznym uderzenie”.Świadek nie miała możliwości prawidłowo wszystkiego ocenić.
    Świadek Stefan Grabowski nie poparł biegłego, prędkość motocyklisty określił na 60 km/h , odległość motocyklisty od samochodu 60-70m, a nie 24,6 m jak przyjął biegły. Świadek potwierdził potężny huk i że „pojazd oderwało od jezdni i poleciał on na wjazd do budynku po przeciwnej stronie ulicy. ”
    Ale z określeniem miejsca i czasów już są problemy ” tu było uderzenie, bo tu leżą szkła”.Nie wszyscy studiowali fizykę .Ocenę odległości i czasu bez treningu ocenić nie sposób. Jak udowodniłem są inne metody.
    Ostatni świadek Piotr Skarżyński, przyznaje – nie widziałem wypadku, powtarza to co żona: „gdy się minęliśmy po 2-3 sekundach usłyszałem huk”.
    Jedyna uwaga świadków, to brak wszystkich świateł w samochodzie, nie tylko kierunkowskazów, (to przekłamanie sądu). Mam dowód, że samochód posiadał automatyczny włącznik, który włączał światła mijania wraz z momentem uruchomienia silnika, świadkowie Skarżyński i Grabowski mówią nieprawdę. Jak nie widzieli żadnych świateł, to nie mogli widzieć świateł mijania, to chyba logiczne. Należy domniemywać, by coś znaleźć na uzasadnienie oskarżenia? Art 5 par2 nie obowiązuje?
    Świadkowie oskarżenia mówią inaczej niż biegły, ale dla sądu wszyscy mówią dobrze. Zadziwiające. Oskarżony, który wie o czym mówi to zdaniem Sądu mówi bzdury. Stwierdzenie Sądu, że nie lubię świadków to wielkie nieporozumienie. Ja ich szanuję takich jacy są i poważam. Dzięki ich zeznaniom mogę udowodnić swoja niewinność. Ja im za to dziękuję. Oni są wg Sądu „drugorzędni”, ale tylko oni mi pomogli.
    Sąd zarzuca mi w uzasadnieniu wyroku, że kwestionowałem obrażenia rannego. Kolejne niezrozumienie. Chcąc powrócić do nie rozstrzygniętej sprawy miejsca zderzenia i przebiegu wypadku postanowiłem wspomóc się biegłym medycyny sadowej. Wnioskowałem o powołanie takiego biegłego, pytania przygotowałem na piśmie i wniosłem do sadu, a brzmiało ono:
    1 Obrażenia Krzysztofa Leszczyńskiego w trakcie wypadku wg opinii lekarskiej to:
    2 – rozległy tępy uraz klatki piersiowej ze złamaniem wielu żeber i mostka,
    3 – stłuczenie płuca z krwotokiem do jamy opłucnej, odmą opłucnową i podskórną
    4 – tępy uraz jamy brzusznej z pęknięciem wątroby i stłuczeniem nerki,
    5 – złamanie obu kończyn górnych.
    6 – W ekspertyzie rekonstrukcji wypadku podano, że motocyklista uderzając przednim kołem w samochód, siłą bezwładności przeleciał nad nim i upadł na wznak, na bezpośrednio przylegający do jezdni trawnik. Czy w takiej sytuacji możliwe są tego typu i tak rozległe obrażenia? ”
    Było to pierwsze pytanie skierowane do biegłego Cezarego Wesołowskiego. Biegły spontanicznie odpowiedział: To mi raczej wygląda na przejechanie. Na to Sąd: – Jak to? mamy ekspertyzę! Oskarżony najechał na motocyklistę ! Bzdura!
    Protestowałem „to nie ja uderzyłem, to mnie uderzono, to ja jestem ofiarą, a nie sprawcą”. Nie poskutkowało. Na ten temat nie ma nawet zdania w protokole z rozprawy. Biegły wysłuchał, co ma do powiedzenia Wysoki Sąd i zmienił zdanie w kierunku zgodnym z ekspertyzą biegłego Tyszewicza. Zmienioną wersję Wysoki Sąd przywołuje w uzasadnieniu wyroku. Art 171§5pkt 1 „niedopuszczalne jest wpływanie na wypowiedź osoby przesłuchiwanej za pomocą przymusu lub groźby” Sądu nie obowiązuje?
    Nie ma to już żadnego znaczenia, ekspertyzy biegłego Tyszewicza nikt już nie będzie brał na poważnie. Nie ma podstaw, by znaleźć cokolwiek uzasadniającego oskarżenie Prokuratury, ani uzasadnienia dla wydanego wyroku skazującego.
    Oczekuję uniewinnienia.

    • Krzysiek pisze:

      Panie Mieczysławie – tego „odwołania od wyroku” NIKT nie będzie czytał !
      Nawet ja tego nie czytałem, bo przecież Pan wszystko powtórzył co już wcześniej wiemy !
      Czy ma Pan obrońcę, czy nie ?
      (swoją drogą i tak Panu niewiele pomoże ….poza wyciągnięciem całkiem sporej gotówki z kieszeni, jak to uczynili moi dwaj obrońcy…)
      Prześlij mi Pan poprzez Redakcję WSZYSTKIE materiały z akt sprawy, a napiszę Panu apelację za friko !

      • Gwajer pisze:

        Ja napisałem sobie sam apelację za friko. Pomimo tego, że to apelacja, to SO i tak tego nie czytał, jednocześnie utrzymując w mocy wyrok SR.
        W Apelacji zawarłem poważne wątpliwości i wskazania na poważne uchybienia, jednak SO podtrzymał wyrok SR w całości. Zaznaczam, że wyrok podparty fałszywymi zeznaniami świadków (udowodnione), ograniczający fakty do wybranych, nieszkodliwych dla pozostałych uczestników zdarzenia (udowodnione), na podstawie błędnie sporządzonej i wadliwej opinii biegłego (udowodnione), z uznaniem za „jasne i spójne” oczywistych sprzeczności i bez choćby próby wyjaśnienia oczywistych niejasności.

        Jednak wyrok utrzymujący zapaść musiał, ponieważ SR nie zdążyłby rozpatrzyć sprawy kolejny raz przed terminem przedawnienia… I w ten sposób sprawa została skutecznie zamknięta…

        Może w tym temacie też możesz pomóc?

        Będę wdzięczny za każdą pomocną radę i pomocne działanie. Mi już wysiadają nerwy i zdrowie…

  2. Wojtek pisze:

    Czytając tego typu wypowiedzi zrezygnowałem po wyroku nakazowym z dalszej walki o sprawiedliwość w polskich sądach. Bardzo trudno, a wręcz jest niemożliwym udowodnienie przed polskim sądem, że nie jest się np. wielbłądem. Nie chodzi tutaj tylko o rzekome wykroczenia drogowe. Przykład: wymiana pokrycia dachu (azbest). Firma wskazana przez UM (dotacja) zawyżyła powierzchnię wymiany o 30%. Sprawa sądowa była tak prowadzona, że w pewnym momencie zrezygnowałem z dalszej walki. „Mój” wykonawca świadczy usługi dla całego „aparatu sprawiedliwości” w moim mieście.

  3. Gwajer pisze:

    Witam.
    Moja sprawa odwoławcza (druga apelacja w tej sprawie) odbędzie się 26 lutego 2015 roku, o godzinie 9.00, w budynku Sądu Okręgowego w Gdańsku przy ulicy Nowe Ogrody 30/34, sala 248, sygn. XIII Ka 59/15.
    Jak widać, tym razem sądy się spieszą, bo zbliża się przedawnienie.
    Więcej opisywałem tu:
    http://prawonadrodze.org.pl/apel-o-wsparcie-w-przygotowaniu-apelacji/#comment-53895
    Linki do poprzednich zaproszeń z poprzednich rozpraw:
    http://wokandaobywatelska.pl/przegladaj-rozprawy/?rozprawa=89368
    http://wokandaobywatelska.pl/przegladaj-rozprawy/?rozprawa=90843
    http://wokandaobywatelska.pl/przegladaj-rozprawy/?old=true&rozprawa=92664

  4. Mieczysław pisze:

    Apel o wsparcie w przygotowaniu apelacji – odpowiedź internautom 25.01.2015
    Kochani, święta, Nowy Rok, zwyczajne gapiostwo połączone z kompletnym załamaniem , zaskoczeniem publikacją i tak licznymi uwagami spowodowało tak duże opóźnienie. Dziękuje serdecznie i proszę o jeszcze. Przedstawiony dziś tekst ma być bazą odwołania od wyroku sądu. Wszystko co piszecie jest dla mnie bezcenne. Pomoże opracować najlepszy tekst, sprawdzić jak jestem rozumiany, co może trafić do sądu odwoławczego, co warto podkreślić, a czego nie warto napisać. To mój pierwszy raz i doświadczenia brakuje. To też moim zdaniem i kwestia sprzeciwiania się bezprawiu. Piszę to też dlatego, by inni nie musieli zdobywać takich doświadczeń na własnej skórze. Czekam i zapewniam, że możecie liczyć i na moje wsparcie, gdy tylko będę wiedział, że takiego potrzebujecie. Mieczysław
    Odwołanie od wyroku Sądu z dnia 5 grudnia2014 wraz z uzasadnieniem.
    Zaskarżam wydany w dniu 5 grudnia 2014 roku
    wyrok w sprawie IIK 598/14 w całości. Proszę o uniewinnienia.
    Stanowczo podkreślam: Nie naruszyłem przepisów art 17 ust.1 i ust2 prawa o ruchu drogowym. Nie jest prawdą, że złamałem przepisy włączania się do ruchu, że nie zachowałem szczególnej ostrożności, oraz nie ustąpiłem pierwszeństwa przejazdu motocykliście.
    Prokuratura nie przedstawiła żadnego dowodu, by swoje oskarżenie udokumentować. Sąd w toku procesu nie ustalił, a w uzasadnieniu nie podał żadnego dowodu uzasadniającego wydanie wyroku skazującego.
    W uzasadnieniu udowodnię, że:
    – Opinia biegłego Tyszewicza nie odpowiada stanowi faktycznemu.
    – Motocyklisty przekroczył dozwoloną prędkość o ok. 50%.
    – Stan techniczny motocykla (brak ABS), technika jazdy i nadmierna prędkość miały zasadniczy wpływ na zaistnienie wypadku.
    – Nie było wysokiego prawdopodobieństwa braku sygnalizacji zamiaru wykonania manewru.
    – To, że biegły Tyszewicz szczegółowo omówił fazy wypadku i uwzględnił prawa fizyki zasługujące na walor wiarygodności to nieprawda.
    – Zarzut, że oskarżony kwestionuje obrażenia motocyklisty, to pomówienie.
    – Zarzut, że oskarżony nie odnosi się do zeznań świadków, temu przeczy dokumentacja sprawy, jest to nieprawda.
    Uzasadnienie odwołania
    Od początku śledztwa dokumentowałem i udowadniałem wszystkim, którzy chcieli słuchać, że jestem niewinny, że policja i prokuratura nie mają podstaw, by oskarżać, a sąd by wydać skazujący wyrok. Mam na to niezbite dowody. Prezentowałem je bezpośrednio na sali sądowej. Widząc, że to nie dociera przygotowywałem również swoje wystąpienia na piśmie i wnioskowałem o dołączenie ich do akt sprawy. Były to:
    -wniosek o odrzucenie ekspertyzy biegłego z 04.10.2014
    -wniosek o powołanie drugiego biegłego z 12.10.2014
    -wniosek o wprowadzenie zmian w protokole rozprawy z 06.10.2014
    -wniosek o włączenie do akt sprawy pytań do biegłego z zakresu medycyny sadowej z 24.10.2014
    -ocena zeznań świadków jako materiału dowodowego aktu oskarżenia z 24.10.2014
    -ocena zasadności oskarżenia na podstawie zeznań świadków, obliczenia i wnioski z24.10.2014
    – ocena aktu oskarżenia z 29.10.2014
    Udowadniałem swoje racje na policji i w prokuraturze przed rozpoczęciem przewodu sądowego w piśmie do prokuratury w sprawie 1 DS 618/14 z 17.08.2014
    Uzasadnienie oparto o dowody jak niżej:
    W procesie karnym tej rozprawy obowiązywały dwa rodzaje akt:
    -akta dla sądu
    -akta dla oskarżonego
    O istnieniu innych dokumentów jak te, które dostałem do wglądu i które mi skserowano nie miałem zielonego pojęcia. Chcąc sprawdzić co się z moimi procesowymi wnioskami dzieje zajrzałem do akt sądowych. Nie działo się nic. Nikt tego nie czytał, parafkę znalazłem wyłącznie przy Wniosku o wprowadzenie zmian w protokole z rozprawy. Dla mnie był to jeden z pierwszych wniosków, więc spytałem Sądu co się z tym dzieje. Usłyszałem ” Nie ważna treść, ważna spontaniczność”.
    Wgląd do akt sądowych był szokiem. Co znalazłem?
    1.Protokół sierż. szt. Wojciecha Czecha z 28.04.2014 (z dnia wypadku), w którym prowadzący czynności na miejscu wypadku dokonał oceny i ustalił przyczyny wypadku pisząc: „kierujący samochodem wykonał nieprawidłowy manewr włączania się do ruchu w wyniku czego lewym bokiem zderzył się z prawidłowo jadącym motocyklem.”
    Ten zapis istnieje na samym początku sprawozdania, protokół jest pierwszym dokumentem widocznym po otwarciu teczki akt sądowych. Zrozumiałem, że w tym momencie zostałem po raz pierwszy oskarżony, osądzony i skazany.
    2. To samo zdanie przepisała prokurator Beata Iskrzyńska w dniu 06.06.2014 w Postanowieniu o zasięgnięciu opinii – powołaniu biegłego, a więc w dniu w którym trwały przesłuchania świadków na policji.
    3. Te same słowa wpisuje prokurator Marcin Rost w Postanowieniu o postawieniu zarzutów z dnia 17lipca 2014, a więc w dniu w który jeszcze nie dotarła do sądu ekspertyza biegłego. Tym sposobem zostałem po raz drugi i trzeci oskarżony, osądzony i skazany.
    4. Dowiedziałem się, że w dniu 06.06.2014, kiedy trwały na policji przesłuchania świadków prokurator Beata Iskrzyńska wydała zarządzenie o powierzeniu śledztwa w całości policji z zastrzeżeniem, iż powierzenie nie dotyczy czynności związanych z przedstawieniem zarzutów lub uzupełnieniem postanowienia o przedstawieniu zarzutów, oraz zamknięciem śledztwa. Teraz zrozumiałem dlaczego prok. Iskrzyńska po przedstawieniu mi zarzutów w dniu 5.08.2104 nie chciała ze mną rozmawiać, wiedziała co postanowiła i nie miała takiego zamiaru. Zrozumiałem dlaczego w tym samym dniu 06.06.2014, gdy zostałem wezwany w charakterze świadka na policję, nie było mowy o oskarżaniu, dokumentach oskarżenia, przecież zarzuty postawiono mi dopiero w dniu 05.08.2014, a ostatecznie w dniu 15.08.2014 odbierałem na policji ostatnią część skserowanej dla mnie dokumentacji oskarżenia. Nie miałem pojęcia, że dokumentacja jest niepełna i brak w niej najistotniejszego dowodu oskarżenia – płyty z nagraniem przebiegu wypadku z ekspertyzy biegłego. W dniu, w którym odbierałem dokumentację z policji dalej nie miałem pojęcia kto prowadzi śledztwo, bo niby skąd? Próbowałem rozmawiać z nadkomisarzem Sławomirem Siedlińskim. Zamiast tego dostałem propozycje niskiego wyroku w zamian za wniesienie opłaty zabezpieczenia majątkowego. Przeżyłem kolejny szok. Tego było za wiele. Zaniemówiłem, obiecałem, wziąłem kartkę z nr konta, druk przekazu pocztowego i wyszedłem. Napisałem protest. Wróciłem do prokuratury. Usiadłem na krzesełku przed gabinetem prokuratorki. Czekałem. Wychodziła, wracała, przechodząc odwracała wzrok. Następnego dnia też się nie dostałem. Protest złożyłem w sekretariacie. Nr konta i przekaz zatrzymałem na pamiątkę.
    5. Największym dla mnie zaskoczeniem było znalezienie w aktach sprawy przesyłki od biegłego Henryka Tyszewicza. Domyśliłem się, że jest to prezentowana we fragmencie na pierwszej rozprawie symulacja biomechaniczna, na którą powoływał się biegły. Stało się dla mnie w tym momencie jasne, że nikt nie czyta nie tylko moich, ale żadnych akt sądowych, nawet dowodów oskarżenia. Pismo o wydanie płyty lub umożliwienie wglądu do nagrania w sądzie przekazałem dnia 11.12.2014. Kopię otrzymałem 14.01.2015. Niestety, główne nagranie jest zakodowane i nie da się odtworzyć. Biegły nie udostępnił sądowi rozkodowanego nagrania. Odtworzenie nagrania z akt sądowych też jest niemożliwe. Informatyk sądowy to potwierdził. Prawdopodobnym jest, że sąd nie dysponuje drugą częścią nagrania. Na mojej płycie zapisane są dwie pozycje, na płycie w aktach sądowych tylko ta którą i ja zdołałem odtworzyć. Na sali sądowej biegły prezentował przebieg wypadku przy zderzeniu na pasie motocyklisty. Uderzenie według biegłego następuje teraz po drugiej stronie ulicy, kilka metrów poniżej zatoczki na której po wypadku rzuciło samochód. Motocykl uderza w samochód, motocyklista nie dotykając samochodu, upada na jezdnię przed samochodem, w locie obraca się, upada na jezdnie prawie na brzuch, bezwładny sunie po jezdni, bezwładne ciało pokonuje wysoki krawężnik, zatrzymuje się na trawniku w innym miejscu i pozycji, jak opisuje to na rozprawie biegły. W zał. nagranie z omawianej symulacji. Wg nagrania prędkość motocykla w momencie uderzenia wynosiła 12km/h, nie 49km/h jak ustalił biegły, a samochód po uderzeniu zamiast zwolnić w wyniku siły uderzenia dalej zawracał i przyspieszał. W momencie przejazdu przez krawężnik samochód miał już prędkość do 20 km/h. Cały zmierzony czas od momentu uderzenia do zatrzymania samochodu na podjeździe równał się w symulacji 4,1 sek. a średnia prędkość w tym czasie to 10 km/h, to tyle ile mogła wynosić prędkość nawrotu samochodu. Samochód nie reaguje, spokojnie kontynuuje zawracanie.
    Motocyklista przemieszcza się szybciej jak jedzie samochód i ucieka spod kół. Samochód będąc dalej w skręcie w lewo pokonuje najpierw przednimi kołami, a następnie tylnymi krawężnik, kontynuuje jazdę na skos przez trawnik na źle wybrane miejsce postoju. Właściwą pozycję samochodu po uderzeniu pokazuje zdjęcie nr1.Dowód : Do porównania -zdjęcie i policyjny szkic -w załączeniu. Pomyłka w ustaleniu przez policję właściwej pokolizyjnej pozycji samochodu powtórzona przez biegłego nie pozwala prawidłowo ustalić siłę uderzenia, a więc i prędkości motocykla w momencie uderzenia. Z fizyki wiemy, że energia rośnie wraz z kwadratem prędkości. E =1/2 m x v2. Nawet ten fragment oceny wystarcza, by udowodnić, że fizyka jest dla biegłego tajemnicza i nieznana. Wiedzieć jak, to wiedzieć czego szukać i co analizować.
    Twierdzenie Sądu w uzasadnieniu wyroku, że oparł się na wiarygodnych dokumentach z ustaleń policji i biegłego nie jest oparte na prawdzie. Czy w świetle powyższego, to co napisał Wysoki Sąd w uzasadnieniu wyroku „Ekspertyza biegłego zasługuje na walor wiarygodności, jak i wskazane opinie są jasne, pełne i szczegółowe” rzeczywiście zasługuje na miano wiarygodności?
    Nawet ten fragment oznacza, że mam niepodważalny dowód, nawet dla laika. Nie muszę już przekonywać, że art. 168 kpk: fakty powszechnie znane nie wymagają dowodu. Izaak Newton sformułował swoje zasady w 1687r. Od kilku pokoleń fizyka klasyczna jest nauczana w szkołach, jest przedmiotem egzaminów maturalnych i wstępnych na wyższe uczelnie, podstawą lotów kosmicznych i podboju kosmosu. U nas to nie ma znaczenia, choć mamy tu polski przykład: w 1992 r Jan Paweł II po 350 latach zrehabilitował Galileusza skazanego za popieranie teorii heliocentrycznej Kopernika.
    Po raz pierwszy w życiu miałem do czynienia z policją, prokuraturą i sądem. Z zaciekawieniem obserwowałem co się dzieje na pierwszej rozprawie. Ktoś otworzył drzwi sali sądowej, weszło kilka osób. Po przedstawieniu aktu oskarżenia przyszła moja kolej. Ocenę aktu oskarżenia rozpocząłem od zwrócenia uwagi na błędy w ekspertyzie biegłego. W połowie Sąd przerwał: „Proszę uważać, obok pana siedzi biegły”. Zrozumiałem – biegły nie jest świadkiem, ale najważniejszym członem zespołu oskarżycielskiego i jak się później okazało i zespołu orzekającego.
    Po zamknięciu rozprawy Sąd poprosił o opuszczenie sali. Wyszedłem. Na sali pozostali Sąd, biegły, prokurator, pełnomocnicy poszkodowanego. Poczekałem z ciekawości co będzie dalej. Wyszedł biegły. Podszedł na moment i usłyszałem: „Może pan, panie inżynierze w fizyce i dobry, ale nie podskakuj, nie masz szans.” Pomyślałem sobie, że pewnie nie było to spotkanie towarzyskie.
    O czym można po rozprawie rozmawiać?
    Zastanowiło mnie to, zacząłem szperać w internecie, zrozumiałem – biegły to osoba bezkarna, pewna siebie, wiedząca, że nikt jego opracowań nie czyta, a ja to przypadek odosobniony.
    Dla mnie jest jasne, że prokurator B.Iskrzyńska pisząc akt oskarżenia i podtrzymując akt oskarżenia na rozprawie o wypadku wiedziała niewiele. Z przesłuchania zrezygnowała, bo nie miała zamiaru sprawy prowadzić, nie znała opinii biegłego, o moich wnioskach do akt sprawy nie miała pojęcia, były składane podczas rozpraw, niektóre po rozprawach przez biuro podawcze, nikt nigdzie o tym nie informował. Nie bywała na rozprawach, na pierwszą rozprawę przyszedł prok. Jan Mieczkowski, na drugą prok. Agata Złotowska. Postanowienie o postawieniu zarzutów opracował Marcin Rost, nie słyszała przesłuchania świadków i przesłuchania biegłego, oraz moich z nim utarczek, ale pisała „Oceniając całokształt zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego w postaci zeznań świadków, dokumentacji sporządzonej na miejscu zderzenia, opinii biegłego, które jednoznacznie wskazują iż oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu, wyjaśnienia w.w w zakresie w jakim nie przyznaje się on do jego popełnienia należy uznać za niewiarygodne i stanowiące jedynie przyjętą przez niego linię obrony. ”
    Podczas tego procesu jak na dłoni widać podnoszone przeze mnie łamanie prawa, podstawowych zasad praworządności i demokracji. Nie obowiązują :
    -art 11 ust 1 Powszechna Deklaracja Praw Człowieka
    -art 14 ust 2 Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych
    -art 6 ust 2 Europejska Konwencja Praw Człowieka
    -art 42 ust 3 Konstytucji RP
    Podczas procesu nie można było liczyć na stosowanie zasady domniemania niewinności, prawa do rzetelnego, bezstronnego procesu, prawa do obrony, prawa do swobodnego wypowiadania się. Prawo ” oskarżony nie ma obowiązku dochodzenia swojej niewinności” to fikcja. Podczas procesu ponadto były nagminnie łamane prawa z kpk.
    art 2, art 4 , art5 §1 , art5 < §2, art 6 , art 74, art 148, art 168 , art 171, art 196 § 2.
    Rozczarowany postawą policji i prokuratury w proteście dot. postępowania w sprawie 1 DS618/14 napisałem : " Puki co wyjaśnień ode mnie nikt nie chce i nie oczekuje, niech sprawę rozstrzygnie sąd." Przewód sądowy zainicjowałem wnioskiem o powołanie drugiego biegłego ( w dniu, tuż przed rozprawą), drugi wniosek o powołanie drugiego biegłego w dniu 12.10.2014. Tłumaczyłem, że opracowanie biegłego Henryka Tyszewicza powołanego przez sąd to był zły wybór. Pisałem co powinna zawierać ekspertyza, przywoływałem powszechnie uznany wzorzec ekspertyzy Pokazałem, że ta ekspertyza to tak naprawdę przepisane wszystkie dokumenty akt z policji i prokuratury, wytknąłem błędy formalne związane z brakiem wiedzy biegłego niezbędnej do wykonania ekspertyzy.
    Dowód nr 1 Materiały szkoleniowe WAT i Politechniki Warszawskiej. Tłumaczyłem, że pierwszym co należało zrobić w przypadku analizy przestrzenno- czasowej zdarzenia drogowego to ustalić miejsce kolizji. Biegły tego nie ustalił!
    Tłumaczyłem, że jeżeli nie znamy miejsca wypadku, to tak jakbyśmy szli, lub jechali nie widząc dokąd. Jak nie wiemy dokąd, to nie jesteśmy w stanie określić długości drogi. Jak nie znamy długości drogi i nie wiemy dokąd dojechaliśmy, to nie ustalimy ani czasu, ani prędkości przejazdu, bo to nie jest możliwe. Interpretacja szukania miejsca i przebiegu zderzenia to czysta desperacja biegłego. Twierdzenia "po uderzeniu motocykl pozostał na miejscu, a samochód został odrzucony", "dokładnego miejsca zderzenia nie ma, oskarżony był na miejscu, policjanci nie potrafili określić, gdzie był kontakt pojazdu" , " szkła były blokowane przez pojazd" zadziwiają!
    Tłumaczyłem przed sądem, że jeżeli motocykl ma masę 212 kg a samochód 1100kg , a siła wzajemnego oddziaływania w trakcie zderzenia jest taka sama ( słynne powiedzenie akcja=reakcji ) a siła bezwładności F = m x a ( masa razy przyspieszenie) stąd:
    dla samochodu F= ms x as , dla motocykla F= mm x am to ms/mm = am/as
    1100/212= am/as = 5,188 am/as więc am = 5,188 as
    czyli przyspieszenie (opóźnienie) jakie uzyska motocykl będzie 5,188 razy przewyższało przyspieszenie (opóźnienie) samochodu. To znaczy, że po zderzeniu nie motocykl pozostanie na miejscu, jak chce biegły, to motocykl "odfrunie", nie samochód.
    Zdesperowany przywoływałem bardziej dosadne określenia typu: Ten fakt tłumaczy słynne stwierdzenie instruktora kursu dla kierowców tirów " chcesz mieć wolny przejazd wal w osobówkę" i " gdyby było inaczej to na wiosnę każdego roku chrabąszcze zdemolowałyby wszystkie jeżdżące tiry i inne pojazdy, czyli rozwaliłyby w Polsce całą cywilizację".
    Nie pomogło. Sąd był po stronie biegłego.
    Tego nie znajdziemy w protokołach z przebiegu rozprawy. Teksty naszpikowane matematyką i fizyką nie sposób utrwalić tak archaicznym sposobem zapisu wypowiedzi.
    W innym miejscu uzasadnienia wyroku napisano: " Niestety Mieczysław Grela nie opisuje przedmiotowego zdarzenia – od fazy zderzenia się pojazdów – tak jak to w jego ocenie ono wyglądało."
    Jest to nieprawda. Na początku, w pismach, tak. Jeszcze byłem idealistą. Jeszcze wierzyłem w art. 74 kpk "Oskarżony nie ma obowiązku udowadniania swojej niewinności".
    Szybko zmieniłem zdanie. Świadczą o tym moje wnioski (analizy) w aktach sprawy, wystąpienia sądowe, w szczególności ostatnia rozprawa z 28.11.2014 na której na dużej planszy prezentowałem analizę wypadku wraz obliczeniami na tle ustaleń biegłego.
    Oto ta analiza ze zmianą dużej planszy na : dowód nr 2 (szkic Nr 1), dowód Nr 3(szkic Nr2),
    1. Analiza stwierdzeń biegłego
    a) Prędkość jazdy motocykla w/g biegłego -49km/h=13,6 m/s
    b)odległość motocykla od miejsca postoju samochodu w chwili jego wyjazdu na jezdnię-26,6m
    c) czas dojazdu motocykla do miejsca zderzenia t = 24,6/13,6=1,8sek
    kierowca by ruszyć musi wykonać:
    -upewnić się że nadjeżdżający samochód świadka Skarżyńskiej go minął -1 sekunda.
    -spojrzenie w lewo – 0,5 sekundy
    -włączenie kierunkowskazu, wyciśnięcie sprzęgła, włączenie biegu – 0,6 sek.
    -kasowanie luzów układu ruchu, wyjazd – 0,5 sek.
    d) razem czas startu t s = 2 ,6 sekundy
    Wniosek: Zanim samochód ruszy motocyklista minie miejsce postoju kierowcy.
    2. Analiza jazdy świadka Skarżyńskiej przy założeniu, że jechała 50km/h = 13,9m /sek
    Czas pokonania skrętu i zatrzymanie przed znakiem STOP – 1 sek.
    spojrzenie w lewo – zasłonięte – 1 sek.
    spojrzenie w prawo – 1 sek.
    wyciśnięcie sprzęgła,wrzucenie biegu 0,5
    kasowanie luzu układu ruchu, wyjazd 0,5
    razem czas łączny na skrzyżowaniu = 4 sek
    t p= 140m/13,9m/s =10 sek czas w jakim świadek pokonała drogę od skrzyżowania z Podgórną do miejsca kolizji. Dowód nr 3 szkic nr 2.
    łączny czas dojazdu do miejsca zderzenia 10 +4 = 14 sek. Razem czas t c = 14 sek
    3. Ile w tym czasie przejedzie motocyklista jadący z prędkością wg biegłego 50km/h = 13,9m/sek.
    a) Droga przejazdu motocyklisty S m = 13,9 m/sek x 14 = 194, 6 m
    b) Motocyklista miał do pokonania do miejsca zderzenia 153 m od miejsca, które wskazała świadek Skarżyńska do miejsca kolizji ( postoju Citroena). Różnica wynosi 194,6 – 153 = 41,5m
    Wnioski:
    – Gdyby motocyklista był w miejscu wskazanym przez świadka Skarzyńską, to minie miejsce zderzenia zanim do tego miejsca dojedzie świadek, będzie dalej min. o 41,5 m ,
    – Kierowca Citroena jeszcze nie wyjedzie, bo czeka na przejazd świadka Skarżyńskiej.
    – Każde bliższe położenie motocyklisty, (jak podała świadek Skarżyńska ) o X metrów będzie oddalało motocyklistę również o dalsze X metrów od miejsca zderzenia, co jest oczywiste.
    – Zeznania świadków w tym zakresie nie sprawdzają się.
    Dołóżmy więc przejazd samochodu oskarżonego i sprawdźmy, co otrzymamy:
    minimalna średnica zawracania samochodu wg katalogu
    D min = 11,45m ( dowód karta katalogowa zał. nr 4)
    Czas startu do zawracania t s =2 ,6 sek . (patrz pkt 1.d)
    Ob z (obwód zawracania ) = Pi x D min = 3,14 x 11,45 = 35,953m
    Dz (droga zawracania ) = 1/2 Ob z = 17, 98 m
    Prędkość jazdy Citroena 10km/h = 2,8 m/sek.
    Czas czystego nawrotu t c = 17, 98 / 2,8 = 6,4 sek.
    czas wyjazdu z nawrotu 0,8sek
    czas prostowania 0,5sek
    Razem czas nawrotu 7,7 sek
    Wniosek:
    Nie wybiera miejsca nawrotu, nie przygotowuje się tak starannie do nawrotu, nie skręca wcześniej kół ten, kto nie zachowuje szczególnej ostrożności. Czas nawrotu jest optymalny. Mieszczę się w fabrycznej średnicy zawracania. Jazda szybciej będzie po łuku, a nie po obwodzie, nie nawrócę, wjadę na krawężnik wolniej, zgaśnie silnik. To absurd, by twierdzić, że jechałem za wolno i niewłaściwie.
    Miejsce nawrotu, położenie samochodu, kierunek uderzenia zaznaczono w – dowód nr 2 szkic nr 1 Z obliczeń wiemy, że gdyby motocyklista jechał 50 km/h i był na ul. Wiejskiej w momencie jazdy świadka Skarżyńskiej nie doszłoby do wypadku, bo oskarżony nie dostałby szansy nawrotu.
    Przy prędkości 50km/h = 13.9 m/sek , czas jakim dysponuje motocyklista by dojechać do miejsca zderzenia
    wynosi td= +7,7+ 14 = 21,7sek
    S = 13,9 m/sek x 21,7 sek = 301m Motocyklista miał do pokonania 293m
    Motocyklista dopiero wjeżdżał na ulicę wiejską!
    Wnioski
    1.Motocyklisty nie było na Wiejskiej w momencie rozpoczęcia nawrotu przez samochód,
    2. Zarzut zawracania bez prowadzenia prawidłowej obserwacji drogi – nie trafiony.
    3.Motocyklista miał do pokonania 183m, spokojnie by przejechał, bo oskarżony jeszcze nie wyjechał na jezdnię.
    4.Nie można więc mówić, że oskarżony nie zachował szczególnej ostrożności.
    Biegły w ekspertyzie napisał, a sąd powtórzył w uzasadnieniu wyroku, że brak jest metody do obliczenia prędkości jazdy motocyklisty. Oto dowód że to nieprawda!Tyko biegły jej nie znał !
    Jaka więc była prędkość motocyklisty? Obliczmy. Jeżeli motocyklista dopiero wjeżdżał na Wiejską, gdy nawrót rozpoczynał samochód, to drogę 183 m musiał pokonać w czasie dojazdu na miejsce zderzenia samochodu Citroen tzn.7,7+2,6= 10,3 sek. (czas oczekiwania na nawrót + czas czystego nawrotu)
    Prędkość musiała wynosić :
    V = S/t = 183 m : 10,3 sek = 17,77 m/sek = 64 km/h
    Wnioski
    Wyliczona prędkość to prędkość średnia. Wjazd na ul. Wiejską z ul. Odrodzenia jest pod kątem prostym. Od strony Biedronki z prawego pasa łagodniejszy, od strony Mazurskiej krótki i ostry. Prędkość wjazdu musiała być znacznie mniejsza,więc prędkość jazdy dalej na prostej musiała być większa o min 15%. Motocyklista jechał z prędkością około 74 km/h. Już przy takiej prędkości możliwa jest przy nieodpowiednim, nawet nie zbyt silnym przyhamowaniu utrata stabilności jazdy, motocyklista traci panowanie nad motocyklem, próbuje skręcić w lewo. Miejsce uderzenia, kierunek jazdy samochodu, kierunek uderzenia motocyklisty pokazano na szkicu nr 1 dowód nr2. Ślady uderzenia motocyklisty pokazuje zdjęcie nr 1. Na zdjęciu też widać, że samochód odrzuciło znacznie dalej, jak pokazała policja i przyjął biegły – zał. przy zdjęciu nr1.
    Należy zwrócić uwagę, że w momencie uderzenia samochód był poza jezdnią, powracał na nią, kierunek uderzenia był przeciwny do dotychczasowego kierunku jazdy motocykla.
    Wniosek: zajechanie drogi i wymuszenie pierwszeństwa nie miało miejsca .
    Siła odśrodkowa wyrzuca motocyklistę na bok samochodu, na samochodzie widać wyraźne ślady uderzenia ciała oraz ślad od kasku. Skośne położenie samochodu przy wyjeżdżaniu już na jezdnię spowodowało łagodną zmianę ruchu motocyklisty w kierunku trawnika. Motocykl uwolniony od kierowcy siłą odśrodkową prostuje się, zawrócony uderza w samochód z kierunku przeciwnego do dotychczasowego kierunku jazdy. Był huk, samochód uniosła, wrzuciło głęboko na podjazd. Dowód zdjęcie nr 1. Samochód nie ptak – nie fruwa. Nie pokonywał krawężnika, nie miał szans przez niego przejechać. Siła uderzenia była ogromna, na to wskazują uszkodzenia samochodu, głównie sposób jego przemieszczenia w głąb podjazdu, więc i prędkość uderzenia mogła być jeszcze większa. Należy zauważyć, że samochód przyjął ogromną siłę, ale w kierunku jazdy (dzięki temu można powiedzieć, że nie stawiał oporu).
    Stąd ja żyję, motoru nie odrzuciło daleko, to dzięki temu żyje również motocyklista.
    Aby mieć dowód zatrzymałem samochód na zamkniętym strzeżonym parkingu z monitoringiem. Niestety kask motocyklisty można zobaczyć jedynie na zdjęciu. Dowód zdj. nr 2.Zaginął.
    Miejsca uderzenia motocyklisty nie da się podważyć. Tylko to miejsce odpowiada śladom na jezdni. Samochód nie przejechał przez krawężniki, nie ma żadnych śladów takiego przejazdu, innych możliwości znalezienia się na podjeździe nie było. To samo dotyczy kierunku, z którego nastąpiło uderzenie prezentowane na planszy w sądzie, tu na szkicu Nr 1 – dowód Nr 2.
    By to zrozumieć trzeba sporo wiedzieć o motocyklach i technice jazdy motocyklem.
    Wszyscy śledczy problem motocykla i motocyklisty pominęli. Żadnej ekspertyzy uszkodzeń pojazdów nie było.
    Przy masie 212 kg motocykl ma 105 kM ; odpowiednio samochód 1100 kg i 75kM.
    "Nasycenie" mocą jednostki masy odpowiednio wynosi: motocykla 0,495 kM / kg, samochodu 0,068 kM/kg. Motocykl pod tym względem przewyższa samochód aż 7,3 razy. Pamiętajmy też, że energia uderzenia wynosi E = mv2 /2 , a więc rośnie w kwadracie prędkości. Samochód ma 4 koła, przy hamowaniu lepiej, lub gorzej hamują wszystkie. Motocykl ma 2 i najczęściej hamuje jedno, lub wcale. Przy jeździe motocyklem możliwe jest przyspieszenie rzędu przyspieszenia ziemskiego tj.9,81m/sek2 i złapanie stanu nieważkości. Przy złej regulacji hamulców, bez dobrze wyregulowanego ABS hamowanie kończy się zwykle jednym( przednim, albo tylnym) kołem.
    Gdy przednim – natychmiast traci się panowanie nad motocyklem.
    Ten motocykl nie miał ABS . Biegły tego nie zauważył.
    Przykro mi z powodu tak surowego traktowania przez Sąd. Czyżby kara za nieustępliwość, za wiedzę, za walkę o godność sponiewieranego człowieka?
    Jesteśmy z żoną emerytami, żona przewlekle choruje. Sąd zna nasze dochody. Zasądzone wysokie odszkodowanie plus koszty sądowe podcinają naszą egzystencję na lata.
    Za co i w imię czego karana jest żona? Jak skomentować słowa Sądu " Pana stać na to!"?
    Nigdy nie atakowałem świadków, jak twierdzi Sąd w uzasadnieniu wyroku. Nie mam pretensji do świadków, to moi sprzymierzeńcy. Zdążyłem przeczytać masę publikacji i sprawozdań z sal sądowych. W praktyce sądowej ocena świadków jest jednoznaczna, głos biegłego jest decydujący, świadek to osoba drugorzędna. Zgodnie z Art2 § 2 kpk podstawą wszystkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne. I tego się trzymam.
    Małgorzata Skarżyńska prowadziła cały czas samochód, wjechała na trudne skrzyżowanie, łuk drogi w prawo i dopiero znak STOP, utrudniony był widok w lewo przez samochody mieszkańców z pobliskiego bloku. Ruszając ze stopu widziała z odległości 300 m jadącego motocyklistę, oceniła jego prędkość na 50km/ h, zauważyła w oknie świadka Stefana Grabowskiego "Widziałam pana w oknie w bloku i to ten pan, który siedzi na korytarzu". W lusterku wstecznym widziała szczegółowo wypadek " Motocyklista przeleciał przez ten samochód fikołkiem". Oceniła czas jaki minął od minięcia samochodu do momentu uderzenia "to były ułamki sekundy, może dwie", "Ja zobaczyłam w lusterku wstecznym uderzenie". Pogratulować świadkowi. To osiągnięcie godne zgłoszenia do księgi rekordów Guinnessa,
    Świadek Stefan Grabowski nie poparł biegłego, prędkość motocyklisty określił na 60 km/h , odległość motocyklisty od samochodu 60-70m, a nie 24,6 m jak przyjął biegły. Świadek potwierdził potężny huk i że "pojazd oderwało od jezdni i poleciał on na wjazd do budynku po przeciwnej stronie ulicy. "
    Ale z określeniem miejsca i czasów już są problemy " tu było uderzenie, bo tu leżą szkła".Nie wszyscy studiowali fizykę .Ocenę odległości i czasu bez treningu ocenić nie sposób. Jak udowodniłem są inne metody.
    Ostatni świadek Piotr Skarżyński, przyznaje – nie widziałem wypadku, powtarza to co żona: "gdy się minęliśmy po 2-3 sekundach usłyszałem huk".
    Jedyna uwaga świadków, to brak wszystkich świateł w samochodzie, nie tylko kierunkowskazów, (to przekłamanie sądu). Mam dowód, że samochód posiadał automatyczny włącznik, który włączał światła mijania wraz z momentem uruchomienia silnika, świadkowie Skarżyński i Grabowski mówią nieprawdę. Jak nie widzieli żadnych świateł to nie mogli widzieć świateł mijania to chyba logiczne. Należy domniemywać, by coś znaleźć na uzasadnienie oskarżenia? Art 5 par2 nie obowiązuje?
    Liczni świadkowie z wielu forów internetowych widzieli co innego np. PortEl.pl "przyciemniona szybka od kasku zasłaniała mu widok kierunkowskazów"zawracającego samochodu.
    Świadkowie oskarżenia mówią inaczej niż biegły, ale dla sądu wszyscy mówią dobrze. Zadziwiające. Oskarżony, który wie o czym mówi to zdaniem Sądu mówi bzdury. Stwierdzenie Sądu, że nie lubię świadków to wielkie nieporozumienie. Ja ich szanuję takich jacy są i poważam. Dzięki ich zeznaniom, dzięki temu, że istnieją, mogę udowodnić swoja niewinność. Ja im za to dziękuję. Oni są wg Sądu "drugorzędni", ale tylko oni mi pomogli.
    Sąd zarzuca mi w uzasadnieniu wyroku, że kwestionowałem obrażenia rannego. Kolejne niezrozumienie. Chcąc powrócić do nie rozstrzygniętej sprawy miejsca zderzenia i przebiegu wypadku postanowiłem wspomóc się biegłym medycyny sadowej. Wnioskowałem o powołanie takiego biegłego, pytania przygotowałem na piśmie i wniosłem do sadu, a brzmiało ono:
    1 Obrażenia Krzysztofa Leszczyńskiego w trakcie wypadku wg opinii lekarskiej to:
    2 – rozległy tępy uraz klatki piersiowej ze złamaniem wielu żeber i mostka,
    3 – stłuczenie płuca z krwotokiem do jamy opłucnej, odmą opłucnową i podskórną
    4 – tępy uraz jamy brzusznej z pęknięciem wątroby i stłuczeniem nerki,
    5 – złamanie obu kończyn górnych.
    6 – W ekspertyzie rekonstrukcji wypadku podano, że motocyklista uderzając przednim kołem w samochód, siłą bezwładności przeleciał nad nim i upadł na wznak, na bezpośrednio przylegający do jezdni trawnik. Czy w takiej sytuacji możliwe są tego typu i tak rozległe obrażenia? "
    Było to pierwsze pytanie skierowane do biegłego Cezarego Wesołowskiego. Biegły odpowiedział: To mi raczej wygląda na przejechanie. Na to sąd: – Jak to? mamy ekspertyzę! Oskarżony najechał na motocyklistę? Bzdura!
    Protestowałem "to nie ja uderzyłem, to mnie uderzono, to ja jestem ofiarą, a nie sprawcą", nie poskutkowało. Na ten temat nie ma nawet zdania w protokole z rozprawy. Biegły wysłuchał, co ma do powiedzenia Wysoki Sąd i zmienił zdanie w kierunku zgodnym z ekspertyzą biegłego Tyszewicza. Zmienioną wersję Wysoki Sąd przywołuje w uzasadnieniu wyroku.
    Nie ma to już żadnego znaczenia, ekspertyzy biegłego Tyszewicza nikt już nie będzie brał na poważnie. Nie ma podstaw, by znaleźć cokolwiek uzasadniającego oskarżenie Prokuratury, ani uzasadnienia dla wydanego wyroku skazującego.
    Oczekuję uniewinnienia.
    Z wszystkich przedstawionych mi zarzutów nie istnieją dowody na żaden! Oskarżenie mnie o to, że kwestionowałem obrażenia motocyklisty to insynuacje, to kwintesencja i dowód jak byłem traktowany na policji, w prokuraturze i na rozprawie. To dowód, że próbowano ze mnie zrobić kozła ofiarnego, a na koniec jeszcze nierozgarniętego staruszka i idiotę. Te słowa to nie tylko żal i niesmak, który mnie ogarnia na temat tego procesu, ale i protest na traktowanie w ten sam sposób tysięcy innych Polaków. Stowarzyszenie Prawo na Drodze, które mnie wspiera, niezależne czasopismo internetowe Afery Prawa, inne, które istnieją nie powstają tak sobie z niczego. Dziękuję losowi za to doświadczenie. Za dodatkowa naukę i możliwość poznania innego świata. Teraz wiem, że na naukę nigdy nie jest za późno. A do tego poznałem to, co w życiu jest najcenniejsze – życzliwych i bezinteresownych przyjaciół. Przepraszam, rozpłakałem się po raz drugi w życiu, jak pamiętam.

    • 31węzłowy Burke pisze:

      Nie znam się na prawie ale to budzi szacunek. Wielkie uznanie i moja czapka wędkarska z głowy Wielki Człowieku !!! 31

    • Krzysiek pisze:

      Panie Mieczysławie – opisuje Pan całą sprawę zbyt emocjonalnie, ale ja Pana rozumiem.
      Zarzut spowodowania wypadku postawiła Panu policja i tym samym stał się Pan oskarżonym, a prokurator jedynie metodą „kopiuj wklej” przepisał policyjne bzdury, podobnie jak to uczynił sąd – czyli wszystko zgodnie z polską normą policyjno-prokuratorsko-sądowniczą. Nie widząc akt sprawy nic na temat tego zdarzenia powiedzieć nie mogę, a z Pana opisu bez szkiców obrazujących zdarzenie również trudno cokolwiek wywnioskować.
      Najbardziej mnie w tym opisie zainteresowała opinia biegłego, który zadanie „udowodnienia” Panu winy wykonał wręcz wzorowo dokonując takiej manipulacji parametrami ruchu obu pojazdów, że nikt nie jest w stanie jego „obliczeń” powtórzyć.
      Dlatego postanowiłem wyjaśnić „tajemnicę” biegłego sądowego, gdyż odniosłem swoiste wrażenie deja vu…..
      Otóż biegły sądowy Henryk Tyszewicz jest współwłaścicielem i zarazem założycielem firmy „KRAKSA” s.c. :
      http://www.zumi.pl/1974191,Kraksa_S.C._Wieslawa_Tyszewicz__Henryk_Tyszewicz,Olsztyn,firma.html
      który tak o sobie pisze:
      http://www.kraksa.com/info/3/O-nas.html
      No to już możemy się domyślać, dlaczego została wydana taka a nie inna opinia. Biegły ten przez 30 lat był policjantem i jest prawie niemożliwym, aby policjant udowodnił kolegom policjantom, że się pomylili stawiając zarzut spowodowania wypadku, chyba, żeby Biuro Spraw Wewnętrznych zleciło mu wydanie takiej opinii szukając dowodu na „trefnych kolesi” 🙂
      Fakt „zaszyfrowania” części obliczeniowej stoi w całkowitej sprzeczności z tym, co o sobie pisze biegły:
      http://www.kraksa.com/info/10/Ekspertyzy-i-opinie.html
      Ja już nie będę dociekać, czy ofiara tego wypadku jest czy nie jest klientem firmy biegłego, który przecież reklamuje swoje usługi bardzo przekonująco:
      http://www.kraksa.com/info/7/Odszkodowania.html
      Szczególnie opis metody „nacisku” na ubezpieczalnię wydaje się być najbardziej przekonujący do skorzystania z jego usług….
      Jak Pan widzi biegły ten miał pełne prawo powiedzieć Panu wprost co powiedział i faktem dla mnie jest, że Pan tę sprawę niestety przegra 🙁
      Niemniej , jeśli udostępni Pan do wglądu opinię tego biegłego oraz jego wyjaśnienia ustne z protokołu rozprawy (o ile są) to mogę spróbować dokonać weryfikacji tej opinii.

      • 31węzłowy Burke pisze:

        Krzyśku zacny ! Twoja dociekliwość jest wprost niezwykła. Czyli milicjant ( nie mów że emerytowany bo ONI do końca życia są ściśle związani z „firmą ” i z nią współpracują ) działając wspólnie i w porozumieniu z milicją, sondami, pro-kurwatorami, papugami , itd. zorganizowali kwitnący biznes zwany jak w podanych linkach. Aby ten biznes działał trzeba ścisłej współpracy między kółkami tego przedsięwzięcia. Jedynym sposobem na zatrzymanie tej machiny jest nasypanie jej piachu w tryby. Ale to musi być „mechanik” z zewnątrz. Czy ktoś ma tu pomysł ? 31

        • Nielot pisze:

          Polecałbym media, może sprawę nagłośnią.

          Choć z drugiej strony patrząc na to, iż media mają krótką pamięć* to może być tylko chwilowy sukces….

          *kto wie co dziś robi prokuratura w sprawie słynnego rajdu „Frog’a”? A jeśli sprawa nie trafi do sądu to chyba już w czerwcu będzie przedawnienie…

        • Krzysiek pisze:

          Pomysł jest jeden, ale za to niezwykle skuteczny – należy do ustawy o biegłych sądowych wpisać obowiązek dokumentacji wszelkich danych do sporządzenia opinii oraz metodologii jej sporządzania w takim zakresie, aby ta opinia była WERYFIKOWALNA !
          Innymi słowy: taki biegły sądowy to może sobie „zaszyfrować” jedynie kłódkę do pasa cnoty swojej leciwej żony, a nie obliczenia będące podstawą do sporządzenia symulacji wypadku oraz opinii decydującej o losach oskarżonego czy poszkodowanego – bo te opinie działają na plus i minus w obie strony – o tym też należy pamiętać !
          Proszę mi wierzyć – NIC nie podziała na biegłych sądowych tak dyscyplinująco jak świadomość, że jego opinia może być w naukowy sposób zweryfikowana i osądzona !!!
          Tutaj już nie pomogą żadne tytuły profesorskie czy inne – bo jeśli „profesor” mówi, że 2×2=5 , to nawet dziecko z I klasy szkoły podstawowej odbije, że przecież 2×2=4.
          Oczywiście istnieją w Polsce sądy, które uznają, że skoro „biegły profesor” stwierdzi, że raz 2×2=5, a innym razem 2×2=3, no to to jest podstawa do wyroku skazującego lub uniewinniającego. W końcu na prawie czy aplikacji sędziowskiej powtórki z arytmetyki NIET !
          Ja się nawet tym „profesorom” nie dziwię, ale kto powołał tych sędziów ? I za co , i po co ? ….
          Ale o tym napiszę w moim kolejnym artykule o założeniach do społecznego projektu ustawy o biegłych sądowych , który jest już gotowy, ale wymaga jeszcze uzupełnienia i korekty.

  5. pioter pisze:

    No tak, ale świadek Skarżyńska jechała od Podgórnej na północ czy południe? Motocyklista przejedzie 190 m, ale od jakiego punktu Wiejskiej zacząć pomiar tej odległości? Bez szkicu pozycji wyjściowych pojazdów oraz dokładnego oznaczenia ich przemieszczania i miejsca zdarzenia równie dobrze mogę wróżyć z fusów, jak było. Z przesłanego i umieszczonego powyżej opisu pana Mieczysława nie da się niestety odtworzyć, jak do wypadku doszło.

    • ka-nendo-sei pisze:

      Wybrałem dla mnie odpowiadający wariant, równie dobrze można przyjąć wersję północną. Wg mnie w obydwu przypadkach nie ma potrzeby wykonywania „nawrotów”. Opieram się na apelu tu zamieszczonym i obawiam się że wszystkie zeznania p. Mieczysława wyglądają tak samo. Czytając więc apel wiele sprzeczności spowodowało brak wiary w wersję p. Mietka. No chociażby to:
      „W celu zawrócenia stanąłem w zatoczce parkingowej,…”
      „…Nawrót wykonałem z zatoczki na podjazd do budynku znajdującego się po przeciwnej stronie ulicy…”
      W sumie nie wiadomo, co było początkiem manewru nazwanego „nawrotem” i co to za manewr, bo może ja i wielu innych nie rozumie rodzaju manewru jaki miał wykonać Mieczysław.
      W swojej gdybaninie najbardziej pasowała mi taka wersja. A odległość nakreśliłem od środka skrzyżowania i po przeglądzie street view. A dlaczego wybrałem 153 m na południe od znaku STOP? A no dlatego, że odległość wskazuje sam apelujący i :
      „…pędzącego i oślepionego słońcem motocyklisty.”
      To wiadomo, że o tej godzinie jechał na południe,ale apelujący napisał:
      „..wzrokiem obejmowałem całą ulice, nic nie zasłaniało widoku…”
      No to jak widział perfekcyjnie drogę a pogoda była słoneczna, w samo południe i oślepiało motocyklistę, to pan Mieczysław musiał patrzeć na północ, bo inaczej też by go oślepiało i nie widziałby dobrze pojazdu świadka, a o tym nie wspomina. Choć moje wątpliwości co,do kierunku nawrotu budzi opis: „..rozpoczęcie jazdy do przodu i prostowania samochodu, a więc z kierunku przeciwnego do kierunku jazdy pędzącego i oślepionego słońcem motocyklisty.” Tutaj wygląda to tak jakby najpierw patrzył w kierunku oślepiającego słońca i po rozpoczęciu jazdy do przodu (cokolwiek to znaczy) słońce miał w plecy, bo motocyklista jechał w kierunku przeciwnym, czyli ku słońcu.
      Jest możliwe, że problem tkwi w indywidualnym nazywaniu manewrów i czynności związanych z obsługą pojazdu, ale stając w zatoce równolegle do ruchu na tej drodze, po co patrzeć w prawo i lewo, jak powinienem do przodu i tyłu. A jak już jadę „do przodu”, to po co ma jeszcze ten pojazd prostować?
      Po za tym umieszczony przez admina apel oraz zdeklarowana chęć pomocy forumowiczów nie wywołała w Mieczysławie potrzeby dopowiedzenia, by rozwiać wątpliwości. Ja nie rozumiem, czemu ten apel miał służyć, a właściwie rozumiem…

      • Krzysiek pisze:

        Proponuję zaprzestać „roztrząsania” tego tematu do czasu, kiedy Autor apelu, czyli Pan Mietek, nie zacznie z nami współpracować poprzez udostępnienie akt sprawy. Dyskusja na tym etapie jest już bezcelowa i nie doprowadzi do jakichkolwiek wniosków.

  6. szofer pisze:

    Ale nie ma większego znaczenia czy do kolizji doszło tu, czy 15 cm dalej. Ważne jest kto co robił, kto czego nie zrobił, skąd kto nadjeżdżał, kto co widział, a czego nie widział. A z przytoczonego opisu nie wynika nic. Ja tu wnioskuję że autor po prostu nie zauważył motocyklisty i zajechał mu drogę. Zdarza się najlepszym. Dlatego chciałbym żeby autor dokładniej nam to zdarzenie opisał, dał jakiś rysunek albo link do street view i napisał kto, jego zdaniem, ponosi winę i na czym ona polega. Na dziś odbieram Go jako sądowego pieniacza. Niestety. Wnioskuję to choćby po retoryce, On sam „spojrzał w lewo i w prawo, wcisnął sprzęgło ….itd”, natomiast motocyklista „pędził oślepiony słońcem”.

    • pioter pisze:

      Ja też jestem daleki od wyciągania wniosków i zajmowania stanowiska – niestety, z opisu pana Mieczysława nie jestem sobie w stanie wyobrazić, w jaki sposób doszło do kolizji, w jakim miejscu, w której fazie manewru, etc. Skoro w aucie wystrzeliła poduszka kierowcy, to rozumiem, że doszło do zderzenia czołowego lub czołowo – bocznego, z relacji wynika, jakby było to już na koniec manewru – czyli co – motocyklista jechał nie swoim pasem? Czy może samochód wjechał na pas ruchu motocyklisty??? Skoro motocyklista był oślepiony słońcem to znaczy, że jechał od Alei Odrodzenia? Jeżeli zderzenie nastąpiło w końcowej fazie manewru zawracania, czyli podczas opuszczania „podjazdu do budynku”, to po mojemu mamy tu zastosowanie art. 22 ust. 4 PoRD, czyli obowiązek ustąpienia pierwszeństwa pojazdowi, który jest na pasie ruchu, na który mamy zamiar wjechać. A jeśli motocyklista pędził więcej niż dopuszczalne 50 km/h, to jemu można postawić zarzut z 92a kw, żeby był współwinnym (czyli zaszło realne i niezawinione przez kierującego zakłócenie możliwości logicznej oceny sytuacji), to musiałby tam mieć ze dwie paczki na zegarze.
      To powyżej to takie moje gdybanie, nie podejmuję się przedstawienia mojego stanowiska, bo jeszcze raz podkreślam – z opisu nic nie można wywnioskować. Jedyne, co się wydaje pewne, to to, że „biegły” odwalił fuchę i jego opinia powinna być oddalona (sprawa poduszki, której nie było, etc.). Niech autor apelu podeśle nam jakieś dodatkowe materiały, przede wszystkim szkic miejsca zdarzenia.

      • 31węzłowy Burke pisze:

        Na temat polucjantów drogowych wypowiedział się już NIK a więc już nie będę się nad nimi znęcał. Biorąc pod uwagę ocenę NIK i moją własną , nie da się odtworzyć przebiegu wypadku. Moja obserwacja jako kierowcy jest taka że kierujący motocyklami to kadra samobójców typu ” boski wiatr” i całkiem są w tym skuteczni. Niestety. 31

        • Krzysiek pisze:

          Bez przesady – każdy wypadek można zrekonstruować, szczególnie w przypadku kolizji dwóch pojazdów gdy znane są miejsca ich powypadkowego położenia. Nikt oczywiście nie żąda od biegłych sądowych od rekonstrukcji miejsca wypadku określenia prędkości co do kilometra, ale są takie „asy” co nawet z dokładnością do 0,1 km/h potrafią obliczyć, czy też odległości do 1 cm !
          O ile sędziowie „dają wiarę” jednym czy drugim zeznaniom, o tyle biegli sądowi powinni w swojej pracy ZWERYFIKOWAĆ materiał osobowy (czyli zeznania uczestników zdarzenia) na zgodność z dowodami materialnymi poprzez sprawdzenie prawdopodobieństwa zaistnienia obu wersji. Dopiero po wykonaniu weryfikacji obu wersji możliwe jest stworzenie wersji najbardziej prawdopodobnej.
          Jeśli natomiast biegły sądowy nie dokonuje weryfikacji dwóch różnych wersji (o ile istnieją), a rozpatruje tylko jedną, to wtedy niczym się nie różni od sędziego „dającego wiarę” w prawdziwość tej jednej wersji. Na tym właśnie polega STRONNICZOŚĆ.

    • ka-nendo-sei pisze:

      Pan Mieczysław dał namiary by obejrzeć sobie street view w Google mapy. Opisał pewne zdarzenia w taki sposób, że łatwo zlokalizować miejsce
      „Pokazałem, że przy szybkości jazdy motocyklisty 49 km/h… w czasie, w którym świadek Skarżyńska od znaku STOP (ul. Podgórna) dojedzie do miejsca zdarzenia motocyklista przejedzie drogę ponad 190 m, a więc minie strefę wypadku o ponad 37 m. ” Biorąc pod uwagę że stop jest tylko przy kościele i jednoślad o godzinie 12:00 oślepiało słońce, to jechał z północy na południe
      Co ciekawe „W celu zawrócenia stanąłem w zatoczce parkingowej, wzrokiem obejmowałem całą ulice, nic nie zasłaniało widoku, nie była żadnego ruchu. …
      Przepuściłem jedyny nadjeżdżający samochód późniejszych świadków. Po jego przejechaniu wykonałem, wykonywane od ponad 40 lat, takie same rozpoczęcie nawrotu…. Nawrót wykonałem z zatoczki na podjazd do budynku znajdującego się po przeciwnej stronie ulicy.”
      Nie było żadnego ruchu, a jednak był, street view pokazuje, że wykonanie manewru „nawrotu” przy tak wykonanych zatokach postojowych mija się z celem. , Ten dziwny (w tym miejscu) manewr kierowca wykonywał przez 40 lat, ale po co, by przez 40 lat stwarzać zagrożenie na Wiejskiej?! Można się tylko,domyślać że 153 m od skrzyżowania ze znakiem STOP Pan Mieczysław widział pojazd świadka, który zamierzał przepuścić i to zrobił. Nie przewidział jednak, że za pojazdem Skarżyńskiej z dużą prędkością jedzie motocyklista. Ale jaki podjazd do budynku w tym miejscu? Biegli biegłymi, ale wersja Mieczysława niejasna.

  7. szofer pisze:

    Jakież to typowe, jak dochodzi do wypadku z udziałem motocykla, to na pewno jechał za szybko! Idealnie wpasowujesz się w oficjalną linię propagandy. Fakty są jednak takie że autor zawracał, miał więc obowiązek ustąpić pierwszeństwa, czego nie zrobił. Bardzo przydałby się rysunek sytuacyjny gdyż opis jest bardzo chaotyczny.

    • Krzysiek pisze:

      Ta „typowa linia oficjalnej propagandy” jakoby motocykliści biorący udział w kolizjach i wypadkach jechali zawsze zbyt szybko nie bierze się z żadnych osobistych uprzedzeń kierowców aut do motocyklistów lecz jest bogato udokumentowana w aktach spraw takich wypadków dotyczących. Oczywiście ja dalej nie zamierzam dyskutować w tym temacie dopóki Autor apelu nie przedstawi akt sprawy, ewentualnie opinii biegłego oraz policyjnego szkicu miejsca wypadku. Przydałby się również protokół z przesłuchania świadków.
      Moja czujność w kwestii prędkości motocyklisty z tej kolizji wynika z prostego faktu, że prędkość kolizyjna motocyklisty została określona na dokładnie 49 km/h ! Już sama dokładność określenia tej prędkości powinna wzbudzić w każdym nieufność.
      Ale, jak powiedziałem, nie będę „gdybać” dopóki nie zobaczę wymienionych wyżej dokumentów. Podświadomie czuję jednak, że sprawa jest ustawiona, a zarzuty Autora apelu w znacznej mierze uzasadnione. Tym bardziej, że z opisu wynika, że do kolizji doszło na pasie ruchu, który był dla motocyklisty pasem do wyprzedzania.

    • ciekawy pisze:

      Wg mnie na chwilę obecną nie ma podstaw do tego, by przesądzać o czyjejkolwiek winie.
      Jedynym pewnym faktem w sprawie jest jedynie to, że doszło do kolizji dwóch pojazdów.
      Winę za to zdarzenie może ponosić:
      – kierowca pojazdu nawracającego,
      – motocykla
      – obydwaj mogą być współwinni
      – do kolizji mogło się przyczynić także nieprawidłowe oznakowanie, wadliwie
      ustawiona sygnalizacja, choć w tym przypadku zapewnie nie ma to miejsca.
      Tekst zawiera odwołanie do szkicu sytuacyjnego, do którego wglądu nie mamy, co dodatkowo utrudnia próby wyobrażenia sobie zdarzenia.
      Jeśli dobrze zrozumiałem treść apelu, to wg zawracającego motocykl poruszał się lewym pasem w momencie uderzenia w samochód (prawdopodobnie w jego przednią cześć, bo o tym w tekście nie ma mowy), który już praktycznie zawrócił.
      O ile dobrze rozumiem intencje apelującego ma on pretensje o to, że opinia biegłego ma potwierdzać niezgodne z prawami fizyki przemieszczenie się pojazdów po wypadku i zawiera kilka innych nieścisłości.
      Proponuję uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż Redakcja zamieści więcej materiałów dot. tej sprawy.

      • redakcja pisze:

        Redakcja, niestety, nie dyaponuje na razie innymi materiałami. Znalazła natomiast w sieci blog prowadzony przez Autora apelu. Jest tam opublikowanych nieco więcej informacji na temat tego wypadku. Wstawiam link do tego bloga: http://mietkowedumania.blogspot.com/

        • Krzysiek pisze:

          Przejrzałem blog Autora apelu, ale nie znalazłem nic więcej na temat opisywanego zdarzenia. Dlatego ponawiam apel do Autora apelu u opublikowanie akt sprawy.
          Ponadto chciałbym Autorowi apelu zwrócić uwagę na to, że rozpatrywanie fizycznych aspektów zderzenia motocykla z samochodem tylko na podstawie ogólnych praw mechaniki jest bardzo uproszczone. Przede wszystkim zderzenie motocykla z autem nie jest zderzeniem sprężystym (jak przykładowo jednej kuli bilardowej z drugą) ani również zderzeniem całkowicie niesprężystym (co miałoby miejsce w przypadku zderzenia kul bilardowych wykonanych z plasteliny, które po zderzeniu poruszałyby się dalej ze sobą zlepione po stole o zerowym współczynniku tarcia). Aż tak wielkich uproszczeń w obliczeniach nie wolno czynić, gdyż uzyskuje się fałszywe wyniki i tym samym fałszywe wnioski.
          Dlatego teza Autora apelu, że po uderzeniu motocykla w auto „odfrunie motocykl”, a nie auto jest oczywiście na gruncie mechaniki zderzeń FAŁSZYWA.
          Nie chciałbym wyprowadzać tutaj dość skomplikowanych wzorów opisujących takie zderzenie, ale jako dowód „obrazowy” można podać przykład uderzenia pędzącego motocykla w stojący samochód.
          Energia kinetyczna motocykla zostanie zużyta w trakcie zderzenia na:
          – pracę wykonaną na trwałe odkształcenie konstrukcji motocykla;
          – ciepło wydzielone podczas zwiększonego tarcia o podłoże po upadku motocykla czyli pracę wykonaną na jego dalsze przesunięcie;
          – pracę wykonaną na trwałe odkształcenie konstrukcji samochodu oraz PRZESUNIĘCIA samochodu (w tym również ciepło tarcia o podłoże wydzielone podczas tego przesunięcia) !
          Jak więc widzimy procesy zachodzące podczas zderzenia motocykla z autem są skomplikowane i zależne od bardzo wielu czynników dotyczących konstrukcji obu pojazdów, rodzaju nawierzchni w miejscu zderzenia oraz , co równie istotne, punktu kolizji w odniesieniu do środków ciężkości obu pojazdów. Jedno można z całą pewnością powiedzieć – jeśli energia kinetyczna motocykla jest na tyle duża, że nie zostanie całkowicie zamieniona na sumę prac odkształcenia obu pojazdów to z całą pewnością nastąpi przesunięcie samochodu w kierunku ruchu motocykla. Motocykl również nie pozostanie w miejscu zderzenia, ale ulegnie przemieszczeniu, którego kierunek w dużej mierze zależny będzie od momentów sił oddziałujących na ten motocykl.
          Twierdzenie Autora apelu, jakoby:
          „Gdyby było inaczej, to na wiosnę każdego roku chrabąszcze zdemolowałyby wszystkie jeżdżące tiry i inne pojazdy, czyli rozwaliłyby w Polsce całą cywilizację.”
          – jest zatem nieprawdziwe i dowodzi niezrozumienia charakteru zjawisk zachodzących podczas nie teoretycznego zderzenia ciał idealnie sprężystych lecz fizycznych obiektów w realu.
          Przywołane chrabąszcze mają bowiem tak niewielką energię kinetyczną i pęd w stosunku do energii kinetycznej i pędu pojazdu, że ta energia W CAŁOŚCI zostaje zamieniona na pracę wykonaną do zgniecenia i przylepienia robala na szybie pojazdu. Oczywiście zgodnie z zasadami mechaniki energia kinetyczna i pęd pojazdu zostanie zmieniona, ale w tak nieistotnej wielkości, że praktycznie fizycznie niemierzalnej.
          Przykład równie realny to zderzenie jadącego roweru ze stojącym autem. Jedynym efektem takiego zderzenia jest dewastacja roweru oraz pewne uszkodzenia blacharki auta w zależności od miejsca trafienia i …NIC poza tym – żadnego przesunięcia auta.
          Dlatego fragment opinii biegłego cyt.:
          ” Po uderzeniu motocykl został na miejscu, a samochód został odrzucony” – jest co do zasady fałszywy, gdyż co prawda auto zostało odrzucone, ale motocykl nie mógł „stanąć” w miejscu (teoretycznie istnieje taka możliwość, ale szansę na zaistnienie takiego przypadku można porównać z szansą trafienia „6” w totolotka !)
          Zresztą jeśli następne zdanie wypowiada biegły sądowy:
          „Pojazdy przemieszczają się na pozycje określone przez policjantów na szkicu” – to oczywiście sam sobie zaprzecza, jakoby motocykl pozostał na miejscu.
          Kuriozum stanowią stwierdzenia:
          ” Dokładnego miejsca zdarzenia nie ma, oskarżony był na miejscu, policjanci nie potrafili określić gdzie był kontakt pojazdów”. ” szkła były blokowane przez pojazd”. ?????…
          To, że policjanci nie potrafili określić, gdzie był kontakt pojazdów, to jest OCZYWISTE , gdyż nie posiadają nawet niewielkiego ułamka wiedzy, aby coś takiego dokonać !
          Natomiast jeśli biegły sądowy od rekonstrukcji miejsca wypadku powiada, że „dokładnego miejsca zdarzenia nie ma” to ten człowiek całkowicie się kompromituje jako biegły sądowy !!!
          To właśnie jego zadaniem jest na podstawie położenia obu pojazdów po wypadku określenie kierunków i prędkości jazdy obu pojazdów oraz miejsca kontaktu.
          I tu dochodzimy do sedna prawdopodobnego fałszerstwa biegłego – skoro tak dokładnie określił prędkość kolizyjną motocykla na 49 km/h to dlaczego nie potrafił określić PRAWDOPODOBNEGO miejsca kontaktu (zderzenia) obu pojazdów ? Przecież prędkość kolizyjna motocykla jest jedną z najważniejszych danych pozwalających na ustalenie miejsca zderzenia w odniesieniu do pozycji powypadkowych obu pojazdów !
          Moim zdaniem takie określenie prędkości kolizyjnej było zwyczajnym fałszerstwem mającym na celu uzasadnić, że motocyklista jechał tuż przed kolizją z prędkością dopuszczalną na danym odcinku drogi. Innego wytłumaczenia nie znajduję…
          Tym bardziej, że:
          „Biegły uparcie twierdzi, że odległość motocykla od samochodu w momencie jego wyjazdu na jezdnie wynosi 24,62 m, a prędkość jazdy motocykla 49km/h.” !
          Ten facet jest po prostu „genialny” !
          Potrafi określić odległość pojazdów sprzed kolizji z dokładnością DO CENTYMETRA, natomiast NIE POTRAFI podać dokładnego miejsca kolizji !
          No GENIUSZ jednym słowem, geniusz do sześcianu !
          I w tym miejscu ma, moim zdaniem, rację Autor apelu, że absolutnie nieprawdopodobna jest wersja motocyklisty i biegłego, gdyż w czasie potrzebnym na wykonanie manewru zawracania motocyklista już dawno byłby poza miejscem kolizji (swoją drogą sytuacja prawie dokładnie taka sama jak w moim przypadku, gdzie zgodnie z twierdzeniem poszkodowanego odnośnie jego prędkości i odległości do wypadku w ogóle by nie doszło i dlatego potrzebna była FAŁSZYWA opinia biegłego, który manipulując danymi uwiarygodnił kłamliwą wersję poszkodowanego).
          Wniosek jaki mi nasuwa się po analizie tego szczątkowego opisu zdarzenia jest taki, że najprawdopodobniej motocyklista pędził ze sporo większą prędkością niż deklarował (i „wyliczył” biegły…) a także był zdecydowanie w większej odległości od auta Autora apelu niż to „obliczył” (co do centymetra, ach, och !!!) biegły. Gdyby bowiem był już blisko i jechał tak wolno, to by Autor apelu nie wykonywał manewru zawracania, tylko mu ustąpił pierwszeństwa. W rzeczywistości w sporej odległości od miejsca kolizji pędził około „100”-ki nasz „kamikadze”, tak że oskarżony go zwyczajnie NIE WIDZIAŁ i w tak krótkim czasie zaledwie około 4 sekund doszło do kolizji. „Kamikadze” próbowało się oczywiście ratować z tej sytuacji dla niego krytycznej i pewnie hamowało, ale że „zabrakło już asfaltu”, to się skończyło jak skończyło.
          Oskarżanie Autora apelu o wyłączne sprawstwo tej kolizji jest z mojego punktu widzenia absolutnie nieuzasadnione. Niestety mamy w Polsce „prawo” jakie mamy, policjantów, prokuratorów, biegłych sądowych i samych sędziów – jakich mamy, i których jedyną „troską” jest znalezienie JEDYNEGO winnego i skazanie go z pogwałceniem zasady domniemania niewinności i przyjmowania wszelkich wątpliwości na korzyść oskarżonego.
          Aby te wątpliwości usunąć potrzeba jest opinia biegłego sądowego SPEŁNIAJĄCA PRZESŁANKI OPINII FAŁSZYWEJ, ale traktowana przez nie mających o mechanice zderzeń pojazdów absolutnie najmniejszej wiedzy prokuratorów i sędziów jako „prawda objawiona” !
          Dlatego biegli sądowi mogą pisać dowolne bzdury jakie im tylko ślina na język przyniesie, bo żaden cymbał z „wymiaru sprawiedliwości inaczej” nie jest w stanie jego „mundrości” podważyć.
          I to jest największy problem polskiego wymiaru sprawiedliwości – nie policjanci z ich chorobą zawodową, nie prokuratorzy z ich chęcią szczerą wsadzenia wszystkich za kraty oraz nie sędziowie, których zadaniem jest jedynie skazanie oskarżonego.
          Ale BIEGI SĄDOWI, którzy NIGDY, PRZENIGDY nie powinni przestąpić progu sądu, chyba, że w charakterze oskarżonych.
          O tym może jednak napiszę w późniejszym czasie.
          Dziękuję za uwagę.

  8. 31węzłowy Burke pisze:

    Re szofer : za mało danych do tak radykalnych wniosków jak Twój. Być może było tak że kierujący samochodem nie zauważył wyścigowca. Niedawno był bardzo podobny wypadek koło mnie i uznali winę wyścigowca na motocyklu który miał mieć na 60 coś około 120 km/godz. Jak to wyliczyli to nie wiem ale kierowca autobusu natychmiast po stwierdzeni śmierci kierującego motocyklem sam wykonał dokumentację powypadkową i nie było już miejsca na manipulację . Jeśli uznać miażdżący raport NIK na temat ” umiejętności” i ” wiedzy” tych z drogówki to wszystko jest tu możliwe. Mógł to być wypadek na Saharze bo nawet pozycji z gps niektórzy z milicjantów nie potrafią obliczyć.31

  9. szofer pisze:

    A według autora, jeśli nie on, to kto jest winny tej kolizji? Bo chyba nie obarcza winą motocyklisty za to że sam zajechał motocykliście drogę. Sąd i policja ma tu całkowitą rację, nie zachował ostrożności podczas zawracania i doprowadził do kolizji. A pisanie bredni że motocyklista był oślepiony słońcem w „prawie południe” gdy słońce jest wysoko to chęć bronienia przegranej sprawy. Należy uważać, myśleć za kierownicą a nie potem pienić się w sądach.

    • Krzysiek pisze:

      Chyba jesteś tym „szoferem tirowcem” co to w takich sytuacjach wali w osobówki…
      Za mało danych, aby ocenić zdarzenie. Wyliczenia świadczą na korzyść oskarżonego. Bzdury wypisywane przez biegłego jak najbardziej prawdopodobne – ci ludzie już tak mają, że są dyspozycyjni wobec dającego zlecenie. Czy dałbyś komukolwiek w przyszłości zlecenie, gdyby poprzednie wykonał nie po twojej myśli ???
      Sądy w Polsce są intelektualnie niezdolne do oceny materiału pod kątem merytorycznym opartym o prawa fizyki, gdyż ci ludzie kompletnie podstawowych praw fizyki nie znają ! Dlatego dowolny biegły sądowy może napisać dowolną bzdurę a jest ona przyjmowana przez „sond” jak prawda objawiona !
      A układ dzielnie się trzyma : prokuratura powołuje się na policję, biegły na świadków (oskarżenia oczywiście), sond na opinię biegłego. Jak oskarżony wnosi o powołanie niezależnego biegłego to sond odmawia, bo prokurator uważa, że ten wniosek ma na celu „przedłużenie postępowania”. Polski „wymiar sprawiedliwości” to zwyczajny bandytyzm i kpina z wszelkiej logiki i elementarnej przyzwoitości !

      • klonowy liść pisze:

        Oceny mówiących dokonuje się łatwiej od piszących. Zaczynanie od personalnych wycieczek z wymyśloną teorią na wykonywany zawód, piękny wstęp. Niepersonalny profesjonalizm

        • Krzysiek pisze:

          Ta wypowiedź nic nie wnosi do dyskusji, gdyż jest jakby to powiedzieć „personalnym nieprofesjonalizmem”.
          Autor apelu przedstawił swoją relację ze zdarzenia do czego ma absolutne prawo, jak również do oceny działań bezmiaru niesprawiedliwości wobec niego.
          Obecna doktryna orzecznictwa tzw „sondów” w sprawach wypadków komunikacyjnych idzie w takim kierunku, że to jadący przodem ma bardzo uważać na tego jadącego z tyłu, aby mu „broń Boże” nie utrudnić jazdy no i ustępować miejsca. Z drugiej strony, co już nie ja jeden podkreślam, mamy do czynienia z powszechnym ignorowaniem przez sondy znaczenia prędkości rzekomo poszkodowanych w wypadkach w odniesieniu do ich współudziału, a często wręcz odpowiedzialności za spowodowanie wypadku.
          Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, gdyż dla polskich sondów pojęcie „prędkość bezpieczna” stanowi zbyt wielkie wyzwanie intelektualne i nie potrafią powiązać zwyczajnej przyczyny ze skutkiem. Jedyne co rozumieją i potrafią polskie sondy to konstatacja, że skoro oskarżony jest oskarżony – no to jest winny i trzeba go skazać, choćby nawet dowiódł swojej niewinności i wykazał , że świadkowie oskarżenia bezczelnie kłamią. Wtedy oczywiście trzeba w uzasadnieniu napisać, że „nie kłamią” tylko „mogli się pomylić w swoich zeznaniach, gdyż sytuacja była dynamiczna i mogli wszystkiego dokładnie nie widzieć”…(to jest autentyczny fragment mundrości polskiej sendziny”).
          Doprawdy, aż żal przytaczać te „mundrości polskich sondów” bo to aż człowieka pusty śmiech ogarnia na widok aż tak wielkiej głupoty niebywale pyszałkowatych osobników, którym niczym małpie dano brzytwę do ręki…

  10. 31węzłowy Burke pisze:

    O tym jak szaleństwo komendiantury na straszników się przekłada . W mieście Poznań Strasz Miejska ma dobry obyczaj i z wyprzedzeniem podaje lokalizacje i godziny ustawiania fotoradarów; i do tego koloru żółtego . I tu im chwała. Ale gdzie to szaleństwo ? A tu : oto harmonogram : 23.12 .2014 : od 6.30 do 21.30, 24.12 (Wigilia) : 6,30 do 13.30, 25.12- brak wystawień, 26.12.: od 14.30 do 21.30, 27.12: od 14.30 do 21.30, 28.12 : od 14.30 do 21.30, 29.12 od 6.30 do 21.30, 30.12 od 6.30 do 21.30, oraz , na koniec kuriozum ( Sylwester) : 31.12.2014 : od 6.30 do 21.30. A wygląda to tak : komediant opieprzony przez jakiegoś nowego p-rezydenta że wyniki z radarów bardzo złe są i planu się nie wykona dostaje kopa i opieprza naczelnika . Ten opieprza kierownika z sekcji fotoradarowej SM. Ten idzie na chorobowe a więc opieprzony jest zastępca kierownika. Tenże opieprza szarych straszników i grozi , wzorem kierownika, utratą premii ( zadaniowej chyba). A ci ustawiają, wk….na wszystko, swoje machiny i wpatrują się w laptopy; z góry wiedząc że niewiele wypatrzą. I tak toczy się ten show no bo musi trwać …A może to już dom wariatów ? Ale do kiedy, kto powie stop temu szaleństwu Straży Miejskiej w Poznaniu która jest tu formacją wręcz znienawidzoną ? Kto wyczyści tę stajnię Wojciecha R ? No kto ? 31

    • klonowy liść pisze:

      Harmonogram, to nie to samo, co fizyczne wystawienie maszynki. Chociaż przed świętami wyluzuj swojej wyobraźni, poczuj atmosferę świąt, a nie nienawiści.

      • 31węzłowy Burke pisze:

        Co prawda to prawda , nie zawsze co napisane to zrealizowane. Pytanie czy to tzw. góra się połapała że przegina czy też pracownicy „poszli sposobem”. Co do nienawiści : niestety to prawda a nasze , co prawda tylko wycinkowe, badania w różnych miastach, miasteczkach to dokładnie potwierdzają : SM/SG są powszechnie znienawidzone . Ale np. w Czersku już nie : rozwiązano. 31

    • BB pisze:

      Ja znajduje jeszcze jeden plus naszej poznańskiej straży. Nie wiem czy zmienił to film Emila o parkowaniu i włączaniu sygnałów swietlnych podczas interwencji, ale ostatnimi tygodniami widzę bardzo duzo „interwencji” parkingowych naszej straży. Całkiem słusznych bo sam jakbym miał cieżąrówke to „prostowałbym” samochody zaparkowane w sposób kuriozalny. Ale do meritum… Każda interwencja wygląda tak, ze podjeżdża samochód SM, przed zatrzymaniem włącza koguta i zatrzmuje się w miejscu gdzie parkingu nie ma. Inaczej sie nie da. także plus za wyciagniecie chociaż takich wniosków z filmów Emila. Żółte fotoradary przenośne, kogut podczas interwencji. Małe kroczki ale formalnie zawsze jakiś plus.

      P.S. 1 stycznia o 7 rano wystawiac kasownik to jest już totalne kuriozum. Dbanie o bezpieczństwo 🙂 Nietrzeźwy noworoczny kierowco zwolnij bo fotoradar.

      • 31węzłowy Burke pisze:

        Do BB : jeśli uważasz za słuszne to proszę o kontakt emailowy. Redakcję forum proszę o przekazanie mojego adresu emailowego koledze BB . 31

        • BB pisze:

          Masz nawet mój nr tel, bo widzieliśmy się w sądzie 🙂 Wyślę Ci smsa z adresem mailowym.

          • 31węzłowy Burke pisze:

            Do BB : najmocniej więc przepraszam ale w ciągu ostatniego roku poznałem tylu zacnych że nie zawsze kojarzę. Będę wdzięczny za email. Pozdrawiam serdecznie. 31

      • klonowy liść pisze:

        A 1 stycznia to ograniczenia prędkości nie obowiązują? Mnie to tam zwisa, ale czasami zadziwiacie mnie. Jakby tak zagłębić się w temat znienawidzenia, to mogłoby się okazać ( po za pojedynczymi przypadkami) że za chęć i fakt notorycznego łamania PRD obwinia się tych którzy starają się zapobiegać utrudnieniom na drogach.

  11. 31węzłowy Burke pisze:

    Re Gwajer : Waszmość pisz z jakiego to miasta sprawa. Może gdzieś w Wielkopolsce? Znów sugeruję abyś poprosił Pana Prezesa Stowarzyszenia Prawo na Drodze aby podesłał Tobie namiary na Delegaturę SPnD w Twoim regionie. To może być moment przełomowy w Twojej sprawie -wiem co piszę. Pozdrawiam Wielkiego Wojownika i ” Nigdy się nie poddawaj „. 31

    • Gwajer pisze:

      Regularnie wrzucałem tu informacje o terminach, wraz z linkami do wokandaobywatelska.pl. Były sygnatury, godziny spraw, w miarę możliwości odpowiednio wcześniej. Nikt się nie pojawił.
      Moje akta obecnie zawierają ponad 150 kart, a jest to zaledwie sprawa o wykroczenie. Dość ciekawie to wygląda, pod warunkiem jednak, że samemu nie jest się uczestnikiem, w dodatku bez doświadczenia prawniczego.

      • 31węzłowy Burke pisze:

        To wielki wstyd ale też daje pojęcie dlaczego ONO jest bezkarne : brak kontroli społeczeństwa. Ja Tobie drogę wskazałem : zwróć się z oficjalną prośbą o pomoc do Prezesa SPnD. Jak na razie zawsze działało. Pozdrawiam.31

        • Gwajer pisze:

          Witam.
          Dziś odbyła się sprawa odwoławcza przed SO w Gdańsku.
          Nikt się nie pojawił, byłem na sali ja, Pani Sędzina i Pani Protokolantka.
          SO utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego…
          Tak więc dla mnie w zasadzie sprawa się zakończyła…
          SPnD Delegatura Pomorsko-Mazurska, jest w posiadaniu znacznej części kopii akt z mojej sprawy.
          Szkoda, że nikt się nie pojawił…
          Piszę wniosek o sporządzenie uzasadnienia i może pomyślę co dalej z tym zrobić…

          • 31węzłowy Burke pisze:

            Do dupy taka delegatura gdy się nikt nie pojawił. Panie Prezesie , niech Pan tę delegaturę rozwiąże bo to kompromitacja SPnD. Gwajer i tak walcz. Pozdro.31

          • pioter pisze:

            Niestety, delegatura była w tym czasie w Kielcach, a nie dysponuje urządzeniem do teleportacji z Enterprise. Kiedy obowiązki zawodowe na to pozwalają, to delegatura P-M, szanowny 31B, pojawiała się na sprawach nie tylko na swoim terenie, ale też w Krakowie, Płocku, Grójcu, etc., a więc poza swoim okręgiem. Choć przyznaję, że delegatura P-M z zazdrością patrzy na ilość zaangażowanych członków z Krainy Podziemnej Pomarańczy 😀

          • Gwajer pisze:

            No cóż… Delegatura nie musiała się pojawić, ponieważ nie jestem członkiem Stowarzyszenia…
            Mam zamiar dalej walczyć, tylko wszyscy mi odradzają… Jak dotąd mam 250zł grzywny i zwolnienie z wszelkich kosztów sądowych i postępowania, a nie wiem, czym to może się dalej skończyć… Nie wiem też jeszcze, jak to z kosztami dzisiejszej apelacji…

            Jutro planuję zadzwonić do RPO, zobaczymy, co Rzecznik na łamanie konstytucji i ogólnie przestępcze postępowania kilku osób, które to działania przyklepał SO.

            Powiem Wam, że ręce opadają, kiedy człowiek spotyka się z łamaniem prawa przez osoby w togach… I jeśli nikt nie pomoże, to wyrok SO w zasadzie zamyka dalszą drogę odwoławczą… Masakra…

          • 31węzłowy Burke pisze:

            Re Pioter ! Bez obrazy , Twoje przewagi nad różnymi wariatami są powszechnie znane i szanowane. Ale czy to znaczy że TYLKO TY to delegatura ? W takim olbrzymim okręgu ? Nie do wiary przecież . W Poznaniu i Wlkp ( ale wąsko pojętej ) nikt kto zwrócił się o pomoc nie został sam sobie zostawiony w obliczu aparatu bezprawia ( a przynajmniej mnie nic na ten temat nie wiadomo). Ale, co zauważamy z pewną przykrością, było ileś przypadków zgłoszeń i po próbach nawiązania kontaktów w celu ew. udzielenia pomocy i rady nikt nie odpowiada . Na przykład mieszkańcy zgłaszają problem zakładania blokad przez SM pod blokami. Piszemy SMS na wskazany adres, umawiamy spotkanie na które nikt nie przyszedł ! Czyli ktoś się chciał nami posłużyć samemu nic nie robiąc . To niech nas pocałują w rewers. Pozdrawiam.31

          • pioter pisze:

            31B, ja się absolutnie nie obrażam, natomiast no niestety tak wychodzi, że społeczność espeendowa z mojego okręgu jest wybitnie uzawodowienia i mam w związku z tym brak mobilności (trzeba by brać wolne, etc.)- przynajmniej tak to tłumaczę. Niestety, ja dostrzegam trochę nasz problem ogólnopolski, ze ludzie wstępują, bo maja problem, a po zamknięciu sprawy aktywność „trochę” przygasa, dlatego Waszemu szefowi zazdroszczę, że co by się nie działo, to zawsze jakaś ekipa się spakuje i przybędzie (czy sprawa w sądzie, czy konferencja w Opolu, etc.).
            Co do kolegi Gwajera – bardzo fajny i konkretny człowiek, miałem przyjemność być u niego rok temu na sprawie w SR w Gdańsku (96/3), tam był sukces – uniewinnienie, teraz też bym chętnie go wsparł swoją obecnością, ale praca rzuciła mnie do Kielc i Krakowa. Natomiast mam nadzieję, że w końcu wypełni deklarację członkowską i ją nam przyśle 🙂

  12. Gwajer pisze:

    Taki wymiar s(p)rawiedliwości w Polsce mamy, niestety…
    Ja również toczę batalię sądową. W moim przypadku obeszło się bez większych strat (wykroczenie).
    Aktualnie jestem po drugim wyroku skazującym, podpartym opinią biegłego. Niespełna trzy tygodnie temu złożyłem drugą apelację. Napisałem sam
    Świadkowie kłamią, co wynika bezpośrednio z protokołów rozpraw i przesłuchań. Policja dostarczyła wadliwą i niczym niepotwierdzoną notatkę policyjną. Biegły tworzy nieprawdopodobne teorie, jednocześnie przed Sądem zachowując się arogancko i uchylając się od odpowiedzi na pytania, do czego Sąd się przychyla. Sąd uznaje wszystko jako „spójne i logiczne”, jednocześnie wybiórczo traktując materiał dowodowy. Sprawa toczy się w kierunku potwierdzenia tego, co zostało zapisane we wniosku o ukaranie.
    Jestem jedynym aktywnym uczestnikiem postępowania, cały czas dostarczam dowody niewinności, a Sąd pomija wszystko jak leci. Nie reaguje na oczywiste niespójności w zeznaniach świadków (oskarżycielka posiłkowa-poszkodowana i jej ojciec) i pozostałym materiale dowodowym, dopuszczając jako dowód nielogiczne interpretacje przepisów PoRD przez biegłego, jednocześnie odrzucając moje pytania do biegłego, ponieważ „biegły nie może być przesłuchiwany na okoliczność przepisów PoRD”. Protokół z rozprawy również prowadzony jest nierzetelnie. Złożyłem dwa razy wniosek o sprostowanie protokołu, pierwszy został przyjęty, drugi pozostał bez odpowiedzi.
    W ostatnim wyroku, Sąd w swojej łaskawości zwolnił mnie z kosztów sądowych i kosztów powołania biegłego, jednocześnie skazując na taką samą grzywnę, jak w pierwszym. To chyba sugestia, żebym zapłacił tę „niewielką sumkę”. Ja jednak nie mam zamiaru, ponieważ nie jestem winny i bez względu na wysokość grzywny, nie mam zamiaru przyznawać się do czegoś, czego nie zrobiłem.
    Tragedia po prostu.

    Moja druga apelacja została właśnie przyjęta i wysłana do SO. Apelację pisałem sam, bo nikt nie chciał mi pomóc, a nie stać mnie na adwokata, który mówi „niech pan zapłaci, bo nie warto kłócić się o te 200 czy 300 złotych”. Wyszło pismo na 17 stron, z 10 zarzutami. Zajęło mi to 5 dni pisania, ponieważ nie jestem prawnikiem. Kosztowało sporo zdrowia i nerwów. Jest to moja druga apelacja, poprzednią też pisałem sam, na 9 stron, 9 zarzutów, pisałem trzy dni i żeby zdążyć, wziąłem z pracy urlop na rządanie.

    Obecnie czekam na dalszy bieg sprawy. Już wiem, że z takimi przeciwnikami łatwo nie będzie, ale pomimo niskiego wymiaru kary, nie mam zamiaru przyznawać się do czegoś, czego nie zrobiłem i nie będę płacić żadnej kary za to, że ktoś inny złamał przepisy ruchu drogowego.

    • Krzysiek pisze:

      Opis postępowania sądowego, ocena zachowania biegłego i wartość jego opinii w pełni odzwierciedlają stan polskiego „wymiaru sprawiedliwości inaczej”.
      Wszystko co wyżej opisane – DOSŁOWNIE WSZYSTKO – odbywa się przy okazji wszystkich innych spraw sądowych, w których jedynym dowodem winy oskarżonego jest …sam akt oskarżenia ! Akt zresztą spreparowany na podstawie kłamstw jednej strony i jego świadków, poparty notatką policyjną przedstawiającą jedną wersję zdarzenia z wyrokiem w postaci opinii „biegłego” sądowego, co miał za zadanie uzasadnić wersję policyjną – w tym celu powszechnie stosowane jest FAŁSZERSTWO opinii, co zresztą w moim przypadku opisałem i udowodniłem. Na to wszystko sąd jest oczywiście ślepy, bo sąd nie ocenia na podstawie dowodów lecz na podstawie „dawania wiary” w akt oskarżenia.

  13. Krzysiek pisze:

    Jako również niesłusznie oskarżony i skazany za spowodowanie wypadku drogowego, którego nie byłem winny, po przejściu całej procedury od aktu oskarżenia, poprzez wyrok nakazowy, sprzeciw, postępowanie przed SR I instancji, wyrok skazujący, apelację do SO II instancji, odrzucenie apelacji i wyrok prawomocny, wniosek do HFPC o objęcie programem „Niewinność” (HFCP wykpiła się) włącznie do wniosku do RPO o kasację, którą RPO również parę dni temu „odpuścił”, mogę jedynie współczuć Autorowi tego apelu, bo doskonale znam tę cierniową drogą niesłusznie oskarżonych i skazanych za czyny, których nie popełnili.
    Czytając ten bardzo emocjonalny Apel widzę w nim punkty wspólne z moją sprawą (a właściwie całkowitą zbieżność) i jeśli Autor apelu prześle mi akta sprawy, a w szczególności opinię tzw. „biegłego sądowego”, bo wydaje się, że to właśnie ta „nieomylna persona” (podobnie jak w mojej sprawie) doprowadziła do skazania poprzez swoją fałszywą opinię, to podejmę się przygotowania projektu apelacji.
    Proszę jednak pamiętać, że apelację może wnieść jedynie adwokat, a nie oskarżony.
    Ocena Autora apelu dotycząca polskiego „wymiaru sprawiedliwości inaczej” jest absolutnie tożsama z moją oceną.
    Materiały proszę przesłać do redakcji, którą proszę o przekazanie ich do mnie.
    Pozdrawiam
    Krzysiek

  14. ciekawy pisze:

    To czy ponosi winę czy nie, powinno wynikać z oceny przez Sąd rzetelnie przygotowanego materiału dowodowego, w tym spójnej opinii biegłego… Fakt zapisu w opinii, że w pojeździe eksplodowały dwie poduszki powietrzne, w sytuacji kiedy jest jedna i to w całości, budzi moje wątpliwości co do rzetelności z jaką została ona przygotowana…Jeśli biegy pomylił się w tym miejscu, dlaczego miałby nie mylić się w innych częściach opinii.
    Po stronie autora pewie wystąpiły pewne uchybienia, jak np. nie zapoznanie się z aktami sprawy przed pierwszą rozprawą, ale konia z rzędem temu, który nie mając nigdy wcześniej do czynienia z wymiarem sprawiedliwości uczyniby to 🙂

    Jeżeli autor apelu oczekuje pomocy, na pewno ułatwieniem byłoby zamieszczenie zdjęć/kopii akt sprawy. Co kilkadziesiąt/kilkaset głów to nie jedna…

    W ogóle nasuwa się pytanie, czy autor został skazany, jeśli tak to kiedy i czy wniósł w termine 3 dni o uzasadnienie wyroku. Jeśli nie wniósł, to jest juz chyba po przysłowiowej herbacie….

  15. edsil pisze:

    Pomijam całość że biegły pisał opinie pewnie w toalecie przed rozprawa, sędziowie i prokuratorzy to skorumpowana banda ale ….

    Wine za zdarzenie ponosi kierowca samochodu. ew można by tutaj uznać współwinę.
    Motocyklista mógł i zapierdzielać 300 km/h ale on miał pierwszeństwo
    Może zostać ukarany za predkość itp. ale nie być bezwzględnie winny kolizji

    • 31węzłowy Burke pisze:

      Bo ja wiem : Art. 4 Prd : ” Uczestnik ruchu i inna osoba znajdujące się na drodze mają prawo liczyć że inni uczestnicy przestrzegają przepisów ruchu drogowego , chyba że że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania”. Nawet ten ,dość niedbale skonstruowany przepis , mówi że mógł założyć że kierujący motocyklem jedzie przepisowo. Gdyby było inaczej to nie moglibyśmy wyjeżdżać z garażu. I nawet typowy , głupawy polski polucjant powinien to wiedzieć …Ale tu nie wiedział albo ciął popularnego głupa. 31

      • Edsil pisze:

        Niby tak … A teraz odwrócą sytuacje. Kierujący motocyklem tez mógł liczyc ze wszyscy ustąpia mu pierwszenstwa.
        Oboje złamali przepisy ale jakaś hierarchia jest.

        • BB pisze:

          Jak będziesz liczyć, że wszyscy na drodze ustąpią Ci pierwszeństwa to masz ogromne poczucie humoru albo BMW serii 3.

        • Krzysiek pisze:

          Kodeks Drogowy nie jest zbiorem przepisów zhierarchizowanych w skali ważności czyli nie ma przepisów „bardziej ważnych” i „mniej ważnych”, bo wszystkie obowiązują z jednakową mocą.
          Kwestie pierwszeństwa przejazdu są w PRD określone wystarczająco dokładnie, aby kierujący mogli się bezkolizyjnie poruszać.
          Zdanie: „Motocyklista mógł i zapierdzielać 300 km/h ale on miał pierwszeństwo Może zostać ukarany za predkość itp. ale nie być bezwzględnie winny kolizji” – jest kompletną bzdurą !!!!
          Za jazdę z mniejszymi prędkościami policja odbiera prawa jazdy, a prokuratura oskarża o „STWORZENIE ZAGROŻENIA W RUCHU DROGOWYM” !
          I takie właśnie zagrożenie dla zawracającego i dla siebie samego stworzył z wiadomym skutkiem ten motocyklista.
          Sprawa ta bardzo przypomina sprawę wypadku Jarosława Wałęsy pędzącego na motocyklu do nawet 153 km/h w miejscu, gdzie obowiązywała prędkość maksymalna 90 km/h. Wg opinii biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych (akurat tym biegłym można zaufać) jazda z dopuszczalną prędkością pozwoliłaby uniknąć tego wypadku.
          Dlatego proszę nie bredzić o ukaraniu motocyklisty jedynie „za prędkość”, gdyż TO WŁAŚNIE TA PRĘDKOŚĆ MIAŁA DECYDUJĄCE ZNACZENIE W DOJŚCIU DO WYPADKU I W JEGO SKUTKACH !!!
          Manewr zawracania był wykonany jak był i przy założeniu prawidłowej prędkości motocyklisty najprawdopodobniej zakończony byłby bez problemu.

          Polska rzeczywistość to jest już jakaś kompletna paranoja ! Z jednej strony policja i straże wiejskie uganiają się za kierowcami nawet nieznacznie przekraczających dozwoloną prędkość (często specjalnie obniżaną absurdalnymi ograniczeniami) by następnie, kiedy dojdzie do wypadku to nagle okazuje się, że prędkość 153/90 to „mały pikuś” nic nie znaczący i kierowcy można dać mandat jedynie za prędkość. I tak twierdzi policja, prokuratura i sądy – ci „znafcy” prawa co to nawet nie wiedzą, że istnieje art.19 w rozdziale 5 PRD:
          „Art. 19.
          1. Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków, w jakich ruch się odbywa, a w szczególności: rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu. ”

          Wracając do sprawy Autora komentowanego apelu widzę wyraźnie, że prokuratura „zamówiła” u swojego biegłego sądowego opinię, która miała uzasadnić policyjną wersję zdarzenia, która z rzeczywistością najprawdopodobniej nic wspólnego nie miała. Czyli wypisz – wymaluj jak w mojej sprawie, gdzie policyjny biegły sądowy manipulując wybiórczo materiałem dowodowym „zrekonstruował” taki przebieg wypadku, który nie miał miejsca w rzeczywistości.
          Autora apelu proszę po raz kolejny o przesłanie kopii akt sprawy, a w szczególności opinii biegłego, którą poddam weryfikacji.
          Proszę skorzystać z pośrednictwa Redakcji i przesłać na mój adres e-mail.

    • Krzysztof pisze:

      Nie zgadzam się.Motocyklista w terenie zabudowanym ma jechać max 50km/h.Gdyby tak było,kierowca samochodu by go zauważył i ustąpiłby pierwszeństwa.Ale jeśli jechał np.120km/h lub więcej nie było szans go zauważyć więc jest bezpośrednio winny wypadku.Karać za przekroczenie prędkości to go można po złapaniu na radar…

      • Krzysiek pisze:

        Ależ to wszystko wie doskonale każdy polski policjant, prokurator, sędzia i biegły sądowy w sytuacji, gdy motocyklista przypier…li w niego !
        Kiedy jednak ten sam motocyklista przywali w „klienta” polskiego „wymiaru sprawiedliwości inaczej”, to wtedy okazuje się, że motocyklista mógł zapierd….ć nawet 300 km/h a wszelka hołota miała obowiązek ustępować mu z drogi !
        Tak oto polski „bezmiar niesprawiedliwości” hoduje sobie bandytów drogowych po to, aby mieć zajęcie w osądzaniu ofiar tychże drogowych bandytów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *